Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Witold Jabłoński
‹Fryne hetera›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFryne hetera
Data wydania19 września 2008
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN978-83-7578-010-9
Format372s.
Cena31,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fryne hetera

Esensja.pl
Esensja.pl
Witold Jabłoński
1 2 »
Prezentujemy fragment powieści Witolda Jabłońskiego „Fryne hetera”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa superNOWA.

Witold Jabłoński

Fryne hetera

Prezentujemy fragment powieści Witolda Jabłońskiego „Fryne hetera”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa superNOWA.

Witold Jabłoński
‹Fryne hetera›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFryne hetera
Data wydania19 września 2008
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN978-83-7578-010-9
Format372s.
Cena31,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nieoczekiwany finał zabawy
Melisa dorobiła się w ciągu wielu lat świadczenia erotycznych usług sporego majątku, dając tym dobry przykład innym heterom. Chociaż jej wdzięki dawno już przywiędły, mogła nie obawiać się nędzy ni poniewierki. Oprócz przybytku w samych Atenach miała także piękną willę na przedmieściach Pireusu, blisko morza, lecz z dala od portowego zgiełku. Mające uczestniczyć w uczcie kobiety zjechały się tamże późnym popołudniem, niektórym bowiem sporo czasu zajmowało upiększanie się i tworzenie wymyślnych fryzur. Nie muszę chyba dodawać, że w tej sytuacji przybyłam na miejsce jako jedna z pierwszych. W końcu, kiedy zjawiły się już wszystkie odświętnie wystrojone przyjaciółki, byłyśmy gotowe do zabawy.
Należało złożyć na wstępie ofiarę dziękczynną. Ogród za domem zamykała od strony miasta dosyć wysoka ściana skalna, dobrze chroniąca nas przed niepowołanymi oczami i uszami. Szczyt jej ocieniały wawrzyny, a po obu stronach rosły gęste krzaki mirtu. Spadała z niej krystalicznie czysta kaskada, obramowana wstęgami bluszczu, które zdawały się zrastać z kamieniem. Pod występami skał pani domu kazała ustawić posążki nimf, przegiętych we wdzięcznych, tanecznych pozach. Na górnej półce pochylała się figurka rogatego bożka Pana, który podpatrywał pląsające najady z pożądliwym uśmieszkiem na koźlim obliczu. Własnoręcznie ułożyłyśmy cedrowe polana i placki jęczmienne na niewielkim ołtarzu, a następnie zabiłyśmy w ofierze białą kurę. Jako główna zaproszona osobiście ścięłam łebek stworzenia, starając się przy tym zanadto nie zaplamić krwią rąk ani wytwornej sukni. Wnet zresztą opłukałam dłonie w strudze spływającej po kamieniach. Lejąc bogom przepisową libację z wina i miodu na ziemię usłaną dywanem lotosów i koniczyny, paląc kadzidło nad małym ogniem, pomodliłyśmy się godnie do nimf, przede wszystkim jednak złożyłyśmy hołd Afrodycie, prosząc ją o nieustającą opiekę.
Gdy zakończyłyśmy obrzęd, gospodyni dała hasło do rozpoczęcia uczty.
– Chodźmy – rzekła władczym tonem, jakim zwykle zwracała się do swoich dawnych uczennic – do domu i ułóżmy się do stołu.
We wnętrzu istotnie czekały na nas wygodne łoża i obficie zastawione stoły. Ja jednak pokręciłam głową przecząco.
– Wolę, byśmy zostały tutaj – sprzeciwiłam się. – Na Wielką Macierz, nie po to w końcu wyrwałam się z miasta owego upalnego dnia, żeby dusić się w sali biesiadnej. Pragnę zażyć świeżego powietrza i innych uroków natury. Chętniej legnę na trawie, niż na miękkich poduszkach.
Większość uczestniczek kiwała gorliwie trefionymi główkami, najwidoczniej rada z pomysłu. Melisa zmarszczyła brwi, lecz po chwili uśmiechnęła się wyrozumiale.
– Jak sobie życzysz, kochana Fryne – odparła słodkim tonem. – Masz prawo dzisiaj rozkazywać, skoro okazałaś się wybranką bogini. Które miejsce wybierasz?
– Na pewno nie tutaj – odparłam ze śmiechem, spoglądając z żartobliwą bojaźnią na bożka. – Widzisz przecież, jaki Pan jest rozpustny. Pewnie by się jeszcze bardziej podniecił, widząc nas pijane. Najlepiej nam będzie w cieniu krzewów mirtowych, na drugim końcu ogrodu. Czarujący jest ten skrawek ziemi, błyszczący od rosy i prześlicznych hiacyntów.
– Masz rację – zakrzyknęły ochoczo wszystkie przyjaciółki i ruszyły we wskazanym kierunku.
Same przygotowałyśmy sobie legowiska, zebrawszy gałązki cisu i mirtu i rozpościerając na nich płaszcze. Dzięki temu moje koleżanki mogły nie obawiać się zniszczenia wspaniałych kreacji. Ułożyłyśmy się jak można najwygodniej, a wówczas Melisa zaklaskała na swoje nubijskie niewolnice, które zaczęły wynosić ze środka domu półmiski pełne rozmaitych przysmaków i amfory z winem. Chociaż bogowie oszpecili je czarną skórą, to jednak prawie nagie, przybrane jedynie strzępkami pstrokatych materiałów, piórami i tandetnymi świecidełkami, wyglądały naprawdę egzotycznie i stanowiły interesujący widok. W owych czasach uważano za wielce szykowne posiadanie ciemnoskórych niewolników, podczas gdy egipscy służący wyszli akurat z mody, z moją pozycją mogłam jednak nie przejmować się kolejnymi odmianami wielkomiejskich gustów.
– Wyglądasz na ich tle jak ożywiony posąg z najbielszego marmuru – zauważyła moja poczciwa Bakchis, która od zawsze czuła do mnie szczególną skłonność.
Odwzajemniłam się jej wdzięcznym uśmiechem i czułym pocałunkiem w policzek. Zaczęłam gładzić pieszczotliwie jej odsłonięte, gładkie, opalone udo, aż zadrżała z rozkoszy.
– Szczęśliwa jesteś, że masz tak wspaniałego opiekuna – mówiła dalej przyjaciółka. – Zawsze zazdrościłyśmy ci Hiperejdesa, ale teraz, po tym okropnym procesie wiemy już, że w twojej osobie obronił nas wszystkie. Wystrzegaj się teraz jakiejkolwiek styczności z Eutiasem – dodała zaniepokojona. – Być może stałaś się dla niego podwójnie cenna i znowu ci się spróbuje narzucać albo zechce zemścić się w jakiś sposób. Całe Ateny wiedzą, jakie to podłe bydlę…
– Mam nadzieję, że bogowie uchronią mnie przed ponownym widokiem tego wstrętnego człowieczka – odparłam z lekkim zniecierpliwieniem. – Nie wracajmy już do tej przykrej historii. Chcę zacząć życie od nowa.
– Słusznie mówisz – przytaknęła potulnie. – O czym więc będziemy rozmawiać?
– Posłuchajmy, co inne opowiadają o swoich kochankach – zaproponowałam, sięgając po zachęcająco pachnący ziołami kawałek koźlęcia.
Istotnie, mogłyśmy doskonale usłyszeć, jak rozłożona tuż obok nas sowiooka Tais szepcze z ledwie skrywaną zazdrością do urokliwej Filumene:
– Przyprowadź kiedyś do mnie swego Adonisa, a będziemy ucztować we troje! Słusznie rozpieszczasz tego prześlicznego Menefrona. Młodzieniec nie dość, że urodziwy i ciągle gładki na licu, to jeszcze wziął spadek po bogatym ojcu, który zginął pod Cheroneą… Mnie zaś złośliwy Eros podsyła tylko samych grubawych i kosmatych dziadków po czterdziestce. Naprawdę, mam tego dosyć! Dlaczego ateńscy ojcowie rodzin nie mogą częściej ginąć na wojnie?!
Wszystkie wokół śmiały się z koleżanki, która miała niewielu klientów, gdyż jej poważny, nieco posępny typ urody, pociągła twarz i wielkie, smutne oczy, przywodzące raczej na myśl Herę niż Panią Cypryjską, odstraszały złotych ateńskich młodzieńców. Słuchając tych wynurzeń, uświadomiłam sobie kolejny raz, że z wyjątkiem pierwszego miłosnego doznania, ja także dotychczas miałam do czynienia wyłącznie z mocno dojrzałymi panami. Bez wątpienia dawali mi poczucie bezpieczeństwa, ale wygasał w nich powoli ten wspaniały żar młodości, jakiego miałam okazji zaznać tylko raz w życiu. Chowałam wspomnienie o Tamarisie w głębi serca, jak skąpiec skrywający najcenniejszy klejnot na dnie kufra. Zdobyłam się w tym momencie na szczerość przed samą sobą i pomyślałam, że wcale nie miałabym nic przeciwko silnemu i słodkiemu zarazem uściskowi muskularnych ramion jakiegoś gorącego efeba, pod warunkiem naturalnie, że byłby odpowiednio majętny. Nawet największa namiętność nie jest warta utraty zawodowej reputacji, jak mnie pouczała stara, mądra Omfale.
Nie wiem, który zawistny bóg wysłuchał mej niemej prośby, w każdym razie spełnił ją jeszcze tej samej nocy w sposób niezwykle przewrotny.
Plotkując, przekomarzając się i żartując, zajadałyśmy tymczasem rozpływającą się w ustach koźlinę, domowy drób i schwytane w sieci kuropatwy, słodziutkie winogrona i smakowite grzbiety zajęcze. Potem były ślimaki w muszelkach, grzyby, poziomki i dobre na żołądek korzenie, podlane miodem i octem. Wszystkie zajadałyśmy się sałatą o gęstych, strzępiastych liściach. Myrrina, jakby czytając w moich myślach, zawołała:
– Spójrzcie, jak słońce ozłaca je swoim blaskiem, niczym kędziory na głowie dorastającego młodzika! Taką sałatę na pewno lubiłaby Afrodyta!
Przyszła potem kolej na rozmaite ciasteczka, placuszki i miodowniki… Kielichy krążyły bez przerwy, napełniane troskliwie przez ciemnoskóre służące. Nie zachowałyśmy w piciu żadnych zasad, oprócz trzech obowiązkowych toastów na cześć miłości. Wino było słodkie, nie helleńskie tylko italskie. Melisa chwaliła się, że specjalnie na tę okazję kupiła sześć dzbanów od kupców w Pireusie. Im bliżej zmierzchu, tym nastrój stawał się coraz bardziej frywolny. Zaczęły się popisy gry na flecie, sprośne nieraz śpiewki i tańce. Widząc niezręcznie podrygującą Taidę, Myrrina wyzwała ją do zawodów. Miały się zmierzyć, która może pochwalić się ładniejszym tyłeczkiem. Nawet najbardziej surowa z nas nie mogła odmówić takiemu wyzwaniu na uczcie kobiet.
Krąglutka Myrrina pierwsza rozwiązała pasek ściągający suknię i zrzuciwszy ją, pozostała jedynie w kusej przepasce z przejrzystego, cieniuteńkiego jedwabiu. Wypięta do tyłu, zaczęła kołysać biodrami w takt muzyki, spoglądając przez ramię na wdzięczne ruchy swego tłustego zadka, który drżał podczas owych popisów niczym zsiadłe mleko. Wówczas Tais także zdjęła chiton i przeginając się lekko w biodrach, rzekła poważnie:
– Obejrzyj sobie, Myrrino, tę nieskazitelną barwę bez jednej plamki, zwróć uwagę na różowość bioder w tym miejscu, na przejście ku udom, ani za tłuste, ani za chude, na dołeczki na wzgórkach. Na boski zad Cyprydy, moje pośladki nie trzęsą się tak, jak twoje.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Hetera, wieczna tułaczka
— Michał Kubalski

Tegoż twórcy

Pagan fiction
— Miłosz Cybowski

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Niezapomniana lekcja historii
— Eryk Remiezowicz

Witelon rozdarty
— Eryk Remiezowicz

Dolnoślązak Witelon
— Eryk Remiezowicz

Krótko o książkach: Kwiecień 2002
— Artur Długosz, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Potomkowie sennych marzeń
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.