Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Stephen King
‹Wszystko jest względne›

Wszystko jest względne
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWszystko jest względne
Tytuł oryginalnyEverything’s Eventual
Data wydania31 października 2002
Autor
PrzekładŁukasz Praski, Maciejka Mazan, Danuta Górska, Marek Mastalerz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7337-203-2
Format444s. 120×191mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Śmierć Jacka Hamiltona

Esensja.pl
Esensja.pl
Stephen King
1 2 3 8 »
Jedno z opowiadań ze zbioru „Wszystko jest względne”, Kingowska wariacja na temat gangsterów w czasach wielkiego kryzysu, mamy przyjemność zaprezentować w najnowszym numerze Esensji.

Stephen King

Śmierć Jacka Hamiltona

Jedno z opowiadań ze zbioru „Wszystko jest względne”, Kingowska wariacja na temat gangsterów w czasach wielkiego kryzysu, mamy przyjemność zaprezentować w najnowszym numerze Esensji.

Esensja objęła patronat medialny nad opublikowanym przez wydawnictwo Prószyński i S-ka czwartym zbiorem opowiadań Stephena Kinga ’Wszystko jest względne’. Wśród czternastu zamieszczonych w książce utworów znajdują się między innymi: słynna, sprzedawana początkowo tylko jako e-book nowela ’Jazda na kuli’ (’Riding the Bullet’), długie opowiadanie ze świata Mrocznej Wieży ’Siostrzyczki z Elurii’, nagradzany ’Człowiek w czarnym garniturze’ oraz opowiadania z wydanego tylko w wersji audio zbioru ’Blood and Smoke’: ’Obiad w Gotham Cafe’, ’1408’ i ’W sali egzekucyjnej’. Jak zwykle, King obok typowych horrorów i opowieści z dreszczykiem zawarł w zbiorze utwory ambitniejsze, bardziej literackie, zmuszające do chwili refleksji. Tradycyjnie już, każde z opowiadań opatrzone jest odautorskim komentarzem dotyczącym inspiracji i historii powstania.

Stephen King
‹Wszystko jest względne›

Wszystko jest względne
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWszystko jest względne
Tytuł oryginalnyEverything’s Eventual
Data wydania31 października 2002
Autor
PrzekładŁukasz Praski, Maciejka Mazan, Danuta Górska, Marek Mastalerz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7337-203-2
Format444s. 120×191mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na początek muszę wam powiedzieć jedno: nie było na świecie nikogo, kto by nie lubił mojego kumpla Johnniego Dillingera, poza Melvinem Purvisem z FBI. Purvis był prawą ręką J. Edgara Hoovera i nienawidził Johnniego jak zarazy. A inni… wiecie, Johnnie po prostu działał na ludzi tak, że zaczynali patrzeć na świat tak jak on. Umiał też ludzi rozśmieszać. Bóg zawsze w końcu robi porządek, mawiał. Jak nie lubić gościa, który wyznaje taką filozofię?
Ale ludzie nie mieli ochoty dać umrzeć takiemu człowiekowi. Zdziwilibyście się, ilu ciągle twierdzi, że 22 lipca 1934 roku pod Biograph Theather w Chicago federalni wcale nie stuknęli Johnniego. W końcu pościgiem dowodził Melvin Purvis, kawał drania, który jednak był też cholernie głupi (należał do takich, którzy próbują wywalić okno, zamiast wcześniej sprawdzić, czy jest otwarte). Ode mnie też nie usłyszycie o nim dobrego słowa. Jak ja nienawidziłem tej wymuskanej cioty! Wszyscyśmy go nienawidzili!
Po strzelaninie w Little Bohemia w Wisconsin uciekliśmy Purvisowi i federalnym - wszyscy! Zagadka roku brzmiała: jakim cudem tego pedała nie wyrzucili z pracy. Johnnie powiedział kiedyś: „Pewnie żadna kobitka nie umie tak dobrze obciągnąć J. Edgarowi”. Aleśmy się śmiali! Jasne, w końcu Purvis dopadł Johnniego, ale musiał urządzić zasadzkę pod Biograph i strzelić mu w plecy, gdy Johnnie biegł boczną aleją. Upadł wtedy w błoto i kocie gówna, powiedział: „I co wy na to”, a potem umarł.
A jednak ludzie nie chcą w to uwierzyć. Mówią, że Johnnie był przystojny, wyglądał prawie jak gwiazda filmowa. Facet, którego pod Biograph zastrzelili federalni, miał twarz tłuściocha, spuchniętą jak gotowana parówka. Johnnie skończył wtedy niedawno trzydzieści jeden lat, a frajer zastrzelony przez gliniarzy wyglądał spokojnie na czterdziestkę! Poza tym (tu zniżali głos do szeptu) wszyscy wiedzą, że John Dillinger miał zaganiacza wielkości kija baseballowego marki Louisville Slugger. Facet, na którego Purvis zastawił pułapkę pod Biograph, miał najwyżej standardowe sześć cali. I jeszcze ta blizna na górnej wardze. Widać ją jak na dłoni na zdjęciach z kostnicy (takim jak to, na którym jakiś półgłówek unosi głowę mojego kumpla z poważną miną, jakby chciał oznajmić całemu światu, że Zbrodnia Nie Popłaca). Blizna przecina na pół wąs Johnniego. Wszyscy wiedzą, że John Dillinger nigdy nie miał takiej blizny; wystarczy popatrzeć na inne fotografie, mówią. Na pewno było ich dość.
Jest nawet książka, według której Johnnie nie umarł - że przeżył wszystkich towarzyszy, którzy uciekali razem z nim, trafił do Meksyku, zamieszkał na hacjendzie i swoim nadzwyczajnych rozmiarów drągalem zadowolił mnóstwo seňoras i seňoritas. W książce jest mowa, że mój kumpel umarł 20 listopada 1963 roku - dwa dni przed Kennedym - w dojrzałym wieku sześćdziesięciu lat i wcale nie położyła go kula federalnych, tylko zwykły, poczciwy zawał. Podobno John Dillinger umarł we własnym łóżku.
Żadna historia, ale zupełnie nieprawdziwa.
Na ostatnich zdjęciach twarz Johnniego wydawała się za duża, bo naprawdę przybyło mu parę funtów. Należał do tych, którzy jedzą z nerwów i kiedy w Aurorze w stanie Illinois umarł Jack Hamilton, Johnnie czuł, że to on będzie następny. Tak mówił na tamtym żwirowisku, do którego zabraliśmy biednego Jacka.
A jego wielki drągal - cóż, znałem Johnniego długo, poznaliśmy się w Zakładzie Poprawczym Pendleton w Indianie. Widziałem go w ubraniu i bez. Homer Van Meter może wam powiedzieć, że miał niezłego, ale nieszczególnie wielkiego. (Jeśli chcecie, powiem wam, kto miał naprawdę wielkiego: Dock Barker - maminsynek! Ha!).
Teraz sprawa blizny, tej, która biegnie w poprzek jego wąsów na zdjęciach z chłodni. Na innych fotografiach nie widać jej dlatego, że pojawiła się na twarzy Johnniego niedługo przed śmiercią. Stało się to w Aurorze, podczas gdy Jack (Red) Hamilton leżał na łożu śmierci. O tym właśnie chcę wam opowiedzieć: skąd wzięła się blizna na górnej wardze Johnniego Dillingera.
• • •
Ja, Johnnie i Red Hamilton wycofaliśmy się ze strzelaniny w Little Bohemia przez okna kuchenne z tyłu i uciekliśmy brzegiem jeziora, tymczasem Purvis i jego banda idiotów ciągle zasypywali ołowiem front hotelu. Psiakrew, mam nadzieję, że ten Szwab, właściciel, był ubezpieczony! Pierwszy samochód, jaki znaleźliśmy, należał do sąsiadów, starszego małżeństwa, i nie chciał zapalić. Więcej szczęścia mieliśmy z następnym - fordem coupe, którego właścicielem był stolarz mieszkający zaraz obok. Johnnie wskoczył za kierownicę i wywiózł nas spory kawałek w stronę Saint Paul. Potem poprosiliśmy go, żeby oddał kółko - co zrobił dość ochoczo - i ja zająłem jego miejsce.
Przekroczyliśmy Missisipi jakieś dwadzieścia mil od Saint Paul i chociaż cała miejscowa policja szukała Gangu Dillingera, jak nas nazywano, chyba nic by się nam nie stało, gdyby Jack Hamilton nie zgubił kapelusza podczas ucieczki. Pocił się jak mysz - jak zawsze, gdy był zdenerwowany - kiedy więc znalazł na tylnym siedzeniu jakąś szmatę, skręcił ją w cienki sznurek i zawiązał na głowie jak Indianiec. Właśnie to przyciągnęło uwagę gliniarzy, którzy parkowali za Spiral Bridge, po stronie Wisconsin, i gdy ich mijaliśmy, ruszyli za nami, żeby lepiej się przyjrzeć.
Już tam mógł nas spotkać koniec, ale Johnnie zawsze miał diabelnego farta - w każdym razie do czasu zasadzki pod Biograph. Między nami a radiowozem znalazła się ciężarówka z bydłem, której gliniarze nie mogli wyminąć.
– Gazu, Homer! - krzyczy do mnie Johnnie. Siedział z tyłu i sądząc po głosie, był w świetnym humorze. - Do dechy!
Posłuchałem i zostawiliśmy wóz z bydłem w kurzu, a za nim gliny. Na razie, mamo, napiszę, jak dostanę pracę. Ha!
Kiedy już się wydawało, że zagrzebaliśmy ich na dobre, Jack mówi:
– Zwolnij, durniu, nie ma sensu, żeby nas zatrzymali za przekroczenie prędkości.
Zwolniłem więc do trzydziestu pięciu i przez kwadrans wszystko szło świetnie. Rozmawialiśmy o Little Bohemia, o tym, czy Lesterowi (którego zawsze nazywali Chłopaczkiem) udało się uciec, gdy nagle rozległ się trzask karabinów i pistoletów i zaczęły gwizdać kule odbijające się od jezdni. To byli tamci gliniarze z mostu. Dogonili nas, pokonali niepostrzeżenie ostatnie sto czy dziewięćdziesiąt jardów i zbliżyli się na tyle, żeby strzelać nam w opony - pewnie nie byli jeszcze pewni, czy to Dillinger.
Ale zaraz pozbyli się wątpliwości. Johnnie wybił tylną szybę forda kolbą pistoletu i zaczął strzelać. Znowu wdusiłem pedał gazu i wycisnąłem z forda pięćdziesiąt mil na godzinę, co w tamtych czasach było zawrotną prędkością. Nie było za dużego ruchu, ale wszystkie samochody mijałem jak się dało - z lewej, z prawej, rowem. Dwa razy poczułem, jak koła po stronie kierowcy tracą kontakt z drogą, ale się nie wywróciliśmy. Nie ma to jak ford, kiedy trzeba wiać. Kiedyś Johnnie napisał do samego Henry’ego Forda. „Kiedy jadę fordem, mogę sypnąć każdemu kurzem w maskę”, oświadczył, i tego dnia sypaliśmy, ile wlezie.
Jednak przyszło nam za to zapłacić. Usłyszałem nagle ping! ping! ping!, przednia szyba pękła i prosto na desce rozdzielczej wylądował pocisk - byłem pewien, że z czterdziestkipiątki. Wyglądał jak duży czarny chrząszcz.
Jack Hamilton siedział na miejscu pasażera. Chwycił swój półautomat leżący na podłodze i chyba sprawdzał magazynek, gotowy wychylić się przez okno, kiedy rozległo się następne ping! Jack mówi:
– Och, gnojek! Dostałem!
Kula musiała wpaść przez rozbite tylne okno, cudem ominęła Johnniego i trafiła Jacka.
– Nic ci nie jest? - krzyknąłem. Wisiałem na kierownicy jak małpa i kręciłem nią pewnie z podobną zręcznością. Wyprzedziłem ciężarówkę Coulee Dairy, trąbiąc i wrzeszcząc na skurwiela mleczarza w białym fartuchu, żeby zjechał mi z drogi. - Jack, nic ci nie jest?
1 2 3 8 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

W pigułce
— Tomasz Kujawski

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Upływ czasu
— Joanna Kapica-Curzytek

Wybawca lekki jak piórko
— Dominika Cirocka

Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął
— Katarzyna Piekarz

Pudełko nie czarno-białe
— Dominika Cirocka

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Tym razem bez koszmarów
— Dominika Cirocka

Historia niesie pisarza
— Tomasz Kujawski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.