Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jacek Piekara
‹Młot na czarownice›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMłot na czarownice
Data wydaniagrudzień 2003
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklJa, inkwizytor
ISBN83-89011-38-7
Cena27,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Młot na czarownice

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacek Piekara
« 1 2 3 »

Jacek Piekara

Młot na czarownice

– Los tego człowieka jest w rękach Boga – odparłem – a jak długo będzie umierał, nie ma znaczenia w porównaniu z czasem trwania mąk piekielnych, których zazna, tak jak każdy grzesznik, ośmielający się łamać prawa boskie oraz ludzkie.
Burgrabia zakaszlał gwałtownie, a Springer poklepał go po plecach.
– Dobrze powiedziane, mistrzu Madderdin – rzekł Linde, kiedy się już wyparskał.
– Czyli nie wiecie – stwierdziła protekcjonalnym tonem śpiewaczka i odwróciła się w stronę wysokiego szlachcica, przyglądającego się jej z rozchylonymi ustami.
Spoglądałem pilnie, co uczyni złotopalcy talent z Altenburga. Oczywiście musiał mieć specjalnie spreparowaną linę, ale to nie wystarczyłoby do tak kunsztownego powieszenia, jakie zamierzał nam zaprezentować. Z całą pewnością postara się też, by pętla zacisnęła się nie na szyi skazanego, lecz oparła o jego brodę.
Trąby zagrzmiały raz jeszcze, a kat z rozmachem wykopał zydel spod stóp skazańca. Tyle że jednocześnie podtrzymał go za łokieć, by ten nie zwisł zbyt gwałtownie, co mogłoby znacznie skrócić seans. Ruch dłoni kata był błyskawiczny, błyskawicznie też cofnął rękę, ale nie miałem kłopotów z dostrzeżeniem tego gestu. Ot i w tym również tkwił sekret. Zbrodniarz charczał, czerwieniał, kopał nogami, a ślina spływała z kącików jego ust. Zmoczył się, co publika przyjęła pełnym zachwytu wrzaskiem.
– Czy to prawda, że męskość nabrzmiewa w czasie wykonywania kary powieszenia, a z nasienia, jeśli spłynie na glebę, wyrasta korzeń magicznej mandragory? – zapytała ciekawie Rita.
Zauważyłem, że przygląda się konwulsjom skazanego z niezdrową fascynacją, a jej oczy rozszerzyły się. Kiedyś z braćmi inkwizytorami zastanawialiśmy się, dlaczego wśród katów nie ma kobiet i doszliśmy do wniosku, że z uwagi na dwa fakty. Po pierwsze, większość nie byłaby w stanie wytrzymać zadawania bliźnim cierpień i śmierci. Jednak po drugie było ciekawsze. Otóż uznaliśmy, iż ta niewielka mniejszość, która poradziłaby sobie z zadaniem, odkryłaby w torturowaniu perwersyjną rozkosz, graniczącą z seksualną ekscytacją. A to nie służyłoby dobrze samej Sztuce, którą wypełniać należy z pozbawionym emocji profesjonalizmem.
– Jeśli zechcecie, zapewne nasz dostojny gospodarz pozwoli wam sprawdzić, gdzie się podziało nasienie tego człowieka – powiedziałem.
Siedzący w pobliżu śpiewaczki szlachcic podskoczył jak oparzony.
– Zapominacie się! – rzekł karcącym tonem. – Trochę grzeczności wobec damy!
– Ja nie jestem grzecznym człowiekiem, panie – odparłem, patrząc mu w oczy, a on cofnął wzrok jakby moje spojrzenie go sparzyło.
Rita już otwierała usta, aby odeprzeć atak (co zapewne nie byłoby miłe dla mych uszu), gdy nagle nastąpił niespodziewany zwrot akcji, który pozwolił nam szybko zapomnieć o całej niewartej uwagi dyskusji. Bo oto wydarzyło się coś, co nieczęsto zdarza się ujrzeć w czasie egzekucji, a co w ogóle nie powinno się przytrafić, kiedy sprawą zajmuje się człowiek tak doświadczony jak kat z Altenburga. Lina zerwała się i skazaniec z głośnym łomotem zwalił się na deski podestu. Kłaniający się publiczności oprawca zamarł w pół ruchu, a potem obrócił się w stronę szubienicy z wyrazem komicznego wręcz niedowierzania na twarzy. Zresztą nawet gdyby nie to niedowierzanie, nigdy nie podejrzewałbym go o celowe spreparowanie liny. Za bardzo cenił sobie dobre imię i zbyt był żądny poklasku, by nawet sowita nagroda mogła go skłonić do oszustwa.
– A to ładnie – rzekł bezbarwnym głosem Springer, ale jego słowa usłyszałem chyba tylko ja, bo wrzask tłumu zagłuszył wszystko.
Niemniej trudno było się nie zgodzić z tym jakże lapidarnym określeniem sytuacji. Burgrabia rozkaszlał się i poczerwieniał na twarzy, jakby zaraz miała chwycić go apopleksja, a Rita klasnęła w dłonie.
– Niewinny! – wrzasnął ktoś z tłumu. – Jest niewinny!
– Bóg tak chce! – odwrzasnął ktoś inny.
Czego Bóg chce, o tym nie sądzić pospólstwu, niemniej sytuacja stała się całkiem interesująca. Burgrabia skończył wreszcie kasłać i teraz pił łapczywie wino, a czerwona struga spływała mu na wszystkie podbródki. Oddał puchar służącemu i obrócił się w moją stronę.
– Co mam robić? – spytał głośnym szeptem.
Rozłożyłem tylko dłonie, gdyż to nie była moja sprawa.
– Niech go wiesza jeszcze raz – poddała Rita radośnie, a Springer syknął, słysząc jej słowa.
– Nie godzi się – powiedział cicho.
Tłum wyraźnie podzielił się w swych opiniach. Jedni żądali kontynuowania egzekucji, inni krzyczeli, że skazaniec jest widać niewinny lub że Bóg przebaczył mu grzechy. Słyszałem też prześmiewcze okrzyki pod adresem kata. Złotopalcy talent usłyszał je również, bo widziałem, że jego twarz pokryła się szkarłatnym rumieńcem. Nie ma co, cała sytuacja była dla niego niczym policzek. Wdał się w ożywioną dyskusję z czeladnikami i na jednego nawet zamachnął się, ale słysząc śmiech gawiedzi, cofnął dłoń. Stanął na skraju podestu, spoglądając w naszą stronę. Tak jak i wszyscy, wiedział, że teraz wszystko zależy od burgrabiego.
– Przecież nie mogę wypuścić mordercy, Mordimer – szepnął Linde, a potem uniósł się z fotela. Podniósł dłoń na znak, że chce mówić.
Tłum uciszył się i wszyscy w napięciu czekali na słowa burgrabiego.
– Zacni mieszczanie – wykrzyczał Linde – jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że jest z nami tutaj znawca praw oraz obyczajów, dostojny mistrz Inkwizytorium w Hez-hezronie, licencjonowany inkwizytor Jego Ekscelencji biskupa. On powie nam, co mamy czynić, aby pozostać w zgodności z prawem oraz obyczajem.
Byłem wściekły. Byłem nieludzko wściekły na Lindego, że miesza mnie w cały ten cyrk. Ale wstałem, gdyż burgrabia wskazywał mnie dłonią. Widziałem złośliwy uśmieszek na ustach Rity.
– Prawo i obyczaje są święte – rzekłem mocnym głosem – a w tym wypadku obyczaj mówi jasno: skazany może zostać uwolniony, jeśli sędzia, który go skazał, cofnie słowo. Jeśli natomiast domagać się będzie śmierci, egzekucja ma zostać powtórzona. I wspomnijcie, co mówi Pismo: „Nie możemy dokonać niczego przeciwko prawdzie, lecz wszystko dla prawdy” – usiadłem z powrotem.
– Nie ma co, dziękuję wam, mistrzu – rzekł z przekąsem burgrabia – za jasną oraz prostą wykładnię praw.
Moim zdaniem, wykładnia była akurat jasna i prosta, ale teraz decyzja należała do Lindego. Czy naprawdę myślał, że będę aż takim idiotą, aby podjąć ją za niego? W naszych czasach nikt nie przejmował się dziewojami, zarzucającymi przyszykowanym do egzekucji zbrodniarzom białe chustki (bo rzeczoną dziewoję można było wynająć w każdym domu płatnych uciech za niewielką sumkę), ale zerwanie liny było już sprawą niewątpliwie poważną. Rzadkim przypadkiem, budzącym uzasadnione podejrzenia o cud i znak woli Bożej. Choć, zdaniem waszego uniżonego sługi, gdyby nawet połowa wydarzeń, nazywanych przez plebs cudami, była nimi istotnie, to Pan Bóg Nasz Wszechmogący nie miałby nic innego do roboty, jak tylko czynić cuda.
– Może to cud? – zapytał Springer jak gdyby czytał w moich myślach.
– Cudem jest to, że słońce wstaje o poranku i zachodzi przed wieczorem. Cud odbywa się codziennie w czasie mszy świętej – odparłem – ale nie spieszcie się nazywać cudem czegoś, co może być jedynie przypadkiem.
– Czy Bóg nie rządzi też przypadkami? – spytała szybko Rita.
– Bóg rządzi wszystkim – odpowiedziałem, nachylając się w jej stronę – ale zważcie, że nawet jeśli kazał się zerwać linie, to wyjaśnień tego zjawiska może być wiele. Na przykład takie, byśmy nie zwracali uwagi na drobiazgi, lecz wykonywali sumiennie prawo, zgodnie z tym, co mówi Pismo: „Miłujcie sprawiedliwość, wy, którzy sądzicie ziemię”. Czyż nie ważniejsze jest to Boże polecenie od godnego pożałowania incydentu zerwania liny? Czyż nie można przypuszczać, że Bóg teraz właśnie wystawia na próbę naszą wiarę w sprawiedliwość i sprawdza, jak silnie potrafimy jej bronić?
– Więc obwiesić go? – zapytał ponuro burgrabia.
– A jeśli Bóg dał znak mówiący: oto człowiek niewinny? – zapytałem. – Albo inaczej: oto człek winny, lecz ja go przeznaczyłem do wyższych celów i chcę, by żył na moją chwałę?
– Przerażacie mnie, mistrzu – rzekł burgrabia po chwili milczenia.
Nawet się nie uśmiechnąłem. Teraz miał jedynie przedsmak tego, z czym my – inkwizytorzy – musieliśmy się mierzyć każdego dnia. Mając jednocześnie pełną świadomość, że nigdy nie odgadniemy Bożych zamysłów. Zresztą cóż, mój Anioł powiedział niegdyś, że wszyscy jesteśmy winni, a pytanie dotyczy jedynie czasu oraz wymiaru kary. Miałem gorącą nadzieję, że mój czas nieprędko nadejdzie, a kara nie będzie zbyt surowa. Lecz pamiętajcie, winę można znaleźć w każdej myśli, każdym uczynku i każdym zaniechaniu.
« 1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Kochając inkwizytora
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Przenajświętsza Rzeczypospolita 300 lat temu
— Maciej Kowalski

Singiel na dworze króla Artura
— Michał Foerster

Przeraźliwa pustka
— Wojciech Gołąbowski

Stary, nowy Mordimer
— Radosław Scheller

Szczęśliwa trzynastka
— Radosław Scheller

Prequel pliiiz!
— Wojciech Gołąbowski

Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba
— Wojciech Gołąbowski

Czarny płaszcz, ogniste serce
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.