Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Brandon Sanderson
‹Elantris›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułElantris
Tytuł oryginalnyElantris
Data wydania14 września 2016
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
CyklElantris, Cosmere
ISBN978-83-7480-667-1
Format784s. oprawa twarda
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Elantris

Esensja.pl
Esensja.pl
Brandon Sanderson
« 1 2 3

Brandon Sanderson

Elantris

– Moglibyśmy spróbować go spalić, zakładając, że uda nam się rozpalić ogień. Ciała Elantryjczyków płoną łatwiej niż zwykłych ludzi, a niektórzy sądzą, że to stosowna śmierć dla takich jak my.
– A… – Raoden wciąż nie mógł spojrzeć na chłopca. – A jeśli to zrobimy, co się stanie z nim… z jego duszą?
– On nie ma duszy – stwierdził Galladon. – A w każdym razie tak twierdzą kapłani. Korathyjscy, derethyjscy, jeskerscy, wszyscy mówią to samo. Jesteśmy potępieni.
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Czy jeśli zostanie spalony, przestanie czuć ból?
Galladon spojrzał z góry na chłopca. W końcu wzruszył ramionami.
– Niektórzy twierdzą, że jeśli jednego z nas spalić, obciąć mu głowę albo zrobić coś innego, co całkowicie niszczy ciało, po prostu przestajemy istnieć. Inni mówią, że ból trwa… że stajemy się bólem. Sądzą, że unosimy się bezmyślnie, niezdolni czuć nic poza udręką. Nie podoba mi się żadna z tych możliwości, więc próbuję utrzymać się w jednym kawałku. Kolo?
– Tak – szepnął Raoden. – Kolo.
Odwrócił się, zbierając w końcu odwagę, by popatrzeć na rannego chłopca. Ujrzał przed sobą ogromną ranę. Krew sączyła się z niej bardzo wolno – jakby płyn stał w żyłach niczym woda w kałuży.
Raodenowi zrobiło się zimno. Uniósł rękę i dotknął piersi.
– Moje serce nie bije – uświadomił sobie po raz pierwszy.
Galladon popatrzył na niego takim wzrokiem, jakby powiedział coś niezmiernie głupiego.
– Sule, jesteś martwy. Kolo?
• • •
Nie spalili chłopca. Raz, że brakowało im możliwości rozpalenia ognia, a po drugie Galladon tego zabronił.
– Nie możemy podjąć takiej decyzji. A jeśli naprawdę nie ma duszy? A jeśli przestanie istnieć, gdybyśmy spalili jego ciało? Dla wielu istnienie w udręce jest lepsze niż całkowity brak istnienia.
Dlatego zostawili chłopca tam, gdzie leżał – Galladon uczynił to bez chwili wahania, a Raoden ruszył za nim, bo nie wiedział, co innego mógłby zrobić, choć poczucie winy dręczyło go bardziej niż ból stłuczonego palca.
Galladona wyraźnie nie obchodziło, czy Raoden idzie za nim, idzie w zupełnie inną stronę, albo gapi się na interesującą plamę na ścianie. Potężny ciemnoskóry mężczyzna wrócił w stronę, z której przyszli, mijając jęczące w rynsztokach postaci. Cały czas był zwrócony plecami do Raodena, a jego postawa świadczyła o całkowitej obojętności.
Obserwując Duladelczyka, Raoden próbował zebrać myśli. Był szkolony do kariery w polityce, a lata warunkowania przyzwyczaiły go do podejmowania szybkich decyzji. Jedną właśnie podjął. Postanowił zaufać Galladonowi.
W mężczyźnie było coś sympatycznego, coś, co Raoden uznał za dziwnie pociągające, nawet jeśli pokrywała to warstwa pesymizmu równie gruba, jak ta szlamu na ziemi. Chodziło o coś więcej niż przytomność umysłu Galladona, więcej niż jego swobodne podejście. Raoden widział oczy mężczyzny, gdy ten przyglądał się cierpiącemu dziecku. Duladelczyk twierdził, że akceptuje nieuniknione, ale czuł smutek, że musi to robić.
Galladon wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i znów usiadł na stopniach. Odetchnąwszy głęboko, Raoden podszedł i stanął przed nim.
Galladon podniósł wzrok.
– Co?
– Potrzebuję twojej pomocy, Galladonie.
Raoden kucnął na ziemi przed schodami.
Galladon prychnął.
– Jesteśmy w Elantris, sule. Tu nie ma czegoś takiego jak pomoc. Cierpienie, szaleństwo i mnóstwo szlamu to jedyne, co tu znajdziesz.
– Brzmisz prawie tak, jakbyś rzeczywiście w to wierzył.
– Pytasz w nieodpowiednim miejscu, sule.
– Jesteś jedyną osobą, którą tu spotkałem, a która nie była w śpiączce ani mnie nie zaatakowała. Twoje czyny są o wiele bardziej przekonujące od słów.
– Może nie spróbowałem zrobić ci krzywdy, bo wiem, że nie masz nic, co mógłbym ci zabrać.
– Nie wierzę.
Galladon wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć „nie obchodzi mnie, w co wierzysz”, odwrócił się od niego, znów oparł o ścianę budynku i zamknął oczy.
– Jesteś głodny, Galladonie? – spytał cicho Raoden.
Mężczyzna gwałtownie podniósł powieki.
– Kiedyś zastanawiałem się, jak król Iadon karmi Elantryjczyków – powiedział Raoden. – Nigdy nie słyszałem o żadnych zapasach wysyłanych do miasta, ale zawsze zakładałem, że tak się dzieje. W końcu Elantryjczycy pozostają przy życiu. Nie rozumiałem. Jeśli mieszkańcy miasta istnieją nadal mimo braku bijącego serca, to pewnie obywają się bez jedzenia. Oczywiście to nie znaczy, że znika głód. Byłem ogromnie głodny, kiedy się obudziłem, i wciąż jestem. Spojrzenia tych, którzy mnie zaatakowali, sugerują, że głód robi się coraz gorszy.
Raoden sięgnął pod zabrudzoną szatę, wyciągnął wąski pasek i uniósł go przed Galladonem. Kawałek suszonego mięsa. Znudzenie na twarzy Galladona ustąpiło miejsca zainteresowaniu. W jego oczach pojawił się błysk – odrobina tej samej dzikości, którą Raoden widział wcześniej u tamtych mężczyzn. Bardziej opanowany, ale był. Raoden po raz pierwszy zrozumiał, jak wiele ryzykował, oceniając Duladelczyka po pierwszym wrażeniu.
– Skąd się to wzięło? – spytał powoli Galladon.
– Wypadło z mojego koszyka, kiedy kapłani mnie tu prowadzili, więc schowałem je za pas. Chcesz czy nie?
Galladon przez chwilę nie odpowiadał.
– A dlaczego sądzisz, że nie zaatakuję cię i po prostu ci go nie odbiorę?
To nie były jedynie hipotetyczne rozważania. Raoden widział, że Galladon czuje pokusę, by tak właśnie postąpić. Nie wiedział jedynie, jak silna jest ta pokusa.
– Nazwałeś mnie „sule”, Galladonie. Jak mógłbyś zabić kogoś, kogo nazwałeś przyjacielem?
Galladon siedział, wpatrując się jak urzeczony w mały kawałek mięsa. Z jego ust wypłynęła niewielka kropla śliny. Patrzył na Raodena, który czuł się coraz bardziej niepewnie. Kiedy ich spojrzenia się zetknęły, w oczach Galladona coś zabłysło i napięcie zniknęło. Duladelczyk nagle roześmiał się na całe gardło.
– Mówisz w moim języku, sule?
– Znam kilka słów – przyznał skromnie Raoden.
– Wykształcony człowiek? Cóż za bogate dary dla Elantris! Dobrze, ty przebiegły rulo, czego chcesz?
– Trzydzieści dni. Przez trzydzieści dni będziesz mnie oprowadzał i mówił mi, co wiesz.
– Trzydzieści dni? Sule, jesteś kayana.
– Jak rozumiem – Raoden zrobił gest, jakby znów chciał schować mięso za paskiem – jedyne jedzenie trafia do tego miejsca razem z nowo przybyłymi. Musicie robić się bardzo głodni, w końcu ofiary są skąpe, a gąb do wyżywienia dużo. Można by sądzić, że głód robi się wręcz nieznośny.
– Dwadzieścia dni – powiedział Galladon.
– Trzydzieści, Galladonie. Jeśli ty mi nie pomożesz, zrobi to ktoś inny.
Duladelczyk przez chwilę zgrzytał zębami.
– Rulo – wymamrotał, po czym wyciągnął rękę. – Trzydzieści dni. Całe szczęście nie planowałem żadnych dłuższych wycieczek w ciągu najbliższego miesiąca.
Raoden ze śmiechem rzucił mu mięso.
Galladon chwycił je. Później, choć jego dłoń odruchowo uniosła się do ust, powstrzymał się. Powolnym gestem włożył mięso do kieszeni i wstał.
– Jak więc mam się do ciebie zwracać?
Raoden zawahał się. Pewnie lepiej, żeby ludzie na razie nie wiedzieli, że pochodzę z królewskiego rodu, pomyślał.
– „Sule” mi pasuje.
Galladon zaśmiał się.
– Widzę, że dbasz o swoją prywatność. W takim razie chodźmy. Czas na wycieczkę.
koniec
« 1 2 3
14 września 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Asertywna księżniczka i dobro ludu
— Anna Kańtoch

Tegoż twórcy

Są światy inne niż ten
— Magdalena Kubasiewicz

W świecie popiołu i tyranii
— Katarzyna Piekarz

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Raz do Koła: Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Raz do Koła: Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.