Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Garry Kilworth
‹Attyka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAttyka
Tytuł oryginalnyAttica
Data wydania18 maja 2006
Autor
PrzekładAndrzej Polkowski
Wydawca VM Group
ISBN83-60072-21-3
Format352s. 135×210mm
Cena29,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Attyka

Esensja.pl
Esensja.pl
Garry Kilworth
Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Garry’ego Kilwortha „Attyka”. Książka ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa VM Group.

Garry Kilworth

Attyka

Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Garry’ego Kilwortha „Attyka”. Książka ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa VM Group.

Garry Kilworth
‹Attyka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAttyka
Tytuł oryginalnyAttica
Data wydania18 maja 2006
Autor
PrzekładAndrzej Polkowski
Wydawca VM Group
ISBN83-60072-21-3
Format352s. 135×210mm
Cena29,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
ROZDZIAŁ 8
Atak nożycoptaków
Zeszli na równinę po drugiej stronie góry.
Była to rozległa otwarta przestrzeń, naga podłoga ciągnąca się bez końca w kierunku, w którym zmierzali. Zatrzymali się, żeby trochę odpocząć, pod jednym z potężnych drewnianych słupów podtrzymujących dach. Tkwiło w nim kilka zardzewiałych gwoździ i Aleks zawiesił na nich plecak i resztę ekwipunku. Kiedy to zrobił, zainteresował się samym słupem, grubym jak pień dojrzałego dębu, piętrzącym się nad nimi i rozdzielającym gdzieś w górze na potężne przypory.
Uderzył pięścią w słup, sprawdzając jego solidność.
– Wiesz co, sioster? – zagadnął, patrząc na inne podobne słupy, wyrastające co kilkadziesiąt metrów ze wszystkich stron. – Bez nich dach zwaliłby się nam na głowy.
Chloe leżała na plecach, opierając głowę na zwiniętym płaszczu i gapiąc się w mrok nad nimi.
– Kiedyś interesowałem się naciskami i naprężeniami działającymi na przęsła mostów i jestem pewny, że te filary pełnią taką samą funkcję. Ludzie zwykle nie zdają sobie sprawy z ich ważności. Gdyby się zrąbało tylko ten jeden, powstałby ogromny nacisk na sąsiednie. One też by pękły i runęły, a po nich następne… no wiesz, efekt domina… i w końcu zwaliłby się nam na głowy cały dach. Koniec ze strychem. – Zamilkł na chwilę. – Rozumiesz? Wystarczy, że trzaśnie tylko jeden filar, a nadejdzie koniec tego świata.
– Ale ty masz ciężki dowcip!
– Ja ci tylko mówię, jaki kruchy jest ten świat. Wygląda na taki solidny, a wcale nie jest.
– Delikatna równowaga, tak?
– No wiesz… nie znam się na delikatności, ale na równowadze chyba tak. Jak ją zakłócisz, ŁUBUDU, wszystko się zwali. Wszystko się roztrzaska na miazgę. Może przeżyje tylko parę karaluchów, ale chyba nic więcej.
Chloe odetchnęła, kiedy ruszyli w drogę i Aleks przestał gadać. Wolała rozmyślać o przyjemniejszych sprawach niż koniec świata.
Do tej pory szczyt dachu ginął w mroku, ale teraz dotarli do miejsca, w którym dach się obniżył, a plątanina krokwi tworzyła baldachim przypominający sklepienie dżungli lub podzwrotnikowego lasu deszczowego. Od czasu do czasu dostrzegali w nim jakiś ruch; uznali, że to chyba nietoperze. Oboje nie bali się nietoperzy ani żadnych innych dzikich zwierząt. Chloe nie znosiła dziewczyn, które piszczały ze strachu na widok czegoś niezwykłego. Aleks nie przepadał za wszelkimi szybko pełzającymi owadami, ale większe stworzenia nie budziły w nim lęku.
Kątem oka nieustannie dostrzegali jakieś ruchy. Strych po prostu taki już był. Jak pozszywana ze ścinków kołdra – tyle, że składał się z cieni, półcieni i oślepiających plam słońca. Wychodziło się z jakiegoś mrocznego, pokrytego grubą warstwą kurzu kąta wprost w oślepiającą jasność. Z mroku świtu w pełnię dnia – w jednej chwili. Nic dziwnego, że światło płatało im figle. Cieniste kształty drgały tu i tam, a kiedy chciało się im przyjrzeć, znikały. Nigdy nie można ich było uchwycić wzrokiem, zawsze umykały.
A jednak w pewnym momencie, kiedy Aleks zerknął w górę na sieć belek i krokwi, aż się wzdrygnął. Nie, to już nie było złudzenie optyczne! To było prawdziwe! Zobaczył twarz lalki. Niebieskie oczy osadzone w bladoróżowej porcelanie wpatrywały się w niego, nie mrugając powiekami. Miała czerwone usta w kształcie łuku kupidyna i pucułowate różowe policzki. Pulchnymi rączkami przytrzymywała się jednej krokwi, a maleńkimi stopami w czarnych pantofelkach opierała o krokiew poniżej. Miała na sobie brudną i podartą białą sukienkę. Nagle uśmiechnęła się, pokazując rząd równych ząbków. A potem wspięła się w górę zwinnie jak małpa, ginąc mu z oczu.
Aleks tak się przestraszył, że dech mu zaparło.
– Coś tam jest – wychrypiał.
– Wiem, nietoperze – odpowiedziała Chloe. – Idziemy.
Uznał, że nie ma sensu jej straszyć. Zresztą i tak wyszli już spod niskiego baldachimu krokwi na otwartą przestrzeń. Jak okiem sięgnąć, stały tu przypominające strachy na wróble figury ludzkich rozmiarów. Wszystkie miały twarze – jedne bardzo odrażające, inne trochę mniej. Aleks wzdrygnął się, ale na jego siostrze nie zrobiło to większego wrażenia.
– Kraina Masek – mruknęła.
– Nie powinniśmy się uzbroić? – zapytał Aleks, sięgając po scyzoryk. – Są tu gdzieś jakieś kije golfowe?
– Jeśli będziesz paradował z bronią w ręku, zrazisz do siebie ludzi.
– Ludzi?
– No, wszystkich.
– Możemy udawać, że gramy w golfa.
– Najlepsza broń to czyste zamiary.
– Jesteś pewna?
„Figury” poubierane były dziwacznie i raczej nie przypominały ludzi. Większość nie miała rąk albo nóg. Były to chochoły zrobione ze starych ubrań, tyczek, pustych koszów na śmieci, starych wiaderek, różnych rupieci. Tylko twarze przyciągały oko swoim pięknem – albo odrażającą brzydotą. Były tam tradycyjne maski karnawałowe, które Chloe od razu rozpoznała jako weneckie. Były bardziej egzotyczne maski z Afryki, Polinezji, Chin i Borneo. Niektóre z tych afrykańskich były naprawdę przerażające: takimi właśnie miały być, bo kiedyś służyły do odstraszania demonów. Inne wyraźnie miały symbolizować zwierzęta – lwy, słonie, hipopotamy – i wcale nie budziły strachu. Były tam również szczerzące zęby maski diabłów z Chin i smutne maski półbogów z wysp Pacyfiku. Większość nie miała oczu, tylko ziejące czernią dziury. Z tyłu, na skraju strychu, stały wielkie maski, natomiast w środku, tam, gdzie szły dzieci, mniejsze.
– Nie patrz na nie – poradziła Chloe, krocząc przez las figur. – Staraj się im nie odpowiadać.
– Co?! – krzyknął przerażony Aleks.
– O, tutaj! – powiedziała maska z ustami rozwartymi jak duże drewniane „O”. – O, tutaj, szlachetny panie! Maleńkie oczka na pewno dostrzegą, jak straszny jest mój los.
– Nie patrz na nie – ostrzegła ponownie Chloe, zaciskając palce na rękawie brata. – Nie słuchaj ich.
– Och, panie mój! Och, moja pani! Pomocy! Jam prawdziwa, jam bona fide osoba, jam w niewoli tych wstrętnych stworzeń! – krzyknęła inna maska, ze słomy i rafii, ze sterczącymi na wszystkie strony włosami i bokobrodami. – Pomóżcie mi się stąd wydostać, a mą wolność zaraz złożę wam w ofierze.
– Może ktoś się pod nią ukrywa – powiedział Aleks. – Może jakieś dziecko, takie jak my?
– Ooo, odszedł dawno nasz Zbieracz! Ooo, odszedł od nas, porzucił nas!
– Słyszałeś, żeby dziecko tak mówiło? Nie słuchaj ich. Zachowuj się tak, jakby ich w ogóle nie było. Chcą, żebyś je stąd zabrał, zahipnotyzują cię, żebyś to zrobił. Nietoperz mi powiedział, że jak raz nad tobą zapanują, to już nie puszczą.
– Co?… Co zrobią?
– Idź, po prostu idź.
– Ty władać te rzeczy co chodzić, ty mi je użyczyć!
– Szczęśliwe dziecko, weźmie ta smutna twarz?
Od czasu do czasu musieli zbliżyć się do zamaskowanych figur, ale Chloe nie patrzyła na nie, utkwiwszy wzrok w dalekim krańcu Krainy Masek i ciągnąc za sobą brata, którego kurczowo ściskała za rękę. Aleks raczej się nie sprawdzał w takich sytuacjach. Był łatwowierny i dawał się omamić, jak wtedy, kiedy oddał całe kieszonkowe żebrakowi w londyńskim metrze. Tutaj trzeba było za wszelką cenę ignorować błagania masek. A nie było to łatwe, bo zewsząd rozbrzmiewały błagalne głosy. Chloe musiała się powstrzymywać całą siłą woli, by nie spojrzeć w bok, wiedziała jednak, że nie można ulec sztuczkom Attyki. Już zrozumiała, że jeśli chcą znowu zobaczyć Jordy’ego, odnaleźć mapę i wydostać się z tego koszmaru, muszą zachować zdrowy rozsądek.
– Przeszliśmy! – powiedziała z ulgą, wciąż trzymając mocno Aleksa za rękę. – Udało się.
– Jesteśmy wolni – rzekł Aleks jakimś dziwnym głosem. – Bracia i siostry, żegnajcie.
Chloe odwróciła się, zaniepokojona tym głosem.
Aleks miał maskę na twarzy.
– Och, Aleks – jęknęła.
Maska była z gliny i rafii. U góry wieńczył ją wysoki stożek, przypominający kapelusz czarownicy, pomalowany na czarno, ze sterczącymi z niego białymi patykami. Twarz była czarna w białe plamki, przez czoło i ten dziwaczny kapelusz biegły białe zygzaki. Z dołu przyczepiona była broda z brązowej rafii. Oczodoły i usta były obramowane grubymi białymi liniami.
koniec
5 czerwca 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.