Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robert Silverberg
‹W dół, do ziemi / Czas przemian›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW dół, do ziemi / Czas przemian
Tytuł oryginalnyDownward to  Earth / A Time of Changes
Data wydania3 października 2008
Autor
PrzekładIrena Lipińska
Wydawca Solaris
ISBN978-83-7590-015-6
Format440s.
Cena45,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Czas przemian

Esensja.pl
Esensja.pl
Robert Silverberg
1 2 3 »
Zapraszamy do lektury pierwszych pięciu rozdziałów powieści Roberta Silvervberga „Czas przemian”. Wchodzi ona w skład objętego patronatem Esensji tomu „W dół, do ziemi / Czas przemian”, który ukazał się nakładem wydawnictwa Solaris.

Robert Silverberg

Czas przemian

Zapraszamy do lektury pierwszych pięciu rozdziałów powieści Roberta Silvervberga „Czas przemian”. Wchodzi ona w skład objętego patronatem Esensji tomu „W dół, do ziemi / Czas przemian”, który ukazał się nakładem wydawnictwa Solaris.

Robert Silverberg
‹W dół, do ziemi / Czas przemian›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW dół, do ziemi / Czas przemian
Tytuł oryginalnyDownward to  Earth / A Time of Changes
Data wydania3 października 2008
Autor
PrzekładIrena Lipińska
Wydawca Solaris
ISBN978-83-7590-015-6
Format440s.
Cena45,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
1
Nazywam się Kinnall Darival i zamierzam opowiedzieć ci wszystko o sobie.
To stwierdzenie jest tak dziwne, że dosłownie kłuje mnie w oczy. Wpatruję się w nie na tej stronie, rozpoznaję charakter swego pisma — wąskie, proste, czerwone litery na zwykłej szarej kartce papieru — i widzę swoje nazwisko, a po głowie rozchodzi mi się jeszcze echo impulsu mózgu, który zrodził te słowa. Nazywam się Kinnall Darival i zamierzam opowiedzieć ci wszystko o sobie. Nie do wiary.
Ma to być, jak by powiedział Ziemianin Schweiz, autobiografia. To znaczy rozliczenie się z sobą i ze swoimi czynami na piśmie, dokonane przez samego siebie. Takiej formy literackiej nie znamy w naszym świecie, muszę więc wymyślić własny sposób narracji, nie istnieje bowiem żaden precedens, mogący mi służyć za wzór. Ale tak właśnie powinno być. Na tej mojej planecie jestem teraz zupełnie odosobniony. W pewnym sensie wymyśliłem nowy sposób życia; mogę też z pewnością wymyślić nowy rodzaj literatury. Zawsze mi mówiono, że posiadam dar słowa.
No i oto znajduję się na Wypalonej Nizinie w szopie z desek, wypisując obrzydliwości i czekając na śmierć. Co za szczęście, że mam talent pisarski!
Nazywam się Kinnall Darival.
Obrzydliwość! Obrzydliwość! Już tylko na tej jednej stronie użyłem czasownika w pierwszej osobie chyba ze dwadzieścia razy, nie licząc tu i tam powtykanych takich słów, jak „moje”, „mnie”, „sobie”. Rwący potok bezwstydu. Ja, ja, ja, ja, ja. Gdybym obnażył swą męskość w Kamiennej Kaplicy w Manneranie w świąteczny dzień, nie uczyniłbym nic równie ohydnego, jak to, co robię tutaj. Można by się uśmiać. Kinnall Darival oddający się w odosobnieniu występkowi. W tym nędznym, samotnym miejscu pobudza swoje cuchnące ego i wykrzykuje ten obraźliwy zaimek, mając nadzieję, że porwą go podmuchy gorącego wiatru, poniosą i skalają nim współziomków. Układa zdanie po zdaniu, którego składnia to czyste szaleństwo. Chciałby, gdyby mógł, chwycić cię za rękę i sączyć do twych opornych uszu strumienie plugastwa. Dlaczego? Czy dumny Darival jest rzeczywiście obłąkany? Czy jego nieugięty duch całkowicie załamał się, bo cierpiał z wewnętrznego niepokoju? Czy nic z niego nie pozostało poza skorupą, tkwiącą w tej ponurej chacie, obsesyjnie drażniącą się plugawym językiem, mamroczącą „ja”, „mnie”, „moje”, „sobie”, uparcie grożąc ujawnieniem intymnych szczegółów swej duszy?
Nie. Darival jest normalny i zdrów, to wy wszyscy jesteście chorzy, i chociaż wiem, jak głupio to brzmi, zgadzam się, by tak zostało. Nie jestem wariatem, wypowiadającym obmierzłe słowa wobec obojętnego wszechświata i czerpiącym z tego przyjemność. Przeszedłem przez czas przemian i zostałem uzdrowiony z choroby, która trapi mieszkańców mego świata, a dzięki temu, co zamierzam napisać, mam nadzieję również i was uzdrowić, chociaż wiem, że właśnie z tego powodu znajdujecie się w drodze na Wypaloną Nizinę, iżby mnie zabić.
Niech tak się stanie.
Nazywam się Kinnall Darival i zamierzam opowiedzieć ci wszystko o sobie.
2
Dręczą mnie nieustannie resztki zwyczajów, przeciwko którym podniosłem bunt. Być może zaczynasz pojmować, jaki to dla mnie wysiłek formułować zdania w tym stylu, tak obracać czasownikami, żeby dostosować je do konstrukcji pierwszoosobowej. Piszę od dziesięciu minut, a już moje ciało pokryło się potem, nie tym, który skrapla się wskutek panującego tu upału, ale wilgotnym, lepkim potem, wyciskanym przez wysiłek umysłowy. Wiem, jakiego stylu winienem używać, ale mięśnie mej ręki sprzeciwiają mi się i walczą, by napisać słowa na starą modłę i oznajmić: „Pisze się od dziesięciu minut i ma się ciało pokryte potem”, albo: „Przeszło się przez czas przemian i jest się uzdrowionym z choroby, która trapi mieszkańców tego świata”. Sądzę, iż to, co dotąd napisałem, można by wyrazić po staremu i nic by się nie stało, ale naprawdę walczę przeciwko kwestionującej osobowe „ja” gramatyce mego świata i jeśli będzie trzeba, siłą zmuszę swoje mięśnie, aby uznały moje prawo do porządkowania słów zgodnie z wyznawaną obecnie przeze mnie filozofią.
Choć wcześniejsze nawyki skłaniają mnie do niepożądanej konstrukcji zdań, to jednak, co mam na myśli, będzie jaśniało spoza zasłony słów. Mogę powiedzieć: „Nazywam się Kinnall Darival i zamierzam opowiedzieć ci wszystko o sobie”, albo mogę powiedzieć: „Nazywa się Kinnall Darival i zamierza opowiedzieć ci wszystko o sobie” — i nie ma tu istotnej różnicy. W każdym razie treść oświadczenia Kinnalla Darivala jest — według naszych wzorców, według wzorców, które ja będę niszczył — odrażająca, zasługująca na pogardę, nieprzyzwoita.
3
Niepokoi mnie również, przynajmniej gdy piszę te pierwsze strony, tożsamość mych odbiorców. Zakładam, ponieważ muszę, iż będę miał czytelników. Ale kim oni są? Kim wy jesteście? Być może mężczyźni i kobiety na mej rodzinnej planecie ukradkiem, przy świetle pochodni, przewracający kartki w strachu, by ktoś nie zastukał do drzwi. A może mieszkańcy innych światów czytający dla rozrywki, przebiegający wzrokiem stronice mej książki, by uzyskać obraz obcego i odrażającego społeczeństwa. Nie mam pojęcia. Niełatwo nawiązać mi z tobą łączność, mój nieznany czytelniku. Kiedy powziąłem plan przelania swej duszy na papier, myślałem, że będzie to proste: zwykły konfesjonał, przedłużona sesja z wyimaginowanym czyścicielem, który będzie cierpliwie słuchał i da mi w końcu rozgrzeszenie. Ale teraz zdaję sobie sprawę, że powinienem podejść do tego inaczej. Jeśli nie jesteś z mego świata, albo należysz do mego świata, ale nie do moich czasów, możesz znaleźć tu wiele niejasności.
Dlatego będę wyjaśniał. Może będę tłumaczył zbyt wiele i wyprowadzę cię z równowagi, przekonując o tym, co oczywiste. Wybacz mi, jeśli będę informował cię o tym, co już wiesz. Wybacz, jeśli mój ton i sposób przekonywania wykaże brak konsekwencji, i wyda ci się, iż zwracam się do kogoś innego. Nie pozostajesz bowiem dla mnie jednaki, mój nieznany czytelniku. Posiadasz wiele twarzy. Teraz widzę zakrzywiony nos Jidda, czyściciela, a teraz łagodny uśmiech mego brata więźnego Noima Condorita, a teraz słodycz oblicza siostry więźnej Halum, a teraz stajesz się kusicielem Schweizem z żałosnej Ziemi, a w tym momencie jesteś synem syna mojego syna, który narodzi się za ileś tam lat i będzie ciekaw, jakim człowiekiem był jego przodek, a teraz jesteś kimś obcym z innej planety, któremu my, z Borthana, wydajemy się groteskowi, tajemniczy, trudni do pojęcia. Nie znam ciebie, toteż moje wysiłki przemawiania do ciebie będą niezdarne.
Ale klnę się na Bramę Salli, że zanim zostanę wykończony, poznasz mnie tak dobrze, jak dotychczas żadnego człowieka z Borthana!
4
Jestem mężczyzną w średnim wieku. Od dnia mych narodzin Borthan trzydzieści razy okrążył nasze złocistozielone słońce. Ktoś, kto przeżyje pięćdziesiąt takich okrążeń uważany jest w naszym świecie za osobę wiekową, a najstarszy człowiek, o jakim słyszałem, zmarł nie osiągnąwszy osiemdziesiątki. W oparciu o to, możesz porównać skalę czasu u nas i u siebie, jeśli przypadkiem jesteś mieszkańcem innego świata. Ziemianin Schweiz utrzymywał, że ma czterdzieści trzy lata według rachuby na jego planecie, a jednak nie wydawał się starszy ode mnie.
Posiadam mocną budowę ciała. Tutaj popełnię podwójny grzech, nie tylko bowiem będę mówił o sobie bez wstydu, ale będę się chełpił swoją formą fizyczną. Jestem wysoki. Kobieta normalnego wzrostu sięga mi zaledwie do piersi. Włosy mam ciemne i długie, opadają mi na ramiona, ostatnio pojawiły się w nich siwe pasma. Zaczyna mi również siwieć broda, która jest gęsta i zakrywa większą część twarzy. Nos mam wydatny, prosty, z dużymi nozdrzami; wargi mięsiste, co — jak powiadają — przydaje memu wyglądowi zmysłowości, ciemnobrązowe oczy rozstawione są raczej szeroko. Dawano mi do zrozumienia, że są to oczy kogoś, kto przez całe życie przyzwyczaił się rozkazywać innym.
Plecy mam mocne, a klatkę piersiową szeroką. Masa czarnych, krótkich, szorstkich włosów pokrywa prawie całe moje ciało. Ręce długie i wielkie dłonie. Pod skórą rysują się wyraźnie silne mięśnie. Jak na tak okazałego mężczyznę, ruchy mam harmonijne i pełne gracji. Wybijam się w sportach i kiedy byłem młodszy, potrafiłem miotać pierzaste dzidy przez całą długość Stadionu w Manneranie — nikt tego przede mną nie dokonał.
Większość kobiet uważa, że jestem atrakcyjny. Właściwie tak myślą wszystkie poza tymi, które wolą mężczyzn wątlejszych, o wyglądzie naukowców, przeraża je bowiem siła, wielkość i męskość. Z pewnością władza polityczna, jaką posiadłem w pewnym czasie, pomagała mi sprowadzić do łóżka wiele partnerek, nie ma jednak wątpliwości, że pociągał je w równym stopniu mój wygląd, jak i inne, bardziej subtelne względy. Znaczna część z nich zawiodła się na mnie. Rozrośnięte mięśnie i owłosiona skóra nie przydają kochankowi potencji, a potężny organ płciowy nie gwarantuje ekstazy. Nie jestem championem kopulacji. Zauważ: nic przed tobą nie ukrywam. Jest we mnie pewna wrodzona niecierpliwość, która ujawnia się na zewnątrz tylko wtedy, gdy się kocham. Po wejściu w kobietę bardzo szybko mam wytrysk i rzadko udaje mi się go powstrzymać, nim ona osiągnie przyjemność. Nikomu, nawet czyścicielowi, nie wyznałem dotychczas tej słabości i nie sądzę, bym to uczynił kiedykolwiek. Wiele jednak kobiet na Borthanie odkryło tę moją wielką wadę bezpośrednio, własnym kosztem i niewątpliwie niektóre z nich, zawiedzione i niedyskretne, naśmiewały się opowiadając pieprzne dowcipy na mój temat. Odnotowuję to dlatego, abyś nie myślał o mnie jak o włochatym umięśnionym olbrzymie, nie wiedząc, że moje ciało często nie zaspokajało mych żądz. Być może, iż ta słabość była jednym z czynników, które kształtowały me przeznaczenie i doprowadziły mnie tamtego dnia na Wypaloną Nizinę. Powinieneś o tym wiedzieć.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

W dół, do ziemi
— Robert Silverberg

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Z nadzieją patrzmy w przyszłość
— Miłosz Cybowski

Zacząć jeszcze raz
— Dawid Kantor

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.