Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Szczepan Twardoch
‹Sternberg›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSternberg
Data wydania24 maja 2007
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN978-83-7054-196-5
Format303s.
Cena27,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sternberg

Esensja.pl
Esensja.pl
Szczepan Twardoch
1 2 3 »
Prezentujemy fragment powieści Szczepana Twardocha „Sternberg”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa superNOWA.

Szczepan Twardoch

Sternberg

Prezentujemy fragment powieści Szczepana Twardocha „Sternberg”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa superNOWA.

Szczepan Twardoch
‹Sternberg›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSternberg
Data wydania24 maja 2007
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN978-83-7054-196-5
Format303s.
Cena27,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
• • •
Znad brzegów Dniestru wiatr niósł odległy zapach spalenizny. Wraz z nim horyzont rozpalała wątła łuna tysięcy obozowych ognisk. Wygwieżdżone jak podszewka cesarskiego baldachimu niebo załamywało się tępym łukiem nad czarną wstęgą rzeki.
– Ruszą się dzisiaj, jak myślicie, Schleicher?
Pytający siedział przed namiotem na wygodnym krześle, otulony obszernym płaszczem. Głowę przykrył przypominającą szlafmycę furażerką. Młodzieniec, do którego skierowane było pytanie, stał za nim, kompletnie umundurowany, z kapeluszem stosowanym pod pachą.
– Myślę, że najdalej nad ranem przejdą na południowy przyczółek, bo mosty mają już gotowe, więc rozwiną się korpusami wzdłuż rzeki i zaatakują skrzydłami. Słabe centrum zostawią przy rzece, licząc, że ruszymy się do przodu.
Generał armii Horst von Horn pokiwał głową. Chłopak odrobił lekcję.
– A jak patrole? Potyczki były?
– Boją się jeździć, panie generale, bo Rosjanie rozpuścili kozaków – odpowiedział adiutant, wstydząc się nie za swoje winy.
– Psiakrew. Dobrze, chłopcze, wskakuj w siodło i jedź z rozkazem. Z każdego szwadronu lekkiej jazdy mają wyjść trzy patrole, po siedem szabel każdy. Kto odmówi wyjścia na patrol: kula w łeb.
Adiutant huknął swoim chłopięcym: „Jawohl”, zasalutował i pobiegł do konia.
Namiot sztabu I Armii mieścił się na odsłoniętym wzgórzu, pod południowy stok pagórka podchodził niewielki lasek, przecięty przez polną ścieżkę. Na tej właśnie ścieżce, jeszcze zanim młody adiutant zdążył odjechać, generał usłyszał uderzenia kopyt cwałującego konia i po chwili zza zbocza wyjechał zdyszany porucznik Delaitre, francuski emigrant i adiutant generała von Horna. Zeskoczył ze spienionego konia, zasalutował niedbale i dysząc, zaczął meldować.
– Patrol z ułanów galicyjskich wziął jeńców, okazało się, że to Niemcy ze Schwarze Schau, huzarzy śmierci. Jak się wieść rozniosła, to z pruskiego korpusu zdezerterowało przez rzekę siedemnastu oficerów i trzy setki ludzi. Na rosyjskim przyczółku ruch, chyba zaczęli przeprawiać główne siły.
– Zasrane Prusaki. Gdyby to Polacy albo Czesi dezerterowali, to bym rozumiał, słowiańskie bydło do słowiańskiego bydła – zreflektował się na moment, odwrócił za siebie i rzucił w ciemność namiotu:
– Wybaczcie, Zepiski, to nie o was mowa, wy jesteście przecież Scyta, prawda?
– Sarmata – odezwał się głucho drugi adiutant, studiujący w namiocie mapy.
– Sarmata, Scyta, cóż to za różnica. Dobrze. A więc, o czym to mówiliśmy?
– Rosjanie rozpoczęli przeprawę, panie generale – powtórzył Delaitre.
– A, tak. To pruskie bydło. Ten Blücher, chociażby… Czy tak wygląda Niemiec? Ta gęba, te wąsy… Pewnie jego ojciec się Blisiewski nazywał, to się nie dziwię, że ten łajdak teraz tylko czeka na to, żeby do Ruskich przejść, i miga się od walki. Albo na przykład ci ze Schwarze Schau… Jak tak można? Przecież to dobrzy Niemcy. Po co oni się na czarno noszą?
– Na znak żałoby po cesarzu, panie generale – odezwał się Zepiski z namiotu – a czaszki przypinają do czapek na znak walki aż po grób.
– Cesarz, bednarz, jeden chuj. Jak dobry Niemiec może nosić żałobę po cesarzu, który się zwał rzymskim? Włoska degeneracja…
– Panie generale, Rosjanie zaczęli przeprawę – powtórzył Delaitre z naciskiem.
– Tak, tak, dobrze. U nich Diebitsch czy von Diebitsch dowodzi, to nie ruszy się z przyczółka, zanim nie przerzuci wszystkich dywizji. A swoją drogą wiedzieliście, Delaitre, że ten Diebitsch to Ślązak? Znaczy się, następny Niemiec na słowiańskim żołdzie. Chociaż z niego to pewnie jeszcze gorszy Niemiec niż z tego tu, Blüchera. Bo co to jest za nazwisko: Diebitsch? Czy to jest, panie Delaitre, niemieckie nazwisko? – kontynuował generał.
– Ja się nie znam na niemieckich nazwiskach, panie generale – odpowiedział głucho adiutant.
– No tak, pan Francuz. No, dobrze już, dobrze. Jak dorośniecie, dzieci, to zrozumiecie, jak ogromne znaczenie dla żołnierza mają uczucia narodowe. A ja tymczasem zdrzemnę się kapkę, żeby jutro mieć siłę do bitwy.
Generał wstał, otulił się szczelniej płaszczem, bo od Dniestru ciągnęło zimnem, i skinął na ordynansa. Delaitre zawołał jeszcze za swoim dowódcą, bez nadziei:
– Jakieś rozkazy, panie generale?
– Żadnych, na razie – rzucił ten przez ramię.
Znad Dniestru niósł się cichy szum: tak brzmiało z odległości kilku mil tupanie tysięcy żołnierskich butów na pontonowym moście. Generał spoczął w namiocie, okrywając się szczelnie kocami i baranią skórą. Zepiski wyszedł z namiotu, rozpalił fajkę i stanął obok francuskiego emigranta. Milczeli, zwróceni w stronę rzeki.
– Ech, gdyby tu był generał von Egern… – odezwał się po chwili Polak.
– Milcz, głupcze – warknął ze wściekłością Delaitre, odwrócił się na pięcie i schował w namiocie. Zepiski wzruszył ramionami, zaciągnął się parę razy dymem i usiadł na generalskim krześle, okrywając kolana pledem.
O dziewiątej rano generał jeszcze spał, więc adiutanci sami rozjechali się do korpusów i dywizji po meldunki. Delaitre był przerażony tym, co usłyszał, więc nakazał oficerowi z pruskiego korpusu kopnąć się po meldunek do centrum i przyjechać do sztabu z raportem, sam zaś wracał co koń wyskoczy.
Generał von Horn uniósł zaś ku górze jajko na miękko, przygryzł wargi i zdecydowanym cięciem srebrnego noża precyzyjnie ściął jajku wierzchołek. Uśmiechnął się do swojej zręczności, włożył jajko z powrotem do kieliszka, posolił, zsunął doń z noża kawałeczek masła, posypał pieprzem i właśnie zamierzał unieść do ust pierwszy kęs białego chleba, unurzanego w żółtku, kiedy do namiotu bez anonsowania się wpadł Delaitre. Von Horn postanowił polecić ordynansowi, aby nalał zdrożonemu adiutantowi kawy, lecz Francuz, nie czekając na słowo od generała, trzasnął obcasami, zasalutował i zaczął meldować.
– Rosyjskie dywizje na prawym skrzydle przeprawione i rozwinięte w szyk bojowy. Kawaleria, w sile brygady, zjeżdża w dół rzeki, omijając wzgórza…
Delaitre przerwał i rozejrzał się w poszukiwaniu mapy. Porwał rulon ze stelaża i, przesuwając bezceremonialnie generalskie wiktuały, rozwinął na stole. Von Horn tkwił jak zamrożony, z ociekającym żółtkiem kawałkiem chleba w połowie drogi z kieliszka do ust.
– Omijając te wzgórza – wskazał trzonkiem widelca Francuz. – Bez wątpienia będą flankować. O, tutaj, uszykował piechotę, w głębokich rzutach, i teraz przeciąga działa. Można by zaatakować, póki działa są zaprzodkowane i w ruchu przez most. Jeżeli nie chce pan generał atakować piechotą, to można przynajmniej podciągnąć naszą artylerię, dając jej jakąś ochronę, i ostrzelać ich, póki nie podciągną własnych. Nasze sześciofuntówki mają lepszy zasięg, panie generale.
Von Horn walnął pięścią w stół, aż podskoczyła filiżanka, chlapiąc kawą, która na zakolu Dniestru utworzyła podłużną wyspę; jej kształt zadowoliłby, jako typowy, każdego specjalistę od locji rzecznej.
– Na co wy sobie pozwalacie, Delaitre? Wyślę was na linię, zdegraduję, rozstrzelam! Za tchórzostwo, defetyzm i sianie paniki! Precz! Czekać przed namiotem na rozkazy! – ryknął. Kiedy Delaitre wyszedł, rzuciwszy przez zęby krótkie: „Jawohl”, generał pokręcił głową ze wzburzeniem, przełknął wreszcie chleb z zimnym już żółtkiem, popił kawą.
– Co sobie ten francuski tchórzliwy oficerek wyobraża? My, Niemcy, nie boimy się niczego na świecie, więc nie ma powodu, żebyśmy przerwali śniadanie tylko dlatego, że jakaś banda słowiańskich oberwańców jedzie na południe wzdłuż rzeki – powiedział do czekającego usłużnie z dzbankiem ordynansa, ale dość głośno, aby Delaitre usłyszał. Stał tam, na dworze, zaciskając pięści.
Z południa, znad Dniestru, doleciał mrukliwy grzmot armat.
Generał wyleciał z namiotu, ze srebrnym nożem w dłoni i serwetą zawiązaną pod szyją.
– Piekielny Blücher! Zasrany, durny Prusak! Delaitre, jedź tam na jednej nodze i powiedz mu, że ma natychmiast wstrzymać atak! Natychmiast, psiakrew, kurwa mać, do stu piorunów!
– Pan generał raczy dać mi ten rozkaz na piśmie – powiedział cicho Delaitre.
Generał spojrzał na niego z wściekłością, ale nie zdążył go zbesztać, gdyż zza zbocza wyjechał Zepiski, zsunął się z konia i dotknąwszy kapelusza palcami, ryknął:
– Lewe skrzydło Diebitscha rozwinięte do ataku, na czele dwie brygady ciężkiej jazdy, lada moment zaatakuje.
Generał popatrzył nań z nienawiścią.
– Dobra, tchórzliwe kreatury. Za mną – rzucił, zrywając z wściekłością serwetę z szyi.
Wkroczył do namiotu, podniósł filiżankę z kawą i jednym ruchem zrzucił resztę posiłku na ziemię.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Fajna ta historia
— Daniel Markiewicz

Tegoż twórcy

Kaplica w Berezie
— Sebastian Chosiński

Jądro szarości
— Sławomir Grabowski

Krótko o książkach: Opcja polska
— Miłosz Cybowski

Książka o ziemi i krwi
— Katarzyna Kantner

Powieść nie o Śląsku i bez mostu
— Joanna Kapica-Curzytek

Nie oddzielam
— Miłosz Cybowski

Próba sił
— Joanna Kapica-Curzytek

Tożsamość wielokrotna Konstantego Willemanna
— Paweł Micnas

Grunwaldy każdego z nas
— Mieszko B. Wandowicz

Monolog wiecznotrwałego mizantropa
— Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.