Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Christopher Moore
‹Baranek›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBaranek
Tytuł oryginalnyLamb
Data wydania19 października 2007
Autor
PrzekładPiotr W. Cholewa
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-068-6
Format530s. 125×195mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena35,—
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Baranek

Esensja.pl
Esensja.pl
Christopher Moore
1 2 3 »
Prezentujemy fragment powieści Christophera Moore’a „Baranek”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Christopher Moore

Baranek

Prezentujemy fragment powieści Christophera Moore’a „Baranek”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Christopher Moore
‹Baranek›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBaranek
Tytuł oryginalnyLamb
Data wydania19 października 2007
Autor
PrzekładPiotr W. Cholewa
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-068-6
Format530s. 125×195mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena35,—
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wydaje się wam, że wiecie, jak ta historia się skończy, ale to nieprawda. Możecie mi wierzyć. Byłem tam. Wiem. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem człowieka, który miał zbawić świat, siedział niedaleko głównej studni w Nazarecie, z jaszczurką wystającą mu spomiędzy warg. Tylko ogon i tylne łapki były widoczne na zewnątrz; przednie łapki i głowa zniknęły w ustach. Miał sześć lat, jak ja, i broda jeszcze mu nie wyrosła, więc nie przypominał tych portretów, jakie znacie. Oczy były jak ciemny miód i uśmiechały się do mnie spod strzechy błękitnoczarnych loków otaczających jego twarz. W tych oczach jarzyło się światło starsze niż Mojżesz.
– Nieczysty! Nieczysty! – wrzasnąłem, wskazując chłopca, by moja matka wiedziała, że znam Prawo.
Ale nie zwróciła na mnie uwagi, podobnie jak wszystkie inne matki napełniające dzbany przy studni.
Chłopiec wyjął jaszczurkę z ust i oddał młodszemu bratu, siedzącemu obok na piasku.
Maluch bawił się z nią przez chwilę i drażnił, aż uniosła się, jakby chciała go ukąsić. Wtedy chwycił kamień i rozbił jej głowę. Zaskoczony, popychał jaszczurkę palcem, a kiedy doszedł do wniosku, że nic już nie zrobi, podniósł ją i oddał z powrotem starszemu bratu.
Ponownie trafiła do ust, ale zanim zdążyłem wykrzyczeć oskarżenie, wysunęła się żywa, wijąca się, gotowa znowu kąsać. Podał ją młodszemu bratu, a ten uderzył mocno kamieniem, raz jeszcze kończąc, czy rozpoczynając, cały proces.
Patrzyłem, jak jaszczurka ginie kolejne trzy razy. Wtedy się odezwałem.
– Też chcę tak robić.
Zbawiciel wyjął jaszczurkę z ust i zapytał:
– Którą część?
Przy okazji, miał na imię Joszua. Jezus to grecka wersja Yeshuy, czyli Joszuy. Chrystus nie jest nazwiskiem. To greckie tłumaczenie słowa „mesjasz”, messiah, co po hebrajsku oznacza namaszczonego. Nie mam pojęcia, od czego pochodzi „S” w „Jezus S. Chrystus”. To jedna z tych rzeczy, o które powinienem go zapytać.
Ja? Ja jestem Lewi, zwany Biffem. Bez drugiego imienia. Joszua był moim najlepszym przyjacielem.
Anioł mówi, że powinienem tu siedzieć, spisywać swoją opowieść i zapomnieć o wszystkim, co zobaczyłem w tym świecie, ale jak mam tego dokonać? Przez ostatnie trzy dni widziałem więcej ludzi, więcej obrazów, więcej cudów niż przez całe trzydzieści trzy lata życia, a anioł twierdzi, że mam je zignorować… Tak, otrzymałem dar języków i nie widzę nic, czego nie potrafiłbym określić słowem, ale co z tego? Czy pomogła mi w Jeruzalem wiedza, że to „mercedes” mnie przeraził do tego stopnia, że skoczyłem do „pojemnika na śmieci”? A potem, kiedy Raziel wyciągnął mnie, łamiąc mi przy tym paznokcie, gdy walczyłem, by pozostać w kryjówce, czy pomogła mi świadomość, że to „Boeing 747” zmusił mnie, bym zwinął się w kłębek, próbując pohamować łzy i odciąć od ognia i huku? Czy jestem maleńkim dzieckiem, bojącym się własnego cienia, czy też spędziłem dwadzieścia siedem lat u boku Syna Bożego? Na tym wzgórzu, gdzie wyciągnął mnie z ziemi, anioł powiedział: „Zobaczysz wiele dziwnych zjawisk. Nie lękaj się. Masz świętą misję i ja będę cię chronił”. Bezczelny palant. Gdybym wiedział, co ze mną zrobi, przyłożyłbym mu jeszcze raz. Leży teraz na łóżku po drugiej stronie pokoju, patrzy, jak na ekranie poruszają się obrazy, i je lepki smakołyk zwany snickersem, gdy ja tymczasem spisuję opowieść na kartkach miękkiego jak jedwab papieru z wypisanymi u góry słowami „Hyatt Regency, St. Louis”. Słowa, słowa, słowa… Miliony, miliony słów krążą w mojej głowie niczym jastrzębie, czekając, by zanurkować na strony i porwać, rozedrzeć jedyne dwa, które chciałbym zapisać.
Dlaczego ja?
Było nas piętnastu – nie, czternastu po tym, jak powiesiłem Judasza – więc czemu akurat ja? Joszua stale powtarzał, żebym się nie lękał, że zawsze będzie przy mnie. Gdzie teraz jesteś, przyjacielu? Czemuś mnie opuścił? Ty byś tu nie czuł strachu. Wieże, maszyny, blichtr i smród tego świata by cię nie zniechęciły. Za chwilę zamówię sobie pizzę do pokoju. Smakowałaby ci pizza. Sługa, który ją przynosi, ma na imię Jesus, a nie jest nawet Żydem. Zawsze lubiłeś ironię. No dalej, Joszua, anioł twierdzi, że ciągle jesteś z nami, mógłbyś go przytrzymać, kiedy ja mu wleję, a potem obaj zjemy pizzę.
Raziel obejrzał moje zapiski i upiera się, że powinienem przestać jęczeć i przejść do głównej opowieści. Łatwo mu mówić, to nie on spędził ostatnie dwa tysiące lat pogrzebany w ziemi na wzgórzu. Wszystko jedno, nie pozwoli mi zamówić pizzy, dopóki nie skończę rozdziału, więc oto on…

Urodziłem się w Galilei, w miasteczku Nazaret, w czasach Heroda Wielkiego. Mój ojciec, Alfeusz, był kamieniarzem, a matkę, Naomi, nękały demony, a przynajmniej tak wszystkim mówiłem. Joszua uważał chyba, że miała tylko trudny charakter. Moje prawdziwe imię, Lewi, pochodzi od brata Mojżesza, przodka klanu kapłanów; moje przezwisko, Biff, bierze się ze slangowego określenia trzepnięcia w głowę – czego według matki wymagałem przynajmniej raz dziennie już od wczesnego dzieciństwa. Dorastałem pod władzą Rzymu, choć do dziesiątego roku życia nie oglądałem zbyt wielu Rzymian. Rzymianie siedzieli zwykle w ufortyfikowanym mieście Seforis, godzinę marszu na północ od Nazaretu. To tam zobaczyliśmy z Joszuą zamordowanego rzymskiego żołnierza. Ale za bardzo wybiegam naprzód. Na razie, załóżmy, że żołnierz jest zdrowy, bezpieczny i zadowolony z noszenia miotły na głowie.
Większość mieszkańców Nazaretu stanowili farmerzy; hodowali winogrona i oliwki na kamienistych wzgórzach za miastem oraz pszenicę i jęczmień w dolinach. Byli też pasterze kóz i owiec, których rodziny żyły w miasteczku, gdy mężczyźni i starsi chłopcy pilnowali stad w górach. Nasze domy były zbudowane z kamienia, a mój miał też kamienną podłogę, choć wielu wystarczała mocno ubita ziemia.
Byłem najstarszym z trzech synów, więc już w wieku sześciu lat przygotowywano mnie, żebym poznał ojcowskie rzemiosło. Matka nauczała mnie Prawa oraz opowiadała historie z Tory po hebrajsku, a ojciec zabierał do synagogi, bym słuchał, jak starsi czytają Biblię. Moim językiem naturalnym był aramejski, ale zanim skończyłem dziesięć lat, umiałem mówić i czytać po hebrajsku nie gorzej od większości mężczyzn.
Nauce hebrajskiego i Tory pomogła na pewno moja przyjaźń z Joszuą. Kiedy inni chłopcy bawili się w „podrażnij owcę” albo w „kopnij Kananejczyka”, my z Joszuą bawiliśmy się w rabinów, a on się upierał, żeby przy ceremoniach używać autentycznego hebrajskiego. Była to lepsza zabawa, niż może się wydawać – a w każdym razie była do czasu, kiedy matka przyłapała nas, jak próbujemy obrzezać ostrym kamieniem mojego młodszego brata Sema. Ależ zrobiła nam awanturę… Moje argumenty, że Sem potrzebował odnowienia swego przymierza z Panem, jakoś jej nie przekonały. Pobiła mnie do krwi oliwkową rózgą i zakazała bawić się z Joszuą przez miesiąc. Wspominałem już, że była opętana przez demony?
Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że mały Sem tylko na tym skorzystał. Był jedynym znanym mi dzieciakiem, który mógł sikać zza rogu. Z taką umiejętnością można się nieźle urządzić jako żebrak. Ale nigdy mi nie podziękował.
Bracia.
Dzieci widzą magię, ponieważ jej szukają.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Joszuę, nie wiedziałem, że jest Zbawicielem, zresztą on też nie wiedział. Wiedziałem tylko, że się nie boi. Pośród narodu pokonanych wojowników, ludzi usiłujących zachować dumę, kiedy padają na twarz przed Rzymem i Bogiem, jaśniał niczym kwiat na pustyni. Ale może tylko ja to zauważyłem, ponieważ tylko ja tego szukałem. Wszystkim innym wydawał się całkiem zwyczajnym dzieckiem: te same potrzeby co u innych, ta sama szansa, że umrze, zanim dorośnie.
Kiedy opowiedziałem matce o tej jego sztuczce z jaszczurką, najpierw sprawdziła, czy nie mam gorączki, a potem kazała mi pójść spać, dając tylko miskę rosołu na kolację.
– Słyszałam różne historie o matce tego chłopca – powiedziała mojemu ojcu. – Twierdzi, że rozmawiała z aniołem Pana. Mówiła Esterze, że urodziła Syna Bożego.
– I co odpowiedziałaś Esterze?
– Że tamta powinna uważać, by faryzeusze nie dowiedzieli się o jej bredniach, bo niedługo zaczniemy zbierać kamienie, by ją ukarać.
– W takim razie nie powinnaś więcej o tym wspominać. Znam jej męża, to prawy człowiek.
– Przeklęty obłąkaną dziewczyną za żonę.
– Biedactwo… – mruknął ojciec, odłamując kawał chleba. Dłonie miał twarde jak róg, kanciaste jak młoty i szare jak u trędowatego – od wapienia, przy którym pracował. Jego uścisk pozostawiał mi na plecach szramy, które niekiedy płakały krwią, a jednak, kiedy wracał z pracy, bracia i ja walczyliśmy o to, kto pierwszy znajdzie się w jego ramionach. Gdyby te same rany zadał nam w gniewie, pewnie z płaczem pobieglibyśmy chować się pod maminą spódnicą. Co wieczór zasypiałem, czując na plecach jego dłoń niby tarczę.
Ojcowie.
– Chcesz połamać jakieś jaszczurki? – spytałem Joszuę, kiedy znów go zobaczyłem.
Drapał patykiem po ziemi i nie zwracał na mnie uwagi. Postawiłem stopę na jego rysunku.
– Wiedziałeś, że twoja matka jest obłąkana?
1 2 3 »

Komentarze

07 IX 2011   16:54:43

Czytam właśnie po raz piąty. Leczy mnie z depresji:-) Jeżeli czasami próbuje sobie wyobrażać Boga to mam nadzieję, że jest taki jak Joszua:-), a za Biffa mogłabym wyść za mąż ;-) Bardzo ciepła

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Fanfik do Biblii, czyli nieświęta ewangelia
— Agnieszka Szady

Tegoż twórcy

Tragiczna błazenada
— Jędrzej Burszta

Mało dowcipne wampiry
— Jędrzej Burszta

Absurdalnie lekkostrawne
— Jędrzej Burszta

Przedświąteczne pandemonium
— Agnieszka Szady

A zatem jesteś Śmiercią…
— Maciej Popis

Świąteczny chaos, groza i mnóstwo śmiechu
— Anna Kańtoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.