Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Brandon Sanderson
‹Bezkres magii›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBezkres magii
Tytuł oryginalnyArcanum Unbounded
Data wydania11 stycznia 2017
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
CyklCosmere
ISBN978-83-7480-681-7
Format640s. 140×220mm; oprawa twarda
Cena49,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nadzieja Elantris

Esensja.pl
Esensja.pl
Brandon Sanderson
« 1 2

Brandon Sanderson

Nadzieja Elantris

Owszem, sprawy miały się kiepsko, zanim Dashe odnalazł ją w pełnej szlamu uliczce. I jeszcze ból. Matisse miała rozcięty policzek – co stało się niedługo po jej przybyciu do Elantris. Rana wciąż piekła tak samo, jak na początku. Jednakże była to niewygórowana cena. W pałacu Karaty Matisse w końcu poczuła się potrzebna. Uczucie to wzmogło się jeszcze, gdy wraz z całą grupą Karaty przeniosła się do Nowego Elantris.
Oczywiście po wrzuceniu do Elantris zyskała coś jeszcze. Ojca.
Dashe odwrócił się i uśmiechnął, kiedy zobaczył ją w blasku latarni. Rzecz jasna, nie był jej prawdziwym ojcem. Zanim zabrał ją Shaod, była już sierotą. A Dashe, podobnie jak Karata, był swego rodzaju ojcem dla wszystkich dzieci, które znaleźli i zabrali do pałacu.
Wydawało się jednak, że Dashe darzy Matisse szczególną sympatią. Surowy wojownik uśmiechał się częściej w jej obecności i to ją wzywał, kiedy trzeba było zrobić coś ważnego. Pewnego dnia po prostu zaczęła się do niego zwracać „ojcze”. Nie zaprotestował.
Kiedy dołączyła do niego na samym krańcu dziedzińca, położył dłoń na jej ramieniu. Przed nimi około stu ludzi niemal jednocześnie poruszało rękami. Ich palce pozostawiały w powietrzu świetliste linie, które niegdyś tworzyły magię AonDor. Galladon stał przed zgromadzonymi i ze swoim charakterystycznym duladelskim akcentem wydawał polecenia.
– Nigdy nie sądziłem, że kiedyś zobaczę Duladelczyka uczącego ludzi Aonów – powiedział cicho Dashe. Jego druga dłoń spoczywała na głowicy miecza.
On też jest napięty, pomyślała Matisse. Podniosła wzrok.
– Nie bądź niemiły, ojcze. Galladon jest dobrym człowiekiem.
– Możliwe, że jest dobrym człowiekiem, ale nie uczonym. Często mylą mu się linie.
Matisse nie wytknęła Dashe’owi, że on sam miał problemy z kreśleniem Aonów. Spojrzała na mężczyznę i zauważyła jego wykrzywione wargi.
– Jesteś zły, że Duch jeszcze nie wrócił.
Dashe przytaknął.
– Powinien być tutaj, ze swoimi ludźmi, a nie gonić za tą kobietą.
– Na zewnątrz może się dowiedzieć ważnych rzeczy – sprzeciwiła się cicho Matisse. – Związanych z innymi narodami i armiami.
– Świat zewnętrzny nas nie obchodzi.
Dashe potrafił być czasem uparty. A właściwie zazwyczaj.
Z przodu odezwał się Galladon.
– Dobrze. To Aon Daa, Aon mocy. Kolo? A teraz musimy poćwiczyć dodawanie linii Rozpadliny. Nie zrobimy tego z Aonem Daa, nie chcemy wybić dziur w waszych ślicznych chodnikach, prawda? Poćwiczymy na Aonie Rao, on zdaje się nie robi niczego ważnego.
Matisse zmarszczyła czoło.
– O czym on mówi, ojcze?
Dashe wzruszył ramionami.
– Duch chyba wierzy, że Aony z jakiegoś powodu mogą teraz działać. Przez cały czas rysowaliśmy je niewłaściwie albo coś w tym rodzaju. Ale nie mam pojęcia, jak uczeni, którzy je wymyślili, mogli zapomnieć o jednej linii w każdym Aonie.
Matisse wątpiła, by uczeni „wymyślili” Aony. Miały w sobie coś zbyt… pierwotnego. Pochodziły z natury. Nie zostały wymyślone… tak samo jak nikt nie wymyślił wiatru.
Nie odezwała się jednak. Dashe był dobrym i zdeterminowanym człowiekiem, ale nie uczonym. Matisse to nie przeszkadzało – to miecz Dashe’a w dużej części uratował Nowe Elantris przed zniszczeniem przez dzikich ludzi. W całym Nowym Elantris nie było lepszego wojownika od jej ojca.
Mimo to słuchała z zainteresowaniem, kiedy Galladon opowiadał o nowej linii. Była dziwna, przecinała dolną część Aonu.
I… dzięki temu Aony zadziałają? – pomyślała. Wydawało się to takie proste. Czy to możliwe?
Zza ich pleców dobiegło chrząknięcie. Oboje się odwrócili, a Dashe niemal sięgnął po miecz.
W powietrzu wisiał seon. Nie jeden z szalonych, które kręciły się bezmyślnie po Elantris, ale zdrowy, emanujący pełnym blaskiem.
– Ashe! – rzuciła z radością Matisse.
Ashe podskoczył w powietrzu.
– Lady Matisse.
– Nie jestem damą! Wiesz o tym.
– Tytuł zawsze wydawał mi się odpowiedni, lady Matisse. Lordzie Dashe, czy lady Karata jest w pobliżu?
Dashe zdjął dłoń z miecza.
– W bibliotece.
Bibliotece? – pomyślała Matisse. Jakiej bibliotece?
– Ach – powiedział Ashe głębokim głosem. – Może w takim razie mógłbym dostarczyć wiadomość tobie, skoro lord Galladon wydaje się zajęty.
– Jeśli sobie życzysz.
– Nadchodzi nowa dostawa, milordzie – powiedział cicho Ashe. – Lady Sarene chciała, byście dowiedzieli się o niej jak najszybciej, ze względu na jej… ważny charakter.
– Jedzenie? – spytała Matisse.
– Nie, milady. Broń.
Dashe nadstawił uszu.
– Naprawdę?
– Tak, lordzie, Dashe.
Matisse zmarszczyła czoło.
– Dlaczego miałaby nam ją dostarczyć?
– Moja pani się martwi – powiedział Ashe. – Wydaje się, że na zewnątrz rośnie napięcie. Powiedziała… cóż, chciała, żeby Nowe Elantris było przygotowane, na wszelki wypadek.
– Od razu zbiorę ludzi – stwierdził Dashe – i pójdę po broń.
Ashe podskoczył, co znaczyło, że uznał to za dobry pomysł. Kiedy ojciec odszedł, Matisse spojrzała na seona i coś przyszło jej na myśl. Może…
– Ashe, mogłabym pożyczyć cię na chwilę?
– Oczywiście, lady Matisse. Czego potrzebujesz?
– Czegoś bardzo prostego. Ale może pomóc…
• • •
Ashe dokończył opowieść, a Matisse uśmiechnęła się pod nosem, spoglądając na śpiącą na posłaniu Riikę. Dziewczynka po raz pierwszy od wielu tygodni wydawała się spokojna.
Sprowadzenie Ashe’a do Gniazda z początku wywołało gwałtowną reakcję dzieci, które nie spały. Jednak kiedy zaczął mówić, przeczucie Matisse się potwierdziło. Głęboki, dźwięczny głos seona uciszył dzieci. Rytm słów Ashe’a działał cudownie uspokajająco. Opowieść skłoniła do zaśnięcia nie tylko Riikę, ale i całą resztę.
Matisse wstała i skinęła w stronę drzwi wyjściowych. Ashe unosił się za nią, kiedy znów mijała nadąsanego Idotrisa. Chłopak rzucał kamykami w stronę ślimaka, który jakimś cudem dostał się do Elantris.
– Przepraszam, że zajęłam ci tyle czasu, Ashe – powiedziała Matisse cicho, kiedy znaleźli się na tyle daleko, by nie obudzić dzieci.
– Nonsens, lady Matisse. Lady Sarene poradzi sobie przez jakiś czas beze mnie. Poza tym opowiadanie historii sprawiło mi przyjemność. Moja pani od dawna nie jest dzieckiem.
– Przekazano cię lady Sarene, kiedy była mała? – spytała Matisse z zainteresowaniem.
– W dniu jej narodzin, milady.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno.
– Sądzę, że pewnego dnia dostaniesz swojego własnego seona, lady Matisse.
Przechyliła głowę.
– Dlaczego tak mówisz?
– Cóż, w swoim czasie większość Elantryjczyków miała seony. Zaczynam wierzyć, że lordowi Duchowi uda się naprawić to miasto… w końcu naprawił AonDor. Jeśli mu się uda, wkrótce znajdziemy ci seona. Może takiego imieniem Ati. To twój Aon, prawda?
– Tak. Oznacza nadzieję.
– Sądzę, że to właściwy Aon dla ciebie. Teraz, jeśli wypełniłem swoje obowiązki w tym miejscu, może powinienem…
Nagle ktoś zawołał ją po imieniu.
Matisse skrzywiła się i spojrzała na Gniazdo. W mroku podskakiwało światło i to z tamtej strony dochodził krzyk.
– Matisse?
– Cicho, Mareshe! – syknęła i podeszła do mężczyzny. – Dzieci śpią!
– Och.
Mareshe zawahał się. Wyniosły Elantryjczyk nosił standardowy strój Nowego Elantris – jaskrawe spodnie i koszulę – ale dodał do nich kilka szarf, które jego zdaniem nadawały mu bardziej „artystyczny” charakter.
– Gdzie jest ten twój ojciec?
– Ćwiczy ze swoimi ludźmi walkę na miecze.
– Co takiego? Jest środek nocy!
Wzruszyła ramionami.
– Znasz Dashe’a. Jak coś sobie wbije do głowy…
– Najpierw Galladon sobie poszedł – mruknął Mareshe – a teraz Dashe macha w nocy mieczem. Gdyby tylko lord Duch wrócił…
Matisse nadstawiła uszu.
– Galladon sobie poszedł?
Mareshe przytaknął.
– Czasami tak znika. Karata też. Nigdy mi nie mówią, dokąd idą. Zawsze są tacy tajemniczy! „Ty tu rządzisz, Mareshe”, mówią, a później idą się naradzać w tajemnicy przede mną. Naprawdę!
Z tymi słowy mężczyzna odszedł, zabierając ze sobą latarnię.
Do jakiegoś tajemniczego miejsca, pomyślała Matisse. Ta biblioteka, o której wspominał Dashe? Spojrzała na Ashe’a, który wciąż unosił się obok niej. Może gdyby namawiała go wystarczająco długo, powiedziałby jej…
W tej chwili rozległy się krzyki.
Były tak nagłe, tak niespodziewane, że Matisse aż podskoczyła. Obróciła się na pięcie, próbując się zorientować, skąd dochodzą dźwięki. Wydawało jej się, że z przodu Nowego Elantris.
– Ashe!
– Już, lady Matisse.
Seon wystrzelił w powietrze jak świetlista iskra.
Krzyki nie cichły. Odległe, odbijające się echem. Matisse zadrżała i cofnęła się odruchowo. Usłyszała coś jeszcze. Brzęk metalu o metal.
Odwróciła się do Gniazda. Z budynku wyszedł Taid, dorosły, który nadzorował dzieci. Miał na sobie koszulę nocną, a Matisse nawet w ciemnościach widziała niepokój na jego twarzy.
– Zaczekajcie tutaj – powiedział.
– Nie zostawiaj nas! – Idotris rozglądał się przerażony.
– Zaraz wracam – rzucił Taid i odbiegł.
(…)
koniec
« 1 2
12 stycznia 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Są światy inne niż ten
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż twórcy

W świecie popiołu i tyranii
— Katarzyna Piekarz

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Raz do Koła: Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Raz do Koła: Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.