Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Douglas Preston, Lincoln Child
‹Gabinet osobliwości›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGabinet osobliwości
Tytuł oryginalnyThe Cabinet of Curiosities
Data wydania1 lutego 2005
Autorzy
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPendergast
ISBN83-7298-605-3
Format626s. 125×183mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Gabinet osobliwości

Esensja.pl
Esensja.pl
Douglas Preston, Lincoln Child
1 2 3 7 »
Zamieszczamy fragment powieści Douglasa Prestona i Lincolna Childa zatytułowanej „Gabinet osobliwości”. Książka, której bohaterem jest znany z „Reliktu” i „Relikwiarza” agent FBI Pendergast, ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

Douglas Preston, Lincoln Child

Gabinet osobliwości

Zamieszczamy fragment powieści Douglasa Prestona i Lincolna Childa zatytułowanej „Gabinet osobliwości”. Książka, której bohaterem jest znany z „Reliktu” i „Relikwiarza” agent FBI Pendergast, ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

Douglas Preston, Lincoln Child
‹Gabinet osobliwości›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGabinet osobliwości
Tytuł oryginalnyThe Cabinet of Curiosities
Data wydania1 lutego 2005
Autorzy
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPendergast
ISBN83-7298-605-3
Format626s. 125×183mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Douglas Preston i Lincoln Child dedykują tę książkę amerykańskim nauczycielom, profesorom i bibliotekarzom, zwłaszcza tym, którzy odmienili ich życie.

Podziękowania
Lincoln Child chciałby podziękować dr. med. Lee Suckno, dr. med. Bry Benjaminowi, dr. med. Anthony’emu Cifelli oraz dr. med. Traianowi Parvulescu za ich pomoc. Dziękuję także mojej rodzinie, biologicznej i przyszywanej, za miłość i wsparcie. Szczególne podziękowania dla mojej matki, Nancy Child, za specyficzne porady.
Douglas Preston pragnie wyrazić podziękowania Christine i Selene za nieocenioną pomoc przy pracy nad tym manuskryptem oraz jak zawsze podziękować Alethei i Isaacowi. Dziękuję również dr. med. Jamesowi Mortimerowi Gibbonsowi juniorowi za konsultację medyczną.
Chcielibyśmy podziękować Jonowi Couchowi za pomoc przy wykorzystanych w tej książce szczegółach dotyczących broni palnej. Dziękujemy też Jill Novak za uważną lekturę manuskryptu. Jesteśmy szczególnie wdzięczni dr. med. Normanowi San Agustinowi, nadzwyczajnemu chirurgowi, za jego komentarz dotyczący technik chirurgicznych oraz przejrzenie tego tekstu. No i jak zwykle dziękujemy tym wszystkim, dzięki którym ta książka mogła powstać – a szczególnie Betsy Mitchell, Jaime Levine’owi, Ericowi Simonoffowi i Matthew Snyderowi.
Choć w tej książce wykorzystaliśmy istniejące nazwy ulic Manhattanu, zarówno współczesne, jak i z przeszłości, nazwy instytucji publicznych, posterunków policji, rezydencji i innych miejsc wspomnianych na tych stronicach są fikcyjne. W niektórych fragmentach zmieniliśmy też topografię Nowego Jorku zgodnie z potrzebami niniejszej opowieści.

Jeden
Pee-Wee Boxer z odrazą zlustrował plac budowy. Brygadzista był skończonym łajzą. Załogę stanowili sami nieudacznicy. A co najgorsze, facet obsługujący koparkę nie znał się na swojej robocie. Może trafił tam za sprawą związku albo miał wysoko postawionych przyjaciół, tak czy owak, manipulował maszyną, jakby robił to pierwszy raz w życiu. Boxer stał sztywno, z muskularnymi ramionami splecionymi na piersiach, obserwując, jak czerpak koparki wgryza się w stertę cegieł przy starej kamienicy czynszowej. Czerpak napełnił się i nagle znieruchomiał przy wtórze pisku urządzeń hydraulicznych, zaraz jednak znów się poruszył, kołysząc się w tę i z powrotem. Chryste, skąd oni wzięli tych tandeciarzy?
Usłyszał za sobą chrzęst i odgłos kroków, a odwróciwszy się, ujrzał podchodzącego ku niemu brygadzistę z umorusaną, spoconą twarzą.
– Boxer! Co jest, kupiłeś bilety na to przedstawienie czy jak?
Boxer przeciągnął muskularne ramiona, udając, że tego nie słyszał. Był jedyną osobą na tej budowie, która znała się na rzeczy i reszta załogi nie przepadała za nim. Boxerowi było to obojętne, lubił własne towarzystwo.
Usłyszał zgrzyt, gdy zęby czerpaka wgryzły się w twardą ścianę fundamentu. Dolna warstwa starej budowli była odkryta jak otwarta rana: powyżej asfalt i beton, poniżej cegły, rumosz i znów cegły. A na samym spodzie ziemia. Aby położyć fundament pod apartamentowiec ze stali i szkła, musieli kopać naprawdę głęboko, aż do podłoża skalnego.
Zlustrował wzrokiem plac budowy. Nieco dalej w popołudniowym blasku widać było wyraźnie rząd kamienic przy Lower East Side. Niektóre z nich zostały odnowione. Wkrótce renowacja czeka także pozostałe. Gentryfikacja.
– Ej, Boxer! Ogłuchłeś?
Boxer znów rozluźnił mięśnie, marząc o tym, aby dać brygadziście po pysku.
– Rusz no tyłek. To nie widowisko. Nie masz tu na co patrzeć.
Brygadzista skinął głową w stronę miejsca pracy Boxera. Nie podszedł jednak bliżej. Tym lepiej dla niego. Boxer rozejrzał się w poszukiwaniu swoich ludzi. Wsypywali właśnie cegły do pojemnika na śmieci, bez wątpienia odsprzedadzą je później jakiemuś zafajdanemu yuppie z okolicy, który był gotów zapłacić po pięć dolców za jedną starą cegłówkę. Ruszył przed siebie na tyle wolno, by dać brygadziście do zrozumienia, iż nigdzie mu się nie spieszy.
Nagle rozległ się krzyk. Wizg koparki urwał się jak ucięty nożem. Czerpak wgryzł się w ceglany fundament, odsłaniając znajdujący się za murem ciemny, strzępiasty otwór. Operator koparki wrzucił luz i wyskoczył z kabiny. Brygadzista, marszcząc brwi, podszedł do niego, po czym dwaj mężczyźni zaczęli rozmawiać o czymś z ożywieniem.
– Boxer! – dał się słyszeć głos brygadzisty. – Skoro i tak się obijasz, to mam dla ciebie zadanie.
Boxer nieznacznie skręcił, jakby i tak miał udać się w tę stronę, nie dał po sobie poznać, że usłyszał wołanie tamtego, a przez nonszalanckie zachowanie chciał wyrazić pogardę, jaką wzbudzał w nim chudy, opryskliwy brygadzista. Stanął przed nim, gapiąc się w zakurzone robocze buty przełożonego. Małe buty, mały wacek.
Powoli uniósł wzrok.
– Witaj na świecie, Pee-Wee. Rzuć no na to okiem.
Boxer spojrzał na ziejący otwór.
– Podaj mi latarkę. – Boxer wyjął karbowaną, żółtą latarkę zatkniętą w szlufce spodni i podał brygadziście. Ten zapalił ją.
– No proszę, działa – mruknął, kręcąc głową ze zdziwieniem. Nachylił się i zajrzał do otworu. Facet wyglądał jak kretyn, stojąc chwiejnie na palcach na stercie zwalonych cegieł, z głową i torsem wsuniętym w głąb otworu. Powiedział coś, ale jego głos był zbyt stłumiony, aby można go było usłyszeć. Po chwili wychynął z dziury.
– Wygląda jak jakiś tunel. – Otarł twarz, rozmazując po niej ciemną smugę kurzu. – I cuchnie tam jak jasny gwint.
– A widziałeś tam Tutenchamona? – spytał ktoś.
Wszyscy, prócz Boxera, wybuchnęli śmiechem. Kim, u licha, był ten Tutenchamon?
– Dam głowę, że nie ma tam nic, co mogłoby zaciekawić jakiegoś archeologa. – Odwrócił się do Boxera. – Pee-Wee, jesteś duży i silny. Chciałbym, żebyś tam zszedł i sprawdził, co jest w środku.
Boxer wziął od niego latarkę i nie spojrzawszy nawet na zgromadzonych dokoła robotników, wspiął się na stertę cegieł, by zbliżyć się do otworu wyłupanego w murze przez czerpak koparki. Ukląkł na pogruchotanych cegłach i zajrzał do dziury, przyświecając sobie latarką. Poniżej rozciągał się długi, niski tunel.
Zarówno ściany, jak i sufit poprzecinane były mnóstwem pęknięć. Tunel wyglądał, jakby lada chwila miał się zawalić. Zawahał się.
– Włazisz do środka czy nie? – warknął brygadzista.
Zaraz potem rozległ się inny, drwiący głos.
– O czymś takim nie było mowy w moim związkowym kontrakcie. – Rozległ się głośny, rechotliwy śmiech.
Boxer wślizgnął się do otworu.
Cegły posypały się po stromiźnie aż na podłogę tunelu. Boxer na wpół ześlizgnął się, na poły zeskoczył w dół, wzbijając tumany kurzu. Podniósł się powoli i wyprostował, kierując promień latarki przed siebie. Światło, z uwagi na wirujący w powietrzu kurz, nie dotarło daleko. Od środka to miejsce wydawało się jeszcze mroczniejsze.
Odczekał, aż jego oczy przyzwyczają się do ciemności, a kurz opadnie. Z góry dochodził go, na szczęście mocno stłumiony, śmiech i gwar głosów.
Postąpił kilka kroków naprzód, świecąc latarką z boku na bok. Z sufitu zwieszały się nitkowate stalaktyty, w nozdrza uderzył go podmuch cuchnącego powietrza. Ten fetor to zapewne woń zdechłych szczurów.
Tunel wydawał się pusty, jeśli nie liczyć kilku bryłek węgla. Po obu stronach znajdowały się liczne, łukowato sklepione nisze, mierzące około metra średnicy i około półtora metra wysokości, każda z nich została dość prymitywnie zamurowana. Ściany lśniły wilgocią, słychać też było nieustanny odgłos kapiących kropel. W tunelu, do którego nie dochodziły żadne dźwięki z zewnątrz, zrobiło się nagle bardzo cicho.
Zrobił jeszcze jeden krok naprzód, wodząc promieniem latarki wzdłuż ścian i sufitu. Pajęczyna pęknięć wydawała się tu jeszcze bardziej rozległa, a z łukowatego sklepienia wystawały kawałki kamieni. Cofnął się ostrożnie, ponownie kierując wzrok ku zamurowanym niszom w ścianach po obu stronach.
Podszedł do najbliższej. Jedna z cegieł musiała wypaść niedawno, inne wyglądały na obluzowane. Zastanawiał się, co mogło znajdować się wewnątrz tych nisz. Kolejny tunel? Coś, co celowo starano się ukryć?
Poświecił w głąb szczeliny po brakującej cegle, ale światło nie zdołało rozproszyć panującej wewnątrz ciemności. Skierował promień ku dołowi i ponownie wytężył wzrok. Coś tam było. Coś, co przypominało talerz. Porcelanę. Cofnął się o krok, w zatęchłym powietrzu zaczęły mu łzawić oczy.
Ciekawość walczyła w nim z bliżej niesprecyzowanym niepokojem. Wewnątrz na pewno coś było. To coś mogło byś stare i cenne. W przeciwnym razie, po co ktoś zadałby sobie tyle trudu, aby zamurować tę wnękę?
Przypomniał mu się pewien facet, który podczas wyburzania starej kamienicy znalazł cały woreczek srebrnych dolarówek. Były rzadkie, warte dobrych parę tysięcy. Kupił sobie za to nowiutką kosiarkę do trawy. Jeśli za tymi cegłami było coś cennego, zatrzyma to dla siebie, a inni niech mu naskoczą.
1 2 3 7 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Wszyscy jesteśmy androidami

Na rubieżach rzeczywistości:

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.