Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

David Weber, John Ringo
‹Nas niewielu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNas niewielu
Tytuł oryginalnyWe Few
Data wydania29 maja 2006
Autorzy
Wydawca ISA
CyklImperium Człowieka
ISBN83-7418-111-7
Format400s. 115×175mm
Cena29,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 30,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nas niewielu

Esensja.pl
Esensja.pl
David Weber, John Ringo
« 1 2 3 4 6 »

David Weber, John Ringo

Nas niewielu

Dopiero wiele miesięcy później dowiedział się, że został wyrzucony z miasta w przeczuciu nadchodzących wydarzeń – Cesarzowa dowiedziała się, że wewnętrzni wrogowie Domu MacClintock zamierzają dokonać przewrotu – ale wciąż nie wiedział, czy matka chciała się go pozbyć, by go chronić… czy po to, by go trzymać z dala od walki, gdyż mu nie ufała.
Spiskowcy długo i starannie przygotowywali się do przewidzianego przez jego matkę zamachu stanu. Sabotaż na pokładzie Charlesa DeGloppera, transportowca wiozącego księcia, był zaledwie pierwszym krokiem, chociaż kiedy do niego doszło, ani sam książę, ani ludzie odpowiedzialni za utrzymanie go przy życiu nie zdawali sobie z tego sprawy.
Książę zdawał sobie za to sprawę z tego, że cała załoga DeGloppera poświęciła życie w beznadziejnej bitwie z podświetlnymi krążownikami Świętych, które zastali w układzie Marduk, kiedy uszkodzony okręt wreszcie się do niego dowlókł. Zaatakowali krążowniki – zamiast choćby rozważyć propozycję poddania się – tylko i wyłącznie po to, by osłaniać ucieczkę Rogera na pokładzie promów desantowych. I to im się udało.
Roger zawsze wiedział, że marines przydzieleni do jego ochrony traktowali go z taką samą pogardą, jak cała reszta Dworu. Załoga DeGloppera nie miała żadnego powodu, aby odnosić się do niego inaczej, a mimo to zginęli, by go uratować. Oddali swoje życie w zamian za jego życie, i nie byli ostatnimi, którzy to zrobili. Kiedy mężczyźni i kobiety z kompanii Bravo batalionu Brąz Osobistego Pułku Cesarzowej spotykali w czasie marszu przez planetę przeważające siły wroga i wielu z nich – zbyt wielu – ginęło na oczach księcia, młody dandys nauczył się, w najsurowszej ze wszystkich szkół, bronić nie tylko siebie, ale i swoich żołnierzy. Żołnierzy, którzy stali się kimś więcej niż tylko jego obstawą, więcej niż rodziną, więcej niż braćmi i siostrami.
W ciągu tych ośmiu ciężkich miesięcy przeprawiania się przez planetę, kiedy to zawierali sojusze, toczyli bitwy i w końcu zajęli port kosmiczny i okręt, na którego pokładzie Roger stał w tej chwili, młody dandys stał się mężczyzną. A nawet więcej niż mężczyzną. Stał się twardym zabójcą. Dyplomatą wyuczonym w szkole, w której dyplomacja i pistolet śrutowy szły ze sobą w parze. Przywódcą, który potrafił dowodzić z tylnych szeregów albo walczyć w pierwszej linii i nie tracić głowy, kiedy wszystko wokół pogrążało się w chaosie.
Ta przemiana nie odbyła się jednak tanim kosztem. Ceną było życie ponad dziewięćdziesięciu procent ludzi kompanii z Bravo. Życie Kostasa Matsugae, służącego i jedynej osoby, która zawsze miała dla Rogera MacClintocka dobre słowo. Nie dla księcia Rogera, nie dla Trzeciego Następcy Tronu Ludzkości, ale po prostu dla Rogera MacClintocka.
Ta przemiana kosztowała życie dowódcy kompanii Bravo, kapitana Armanda Pahnera.
Pahner traktował swojego nominalnego zwierzchnika najpierw jako bezużyteczny balast, który trzeba ochraniać, potem jako porządnego młodszego oficera, wreszcie zaś jako wojowniczego potomka Domu MacClintock. Jako młodego człowieka godnego być Cesarzem i dowodzić batalionem Brąz. Sam zaś stał się dla niego kimś więcej niż przyjacielem. Stał się ojcem, którego Roger nigdy nie miał, mentorem, niemal bogiem. A na samym końcu Pahner wykonał swoje zadanie i ocalił życie Rogera, oddając własne życie.
Roger MacClintock nie pamiętał nazwisk wszystkich poległych. Na początku byli pozbawionymi twarzy istnieniami. Zbyt wielu z nich poległo przy zdobywaniu i obronie Voitan, od włóczni Kranolta, aby mógł zdążyć poznać ich imiona. Zbyt wielu zginęło w kłach atul – niskich, zwinnych mardukańskich jaszczurów. Zbyt wielu zostało zabitych przez flar-ke – dzikie dinozaury spokrewnione z podobnymi do słoni jucznymi flar-ta; ćmy-wampiry i ich jadowite larwy; wędrownych Bomanów; przez morskie potwory rodem z najczarniejszych koszmarów; zbyt wielu poległo od mieczy i włóczni kanibali, „cywilizowanych” Krathów.
Ale jeśli nie wszystkich pamiętał, pamiętał przynajmniej wielu z nich. Młodą operator karabinu plazmowego, Nassinę Bosum, zabitą w wyniku awarii własnej broni podczas jednego z pierwszych starć. Dokkuma, wesołego Szerpę-górołaza, który zginął w chwili, gdy niemal widać już było mury Ran Tai. Kostasa, jedynego człowieka, który przed całym tym koszmarem uważał, że Roger jest coś wart. Został zabity przez przeklętego mardukańskiego krokodyla, kiedy nabierał wody z rzeki dla swojego księcia. Gronningena, olbrzymiego kanoniera, który zginął w czasie zajmowania mostka okrętu, na którym teraz się znajdowali.
Tylu zabitych, a jeszcze tyle przed nimi…
Wygląd okrętu Świętych, o który tak zaciekle walczyli, wskazywał, jak brutalna to była walka. Nikt się nie spodziewał, że niewinnie wyglądający frachtowiec jest zamaskowanym okrętem operacji specjalnych, którego załogę stanowili elitarni komandosi Świętych. Ryzyko nieudanego abordażu wydawało się minimalne, ale na wszelki wypadek – śmierć Rogera oznaczałaby, że cały ten przemarsz i wszystkie ofiary poszły na marne – księcia zostawiono w porcie wraz z na wpół wyszkolonymi mardukańskimi sprzymierzeńcami, podczas gdy ocalali członkowie kompanii Bravo polecieli zająć „frachtowiec”.
Trzymetrowi, rogaci, czteroręcy, pokryci śluzem autochtoni z Osobistego Pułku Basik pochodzili z kultur przedprzemysłowych. D’Nal Cord, asi księcia – czyli w zasadzie jego niewolnik, ponieważ Roger uratował mu życie, ale każdy, kto potraktowałby starego szamana jak sługę, zginąłby, zanim by zrozumiał ogrom swojej pomyłki – i jego bratanek Denat pochodzili z plemienia X’Intai, żyjącego – dosłownie – jak w epoce kamienia łupanego. Vasinowie dosiadający wojowniczych mięsożernych civan byli dawnymi feudalnymi panami, których miasto-państwo zostało starte z powierzchni ziemi przez rozszalałych barbarzyńców Bomanów; teraz stanowili kawalerię Osobistego Pułku Basik. Rdzeń piechoty pochodził z miasta Diaspra; byli to czciciele Boga Wód, budowniczy i robotnicy, wyszkoleni najpierw jako zdyscyplinowani pikinierzy, a potem strzelcy.
Osobisty Pułk Basik szedł za Rogerem w ogień bitew, kiedy to zniszczono jakoby niepokonanych Bomanów, a potem poprzez nawiedzane przez demony wody ku zupełnie nieznanym lądom. Pułk niosący chorągiew przedstawiającą basika, który stoi na tylnych łapach i szczerzy długie kły w groźnym grymasie, pokonał kanibali Krathów, a potem zdobył kosmiczny port. W końcu zaś, kiedy marines nie mogli sobie poradzić z niespodziewaną obecnością komandosów Świętych na pokładzie okrętu, znów rzucono ich w ogień walki.
Uzbrojeni w nowoczesną broń – działka śrutowe i plazmowe, które normalnie były obsługiwane przez kilkuosobową załogę albo montowane na pancerzach wspomaganych – wielcy Mardukanie znaleźli się na pokładzie okrętu w drugiej fali desantu i natychmiast ruszyli do ataku. Vasińscy kawalerzyści przemieszczali się z pozycji na pozycję, zaskakując skołowanych komandosów, którzy nie mogli uwierzyć, że „szumowiniaki” używające broni ciężkiej tak jak karabinów naprawdę biegają po całym ich okręcie, otwierają śluzy wychodzące w próżnię i w ogóle sieją zniszczenia i powodują zamieszanie. A tymczasem diasprańska piechota zdobywała jeden punkt oporu po drugim – wszystkie umocnione i zaciekle bronione – stawiając zaporowe ściany ognia plazmowego muszkieterskimi salwami w szeregach, co było ich specjalnością.
Za swoje zwycięstwo zapłacili wysoką cenę. Frachtowiec ostatecznie zdobyto, ale kosztem wielu zabitych i straszliwie poranionych. Sam okręt także był w wielu miejscach popruty po zaciętych pojedynkach ogniowych. Nowoczesne statki z napędem tunelowym były wyjątkowo odporne na zniszczenia, ale projektanci nie przewidzieli, że miałyby wytrzymać ostrzał prowadzony przez pięciu Mardukan maszerujących od grodzi do grodzi i plujących salwami plazmy.
To, co zostało z okrętu, powinno by trafić do profesjonalnego doku, ale taka ewentualność nie wchodziła w rachubę. Jackson Adoula, książę Kellerman, i pogardzany ojciec Rogera, earl Nowego Madrytu, uniemożliwili powrót księcia i jego ludzi, mordując jego brata i siostrę oraz wszystkie dzieci brata, masakrując Osobisty Pułk Cesarzowej i zdobywając całkowitą kontrolę nad samą Cesarzową. Alexandra MacClintock nigdy nie spoufalała się z Jacksonem Adoulą, którym pogardzała i któremu nie ufała, nie była również skłonna poślubić earla Nowego Madrytu, którego niecnych zamiarów dowiodła jeszcze przed urodzeniem Rogera. A mimo to według oficjalnych serwisów prasowych Adoula został jej zaufanym ministrem marynarki i najbliższym gabinetowym powiernikiem, a earl wkrótce miał zostać jej mężem. Było to całkowicie zrozumiałe, zauważyli pismacy, ponieważ obaj ci ludzie zapobiegli zamachowi stanu, który był tak bliski powodzenia.
Zamachowi, który – według tych samych oficjalnych serwisów informacyjnych – był dziełem samego księcia Rogera… który w tym czasie walczył o życie z bomańskimi topornikami na słonecznym Marduku.
Delikatnie rzecz ujmując, źle się działo w Imperial City. A to oznaczało, że zamiast po prostu zająć port kosmiczny i wysłać do domu wiadomość: „Mamo, przyjedź po mnie”, wyczerpani wojownicy pod wodzą Rogera stanęli przed zadaniem nie do pozazdroszczenia: odbicia całego Imperium z rąk zdrajców, którzy w jakiś sposób mieli kontrolę nad Cesarzową. Niedobitki kompanii Bravo – cała dwunastka – i pozostałych dwustu dziewięćdziesięciu członków Osobistego Pułku Basik mieli stawić czoła stu dwudziestu układom gwiezdnym o populacji trzech czwartych biliona ludzi oraz niezliczonym żołnierzom i okrętom. A żeby to zadanie nie było za proste, trzeba je było wykonać w jak najkrótszym czasie. Alexandra była bowiem „w ciąży” – w macicznym replikatorze umieszczono płód brata Rogera otrzymany z materiału genetycznego jego matki i ojca – a skoro Roger został oskarżony o zdradę, w myśl imperialnego prawa płód ten stawał się w chwili narodzin nowym Pierwszym Następcą.
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Angielscy łucznicy kontra obcy
— Beatrycze Nowicka

Kosmiczne nudy
— Michał Foerster

W razie wątpliwości – strzelać
— Michał Kubalski

Tam jest rozrywka
— Eryk Remiezowicz

O jedną planetę za daleko
— Janusz A. Urbanowicz

Idzie ku lepszemu
— Grzegorz Wiśniewski

Krótko o książkach: Marzec 2002
— Magda Fabrykowska, Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Odpowiedź jest oczywista
— Magda Fabrykowska

Krótko o książkach: Listopad 2001
— Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Joanna Słupek

Obszernie o niczym
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.