Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Mortka
‹Wojna runów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna runów
Data wydania1 grudnia 2004
Autor
Wydawca RUNA
CyklTrylogia Nordycka
ISBN83-89595-13-3
Format416s. 125×185mm
Cena28,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wojna runów

Esensja.pl
Esensja.pl
Marcin Mortka
« 1 2

Marcin Mortka

Wojna runów

Przeniósł wzrok ku nieodległym, skrytym w ciemnościach brzegom duńskim. Ojciec umarł właśnie tam, w cichej, słonecznej Danii, rok temu w sierpniu. Jak zwykle, spędzał lato w Kopenhadze, gdzie wespół z kilkoma kolegami z miejscowego uniwersytetu prowadzili jakieś badania historyczne, bodajże nad wyprawą Czarnieckiego. Odszedł nagle, bez ostrzeżenia. Potrącił go samochód, gdy wychodził wieczorem z uniwersytetu.
Wojtek poczuł smutek, że jest tak blisko, a jednocześnie nie może odwiedzić grobu ojca. Przeszło mu przez myśl, iż być może właśnie traci taką szansę na wiele lat, a może nawet na zawsze.
Nagle drgnął, słysząc za sobą czyjś głos.
– Jest pan wolny, Śnieżewski. – W ciemnościach ledwie poznał twarz porucznika Dzielskiego, pierwszego oficera artylerii. – Pańska wachta dobiegła końca.
– Tak, w rzeczy samej. – Wojtek otrząsnął się z zadumy. – Stanowiska w pogotowiu bojowym, działa załadowane pociskami burzącymi.
– Dziękuję. Miłej nocy.
Wojtek ruszył w kierunku kajuty, którą dzielił ze Staszkiem Łękiem, oficerem nawigacyjnym, ale rozmyślił się i wyszedł na pokład od strony prawej burty. Była piękna noc. Rześkie, morskie powietrze smakowało doskonale, niebo jarzyło się gwiezdnym pyłem, a daleko, na szwedzkim brzegu, migotały gdzieniegdzie światełka rybackich wiosek. Za rufą bielał kilwater okrętu, a dalej Wojtek dostrzegał nikłe, pojedyncze światło pozycyjne „Burzy”.
– Magiczna noc – westchnął, opierając się łokciami o reling.
– Zaiste – powiedział ktoś obok niego. – Celnie pan to ujął.
– Panie komandorze! – Wojtek wyprężył się na baczność.
– Spocznijcie, poruczniku. – Dowódca niszczyciela, komandor podporucznik Eugeniusz Wilczak, uśmiechnął się lekko i ziewnął szeroko. – Nie bawmy się w konwenanse podczas magicznych nocy. Tym bardziej że pewnie niewiele nam ich zostało. Ma pan jakiegoś papierosa?
– Naturalnie. Proszę.
W ciemnościach błysnął promyk zapałki i obaj, dowódca i jego podwładny, zaciągnęli się dymem.
– Niech pan mówi – powiedział nagle Wilczak.
– Co mam mówić?
– Nie dręczą pana wątpliwości? – Dowódca wydmuchnął niebieskawy kłąb, natychmiast porwany przez bryzę. – Niechże pan nie żartuje. Ma je pan wypisane na twarzy.
– Myślałem o ojcu – bąknął zażenowany nieco Wojtek. – Jego grób jest w Kopenhadze.
– Tak, przypominam sobie. Profesor Andrzej Śnieżewski, światowej sławy historyk i archeolog. – Komandor podporucznik pokiwał głową. – Czytałem jego opracowania na temat legendy Jomsborga. Nadzwyczaj ciekawe wywody.
– Miło mi to słyszeć. – Wojtek poczuł, jak jego serce zalewa fala ciepła. – Naprawdę, komandorze… Jestem bardzo dumny z jego dokonań, ale..
– A ze swoich pan nie jest? Dobry z pana oficer, Śnieżewski. Pański ojciec również byłby z pana dumny.
– Pewnie tak, mimo że nie był zadowolony z pomysłu wstąpienia do wojska – przytaknął Wojtek z westchnieniem. – Po prawdzie, to wpadł w panikę, gdy mu o tym zakomunikowałem. Chciał, bym szedł w jego ślady, został nauczycielem i badaczem. Po roku targów i kłótni ostatecznie zezwolił mi na wstąpienie do Szkoły Morskiej w Gdyni. Teraz jednak… – urwał.
Mimo ciemności czuł, że dowódca bacznie mu się przygląda.
– Teraz jednak… – powtórzył jego słowa Wilczak, zaciągając się mocniej. Jego twarz rozświetlił żar papierosa. – Wiem, co pan ma na myśli. Trwają być może ostatnie dni pokoju, nasz kraj szykuje się do wojny, a my tymczasem opuszczamy Gdynię i pod osłoną ciemności wiejemy do Wielkiej Brytanii! Przemykamy niczym złodzieje przez Sund, bojąc się nawet odpowiedzieć na sygnały z brzegu! Trzy największe polskie okręty! Psiamać, Śnieżewski, nie podoba się to panu i ma pan rację.
Milczał przez chwilę, po czym podjął wątek:
– Poruczniku, wojna wisi na włosku. Zadaniem „Burzy”, „Błyskawicy” i „Gromu” jest dotrzeć do Wielkiej Brytanii, nawiązać kontakt z admiralicją, a w wypadku niemieckiej inwazji, wraz z Royal Navy, eskortować konwoje z materiałem wojennym do Polski. Podobnie jak pan, sercem jestem z naszymi kolegami w Polsce, ale rozsądek mówi jedno: na Bałtyku nie mielibyśmy z Kriegsmarine szans, poruczniku. Żadnych szans. Będziemy walczyć z portów brytyjskich, wraz z Anglikami, z większymi nadziejami na zwycięstwo.
Strzepnięty niedopałek zakreślił łuk w powietrzu i zniknął w falach.
– Nasz naród doprawdy wspaniale opanował sztukę umierania za wielkie sprawy. Śmierć jednakże nie jest sztuką dla sztuki, śmierć musi czemuś służyć. Nie jest moim marzeniem, by stanąć w szeregu i dać się wyrżnąć. Chciałbym, by moja walka, a także śmierć, miały jakiś sens, jakiś cel. I to będę sobie powtarzał z każdą kolejną milą morską, która oddziela nas od Gdyni. Dobranoc.
Z tymi słowami Wilczak odwrócił się i zniknął w drzwiach.
Śmierć nie jest sztuką dla sztuki, powtórzył w myślach Śnieżewski, stojąc samotnie na prawej burcie pogrążonego w ciemnościach okrętu. Nagle tknęło go przeczucie, że to zdanie ma znaczenie o wiele szersze niż tylko wsparcie na duchu tęskniącego za domem oficera, znaczenie, z którego Wilczak nie zdaje sobie sprawy.
Ja też nie, pomyślał, wpatrując się w ciemny szwedzki brzeg.
I chyba tego nie chcę.
koniec
« 1 2
28 listopada 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Czarowna wojenna przygoda
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Mała Esensja: Powrót trudny w dwójnasób
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Zdziwniej i zdziwniej
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Perypetie szkolne i ogrodowe
— Marcin Mroziuk

Krótko o książkach: Miasteczko Nonstead
— Jarosław Loretz

Ahoj marynarzu!
— Magdalena Kubasiewicz

Ostrze przeznaczenia
— Beatrycze Nowicka

Grzechot kości
— Beatrycze Nowicka

Wpadnij do wikingów
— Eryk Remiezowicz

Nie będzie Wiking pluł nam w twarz
— Michał Foerster

Ponure spojrzenie pirackiej papugi
— Ewa Pawelec

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.