Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 marca 2023
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Wroński
‹Wąż Marlo, tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWąż Marlo, tom 1
Data wydania18 maja 2006
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklWąż Marlo
ISBN83-89011-91-3
Format418s. 125×195mm
Cena29,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wąż Marlo, tom 1

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 8 »
Prezentujemy fragment pierwszego tomu powieści Marcina Wrońskiego „Wąż Marlo”. Objęta patronatem Esensji książka ukaże się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Marcin Wroński

Wąż Marlo, tom 1

Prezentujemy fragment pierwszego tomu powieści Marcina Wrońskiego „Wąż Marlo”. Objęta patronatem Esensji książka ukaże się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Marcin Wroński
‹Wąż Marlo, tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWąż Marlo, tom 1
Data wydania18 maja 2006
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklWąż Marlo
ISBN83-89011-91-3
Format418s. 125×195mm
Cena29,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
I
Mówiłem ci już, panie, o pierwszych słowach, jakie wyrzekłem do mistrza, gdy wjeżdżaliśmy do Ozgi: »Pokonałem węża Assa. Co tu może mnie spotkać trudniejszego?«. Z podobną myślą po raz pierwszy postawiłem stopę na brukowanych ulicach Miasta Trzech Słońc. Sądziłem, że przyjdzie mi tylko poznać je bliżej, nie wiedziałem, że mistrz szykował tu nową próbę dla mych umiejętności…
Przez pierwsze dni byłem nieco nieufny, czekałem, czym mnie zaskoczy. Aż przyszła chwila, gdy ja – szesnastoletni wówczas wyrostek – stanąłem na Moście Królewskim, by wraz z tłumem innych ludzi witać pana kraju Addli zjeżdżającego na coroczną Radę Królów, lecz szybko zapomniałem i o nim, i o moim podstępnym ojcu, bo nagle po przeciwnej stronie mostu ujrzałem najpiękniejszą kobietę Aytlanu.
Zbliżało się Święto Pufa i wszędzie czuć było nadchodzącą wiosnę, nawet kraj Addli powoli zmieniał się ze śnieżnej równiny w błotniste bajoro. W takie samo bezkształtne bajoro ona zmieniła mój umysł. Stałem wpatrzony w nią jak wioskowy przygłup na widok maga i gdybym miał przy sobie sakiewkę, pewnie zaraz by mi ją ukradli.
• • •
Miasto Trzech Słońc, serce Aytlanu oraz stolica świata, liczyło sobie ledwie dwieście lat – mniej niż niejedna wioska, a jednak wyglądało tak pięknie i okazale, że nieświadomemu jego wieku przybyszowi trudno byłoby uwierzyć, że nie stoi tu od zawsze – wzniesione wspaniałomyślnym kaprysem bogów. Jego najwspanialsza część leżała na wyspie w kształcie grotu wbitego w ujście rzeki Der, nad Zatoką Trzech Słońc. Nazwali ją tak pierwsi osadnicy, którzy założyli tu wioskę i niewielki port rybacki, zachwyceni widokiem Ojca-Słońca nie tylko oświetlającego tu niebo, ale też odbijającego się w śnieżnym szczycie Białej Góry i wodzie. Po owej wiosce nie został nawet ślad, bo stała na drodze byrdyjskiej armii, która właśnie tu, nad zatoką, wysypała się z okrętów. Jednak wojna, choć najpierw zniszczyła doszczętnie krainę Maud, później pozwoliła jej też rozkwitnąć, bo odkąd zawarto pokój, całym Aytlanem wspólnie rządzili trzej władcy, a ich stolicą stało się właśnie Miasto Trzech Słońc. Na tępym końcu grotu, po zachodniej stronie wyspy, stanęły domy żeglarzy i rybaków. Potem wyrosła wśród nich Wieża Chlu rozświetlająca noc i pokazująca drogę do portu. Kilka lat później na mniejszej wysepce, położonej na południowej odnodze rzeki, zbudowano jeszcze Wszechnicę Magii i prowadzący do niej most. Na czubku grotu powstał w tym czasie garnizon i Mała Wieża, którą miejscowe rzezimieszki zwały częściej Głęboką Wieżą albo Studnią, bo komu zdarzyło się do niej wpaść, rzadko wychodził z powrotem. Północna część wyspy należała do biedniejszych handlarzy, choć właśnie tam wznosił się budynek Gildii Kupieckiej. Bogatsi skupili się w południowo-wschodniej części grota, naprzeciw Pałacu Królów. Jego wieże wystrzelały tak wysoko, że nawet w deszczowy dzień można było spojrzeć z nich ponad całym miastem na morze, a przynajmniej dokładnie obejrzeć górne tarasy domów w Dzielnicy Rodów w centralnej części wyspy. Tu też wybrukowano kolorowym kamieniem Plac Świątyń i zbudowano Akademię Wiedzy. Nawet położona przy południowym brzegu wyspy Dzielnica Sług miała trzy- lub nawet czteropiętrowe domy, które choć przy gmachach wzniesionych bliżej pałacu wyglądały jak dzieci przy ich ojcach, to i tak były wyższe od niejednej rezydencji w innych miastach cywilizowanego świata.
Przez większą część roku pałac służył tylko Kwidowi – panu kraju Maud, Światłu Świata, Sercu Miasta Trzech Słońc, ale na Święto Pufa zjeżdżali tu również wraz z liczną świtą pozostali królowie, by wspólnie decydować o sprawach całego Aytlanu. Wtedy dla licznych karczmarzy, winiarzy, kupców, żebraków, złodziei, prostytutek zaczynały się wielkie żniwa i całe miasto drżało z podniecenia, licząc, ile złota zdoła połknąć tego roku.
Właśnie trwał drugi dzień tego szaleństwa, a jego najważniejszą chwilą był wjazd króla kraju Addli. Tutejsi wiązali z tym wydarzeniem duże nadzieje, choć nikt nie liczył, że wymyśli on coś ciekawszego niż Kai, władca Byrd. Gdy dwa dni wcześniej jego trzy ogromne, trzyrzędowe okręty z lwimi pyskami na dziobach wyłoniły się zza Wyspy Magów, ich katapulty wystrzeliły tysiące kwiatów, które najpierw wzleciały – zdawało się – aż pod szczyt Białej Góry, a potem opadły na wodę i ludzi na Wschodnim Moście. O tej porze roku kwiaty nie rosną nawet w Quetli, zatem skąd wziął je król Byrd, i to w takiej ilości? Okrzyk zachwytu, jaki przeszedł nad tłumem, mówił aż nadto wyraźnie, że ludzie widzą w tym magię piękniejszą jeszcze i bardziej dostojną niż ta strzeżona przez magów na ich wyspie, w murach Wszechnicy, przy której królewskie okręty robiły właśnie zwrot na lewą burtę. Ale jeszcze nie wszystkie kwiaty zmieszały się z pyłem ulicy, a mieszkańcy stolicy królów już zrozumieli, że zostali oszukani. Piękno pięknem, jednak cudowne widoki mieli tu przecież na co dzień. Król sypiący kwiatami, nie groszem, zszedł więc po trapie okrętu witany tylko przez pałacowych i miejskich dostojników.
Tym bardziej od pana Addli spodziewano się może i prostackich, jednak bardziej konkretnych dowodów potęgi i bogactwa. Od rana tłum oblepił Nowy Trakt w Dzielnicy Farbiarzy i Most Królewski prowadzący w pobliże pałacu. Ledwie orszak Daviego dało się dostrzec z Dużego Przedmieścia, już wiedzieli o tym wszyscy, bo gapie stali tak gęsto jeden obok drugiego, że wystarczył jeden okrzyk: Jadą! Jadą!, by płomień podniecenia przeskoczył po ludzkich głowach na drugi koniec miasta.
Marlo w towarzystwie mistrza rozpychał się łokciami na Moście Królewskim, tuż przy Rzecznej Wieży – niewielkiej strażnicy wyrastającej z filaru pośrodku nurtu lewej odnogi Der. Tego dnia cała wieża była pokryta czarnymi, czerwonymi i białymi proporcami wszystkich trzech władców. Niektórzy komentowali sposób ich rozmieszczenia i to, który kolor przeważa nad pozostałymi, jakby istotnie był to znak układu sił przed rozpoczynającym się właśnie zjazdem królów. Ale uwagę Marla bardziej zaprzątało dwóch osiłków mocno rozpartych łokciami po przeciwnej stronie mostu, którzy najwyraźniej pilnowali miejsca dla kogoś trzeciego. Gdy tylko dotarła podawana z ust do ust zapowiedź zbliżającego się orszaku z Addli, jeden z drabów wzniósł rękę ponad tłumem i kilka razy zatrzepotał dłonią. Marlo próbował wyłowić wzrokiem kogoś, kto czekał na ten gest, ale był za niski, aby go dostrzec. Zaczął więc obserwować złodziejaszka, który w zamieszaniu próbował odcinać sakiewki. Nie szło mu to jednak najlepiej, bo choć w ścisku trudno upilnować swojej własności, to rzezimieszka też co i rusz ktoś potrącał. Wreszcie zdołał sięgnąć nożem do woreczka jakiegoś kupca może o dwa kroki od Marla. Ten spojrzał pytająco na Omara:
Chwycić go? Jeden ruch i będzie w rzece.
Nie twoja sakiewka i nie twoja rzecz. Patrz lepiej przed siebie – odpowiedział mu myślą mistrz.
Po drugiej stronie mostu dwóch osiłków jeszcze bardziej rozepchnęło tłum, a trzeci wpuścił między nich jakąś strojną damę, którą prowadził między ludźmi, rozdając im kuksańce i nadeptując na nogi. Kiedy stanęła tuż przy drodze, odrzuciła kaptur płaszcza i w tym momencie Marlo całkiem zapomniał o rzezimieszku. Po drugiej stronie mostu stała bowiem najpiękniejsza kobieta, jaką widział. Nie poznał ich dotąd wiele, ale wiedział już, że to, co ludzie nazywają urodą, zawiera się najczęściej tylko w jednym szczególe przyciągającym wzrok męża czy kochanka – mogą to być oczy i rzęsy niczym trzepocący skrzydłami motyl, usta, które mimochodem układają się w słowa pełne zachęty, lub szyja i włosy spływające na nią jak wodospad na marmurową skałę… Mogą to być piersi i biodra poruszające się pod szatą jak żywe stworzenia, mogą być łydki lub kolana, może to być wiele drobiazgów, które niczym sól nadają smaku całej reszcie potrawy. Ale w tej damie na moście wszystkie te szczegóły spotkały się w jednej postaci.
Zdjęła płaszcz i podała go słudze, który ją przyprowadził. Odrzuciła z twarzy włosy koloru spadziowego miodu i pozwoliła, by spłynęły na czerwoną suknię, która choć zakrywała całe jej ciało od stóp do szyi, to – niemal jakby była mokra – pokazywała je lepiej niż zupełna nagość. A oczy… Gdy Chlu stwarzał błękit morza, musiał brać wzór właśnie z nich. Bo one mówiły to samo, co mówi Woda: Jestem uległa. Daj mi kształt, a ja go przyjmę, jak każesz. Zarazem Marlo widział też w nich falę gotową runąć na brzeg, jeśli tak będzie trzeba. Miał przed sobą wodny żywioł tak czysty, jakiego nie spotkał dotąd w żadnym człowieku. Żywioł przyjazny wężom, choć i one mogą się w nim utopić…
Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Chłopak poczuł dreszcz, jakby nieznajoma wlała mu się w umysł, przerwała tamy myśli i niczym gwałtowny potok uderzyła w żyły i serce. Ale to nie było możliwe, żadna kobieta nie mogła przecież przejrzeć węża! Tego był pewien jak niczego na świecie. Jednak pierwszy odwrócił oczy, a kiedy spojrzał ponownie, nie spotkał już jej wzroku, bo oto z dzielnicy Farbiarzy wchodziła na most przednia straż orszaku.
1 2 3 8 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Sss!
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Listopad dla Polaków niebezpieczna pora
— Agnieszka Szady

Z dziejów piątego żywiołu
— Wojciech Gołąbowski

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Sfinks
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Wilkołak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Podwójniak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gobliny
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Krasnoludy
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gnom
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.