Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

David Weber, Linda Evans
‹Wrota Piekieł. Księga pierwsza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWrota Piekieł. Księga pierwsza
Tytuł oryginalnyHell’s Gate
Data wydania4 lutego 2008
Autorzy
Wydawca ISA
CyklWrota Piekieł
ISBN978-83-7418-177-8
Format512s. 135×205mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wrota Piekieł

Esensja.pl
Esensja.pl
David Weber, Linda Evans
« 1 6 7 8 9 10 26 »

David Weber, Linda Evans

Wrota Piekieł

Szeregowy Osmuna gapił się na nieprawdopodobną zjawę. Obcy miał na sobie brązowe spodnie, niskie, wojskowe buty i zieloną kurtkę. Miękki kapelusz przypominał nieco takie, jakie nosili tukoriańscy pasterze. Przy boku nosił śmieszny nóż. Z pewnością nikt tego czegoś nie nazwałby mieczem. Do drugiego biodra miał przytroczone w skróconej pochwie coś innego – coś z rękojeścią, wyglądającą podobnie jak uchwyty kusz, którymi myśliwi polowali na płową zwierzynę. W rękach też trzymał dziwny przedmiot. Niby kusza, ale bez naciągu.
„To niemożliwe” – pomyślał – „Nie po dwustu latach!” Mimo intensywnego szkolenia i mimo swego niemałego doświadczenia Osmuna doszedł do wniosku, że jest zupełnie nieprzygotowany na to, co w żartach nazywano od pokoleń „randką w ciemno.”
Miał wrażenie, że serce przestało mu bić. Po chwili jednak puls wyraźnie przyspieszył. Do żył wpłynęła adrenalina. Nie wiedział, co obcy trzyma w rękach, nie wiedział jak to działa, ale sam sposób, w jaki to coś trzymał wskazywał na to, że była to broń.
„I co ja mam teraz, kurwa, zrobić?” – pomyślał panicznie.
• • •
Chan Salgmun otrząsnął się. Teraz był jedynie zwykłym pracownikiem Konsorcjum Chalgyn – jednej z firm, którym Zarząd Portali zlecał badanie połączeń między wszechświatami. Swego czasu jednak służył w ternathiańskiej armii. Nie bez powodu uważanej za najlepsze wojsko Sharony. Dobrze widział, że obcy jest równie zaskoczony. W takich warunkach zaskoczenie i niepewność mogły stanowić poważne zagrożenie.
„Stoimy naprzeciwko siebie, obaj uzbrojeni i cholernie wystraszeni” – myślał. – „Wystarczy teraz, by któryś z nas zrobił coś głupiego. Ta jego cholerna kusza jest gotowa do strzału. Ja wiem, że nie chcę niczego popsuć… ale czy on też to wie?”
Jego kciuk drgnął nieznacznie, odbezpieczając zamek karabinu model 9.
• • •
Osmuna zobaczył, jak niby-kusza obcego ukradkiem drgnęła. Poziom adrenaliny w jego krwi piął się błyskawicznie w górę. W tym jednym punkcie doktryna armii była precyzyjna. W wypadku natknięcia się na inną ludzką cywilizację kontakt należy przeprowadzić, w miarę możliwości, metodami pokojowymi. Głównym jednak zadaniem było upewnienie się, że wiadomość o odkryciu dotrze do dowództwa. Co oznaczało, że ci, którzy mieli ją przekazać, musieli pozostać przy życiu i na wolności.
Skoro zatem Osmuna chciał pozostać wolny i żywy to nie powinien pozwolić nieznajomemu na wymierzenie w siebie dziwacznej broni.
Przesunął lewą ręką wzdłuż kuszy i lekko uniósł ją ku górze.
• • •
– Co do dia…?
Na dźwięk ostrego, zupełnie nieoczekiwanego trzasku Jasak gwałtownie podniósł wzrok. Nigdy wcześniej nie słyszał niczego podobnego. Stłumiona, krótka eksplozja. Przypominała nieco początkowy fragment odgłosu wydawanego przez bijący piorun. Jeszcze bardziej przywodziła na myśl łamiącą się pod ciężarem sopli, zmarzniętą gałąź. To nie była jednak burza, ani tym bardziej konar. Nie był to w ogóle naturalny odgłos. Nie wiedział skąd, ale był pewien, że dźwięk był sztuczny, mechaniczny. Pierwszy moment zaskoczenia przeminął i zastąpiło go nagłe, straszliwe podejrzenie.
Rozdział drugi
Shaylar Nargra-Kolmayr kucnęła pod klapą przesłaniającą wejście do jej namiotu, wyszła w chłód poranka i głęboko wciągnęła rześkie powietrze. Świeży, jesienny powiew miał niebiański posmak. Zamknęła oczy i przeciągnęła się, by tym bardziej móc rozkoszować się wspaniałymi aromatami niesionymi przez wiatr. Przypominający cynamon zapach suchych liści mieszał się z miękką, zieloną wonią mchów i głęboką, bogatą nutą mokrej ziemi z leśnego poszycia. Uśmiechnęła się szeroko. Było jej dobrze. Otworzyła oczy i spojrzała na złocistą mgiełkę, która, niczym gruba zasłona rozciągała się ponad strumieniem wzdłuż którego szli już od trzech dni. Słyszała jego wartki nurt. Był niemal tak szeroki jak rzeka. Bulgotał, szemrał płynąc swym, wydartym puszczy korytem.
Za nią wyszedł z namiotu jej mąż – Jathmar Nargra. Ukośne promienie słońca przemieniły jego piaskowe włosy w miedziany płomień. Ich końcówki skręciły się pod wpływem wszechobecnej tu wilgoci. Wyglądał teraz, jak kędzierzawe dziecko ze zdjęć, które niedługo po ślubie oglądali z jego matką. Cały obwieszony był różnorodnym sprzętem polowym: stalowa menażka, wodoodporny kompas, lornetka, płócienny plecak. Sztucer, dla wygody zarzucił na ramię. Za pasem tkwił rewolwer marki Halanch i Welnahr.
Sztucer i ciężki, jednostrzałowy pistolet stanowiły ochronę przed nieprzyjazną zwierzyną. Przynajmniej dzisiaj nie spodziewali się innych zagrożeń. Praktycznie nie istniała tu najmniejsza nawet szansa natknięcia się na bandę rabusiów ani na grupę grasujących w okolicach portali piratów. Znajdowali się przecież w dziewiczym wszechświecie. Nie zawsze było jednak tak spokojnie. Zwłaszcza na pograniczu. Shaylar cieszyła się bardzo, że nie zajdzie potrzeba użycia całego tego arsenału, lecz musiała przyznać, że jej mąż wyglądał groźnie i mężnie. Stał w złocistych promieniach słońca, spływających spomiędzy mieniących się wspaniałymi barwami liści niczym kolumny roztopionego masła.
Na ogorzałe od słońca oblicze Jathmara wypłynął szeroki uśmiech. Więź małżeńska sprawiła, że poczuł jej radość.
– Piękny poranek, prawda? – zauważył. – Nawet z kimś tak mało bohaterskim jak ja w tle.
– Bardzo piękny – zaśmiała się Shaylar.
– Ranisz me serce, kobieto! – jego pociągła twarz przybrała nieszczęśliwy wyraz. Każdy poza Shaylar dałby się nabrać. – Miałaś się ze mną nie zgodzić!
– Mój drogi. Jesteś uzbrojony po zęby i wyglądasz tak groźnie, że od razu widać, że niestraszne ci są czarne niedźwiedzie, wilki, dziki i pumy, od których na pewno aż roi się w okolicy. Czego więcej może chcieć taka delikatna samiczka jak ja?
– Ha! Teraz wyszło ci dużo lepiej!
Poruszył brwiami i dumnie nadstawił się do pocałunku na dzień dobry. Dokładniej mówiąc – do piątego pocałunku na dzień dobry, odkąd – dwadzieścia minut temu – wygrzebali się ze śpiworów. Shaylar roześmiała się w duchu. Mąż otoczył ją ramionami. Jathmar Nargra potrafił skorzystać z życia. Biorąc pod uwagę, że większą część ostatnich czterech lat spędzili w towarzystwie czterdziestu kawalerów – plus minus jednego czy dwóch ochroniarzy, którzy wrócili do domu, lub zostali pożarci przez krokodyle – miał zamiar wykorzystywać każdą, nadarzającą się okazję na pieszczoty.
Shaylar zresztą zachowywała się podobnie. We wszystkich zbadanych dotąd wszechświatach natykano się na pumy. Co więcej, po osiemdziesięciu latach eksploracji wszyscy byli zgodni, że wszystkie wszechświaty były do siebie łudząco podobne. Nie miała więc nic przeciwko temu, by Jathmar zbroił się jak jakiś bandyta. Choć te jego śmiercionośne zabawki przeszkadzały co prawda w chwilach jakich jak ta – nie narzekała.
Kiedy Jathmar zdecydował wreszcie, że pocałunek trwał wystarczająco długo – przynajmniej na chwilę – cofnął się. Shaylar uśmiechnęła się i zauważyła wystający z jego plecaka szkicownik.
– Czyżby czekał nas leniwy dzień? – zapytała słodko. Jego przejrzyste, zwierzęce oczy zabłysły.
– Drażnij się ze mną, drażnij, niewierna ladacznico. Zobaczysz, że pewnego dnia będę musiał się opędzać od klientów maczugą. Wtedy rzucimy robotę, bogaci i szczęśliwi.
– Ja już jestem szczęśliwa – przyznała z uśmiechem. – A mając do dyspozycji to wszystko – wskazała szerokim gestem otaczającą ich dzicz – komu potrzeba bogactwa?
– Właśnie, komu? – powtórzył odgarniając znad jej oka kruczoczarny kosmyk włosów. Kilka z nich zawsze wymykało się noszonym przez Shaylar warkoczom. – Ty naprawdę jesteś szczęśliwa – powiedział uśmiechnięty, odczytując jej uczucia dzięki szczególnej więzi łączącej małżeńskie pary Utalentowanych osób. – Martwiło mnie to. Wiesz, wtedy, kiedy rozpoczynaliśmy walkę o to, żebyś mogła pracować w zespole.
– Tak. Wiem – odpowiedziała cicho. – Wiem, też jak bardzo naciskałeś w tej sprawie Zarząd.
« 1 6 7 8 9 10 26 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym

W podziemnym kręgu:

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Angielscy łucznicy kontra obcy
— Beatrycze Nowicka

Kosmiczne nudy
— Michał Foerster

Idzie ku lepszemu
— Grzegorz Wiśniewski

Krótko o książkach: Marzec 2002
— Magda Fabrykowska, Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Odpowiedź jest oczywista
— Magda Fabrykowska

Krótko o książkach: Listopad 2001
— Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Joanna Słupek

Obszernie o niczym
— Jarosław Loretz

Bóg, Honor i Ojczyzna
— Magda Fabrykowska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.