Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jacek Piekara
‹Młot na czarownice›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMłot na czarownice
Data wydaniagrudzień 2003
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklJa, inkwizytor
ISBN83-89011-38-7
Cena27,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Młot na czarownice

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacek Piekara
1 2 3 »
Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Jacka Piekary „Młot na czarownice” bedącej kontynuacją wydanej w czerwcu tego roku ksiażki „Sługa Boży”.

Jacek Piekara

Młot na czarownice

Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Jacka Piekary „Młot na czarownice” bedącej kontynuacją wydanej w czerwcu tego roku ksiażki „Sługa Boży”.

Jacek Piekara
‹Młot na czarownice›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMłot na czarownice
Data wydaniagrudzień 2003
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklJa, inkwizytor
ISBN83-89011-38-7
Cena27,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Egzekucja
Tłumy zbierały się na placu już od południa, a straż miejska chroniła dostępu do podestu oraz szubienicy. Co bardziej krewkich mieszczan trzeba było odganiać kijami, ale w tłumie nie było agresji, a tylko nadmiar entuzjazmu, wsparty sporymi ilościami wina oraz piwa.
Rita faktycznie była piękna, jak obiecywał Springer. I nic dziwnego, że nazwano ją Złotowłosą, bo jasne, gęste sploty włosów, teraz misternie trefione, spływały jej niemal do samego pasa. Ubrana była w zieloną, jedwabną suknię z wysokim kołnierzem, a pomiędzy stromymi piersiami błyszczał skromny wisiorek z niewielkim rubinem. Była bardzo wysoka, niemal mojego wzrostu, ale, co dziwne, sprawiała wrażenie kruchej oraz wiotkiej. W alabastrowo jasnej twarzy przykuwały uwagę oczy w kolorze pochmurnego nieba. Inteligentne i badawczo spoglądające. Zapewne była szpiegiem, a zważywszy na urodę, przypuszczałem, iż szpiegiem znamienitym. Ciekaw byłem, czy w Biarritz zatrzymała się tylko przypadkiem, czy też miała do spełnienia jakąś misję. Sądziłem, że jednak to pierwsze, gdyż trudno mi było sobie wyobrazić, aby miasto dla kogokolwiek stało się na tyle ważne, by wysyłał tu tę opromienioną sławą piękność. A komu służyła? Mój Boże, zapewne każdemu, kto dobrze zapłacił.
Burgrabia własnoręcznie wymościł jej fotel jedwabnymi poduszkami i podtrzymywał za łokieć, kiedy siadała. Uśmiechnęła się do niego promiennie. No i trzeba przyznać, że uśmiech miała również piękny, a zęby białe oraz równiusieńskie.
– Zaczynajmy – klasnął w dłonie Linde i dał znak trębaczom.
Ponury dźwięk trąb uciszył tłum. Katowski czeladnik zerwał ciemną zasłonę, okrywającą dotąd skazanego. Gawiedź zawyła, a strażnicy, stojący u stóp podestu, zwarli szereg.
Zbrodniarz podniósł się z desek podestu. Był wysokim, barczystym człowiekiem o smagłej twarzy i lekko siwiejących, długich włosach. Teraz jego jedyny ubiór składał się z szarego, pokutnego worka z wyciętymi miejscami na głowę oraz ramiona.
– Dostojny burgrabio i wy, szlachetni mieszczanie – zaczął mocnym głosem, gdyż miał prawo do ostatniego słowa – głęboko boleję wraz z wami nad śmiercią trzech kobiet z Biarritz…
Przerwało mu nieprzychylne wycie tłumu, a jakiś kamień śmignął tuż obok jego skroni. Nie zdążył się jednak uchylić przed drugim, oberwał w czoło i upadł na kolana, wyciągając dłonie w stronę ludzi jakby prosił o łaskę. Jeden z żołnierzy natychmiast podskoczył i osłonił go tarczą. Strażnicy zaczęli się przepychać w stronę obwiesia, który cisnął kamieniem. Część ludzi pokrzykiwała, żeby uciekał, część próbowała go łapać, w sumie wszczęło się zamieszanie i tumult. Burgrabia parsknął, z irytacją rozkładając dłonie.
– Zawsze tak jest – poskarżył się – czy nie piękniej byłoby w spokoju, z namaszczeniem i powagą? Jak myślicie, mistrzu?
– Zapewne piękniej – zaśmiałem się – ale tłum to tylko tłum. Zaraz się uspokoi.
Faktycznie, ludzie czekali przecież na widowisko, a każde zamieszanie tylko opóźniało finalną zabawę.
– Mistrzu? – zapytała Rita, przechylając się w moją stronę. – Czy wolno spytać, dlaczego dostojny burgrabia was tak nazywa?
Pytanie było ze wszech miar usprawiedliwione, gdyż nie nosiłem w Biarritz służbowego stroju – czarnego kaftana z wyhaftowanym srebrem połamanym krzyżem – lecz ubierałem się jak zwykły mieszczanin.
– Gdyż Mordimer jest mistrzem wiary i sprawiedliwości oraz znawcą ludzkich sumień – odparł za mnie burgrabia ze zbytecznym, jak na mój gust, patosem.
Pochyliłem głowę.
– Jedynie pokornym sługą Bożym – wyjaśniłem.
– In-kwi-zy-to-rem – odgadła Rita. – Ale chyba w Biarritz nie służbowo, prawda?
– Uchowaj Boże – znowu odezwał się burgrabia. – Jest moim przyjacielem i miłym gościem.
Znowu pochyliłem głowę.
– To zaszczyt dla mnie, dostojny panie – odrzekłem.
Tymczasem tłum już się uspokoił, a obwiesia, który rzucił kamieniem, złapano i odprowadzono na stronę. Jak znałem burgrabiego, zostanie tak solidnie oćwiczony, że przy następnej okazji dwa razy się zastanowi, zanim zacznie wyprawiać burdy.
Skazaniec wstał z kolan. Miał zakrwawioną twarz, którą usiłował przetrzeć dłonią, ale krew ciągle leciała z rozciętego czoła.
– Boga wzywam na świadka, że nie jestem winnien tych zgonów – krzyknął. – Zlitujcie się, panie burgrabio, w imię Boże, zlitujcie się! – wyciągnął ręce w stronę loży, w której siedzieliśmy.
Burgrabia oparł się mocno na poręczach fotela i z niemałym trudem stanął na równe nogi.
– Czyń swoją powinność, mistrzu małodobry – wypowiedział zwyczajową formułkę, jakby nie usłyszał błagań skazańca.
Uradowany tłum zawył, a skazaniec znowu opadł na kolana i ukrył twarz w dłoniach. Pomiędzy palcami ściekały mu strużki krwi. Czeladnicy katowscy ujęli go pod ramiona i podprowadzili pod samą pętlę. Tyle że nadal na podeście nie było samego kata!
– Patrzcie teraz – rzekł burgrabia bardzo zadowolonym z siebie tonem.
Znowu zadźwięczały trąby, a deski w podeście rozsunęły się i na górę wyjechał kat w krwistoczerwonym kubraku. Gawiedź, oszołomiona, zdumiona i uradowana nieoczekiwanym pojawieniem się oprawcy, zawyła mocnym głosem. Rozległy się brawa.
– Gratuluję, burgrabio – powiedziałem – jakiż piękny efekt.
Linde rozpromienił się i zerknął w stronę Rity, sprawdzając, czy również podziwia jego koncept, ale piękna śpiewaczka siedziała, przyglądając się wszystkiemu z miłym, pozbawionym emocji uśmiechem.
Kat z Altenburga nie miał, co dodatkowo zdumiało wszystkich, zarzuconego na głowę kaptura. Widać nie dbał o swą anonimowość, a może lubił, kiedy podziwiano jego urodę. Bo choć wasz uniżony sługa nie jest koneserem męskich wdzięków, mógł podejrzewać, iż kat podoba się żeńskiej części publiczności. Jego jasne, puszyste włosy wichrzył wiatr, a twarz zastygła w wyrazie uniesienia. Moim zdaniem, zrobiłby karierę jako model rzeźbiarzy lub malarzy, ale cóż, wybrał inny zawód. I miałem przekonanie, że nie za długo będzie się nim cieszył, gdyż anonimowość oprawców nie była w końcu niczyim wymysłem, tylko formą ochrony przed zemstą rodziny lub przyjaciół torturowanych czy traconych.
Kat podszedł do skazańca, położył mu dłoń na ramieniu i zaszeptał coś do ucha. Zapewne prosił o zwyczajowe wybaczenie, ale zbrodniarz tylko potrząsnął głową w niemym proteście. Oburzony tłum złowrogo zaszemrał. Oprawca rozłożył bezradnie dłonie i uśmiechnął się. To nieco zepsuło efekt, bo nawet z tej odległości zauważyłem, że ma poczerniałe, nierówne zęby oraz wielką szparę w miejscu lewej jedynki i dwójki.
Na podest wdrapał się chuderlawy mnich z wygoloną tonsurą i oparł dłonie na ramionach zbrodniarza. Widziałem, że się modli, bo jego usta poruszały się bezdźwięcznie. Potem z namaszczeniem uczynił znak krzyża i zszedł z podestu.
Czeladnicy skrępowali skazanemu dłonie na plecach, po czym podsunęli pod pętlę niski, szeroki zydelek i pomogli mu wejść. Zbrodniarz sprawiał wrażenie całkowicie pogodzonego z losem, ale pomocnicy oprawcy wyraźnie mieli się na baczności. Musieli wiedzieć z własnego doświadczenia, że ludzie, stojący w obliczu rychłej śmierci, potrafią zdobyć się na niespodziewany, niezwykle silny opór. A pozorna bierność może zamienić się w zapamiętały, oszalały gniew. W tym wypadku jednak nic nie wskazywało, by sytuacja miała się wymknąć spod kontroli. Skazaniec pozwolił sobie założyć pętlę na szyję (kat przedtem bardzo dokładnie ją sprawdził, wręcz pieszczotliwie dotykając każdego włókienka) i stał niemal na baczność z głową odchyloną do tyłu.
– Założę się, że przed zachodem umrze – powiedział Springer.
– Przyjmuję – odparł zaraz tłustawy mieszczanin w haftowanym złotem kaftanie, który siedział za naszymi plecami. – Trzydzieści koron?
– A niech będzie pięćdziesiąt – odparł Springer.
– To i ja wejdę za pięćdziesiąt – rzekł cicho wysoki szlachcic, siedzący dwa fotele od pięknej Rity. – Widziałem tego kata w Altenburgu, panie Springer, i zaręczam wam, że właśnie straciliście pieniądze.
– Wypadki się zdarzają – sentencjonalnie stwierdził doradca burgrabiego – nie co dzień jest niedziela.
– A wy, mistrzu – zagadnęła mnie Rita – nie wykorzystacie jakże bogatego doświadczenia zawodowego, by określić zdolności konfratra? Zręcznie go powiesi czy nie? Skazany pomajta nogami do zachodu czy wyzionie ducha wcześniej?
Oczywiście chciała mnie obrazić poprzez porównywanie z katem, ale wasz uniżony sługa nie takie już obelgi słyszał i nie z takich ust. Wokół nas zapadło pełne konsternacji milczenie, lecz ja tylko uśmiechnąłem się powściągliwie.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Kochając inkwizytora
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Przenajświętsza Rzeczypospolita 300 lat temu
— Maciej Kowalski

Singiel na dworze króla Artura
— Michał Foerster

Przeraźliwa pustka
— Wojciech Gołąbowski

Stary, nowy Mordimer
— Radosław Scheller

Szczęśliwa trzynastka
— Radosław Scheller

Prequel pliiiz!
— Wojciech Gołąbowski

Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba
— Wojciech Gołąbowski

Czarny płaszcz, ogniste serce
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.