Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robin Hobb
‹Królewski skrytobójca›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólewski skrytobójca
Tytuł oryginalnyRoyal Assassin
Data wydania27 maja 2005
Autor
PrzekładAgnieszka Kwiatkowska
Wydawca MAG
CyklTrylogia skrytobójcy
ISBN83-89004-93-3
Format624s. 115×185mm
Cena32,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Królewski skrytobójca

Esensja.pl
Esensja.pl
Robin Hobb
1 2 3 »
Prezentujemy fragment powieści Robin Hobb „Królewski skrytobójca”. Książka będąca kontynuacją „Ucznia skrytobójcy” ukaże się w księgarniach nakładem wydawnictwa MAG.

Robin Hobb

Królewski skrytobójca

Prezentujemy fragment powieści Robin Hobb „Królewski skrytobójca”. Książka będąca kontynuacją „Ucznia skrytobójcy” ukaże się w księgarniach nakładem wydawnictwa MAG.

Robin Hobb
‹Królewski skrytobójca›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólewski skrytobójca
Tytuł oryginalnyRoyal Assassin
Data wydania27 maja 2005
Autor
PrzekładAgnieszka Kwiatkowska
Wydawca MAG
CyklTrylogia skrytobójcy
ISBN83-89004-93-3
Format624s. 115×185mm
Cena32,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przejrzysta noc pod lśniącymi gwiazdami. Silne zdrowe ciało, hasające po ośnieżonym zboczu. Biały puch osypywał się kaskadami z mijanych krzewów. Upolowaliśmy, zjedliśmy. Nasyceni pod każdym względem, szczęśliwi. Noc rześka i jasna, przyjemny chłód, skrzypiący śnieg. Nikt nas nie więził, nikt nie bił. Razem znaliśmy pełnię wolności. W jednym miejscu wartki strumień prawie nigdy nie zamarzał. Chłeptaliśmy lodowatą wodę. Ślepun otrząsnął nas od czubka nosa po czubek ogona, wciągnął powietrze przez nos.
„Nadchodzi świt”.
„Wiem. Nie chcę o tym myśleć. Świtem sny się kończą, wraca rzeczywistość”.
„Musisz iść ze mną”.
„Ślepunie, przecież jestem z tobą”.
„Nie tak. Musisz iść ze mną całkiem. Nie wracać. Puścić”.
Już mi to mówił wcześniej, przynajmniej dwadzieścia razy. Naciskał. Ponaglał. Bardzo mnie dziwiła ta konsekwencja, tak do niego niepodobna, gdy nie miała nic wspólnego z jedzeniem. Bez wątpienia działał pod wpływem Brusa.
Nie pojmowałem, czego ode mnie chce.
Ciągle od nowa tłumaczyłem mu, że jestem w zamknięciu, moje ciało zostało uwięzione w klatce. Myślą mogłem podążać za nim, ale nie potrafiłem spełnić jego żądania.
Zbierał resztki cierpliwości.
„Musisz iść ze mną, teraz. Na cały czas. Zanim przyjdą cię obudzić”.
„Nie mogę. Moje ciało jest zamknięte w klatce”.
„Zostaw je! – wściekł się. – Puść!”
„Co takiego?”
„Zostaw, puść je, chodź ze mną”.
„Czy to znaczy, że mam umrzeć? Zjeść truciznę?”
„Tylko jeśli musisz. Ale teraz, szybko, zanim jeszcze cię skrzywdzą. Puść i chodź ze mną. Puść. Raz już tak zrobiłeś, pamiętasz?”
Ponieważ dużo wysiłku wkładałem w zrozumienie jego intencji, skupiałem się na łączącej nas więzi. Przez nią przedzierała się udręka mojego ciała. Gdzieś tam leżałem zesztywniały z zimna i cierpiący. Gdzieś tam każdy oddech rezonował bólem w żebrach. Oderwałem się, wróciłem do silnego zdrowego ciała wilka.
„No właśnie, tak. Po prostu zostaw. Teraz. Puść. Zwyczajnie puść”.
Nagle pojąłem, czego ode mnie chciał. Nie bardzo wiedziałem, jak to zrobić, i nie byłem pewien, czy potrafię. Kiedyś, tak, przypominałem sobie, zostawiłem swoje ciało pod jego opieką. Później obudziłem się u boku Sikorki. Niestety, nie byłem pewien, jak tego dokonałem. Wilk strzegł mego ciała, a ja odszedłem dokądś, sam nie wiem dokąd. Tym razem żądał, abym wyrwał siebie. Przeciął więzy łączące ciało i duszę. Nawet gdybym odkrył, jak to uczynić, nie byłem pewien, czy chcę.
„Połóż się i umrzyj…” – powiedział mi przecież Brus.
„No właśnie. Umrzyj, jeśli musisz, ale chodź ze mną”.
Podjąłem nagłą decyzję. Zaufać. Zaufać Brusowi, zaufać wilkowi. Co miałem do stracenia?
Wziąłem głęboki oddech, balansowałem jak przed skokiem w zimną wodę.
„Nie, nie. Po prostu zostaw”.
„Dobrze, dobrze”.
Rozglądałem się w sobie, szukając, co mnie więzi w ciele. Wydłużyłem oddech, chciałem zwolnić bicie serca. Zapomnieć o bólu, chłodzie, zesztywnieniu. Zapadłem daleko, głęboko w siebie.
„Nie! Nie! – zawył Ślepun rozpaczliwie. – Do mnie! Chodź do mnie, zostaw to, chodź do mnie!”
Usłyszałem kroki, szmer głosów. Przeszedł mnie dreszcz strachu, mimowolnie owinąłem się mocniej płaszczem księcia Krzepkiego. Uchyliłem jedno oko. Ujrzałem tę samą mroczną celę, to samo zakratowane okienko. W głębi mnie przyczaił się głęboki mroźny ból, coś bardziej zdradliwego niż głód. Nie złamali mi żadnej kości, ale coś uszkodzili. Na pewno.
„Wróciłeś do klatki! – krzyknął Ślepun. – Wychodź! Zostaw ciało i chodź do mnie!”
„Za późno – szepnąłem. – Uciekaj. Nie chcę tego z tobą dzielić”.
„Nie jesteśmy stadem?” – Desperacja rozpaczliwa jak wilcze wycie.
Już byli przed progiem, otworzyli drzwi. Strach ścisnął mnie za gardło. Niewiele brakowało, bym podniósł rękaw do ust i przeżuł bryłkę ukrytą w sekretnej kieszonce. Zamiast tego ścisnąłem w dłoni zwitek pergaminu.
Ten sam człowiek z pochodnią, ci sami dwaj strażnicy. Ta sama komenda.
– Wstawaj.
Odsunąłem płaszcz. W jednym z żołnierzy pozostała jeszcze odrobina człowieczeństwa, bo pobladł na mój widok. Na pozostałych nie znać było wrażenia. Poruszałem się zbyt wolno jak na ich potrzeby, więc któryś chwycił mnie za ramię i poderwał na nogi. Krzyknąłem z bólu, nie zdołałem się opanować. I zaraz zadrżałem ze strachu. Jeśli nie potrafiłem zdusić krzyku, jakim sposobem miałem się oprzeć Stanowczemu?
Wyprowadzili mnie z celi, powiedli korytarzem. Trudno właściwie powiedzieć, że szedłem. Posiniaczone ciało zesztywniało przez noc. W czasie bicia otworzyły mi się rany od miecza na ramieniu oraz na udzie, wraz z nimi wrócił ból. Ból był dla mnie teraz niczym samo powietrze. Nie opuszczał mnie ani na chwilę. Na środku dawnej wartowni ktoś mnie popchnął, upadłem. Leżałem na boku. Nie widziałem powodu, by wstawać. Nie miałem już dumy. Lepiej niech myślą, że nie mogę ustać na nogach. Miałem przed sobą ważne zadanie. Wolno, pracowicie zebrałem siły, skupiłem się i zacząłem wznosić mury obronne mego umysłu. Wyżej i wyżej, przez mgłę cierpienia, umacniałem ściany Mocy, ukrywałem się za nimi. One były najważniejsze – one, nie moje ciało. Zaczęli wchodzić żołnierze, ustawili się wokół mnie pod ścianami. Rozmawiali przyciszonymi głosami, czekali. Ledwie ich zauważyłem. Mój świat to były mury obronne i ból.
Zazgrzytały zawiasy, powiało od otwartych drzwi. Pojawił się książę Władczy. Stanowczy kroczył za nim, beztrosko promieniując energią Mocy. Wyczuwałem go wyjątkowo jasno. Był groźny. Książę Władczy sądził, że przekształcił go w posłuszne narzędzie, nie spodziewał się niebezpieczeństwa.
Usiadł w fotelu. Ktoś przyniósł mu podręczny stolik. Słyszałem otwieranie butelki, zapach nalewanego wina. Ból wyostrzył mi zmysły. Książę wypił. Wzbroniłem sobie myśleć, jak bardzo byłem spragniony.
– Och, spójrz na niego. Nie sądzisz, że posunęliśmy się za daleko? – Nutka rozbawienia w głosie księcia Władczego zdradziła mi, że wypijał już nie pierwszy kielich dzisiejszego dnia. A może wąchał dym? Tak wcześnie? Wilk powiedział: „Świt”. Książę Władczy nigdy by nie wstał o świcie… Coś było nie tak z moim wyczuciem czasu.
Stanowczy zbliżył się wolno. Nawet nie próbowałem spojrzeć mu w twarz. Oszczędzałem siły. Kopnął mnie, powietrze uszło mi z płuc. Niemal w tej samej chwili zaatakował Mocą. Tutaj przynajmniej mu się oparłem. Wrócił do księcia.
– Wasza wysokość, jego ciało wytrzyma już niewiele, można mu tylko wyrządzić szkody, które będzie widać nawet po upływie miesiąca. W umyśle, niestety, nadal stawia opór. Zadawanie bólu może otępić, ale nie musi się łączyć z osłabieniem Mocy. Nie sądzę, żeby się dało go złamać w ten sposób.
– Nie pytałem cię o zdanie! – rzucił ostro książę Władczy. Usiadł wygodniej. – Za długo to trwa. Książęta zaczynają się niecierpliwić. Musi się złamać dzisiaj. Mówiłeś, że jego ciało wytrzyma już niewiele? – zapytał melancholijnie. – Co byś w takim razie zaproponował?
– Zostaw go, królu, ze mną sam na sam. Dam ci, czego pragniesz.
– Nie. – Odmowa nie dopuszczała dyskusji. – Dobrze wiem, czego ty od niego chcesz. Dla ciebie jest źródłem tryskającym Mocą, chętnie byś je osuszył. Może na koniec coś ci się dostanie, ale jeszcze nie teraz. Chcę, żeby stanął przed Radą Królestwa i przyznał się do zdrady. Nie koniec na tym. Chcę, żeby pełzał u moich stóp i błagał o litość. Ma oskarżyć wszystkich, którzy mi się przeciwstawili. Nikt nie zwątpi, jeśli to on nazwie ich zdrajcami. Niech obwini córkę księcia Krzepkiego na jego oczach, niech cały dwór usłyszy, że księżna Cierpliwa, która tak głośno domaga się sprawiedliwości, sprzeniewierzyła się koronie. A potem ta… Sikorka.
Serce we mnie zadrżało.
– Nie znalazłem jej jeszcze, mój królu – wtrącił Stanowczy.
– Cicho! – zagrzmiał książę Władczy. Prawie jakbym słyszał króla Roztropnego. – Po co mu dajesz nadzieję? Nie musisz jej odnaleźć, żeby mógł ją obwinić o zdradę. Dziewczynę odszukamy przy sposobności. Bękart będzie umierał ze świadomością, że ona wkrótce pójdzie w jego ślady, skazana słowami, które wyszły z jego własnych ust. Przetrząsnę Kozią Twierdzę od lochów po dachy najwyższych wież i uwolnię od sprzeniewierców! – Podniósł kubek w toaście za samego siebie, pociągnął długi łyk.
„Zupełnie jakbym słyszał królową Skwapliwą, kiedy była pod działaniem wina albo dymu” – pomyślałem.
W połowie pyszałek, w połowie tchórz. Zawsze będzie się bał każdego, kto nie jest od niego całkowicie zależny. A potem także i tych, nawet jeszcze bardziej.
Odstawił kielich.
– Dobrze. No, zaczynamy. Andrus, postaw go.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Mój przyjaciel Błazen
— Magdalena Kubasiewicz

Rycerski znów w Koziej Twierdzy
— Magdalena Kubasiewicz

Rozstania i powroty
— Magdalena Kubasiewicz

Za króla, ojczyznę i garść błota
— Beatrycze Nowicka

Wciąż jest dobrze, a nawet bardzo dobrze
— Anna Kańtoch

Prosta, niełatwa w pisaniu proza
— Anna Kańtoch

Nowe szaty Błazna
— Joanna Słupek

Smoki we właściwym kierunku
— Eryk Remiezowicz

Nadchodzi zmiana
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.