Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

David Weber, Eric Flint
‹1633›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1633
Tytuł oryginalny1633
Data wydania28 lutego 2007
Autorzy
Wydawca ISA
CyklOdłamki Assiti
ISBN978-83-7418-139-6
Format608s. 135×205mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

1633

Esensja.pl
Esensja.pl
Eric Flint, David Weber
1 2 3 16 »
Zamieszczamy pięć pierwszych rozdziałów powieści Erica Flinta i Davida Webera „1633”. Ksiażka, będąca kontynuacją powieści „1632”, ukaże się nakładem wydawnictwa ISA.

Eric Flint, David Weber

1633

Zamieszczamy pięć pierwszych rozdziałów powieści Erica Flinta i Davida Webera „1633”. Ksiażka, będąca kontynuacją powieści „1632”, ukaże się nakładem wydawnictwa ISA.

David Weber, Eric Flint
‹1633›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1633
Tytuł oryginalny1633
Data wydania28 lutego 2007
Autorzy
Wydawca ISA
CyklOdłamki Assiti
ISBN978-83-7418-139-6
Format608s. 135×205mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
CZĘŚĆ PIERWSZA
Ląd, który mam za sobą,
to nie kraj dla starca
Rozdział 1
– Cóż za urzekający widok! – wykrzyknął Richelieu. – Nigdy jeszcze nie widziałem kota o tak wyjątkowej urodzie. Umaszczenie jest wprost cudowne.
Arystokratyczna, intelektualna twarz rzeczywistego władcy Francji na moment pojaśniała młodzieńczym blaskiem. Przez kilka chwil Richelieu kompletnie nie zważał na Rebekę Stearns i bawił się malutkimi łapkami kota, który siedział na jego kolanach, a którego niewiele wcześniej Rebeka ofiarowała mu w charakterze podarunku dyplomatycznego.
Podniósł uśmiechniętą twarz.
– Nazwałaś go, pani, „kotem syjamskim”? Wydaje mi się niemożliwym, abyście zdołali w tak krótkim czasie nawiązać współpracę handlową z południowo-wschodnią Azją. Nawet zważywszy na wasz geniusz techniczny, zakrawałoby to na kolejny cud.
Rebeka zastanawiała się nad tym uśmiechem, równocześnie przygotowując odpowiedź. Przynajmniej jedna rzecz stała się dla niej jasna od czasu, gdy kilka minut wcześniej wprowadzono ją na prywatną audiencję u kardynała. Niezależnie od pozostałych cech, Richelieu wydawał się najinteligentniejszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkała. A z całą pewnością najprzebieglejszym.
I dość ujmującym, czego się nie spodziewała. Połączenie niebywałego intelektu z wewnętrznym ciepłem i wdziękiem było rozbrajające dla kogoś takiego jak Rebeka, która sama była intelektualistką.
Przypomniała sobie stanowczo o tym, że bycie rozbrojonym w obecności Richelieu to ostatnia rzecz, na jaką może sobie pozwolić. Mimo błyskotliwości i osobistego uroku kardynał bez wątpienia stanowił aktualnie największe zagrożenie dla jej narodu. I choć nie przypuszczała, żeby z natury był okrutny, już wcześniej pokazał, że w obronie tego, co zwykł określać „interesem narodu”, nie okazuje cienia litości. Zwrot la gloire de France brzmiał cudownie dźwięcznie – lecz krył w sobie ostrze wymierzone w tych, którzy staną mu na drodze.
Zdecydowała się uchwycić ostatnich słów kardynała.
– „Kolejny” cud? – zapytała, unosząc brew. – Ciekawe określenie, Wasza Eminencjo. O ile mnie pamięć nie zawodzi, ostatnio uznałeś, panie, Ognisty Krąg za „czary”.
Łagodny uśmiech Richelieu nie zmienił się ani na chwilę, odkąd znalazła się w jego prywatnej sali audiencyjnej.
– To nieporozumienie – rzekł zdecydowanie, machnąwszy lekceważąco dłonią. Przez chwilę podziwiał zwierzę uderzające łapką w jego długie palce. – Mój błąd, za który biorę pełną odpowiedzialność. Pochopne wysnuwanie wniosków, kiedy się ma jedynie poszlaki, zawsze jest błędem. Ja zaś, obawiam się, byłem wówczas chyba pod zbyt wielkim wpływem poglądów ojca Józefa. Zapewne poznałaś go, pani, wczoraj podczas audiencji u króla?
W tym zdaniu również kryło się podwójne znaczenie. Richelieu delikatnie przypominał Rebece, że alternatywą dla rozmów z nim było układanie się z dość dziecinnym królem Ludwikiem XIII albo – co gorsza – z ojcem Józefem, fanatykiem religijnym. Kapucyn był bliskim znajomym kardynała, a poza tym stał na czele ortodoksyjnej świeckiej organizacji katolickiej, znanej jako Towarzystwo Świętego Sakramentu.
Rebeka zwalczyła naturalną pokusę każdego intelektualisty: pokusę mówienia. W tej kwestii, podobnie jak w wielu innych, została fachowo przeszkolona przez swego męża, który nie był aż takim intelektualistą. Mike Stearns pełnił niegdyś funkcję przewodniczącego związku zawodowego i – w przeciwieństwie do Rebeki – już dawno temu nauczył się, że często najlepszą strategią negocjacji jest zwykłe milczenie.
– Niech druga strona gada – powtarzał jej. – W ogóle uważam, że z otwartą gębą dwa razy łatwiej coś schrzanić niż z zamkniętą.
Kardynał, rzecz jasna, był tego doskonale świadom. Milczenie przeciągało się.
Dla każdego intelektualisty milczenie jest grzechem śmiertelnym. Rebeka musiała więc ponownie zmusić się do trzymania języka za zębami.
Ratowała się, kierując myśli ku swemu małżonkowi: Mike, o twarzy nieco wymizerowanej i smutnej, żegnający ją w drzwiach ich domu w Grantville, gdy wyruszała w podróż dyplomatyczną do Francji i Holandii; ta sama twarz (to wspomnienie znacznie bardziej podniosło ją na duchu) wcześniejszej nocy, w ich łóżku.
W uśmiechu, który przywołało na jej twarz właśnie tamto wspomnienie, było coś, co pokonało kardynała. Oczywiście uśmiech Richelieu wciąż pozostawał niezmienny. Westchnął jednak głęboko i – delikatnie, lecz stanowczo – postawił kotka na posadzce, kończąc igraszki.
– Ów „Ognisty Krąg”, jak go nazywacie, który sprowadził do naszego świata tych „Amerykanów” wraz z ich cudaczną techniką, był czymś wystarczająco niezwykłym, by wszystkich nas wprowadzić w błąd, pani. Jednakże po głębszych rozważaniach, szczególnie popartych dowodami, na których mogłem się oprzeć, doszedłem do wniosku, że byłem w błędzie, określając to wasze… proszę wybaczyć moje określenie, dziwaczne nowe państwo wytworem „czarów”.
Richelieu umilkł na chwilę i wygładził swoje bogate szaty.
– Zaiste, to niewybaczalny błąd z mojej strony. Raz, gdy znalazłem chwilę, by przemyśleć tę sprawę, zdałem sobie sprawę, że niebezpiecznie zbliżyłem się do manicheizmu. – Zachichotał. – Ile to już czasu minęło, odkąd potępiono tę herezję? Półtora tysiąclecia, ha! A ja się uważam za kardynała!
Rebeka uznała, że może bezpiecznie zaśmiać się w odpowiedzi na ten żart. Na tym jednak koniec. Niemalże wyczuwała, jak przyciąga ją magnetyzująca osobowość kardynała, i ani przez chwilę nie wątpiła, że Richelieu doskonale zdaje sobie sprawę z siły własnego uroku. Kardynał był człowiekiem ze wszech miar cnotliwym, „uwodzenie” było jednak określeniem o kilku różnych znaczeniach. Wielokrotnie dochodzenie Richelieu do władzy i wpływów łagodzone było jego osobistym czarem i wdziękiem – a w przypadku innych intelektualistów także giętkością jego umysłu. Na dobrą sprawę gdyby Rebeka nie była wysłanniczką kraju toczącego wojnę z Richelieu, z miłą chęcią poświęciłaby kilka godzin jednemu z najwybitniejszych umysłów świata chrześcijańskiego, by podyskutować o teologicznych implikacjach owego dziwnego zdarzenia, które sprowadziło do siedemnastowiecznej Europy pełne ludzi miasteczko z miejsca odległego w czasie o kilka stuleci, a zwanego „Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej”.
„Zamilcz, kobieto! Bądź posłuszna mężowi!”.
Ta myśl tylko utrwaliła jej pogodny uśmiech. Tak naprawdę Mike’owi Stearnsowi daleko było do patriarchy. Rebeka wiedziała, że rozbawiłaby go, opowiadając mu o tym, jak sama siebie strofowała. („Niech mnie kule biją. Chcesz powiedzieć, że chociaż raz mnie posłuchałaś?”).
Richelieu poniósł kolejną drobną porażkę. Widziała to w jego uśmiechu, który stał się jakby odrobinę wymuszony. Kardynał ponownie wygładził szaty, a następnie wznowił swą wypowiedź.
– Nie, jedynie Bóg mógł dokonać tak niebywałej zamiany czasu i przestrzeni. A wasz termin „Ognisty Krąg” wydaje się bardzo na miejscu. – Jego uśmiech stał się teraz niezwykle pogodny. – Jak zapewne zdajesz sobie, pani, sprawę, moi szpiedzy już od dawna badali te wasze „Stany Zjednoczone” w Turyngii. Kilku z nich przepytało miejscowych, którzy byli świadkami tego wydarzenia. I ci prości chłopi również widzieli, jak niebiosa się rozwierają i aureola ognia pozbawionego żaru tworzy mały świat w niewielkiej części środkowych Niemiec.
– Mimo to – rzekł, unosząc gwałtownie dłoń, jakby chciał uprzedzić słowa Rebeki, choć ona wcale nie miała zamiaru się odzywać – sam fakt, że zdarzenie to było dziełem bożym, nie daje nam konkretnej odpowiedzi na pytanie o jego cel.
„Zaczyna się – pomyślała Rebeka. – Oficjalna linia postępowania”.
Zdawała sobie sprawę, że spotyka ją zaszczyt. Z rozmów, które prowadziła ubiegłego wieczora z dworzanami podczas audiencji u króla, jasno wynikało, że elita Francji wciąż szuka spójnego ideologicznego wytłumaczenia pojawienia się Grantville w niemieckim księstwie Turyngii. Po przetrwaniu dwóch lat (nie wspominając o rozgromieniu po drodze kilku nacierających armii, z których przynajmniej jedna była zwerbowana i opłacona przez Francję) Amerykanie wraz z nowo tworzonym przez siebie społeczeństwem nie mogli już być traktowani tylko jako pogłoska. Określenie „czary” było zaś… zbyt błahe.
Nie miała wątpliwości, że Richelieu skonstruował już wytłumaczenie i właśnie ona usłyszy je jako pierwsza.
– Czy zastanawiałaś się, pani, nad historią świata, który stworzył tych waszych Amerykanów? – zapytał. – Zapewne wiesz, pani, również, że pozyskałem – znowu machnął lekceważąco dłonią – różnymi sposobami część ksiąg historycznych, które wasi Amerykanie zabrali ze sobą. Przestudiowałem je wszystkie bardzo uważnie.
1 2 3 16 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Angielscy łucznicy kontra obcy
— Beatrycze Nowicka

Cudzego nie znacie: My już są Amerykany
— Miłosz Cybowski

Kosmiczne nudy
— Michał Foerster

Cudzego nie znacie: Średniowieczna SF
— Ewa Pawelec

Idzie ku lepszemu
— Grzegorz Wiśniewski

Krótko o książkach: Marzec 2002
— Magda Fabrykowska, Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Odpowiedź jest oczywista
— Magda Fabrykowska

Krótko o książkach: Listopad 2001
— Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Joanna Słupek

Obszernie o niczym
— Jarosław Loretz

Bóg, Honor i Ojczyzna
— Magda Fabrykowska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.