Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Kathleen Ann Goonan
‹Jazz Miasta Królowej›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJazz Miasta Królowej
Tytuł oryginalnyQueen City Jazz
Data wydania14 grudnia 2004
Autor
PrzekładPiotr Budkiewicz
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-688-6
Format520s. 125×183mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Jazz Miasta Królowej

Esensja.pl
Esensja.pl
Kathleen Ann Goonan
« 1 6 7 8

Kathleen Ann Goonan

Jazz Miasta Królowej

– Ta biblioteka jest gigantyczna – ciągnął. – Na pewno tysiąc razy większa od naszej. – Rodzice Russa otrzymali staranne wykształcenie i chciali przechować jak najwięcej, szabrowali wszystko z Dayton, aż wreszcie ze strachu ogłosili zakończenie realizacji swojego projektu. – Verity, nie wracam.
– Nie możesz tu zostać.
– Niby czemu?
– Co będziesz jadł?
– Mogę polować. Zresztą w sklepach wciąż jest mnóstwo żywności.
Verity umilkła. Blaze wiedział, że zaraza może być przenoszona także przez jedzenie, tak przynajmniej sądzili szejkerzy. Z tego powodu starannie przestrzegali zasady, że żywność należy wytwarzać samodzielnie, a zabite przez siebie dzikie zwierzęta przynosili do specjalnego pomieszczenia Sare, gdzie maszyna zwana Radarem Zarazowym – taki napis widniał na jej boku – sprawdzała mięso pod kątem możliwości przenoszenia choroby. Urządzenie stanęło w specjalnie przystosowanym, małym domku, daleko od Sali Zebrań.
– Wróć, proszę – upierała się Verity.
Wziął ją pod rękę i wprowadził do dużego holu.
– Wszystkie drzwi, które widzisz, prowadzą do pomieszczeń zapełnionych książkami – wyjaśnił. Doliczyła się dziesięciu kresek światła przed oknem na końcu korytarza. – Jest tu czternaście pięter. Nie na każdym zgromadzono książki, lecz wszędzie są dostępne informacje. To znacznie lepsze niż kamień radiowy.
Verity czasami pożyczała mu kamień radiowy, gdy miała dobry humor, czyli rzadko. Blaze się skarżył, że daje mu urządzenie wtedy, gdy nie działa, ale mijał się z prawdą. Verity sama nie wiedziała, kiedy to się może zdarzyć. Kamień radiowy był ich wspólną tajemnicą.
– Zasnąłem na trzecim piętrze, choć przez większość nocy byłem na nogach – ciągnął Blaze. – Nie wiedziałem, od czego zacząć. Czy właśnie tak się zachowujesz za każdym razem, gdy tutaj przychodzisz? Śpisz na tej kanapie? – Wydawał się zirytowany. – Na trzecim piętrze są tu takie małe płytki, mniej więcej rozmiaru jednej z tych starych ćwierćdolarówek, które znaleźliśmy zakopane w sadzie. Te techniczne płytki mają niewielkie zagłębienie i można je wsuwać do urządzeń.
– Wiem, o czym mówisz – przytaknęła Verity. – Myślisz, że chciałam wypróbować te wszystkie maszyny? To, co robię, jest znacznie ważniejsze… Tak mi się wydaje. – Zastanawiała się, jak wytłumaczyć problem nakazowej energii, która przyciągnęła ją do kanapy. Poza tym z zażenowaniem myślała o perspektywie wyznania, że nie pamięta nic z tego, co się jej tutaj zdarzyło. Od czasu do czasu w jej umyśle pojawiały się tylko szczątkowe wspomnienia. – Nie chciałam pozostawać tu zbyt długo. Wszyscy by się martwili.
– Weźmy książkę Przygody Hucka Finna. Czytałaś ją, prawda? No więc na jednej z płytek znalazłem nagranie tekstu. Inna opcja polegała na wyświetleniu filmu holograficznego, który można było oglądać tak, jakby się w nim uczestniczyło. Ten film dało się zmniejszyć tak bardzo, że mieścił się na dłoni, albo tak bardzo powiększyć, że bosa stopa Jima wypełniała całe pomieszczenie. Dało się też popłynąć rzeką Missisipi na tratwie z szałasem, taką samą jak ta, którą pływają ci cholerni tratwiarze.
Blaze wyglądał na zdenerwowanego. Przyłożyła dłoń do jego czoła, lecz ją odepchnął.
– Verity, tutaj znajdują się przedmioty, których nawet sobie nie wyobrażałem. Russ nigdy mi o nich nie opowiadał. Od jak dawna wiesz o tym wszystkim?
Wzruszyła ramionami.
– Mniej więcej od sześciu lat.
Zamilkł, a ją ogarnęło przygnębienie. Zwykle mówiła, że idzie na spacer, w stronę Franklin, że musi pobyć sama i przemyśleć pewne sprawy. Jak wszyscy od czasu do czasu.
– Co się z tobą dzieje, kiedy siedzisz na tej kanapie?
Nie odpowiedziała.
– Tutaj kryje się historia. Dzieje świata. Nigdy się nie zastanawiasz nad tym, co było w przeszłości? Nie chodzi mi tylko o to miejsce, ale o cały świat. O stare rozgrywki baseballu. Cincinnati Red Stockings. Tutaj znajdują się odpowiedzi. Nic cię to nie obchodzi? Skąd się wzięła zaraza? Co to właściwie jest Ożywienie? Co zrobiły Kwiaty, a co Pszczoły? Dlaczego musimy się tego wszystkiego bać?
Obróciła się na pięcie i zbiegła po schodach. Blaze ją przerażał. Nigdy dotąd nie był równie napastliwy. Tak, zgadza się: powinni to wszystko wiedzieć. Miał rację, ale mimo to…
Wpadła w panikę, nie miała pojęcia czemu. Drzwi wejściowe rozsunęły się przed nią i przebiegła przez wielki hol, w którym odgłosy jej kroków odbijały się od ścian głośnym echem. Nagle przystanęła, czując na ciele powiew zimnego powietrza.
Ulice i drzewa pokryły się warstwą połyskującego lodu. Cairo wybiegła na zewnątrz i zawyła, ślizgając się bokiem i spadając ze schodów. Blaze wypadł na dwór, a Verity pospiesznie się odwróciła i zamknęła drzwi.
– Dlaczego to zrobiłaś? – krzyknął.
– Musisz wracać do domu. To wszystko przeze mnie.
– Niczego nie muszę robić!
– A co z niebem? – spytała stanowczo.
– Skoro ciebie ono nie obchodzi, dlaczego ja miałbym się nim przejmować? – odparł, wprawiając ją w zdumienie.
– Jesteś łowcą – przypomniała.
– Sare jest lepszą łowczynią ode mnie, dobrze o tym wiesz. Rzecz w tym, że po prostu woli mierzyć, liczyć i planować zbiory. Poradzą sobie beze mnie.
„Ale ja sobie nie poradzę” – pomyślała i ostrożnie ruszyła w dół schodów, trzymając się poręczy.
Blaze się odwrócił i przyłożył dłoń do drzwi. Nie otworzyły się.
– No i dobrze – mruknął. – I tak znajdę sposób, aby się tam dostać. Coś wymyślę. Musi istnieć jakaś inna droga. Czeka mnie dużo pracy. – Odwrócił się do Verity i zrobił błagalną minę. – Posłuchaj, tam się znajdują dworce kolejowe, na jednej z płytek. Zupełnie jakbym chodził po ich wnętrzach. Union Station w Waszyngtonie. Penn Station. – Mówił tak, jakby doskonale wiedziała, o co mu chodzi. – Wcześniej tylko o nich czytałem. Oglądałem zdjęcia. To coś zupełnie innego. Wracajmy do środka. Pokażę ci dworzec w Cincinnati. Również należał do Union Station. To znaczy, że wszystkie linie kolejowe zbiegały się na dworcu centralnym. Niedaleko stąd, zaledwie osiemdziesiąt kilometrów. Ciekawe, czy wciąż tam się znajduje. To taki wielki łuk, jakby fragment wycięty z kuli. Widziałem go zaraz po zbudowaniu, w 1933 roku. Spacerowałem po jego wnętrzu i głos mi powiedział, gdzie jestem: w News Reel Theater Cooled by Air, latem, i w sklepie z zabawkami, i w barach, a wszystko zbudowano w formie tych pięknych, długich łuków, wtedy obowiązywała taka architektura. W okresie Lat Kwiatów to zostało Ożywione, ale pozostawiono tę samą formę, bo była tak piękna, a dzięki liniom Maglev dało się dojechać do każdego miejsca w Ameryce Północnej. W kilka godzin. Wcale nie jest trudno posługiwać się tymi urządzeniami. Głos wyjaśnia, co należy robić. Idę o zakład, że dzięki hipertekstowi mógłbym wsiąść do pociągu i pojechać do tych wszystkich miejsc, których teraz już nie ma, umarły…
koniec
« 1 6 7 8
2 grudnia 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ot, ładne obrazki
— Anna Kańtoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.