Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robin Hobb
‹Szalony statek. Część 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzalony statek. Część 1
Tytuł oryginalnyThe Mad Ship
Data wydania30 marca 2007
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca MAG
CyklKupcy i ich żywostatki
ISBN978-83-7480-049-5
Format400s. 115×185mm
Cena27,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Szalony statek. Tom 1

Esensja.pl
Esensja.pl
Robin Hobb
1 2 3 »
Zapraszamy do lektury fragmentu objętej patronatem Esensji powieści Robin Hobb „Szalony statek”.Książka będąca pierwszą częścią drugiego tomu trylogii „Kupcy i ich żywostatki” ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Robin Hobb

Szalony statek. Tom 1

Zapraszamy do lektury fragmentu objętej patronatem Esensji powieści Robin Hobb „Szalony statek”.Książka będąca pierwszą częścią drugiego tomu trylogii „Kupcy i ich żywostatki” ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Robin Hobb
‹Szalony statek. Część 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzalony statek. Część 1
Tytuł oryginalnyThe Mad Ship
Data wydania30 marca 2007
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca MAG
CyklKupcy i ich żywostatki
ISBN978-83-7480-049-5
Format400s. 115×185mm
Cena27,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
PROLOG
Wspomnienie skrzydeł
Porastające dno glony kołysały się łagodnie. Woda była tu ciepła, równie ciepła jak tam, na południu, skąd przypłynęli. Kieresz oświadczył, że kłębowisko nie będzie dalej podążać za srebrzystym dostawcą, lecz kusząca woń nadal się unosiła w słonej wodzie. Statek nie był zatem daleko. Węże płynęły za nim, choć zachowywały stały dystans. Szarpia przez chwilę zastanawiała się nad sensem rozmowy z przywódcą, ostatecznie jednak zrezygnowała. Z niepokojem przypatrywała się Kiereszowi. Rany, które odniósł podczas krótkiej bitwy z białym wężem, goiły się bardzo powoli. Głębokie żłobienia szpeciły piękny układ łusek. Symbolizujące proroczą moc złote oka, które biegły przez całą długość jego ciała, pobladły i zmatowiały.
Wężyca również była wyczerpana.
Kłębowisko wyprawiło się daleko w poszukiwaniu Tej, Która Pamięta. Kieresz, na początku podróży bardzo pewny siebie, teraz wydawał się równie skonfundowany jak Szarpia i Sessurea. Tylko ich troje pozostało z licznej grupy węży morskich, które rozpoczęły migrację. Inne straciły wiarę w cel poszukiwań i porzuciły przywódcę. Gdy widziała je ostatnio, podążały za wielkim dostawcą i zajadały się bezmyślnie ludzkimi ciałami, które im wydzielał. Spotkanie to jednak nastąpiło wiele przypływów temu.
– Nieraz tracę poczucie czasu – zwierzył jej się cicho Kieresz podczas odpoczynku. – Odnoszę wrażenie, że już kiedyś płynęliśmy tym szlakiem, może nawet wymienialiśmy te same spostrzeżenia. Niekiedy wierzę w to tak mocno, że teraźniejszość jest dla mnie jak wspomnienie lub sen. Zdaje mi się wówczas, że… nic nie musimy robić, ponieważ wszystko i tak się samo zdarzy. Chyba że już się zdarzyło. – Mówił głosem drżącym i niepewnym.
Zbliżyła się do niego. Zafalowali lekko wraz z nurtem, nieznacznie machając płetwami dla utrzymania równowagi. Pod nimi Sessurea nagle potrząsnął grzywą i wypuścił cienką smugę toksyn, która miała zwrócić ich uwagę.
– Patrzcie! Jedzenie! – zatrąbił.
Podpłynęła do nich ławica srebrnych, błyszczących ryb. Za nią sunęło maleńkie kłębowisko. Węże już się posilały. Trzy jaskrawoczerwone, jeden zielony i dwa błękitne. Cała szóstka robiła wrażenie ożywionych i zdrowych. Ich połyskująca skóra i zaokrąglone kształty wyraźnie kontrastowały z matowymi łuskami i zapadniętymi bokami członków wężowiska Kieresza.
– Chodźcie – zachęcił przywódca swoje węże do uczty.
Szarpia wydała cichy jęk ulgi. Przynajmniej napełnią brzuchy.
Poza tym, a nuż obce węże uznają Kieresza za proroka i podążą za nim.
Ryby na pierwszy rzut oka wyglądały jak niepodzielna, iskrząca się srebrem masa. Poruszały się zgodnie niczym jedno stworzenie, choć potrafiły się też nagle rozdzielić, czmychnąć na boki i ze wszystkich stron opłynąć niezdarnego myśliwego. Węże z kłębowiska Kieresza nie były niezgrabiaszami i wszystkie trzy polowały z dużą wprawą. Obce węże trąbiły na nie ostrzegawczo, lecz Szarpia nigdzie nie dostrzegała zagrożenia. Machnęła ogonem, skręciła w sam środek ławicy i w otwartą paszczę wpadły jej co najmniej trzy ryby. By je połknąć, rozszerzyła gardło.
W pewnym momencie dwa jaskrawoczerwone węże odwróciły się i zaatakowały Kieresza. Uderzały go pyskami niczym rekina lub innego wspólnego wroga. Do Szarpia podpłynął błękitny wąż z rozdziawioną paszczą. Wężyca wykonała szybki unik i umknęła. Kątem oka dostrzegła, że jeden z czerwonych próbuje owinąć się wokół Sessurei, który trząsł grzywą i wypluwał truciznę wraz z przekleństwami.
Szarpia uciekła, piszcząc ze strachu. Kieresz wypuścił chmurę toksyn, czym oszołomił dwie jaskrawoczerwone bestie. Wycofały się, potrząsając otwartymi szczękami i intensywnie poruszając skrzelami, chcąc również wystrzelić truciznę.
– Co się z wami dzieje? – zapytał osobliwe kłębowisko Kieresz, po czym skręcił ciało w spiralę i podniósł grzywę. Gdy strofował węże, oka na jego skórze słabo zajaśniały. – Dlaczego napadacie na nas jak bezduszne bydlęta walczące o jedzenie? Nie tak się zachowują przedstawiciele naszego gatunku! Nawet jeśli ryb jest niewiele, każdy może zapolować, a nie jedynie ci, którzy dostrzegli je jako pierwsi. Zapomnieliście już, kim jesteście? Ktoś wam odebrał rozum?
Przez jakiś czas drugie wężowisko pozostawało w bezruchu. Ławica ryb rozproszyła się, zapomniana przez wielkie bestie. Potem obce węże zaatakowały Kieresza. Dla postrachu otworzyły szeroko paszcze, odsłoniły zęby, wyprostowały grzywy i zacinając ogonami, wyrzucały toksyny. Szarpia obserwowała z przerażeniem, jak owijają się wokół przywódcy i ściągają go ku mulistemu dnu.
– Pomóż mi! – zatrąbił Sessurea. – Uduszą Kieresza!
Krzyk Sessurei wyrwał ją z odrętwienia. Dwa węże natychmiast wystrzeliły w dół. Chłostały ogonami i gryzły kłębowisko, które osaczało ich przywódcę. Krew zawzięcie walczącego Kieresza zmieszała się z wydzielanymi przez niego toksynami, tworząc wokół duszący obłok. Oka na skórze proroka migotały w mroku. Szarpia krzyczała z odrazy na widok bezmyślnej brutalności napastników. Na szczęście znalazła w sobie dość sił, by atakować.
W odpowiednim momencie Sessurea otulił własnym ciałem poranionego Kieresza i wyrwał go z uścisku rozwścieczonego kłębowiska. Udało im się uciec. Szarpia popłynęła za nimi. Kolorowe węże nie ścigały ich, lecz ogarnięte dzikim, zaraźliwym szałem zwróciły się przeciwko sobie, rycząc i prowokując się wzajemnie do walki. Bezmyślnie obrzucały się pozbawionymi sensu obelgami, chłostały się ogonami i rozszarpywały.
Szarpia długo smarowała pokiereszowane ciało przywódcy gojącym śluzem wydzielanym przez jej ciało i wydostający się porami skóry.
– Zapomniały – rzekł wówczas Kieresz. – Całkiem zapomniały, kim są. Upłynęło zbyt wiele czasu, Szarpie. Z umysłów tych węży zniknął już cel i wszelkie wspomnienia. – Skrzywił się, gdy przyklepywała brzegi rany, zalepiając ją warstewką śluzu. – Kiedyś i nas to czeka.
– Ciii – uspokajała go wężyca. – Ciii, odpoczywaj.
Owinęła się wokół niego i zaczepiła ogonem o skałę, by chronić Kieresza przed nurtem. Splątany z nimi Sessurea już spał. A może tylko milczał – ogłuszona i beznamiętna ofiara tego samego zniechęcenia, które ogarnęło Szarpię.
Najważniejszy był Kieresz. Spotkanie ze srebrzystym dostawcą go zmieniło. Inni dostawcy, przemieszczający się zarówno po Kraju Niedostatku, jak i w Krainie Obfitości, stanowili po prostu źródła łatwo dostępnego jedzenia, jednak srebrzystego przywódca potraktował inaczej. Zapach statku obudził zresztą wspomnienia w całej grupie, toteż ścigali go, pewni, że jego woń doprowadzi ich do Tej, Która Pamięta. Statek okazał się przedstawicielem ich gatunku. Ciągle go przywoływali. Nie odpowiadał, choć rzucił ciało żebrzącemu białemu wężowi. Kieresz odwrócił się wówczas do towarzyszy i oświadczył, że dostawca nie jest Tą, Która Pamięta, nie podążą więc za nim dalej. Tyle że… w wodzie nadal unosił się jego zapach. Statku co prawda nie było już widać, lecz Szarpia wiedziała, że znajduje się niedaleko. Czyli – wbrew zapewnieniom – przywódca nadal za nim płynął.
Kieresz jęknął w jej objęciach.
– Boję się, że po raz ostatni odbywamy podróż jako istoty świadome. Wkrótce staniemy się zwyczajnymi bezmyślnymi bydlętami, jak inne.
– O czym mówisz? – zdziwił się Sessurea.
Wygiął niezdarnie ciało i popatrzył towarzyszom w oczy. Odniósł wiele ran, lecz żadnej szczególnie ciężkiej. Najbardziej niebezpieczna wydawała się głęboka rysa w pobliżu gruczołu jadowego tuż za szczęką. Gdyby przecięcie sięgnęło paszczy, zginąłby od własnych toksyn. Wszyscy troje mieli sporo szczęścia, że przeżyli.
– Przeszukujcie swoje wspomnienia – rozkazał głuchym głosem Kieresz. – Przeszukujcie w pamięci nie tylko przypływy i dni, ale także pory roku, lata, a nawet całe dziesięciolecia. Już kiedyś tu byliśmy, Sessureo. Wszystkie wężowiska pływały po tych wodach, odpływały, znów wracały… Nie raz, lecz wiele razy, bezustannie. Przybyliśmy tutaj odszukać te, które jeszcze pamiętają, nieliczne, którym powierzono wspomnienia całego naszego gatunku. Otrzymaliśmy wyraźną obietnicę. Mieliśmy się zebrać wszyscy, podczas spotkania odzyskać swoją historię, a później wyruszyć do miejsca przemiany. Tam odrodzilibyśmy się na nowo. Niestety, wielokrotnie spotkało nas rozczarowanie. Raz za razem przybywaliśmy na te wody i czekaliśmy. Na próżno… Zawsze w końcu porzucaliśmy nadzieję i wracaliśmy na ciepłe południowe wody. Za każdym razem ci z nas, którzy posiadali jeszcze choć garstkę wspomnień, mówili: „Może to był nasz błąd. Może źle zapamiętaliśmy dzień, miesiąc, porę roku lub rok. Pewnie jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora na odnowę”. Niestety, sprawy mają się zupełnie inaczej. To nie myśmy się pomylili, to inni nas zawiedli. Nie przybyli na spotkanie. Ani razu. Prawdopodobnie na następne też nie przypłyną.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Wciąż jest dobrze, a nawet bardzo dobrze
— Anna Kańtoch

Tegoż twórcy

Mój przyjaciel Błazen
— Magdalena Kubasiewicz

Rycerski znów w Koziej Twierdzy
— Magdalena Kubasiewicz

Rozstania i powroty
— Magdalena Kubasiewicz

Za króla, ojczyznę i garść błota
— Beatrycze Nowicka

Wciąż jest dobrze, a nawet bardzo dobrze
— Anna Kańtoch

Prosta, niełatwa w pisaniu proza
— Anna Kańtoch

Nowe szaty Błazna
— Joanna Słupek

Smoki we właściwym kierunku
— Eryk Remiezowicz

Nadchodzi zmiana
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.