Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Tui T. Sutherland
‹Smocze proroctwo›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSmocze proroctwo
Tytuł oryginalnyThe Dragonet Prophecy
Data wydania13 stycznia 2016
Autor
PrzekładMałgorzata Strzelec
Wydawca MAG
CyklSkrzydła ognia
ISBN978-83-7480-629-9
Format304s. 140×220mm; oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Smocze proroctwo

Esensja.pl
Esensja.pl
Tui T. Sutherland
1 2 3 6 »
Przedstawiamy fragment powieści Tui T. Sutherland „Smocze proroctwo”. Książka otwierająca cykl „Skrzydła ognia” ukazała się wczoraj nakładem wydawnictwa MAG.

Tui T. Sutherland

Smocze proroctwo

Przedstawiamy fragment powieści Tui T. Sutherland „Smocze proroctwo”. Książka otwierająca cykl „Skrzydła ognia” ukazała się wczoraj nakładem wydawnictwa MAG.

Tui T. Sutherland
‹Smocze proroctwo›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSmocze proroctwo
Tytuł oryginalnyThe Dragonet Prophecy
Data wydania13 stycznia 2016
Autor
PrzekładMałgorzata Strzelec
Wydawca MAG
CyklSkrzydła ognia
ISBN978-83-7480-629-9
Format304s. 140×220mm; oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Prolog
Smok próbował ukryć się w burzy.
Błyskawice migotały wśród ciemnych chmur. Lecąc, Hvitur mocniej chwycił trzymany kurczowo delikatny ładunek. Jeśli przeleci nad górami, będzie bezpieczny. Nikt nie widział, jak wymknął się z pałacu smoków nieba. A sekretna jaskinia znajdowała się tak blisko…
Jednakże czarne jak obsydian oczy już obserwowały go z dołu.
Smoczyca na górskiej półce miała bladozłote łuski, które drżały od żaru jak horyzont na pustyni. Zmrużyła czarne oczy, obserwując błysk srebrnych skrzydeł wysoko w chmurach.
Machnęła ogonem i dwa smoki za jej plecami wzbiły się w niebo, po czym zanurkowały w serce burzy. Przeszywający krzyk rozległ się echem wśród gór, kiedy ich szpony pochwyciły jasnego jak księżyc lodowego smoka.
– Zwiążcie mu paszczę – rozkazała smoczyca, widząc, jak jej żołnierze rzucają Hvitura na śliską, mokrą półkę przed nią.
Już nabierał powietrza, szykując się do ataku.
– Szybko!
Jeden z żołnierzy chwycił łańcuch ze stosu żarzących się węgli. Zarzucił go na pysk lodowego smoka, zatrzaskując mu szczęki. Poniósł się smród przypalanych, skwierczących łusek. Hviturowi wyrwał się stłumiony krzyk.
– Za późno. – Rozwidlony język wysuwał się i znikał w paszczy smoczycy w kolorze piasku. – Nie posłużysz się przeciwko nam śmiercionośnym, zamrażającym oddechem, lodowy smoku.
– Oto, co niósł, królowo Pożogo – powiedział jeden z żołnierzy, podając jej smocze jajo.
Pożoga zerknęła na jajo w strugach ulewy.
– To nie jest Lodoskrzydłe jajo – syknęła. – Ukradłeś je z pałacu Nieboskrzydłych.
Lodoskrzydły spojrzał na nią. Sycząca para kłębiła się wokół jego paszczy, gdzie gorące łańcuchy stykały się z zimnymi, srebrnymi łuskami.
– Myślałeś, że wymkniesz się niepostrzeżenie? – spytała Pożoga. – Moja Nieboskrzydła sojuszniczka nie jest głupia. Królowa Czerwień wie o wszystkim, co dzieje się w jej królestwie. Jej zwiadowcy zgłosili, że widziano uciekającego Lodoskrzydłego złodzieja, a ja postanowiłam sprawdzić, czy nie ubarwisz odrobiną przemocy mojej nudnej wizyty.
Pożoga podniosła wielkie jajo do światła ognia i obróciła je powoli.
Czerwień i złoto migotały pod bladą, gładką powierzchnią…
– Tak, to Nieboskrzydłe jajo, z którego niedługo wykluje się smoczę – dumała na głos. – Dlaczego moja siostra wysłałaby cię, żebyś ukradł Nieboskrzydłę smoczę? Iskra nienawidzi wszystkich smoków, które są od niej młodsze i ładniejsze.
Zamyśliła się. Deszcz bębnił o skalną półkę wokół nich.
– Chyba że… Jutro jest najjaśniejsza noc…
Machnęła ogonem jak skorpion i trujący kolec zatrzymał się kilka cali przed oczami Hvitura.
– Nie należysz do armii Iskry, co? Należysz do tych nudnych podziemnych pokojowych podżegaczy.
– Do Szponów Pokoju? – zdumiał się jeden z żołnierzy. – To znaczy, że one naprawdę istnieją?
Pożoga parsknęła.
– Parę jaszczurek płaczących nad kroplą krwi. Usuńcie łańcuchy. Nie będzie w stanie nas zamrozić, dopóki nie wystygną mu łuski. – Ogromna piaskowa smoczyca przysunęła się do Hvitura, kiedy jej żołnierze usunęli łańcuchy. – Powiedz mi, lodowy smoku, naprawdę wierzysz w tę napuszoną starą przepowiednię Nocoskrzydłego?
– Czy nie dość smoków zginęło w waszej wojnie? – warknął Hvitur, krzywiąc się z powodu bólu w szczękach. – Cała Pyrria cierpi od co najmniej dwunastu lat. Przepowiednia mówi…
– Nic mnie to nie obchodzi. Żadne proroctwo nie będzie decydować o moim losie – przerwała mu Pożoga. – Nie pozwolę, żeby garstka słów albo małe smoczki zdecydowały o chwili mojej śmierci albo dyktowały mi, przed czym mam skłonić głowę. Możemy zacząć żyć w pokoju, kiedy moje siostry umrą, a ja zostanę królową Piaskoskrzydłych. – Jej jadowity ogon wygiął się mocniej nad srebrnym smokiem.
Deszcz uderzał o łuski Hvitura, który spiorunował wzrokiem smoczycę.
– Smoczęta nadchodzą, czy ci się to podoba, czy nie. I one zdecydują, kto powinien zostać następną królową Piaskoskrzydłych.
– Naprawdę? – Pożoga cofnęła się i powoli obróciła jajo w szponach. Jej rozwidlonych język wysunął się i schował, kiedy się uśmiechnęła. – A zatem, Lodoskrzydły, czy to jajo stanowi część twojej żałosnej przepowiedni?
Hvitur zamarł.
Pożoga popukała lekko w skorupę jaja długim szponem.
– Halo?! – zawołała. – Czy w środku znajduje się smoczę przeznaczenia? Gotowe wyjść i zakończyć wielką złą wojnę?
– Zostaw je w spokoju – wykrztusił Hvitur.
– Powiedz mi – mówiła Pożoga – co się stanie z twoją bezcenną przepowiednią, jeśli jedno z pięciorga smocząt nigdy się nie narodzi?
– Nie zrobiłabyś tego. Nikt nie skrzywdziłby smoczego jaja.
Rozpaczliwie wpatrywał się niebieskimi oczami w jej szpony.
– Nie będzie „skrzydeł nieba”, by ocalić świat – powiedziała Pożoga. – Jaka smutna, smutna historia. – Zaczęła przerzucać jajo z łapy do łapy. – To chyba znaczy, że trzeba zachować wielką ostrożność w kontakcie z tym straszliwie ważnym małym… O rety!
Szarpnęła się przesadnym gestem do przodu, udając, że mokre jajo wyślizguje się z jej szponów… A potem pozwoliła, żeby jajo spadło ze skalnej półki w skalistą ciemność na dole.
– Nie! – wrzasnął Hvitur.
Odepchnął dwóch żołnierzy i rzucił się ku krawędzi urwiska. Pożoga uderzyła potężnymi łapami w jego szyję, nim zdążył rzucić się za jajem.
– To tyle, jeśli idzie o przeznaczenie – zaszydziła. – Tyle, jeśli idzie o twój tragiczny błahy ruch pokojowy.
– Jesteś potworem – wykrztusił Lodoskrzydły, wijąc się pod jej szponami. Głos mu się łamał z rozpaczy. – Nigdy się nie poddamy. Smoczęta… Smoczęta nadejdą i przerwą wojnę.
Pożoga pochyliła się i syknęła mu do ucha:
– Nawet jeśli nadejdą, dla ciebie będzie już zdecydowanie za późno.
Szponami rozdarła na strzępy skrzydła srebrnego smoka. Hvitur wrzeszczał z bólu. Szybkim ruchem wbiła jadowity kolec na ogonie w jego czaszkę i zrzuciła długie srebrne ciało z krawędzi urwiska.
Krzyki srebrnego smoka ucichły na długo przed tym, jak echo przyniosło odgłosy uderzenia jego ciała o skały na dole.
Piaskoskrzydła skierowała spojrzenie czarnych oczu na żołnierzy.
– Doskonale – powiedziała. – To powinien być ostatni raz, kiedy usłyszymy o tej głupiej przepowiedni. – Wystawiła szpony na deszcz, żeby zmyć lśniącą smoczą krew. – Poszukajmy czegoś innego, co można by zabić.
Trzy smoki rozłożyły skrzydła i odleciały ku ciemnym chmurom.
• • •
Jakiś czas potem daleko w dole wielgachna smoczyca w kolorze zachodzącego słońca wpełzła na skały i zbliżyła się do połamanego ciała lodowego smoka. Szturchnęła jego ogon i wyjęła spod niego odłamek skorupy jaja, a potem wślizgnęła się z powrotem do labiryntu jaskiń pod urwiskiem. Kamienne ściany ocierały się o jej skrzydła. Wypuszczała z paszczy pióropusz ognia, żeby oświetlić sobie ciemne przejście głęboko pod górami.
– Służę Szponom Pokoju – syknął ktoś w mroku. – Pustułko? To ty?
– Czekamy na skrzydła ognia – odpowiedziała czerwona smoczyca.
Niebieskozielony Morskoskrzydły wynurzył się z bocznej jaskini, a ona rzuciła mu skorupę jaja pod nogi.
– Chociaż teraz na niewiele nam się to zda – warknęła. – Hvitur nie żyje.
Morskoskrzydły spojrzał na skorupę jaja.
– Ale… Nieboskrzydłe jajo…
– Stłuczone. Przepadło. To koniec, Płetwonogu.
– To niemożliwe – odpowiedział. – Jutro jest najjaśniejsza noc. Wszystkie trzy księżyce będą w pełni po raz pierwszy w tym stuleciu. Smoczęta z przepowiedni muszą wykluć się jutro.
– Cóż, jedno z nich już nie żyje – odrzekła Pustułka. Gniew rozbłysnął w jej oczach. – Wiedziałam, że sama powinnam wykraść Nieboskrzydłe jajo. Znam Królestwo Nieba. Drugi raz by mnie nie złapali.
Płetwonóg się skrzywił, drapiąc się szponem po skrzelach na szyi.
– Asza też nie żyje.
– Asza? – Z nozdrzy Pustułki buchnął płomień. – Jak?
– W drodze tutaj natrafiła na bitwę między siłami Iskry i Żag­wi. Dotarła z czerwonym jajem Błotoskrzydłych, ale wkrótce potem zmarła na wskutek odniesionych ran.
– Zatem zostaliśmy tylko ty, ja i Barchan, żeby wychować te małe jaszczurki – warknęła Pustułka. – Dla przepowiedni, która nigdy się nie spełni. Stłuczmy od razu te przeklęte jaja i skończmy z tym. Znikniemy bez śladu, zanim Szpony Pokoju wrócą po smoczęta.
– Nie! – syknął Płetwonóg. – Utrzymanie przy życiu smocząt przez następne osiem lat to najważniejsze zadanie. Jeśli nie chcesz brać w tym udziału…
– Och, zamknij się – warknęła Pustułka. – Jestem najsilniejszym smokiem wśród Szponów Pokoju. Potrzebujecie mnie. Nieważne, co myślę o tych paskudnych małych smokach. – Spojrzała na skorupę jaja na podłodze, pocierając pobliźnione przednie łapy. – Chociaż myślałam, że przynajmniej jedno z nich będzie Nieboskrzydłe.
– Znajdę nam piąte smoczę. – Płetwonóg przepchnął się obok niej, szorując łuskami o skałę.
– Nie masz szansy wrócić do Królestwa Nieba, durniu – powiedziała smoczyca. – Teraz będą pilnie strzegli wylęgarni.
– To zdobędę jajo skądinąd – odparł ponuro. – Deszczoskrzydłe nawet nie liczą swoich jaj. Mogę zabrać jedno z lasu deszczowego i nikt nawet niczego nie zauważy.
– To najpotworniejszy z pomysłów – odrzekła Pustułka z drżeniem. – Deszczoskrzydłe to żałosne stworzenia. Daleko im do Nieboskrzydłych.
– Musimy coś zrobić – odparł Płetwonóg. Syknął, trącając ogonem kawałek skorupy, który przeleciał po podłodze. – Za osiem lat Szpony Pokoju zjawią się po pięcioro smocząt. Przepowiednia mówi o piątce i piątkę będziemy mieli… Za wszelką cenę.
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.