Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Feliks W. Kres
‹Grombelardzka legenda. Tom I›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGrombelardzka legenda. Tom I
Data wydania26 sierpnia 2009
Autor
Wydawca MAG
CyklKsięga Całości
ISBN978-83-7480-136-2
Format135×205mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Grombelardzka legenda, tom I

Esensja.pl
Esensja.pl
Feliks W. Kres
1 2 3 »
Prezentujemy fragment pierwszego tomu powieści Feliksa W. Kresa „Grombelardzka legenda”. Książka należąca do cyklu „Księgi Całości” ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Feliks W. Kres

Grombelardzka legenda, tom I

Prezentujemy fragment pierwszego tomu powieści Feliksa W. Kresa „Grombelardzka legenda”. Książka należąca do cyklu „Księgi Całości” ukaże się nakładem wydawnictwa MAG.

Feliks W. Kres
‹Grombelardzka legenda. Tom I›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGrombelardzka legenda. Tom I
Data wydania26 sierpnia 2009
Autor
Wydawca MAG
CyklKsięga Całości
ISBN978-83-7480-136-2
Format135×205mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
1
Izby oficerów garnizonu znajdowały się na piętrze; wiodły do nich strome, wiecznie pogrążone w mroku schody. Nadsetnik sforsował je i pokonał krótki korytarz. Wnętrze budynku mocno przywodziło na myśl armektański zajazd z pokojami gościnnymi. Od pewnego czasu setnicy i podsetnicy Legii Grombelardzkiej w Badorze żyli sobie dosyć wygodnie; każdy miał własną izdebkę – wielka rzadkość w innych garnizonach. Znalazłszy właściwe drzwi, komendant otworzył je bez żadnej zapowiedzi. Oślepiło go, wciąż mocne, pomimo wieczoru, światło dzienne, wpadające przez szeroko otwarte okno. Półnaga dziewczyna, wsparta rękami o framugę, obejrzała się przez ramię, mając chyba na języku jakieś ostre słówko. Lecz ujrzawszy przybyłego, odwróciła się i wyprostowała z nieudawanym szacunkiem. Z szacunkiem – prawie goła…
Przez długą chwilę patrzył, nic nie mówiąc. Nie potrafił postępować z… kimś takim. Niepotrzebnie wchodził na górę, należało posłać dyżurnego legionistę. Ba, lecz kiedy właśnie chciał wejść. Miał zamiar rozporządzić wolnym czasem podkomendnej i chciał pokazać, że nie jest to rutynowy obyczaj. Ale w wojsku nie było miejsca na takie grzeczności. Zresztą, choćby i nawet…
Poirytowany, uświadomił sobie z całą jasnością, że sytuacja jest niezręczna i krępująca tylko dla niego. Ta tutaj, armektańska łuczniczka, po prostu czekała na rozkazy. Chyba nawet nie wiedziała – a na pewno nie pamiętała – że jest rozebrana.
– Przyjdziesz do mnie. Zaraz. Ubrana – podkreślił z naciskiem, rozzłoszczony nie na żarty, bo wina była tylko i wyłącznie po jego stronie; po służbie, we własnej kwaterze, miała prawo chodzić w stroju najzupełniej dowolnym. – Dość mam widoku tych waszych gołych cycków. To jest wojsko, miejski garnizon w Badorze, w Grombelardzie. W Grombelardzie! Czy dotarło to do ciebie, Armektanko?
Odwrócił się i wyszedł, hałasując buciorami na schodach. Nie zdążyła nawet potwierdzić przyjęcia rozkazu. Wykrzywiła się ze złością, tupnęła i pokazała pustym drzwiom język.
Była równie wściekła, jak komendant Argen.
Tak, to była prawda, niestety: znalazła się w Grombelardzie. Armektańska swoboda nie pasowała do tego wstrętnego, ponurego i dżdżystego kraju; zresztą nie pasowała do żadnej prowincji imperium. Czasem silono się na nią w Dartanie, lecz kaprysy dartańskich magnatów także pasowały do gór Grombelardu niczym… pięść do nosa. Dzicz! Tu była zwykła dzicz! W Armekcie oficer po służbie chętnie pił piwo lub wino w towarzystwie prostych żołnierzy i potrafił jakoś zachować autorytet. Tutaj rzecz zupełnie nie do pomyślenia. Miała stale paradować w mundurowej tunice, sypiać w strasznej nocnej koszuli (a jakże, dostała ją z przydziału!), a może i udawać, że nigdy nie chodzi za potrzebą, bo to pewnie oficerom nie wypada!
Nie myślała, że będzie tak ciężko.
Jako tako – za sprawą dawno zmarłej macochy – mówiła po grombelardzku. Przysłano ją na czele dziesięciu łuczniczek, by szkoliły Grombelardczyków w posługiwaniu się łukiem; była to broń rzadko tutaj używana i niepopularna. Nie wiadomo, kto wymyślił, by posłać same dziewczyny – dość że był to pomysł chory; eh! głupi! Wydumano zapewne, że kobiety – prawie całkiem nieobecne w Legii Grombelardzkiej – zawstydzą miejscowych wojaków i skłonią do zaciekłej rywalizacji. I faktycznie, dwie już zaczęły tyć (komendant jeszcze o tym nie wiedział…). Szczytna misja armektańskich łuczniczek miała się zakończyć blamażem i kompletną kompromitacją. Nadsetnik Argen od początku nie taił obaw. „Przysłano mi was tutaj do pomocy, ale czuję, że będę miał kłopot” – powiedział na powitanie. I dodał jeszcze: „Pilnuj się, podsetniczko, i pilnuj swoich podkomendnych. Znam Armekt, to zupełnie inny kraj niż Grombelard”. I miał rację. Ale jednak nie myślała, że będzie aż tak ciężko.
Siedząc na łóżku, nerwowo obgryzała paznokcie. Nagle przypomniała sobie rozkaz komendanta i zerwała się na równe nogi. „Przyjdź zaraz” – powiedział. U Argena „zaraz” oznaczało: zaraz.
Mundurową spódnicę miała na szczęście na sobie, koszula leżała na łóżku, ale przeszywanica gdzieś się zapodziała; znalazła tylko kolczugę i wciągnęła ją wprost na koszulę. Oficerska tunika wisiała na kołku wbitym w ścianę i pospieszne, nieostrożne szarpnięcie wyrwało w niej sporą dziurę. Buty były na miejscu. Pas z mieczem dopinała już na schodach, klamra stawiała opór, ale w końcu dała się zapiąć. Żołnierze na dziedzińcu chyba nie zauważali obrzydliwej mżawki, za to z wielką ciekawością spoglądali na biegnącą podsetniczkę (zapewne powinna kroczyć z godnością i dostojnie). Wpadła do budynku komendantury i wycelowała palec w wartownika.
– Melduj mnie u komendanta, już!
Zatrzymała się w sali odpraw. Żołnierz zniknął za drzwiami sąsiedniej izby i natychmiast wrócił. Chwilę później znalazła się w izbie Argena. Tkwił przy oknie, z rękami założonymi za plecy. Musiał widzieć jej szarżę przez dziedziniec.
– Nie melduj – powiedział, odwracając się ku niej.
Popatrzył badawczo… i pojęła, że jak zawsze, tak i teraz żaden szczegół mu nie umknie. Oczekiwała surowej reprymendy, lecz nadsetnik westchnął tylko i powiedział nadspodziewanie cicho, troskliwie, zupełnie niesłużbowo:
– Na wszystkie moce świata, córeczko.
Po czym dodał, wciąż z tym samym smutkiem:
– Bez przeszywanicy, a w tunice dziura. Spódnica wymięta i brudna, a buty, idę o zakład, nie smarowane od miesiąca. Jesteś pośmiewiskiem i fatalnym przykładem dla żołnierzy. Zrobię wszystko, by przerwać twoją wojskową karierę, bo ubliża mi, że oboje jesteśmy oficerami. Poślę raport do twojego komendanta w Rinie.
Jakieś ciemne siły zdecydowały, że ją zniszczą – oto bowiem źle dopięta klamra pasa puściła, miecz o mały włos byłby upadł na podłogę. Przytrzymała go w ostatniej chwili. Argen nawet nie zareagował, tak jakby gubienie rynsztunku przez jego oficerów było czymś normalnym. Patrzył tylko, jakby oczekiwał, że zaraz odpadnie jej ręka lub odepnie się noga.
– Koniec szkoleń – powiedział. – Nie będzie już strzelania z łuków, odsyłam was. Mam dla ciebie ostatni… – nie powiedział „rozkaz”. – Mam jeszcze jedną prośbę. Jestem w kłopocie i chciałbym, żebyś mi pomogła.
– Tak, panie – powiedziała cicho, nie kryjąc rozpaczy.
– No, to siadaj.
Na stole leżały jakieś pergaminy i wielki dziennik garnizonu. Odsunął wszystko na bok. Usiedli po obu stronach blatu.
– Jesteś kiepskim oficerem, Kareniro, ale dość porządną i niegłupią dziewczyną – rzekł i zrozumiała, że rozmowa będzie miała charakter zupełnie nieoficjalny. – Chcę powiedzieć, że czuję się winny, bo mogłem zrobić z ciebie żołnierza, ale niezbyt próbowałem. Od samego początku założyłem, że twoja misja tutaj skończy się… spełznie na niczym. No, dobrze. Mam dla ciebie zadanie, które jest chyba za trudne dla niektórych moich oficerów. A przynajmniej dla tych, których mam pod ręką. Więc pomyślałem o tobie.
Wytrzeszczyła oczy.
– Otrzymałem list od mędrca Szerni – ciągnął, udając że nie widzi jej miny. – Od Dorlana-Przyjętego.
Było to imię człowieka znanego w całym Szererze. Jej zdumienie przerodziło się w osłupienie. Komendant Argen otrzymywał listy od największego mędrca świata. Od najpotężniejszego ze wszystkich ludzi kiedykolwiek przyjętych przez Szerń.
– Z jakichś przyczyn Dorlan-Przyjęty nie może pojawić się w Badorze. Nie wiem dlaczego, to jego sprawa, nie powinna obchodzić ani ciebie, ani mnie. Wyświadcza mi wielką przysługę, wyjaśniając powody, dla których sępy upodobały sobie ostatnio te rejony gór. – Skrzywił się nieznacznie, wspomniawszy o skrzydlatych rozumnych. – Przez kilka najbliższych dni będzie bawił w okolicach Krzywych Skał, to dwa dni drogi stąd, zresztą dostaniesz przewodnika. Tam nic nie ma, nie wiem dlaczego mędrzec Szerni… ale to też nas nie obchodzi. Mam sporo wątpliwości i pytań do Dorlana. Doręczysz mu list ode mnie. – Wziął ze stołu zapieczętowane pismo. – Pochodzisz z dobrego domu, znasz trochę historię Szereru, o ile wiem, mówisz trochę po dartańsku, czy tak? – wyliczał.
– Przez rok służyłam w dartańskim garnizonie… właściwie na pograniczu.
– Pamiętam, znam przebieg twojej służby. Takie więc są powody, dla których wolę posłać do Dorlana ciebie niż niedźwiedzia znającego tylko regulaminy i potrafiącego wymachiwać mieczem. A najważniejsze, że niewiele wiesz o Ciężkich Górach i sępach. Wątpię, żeby Dorlan-Przyjęty miał czas i ochotę bawić się w pisaninę. Odpowiedzi na moje pytania przekaże zapewne ustnie, a ty je zapamiętasz i powtórzysz mi słowo w słowo. Moi oficerowie od dawna mają wyrobioną opinię o tych wszystkich sprawach, więc gdy poślę takiego, to zapamięta wyłącznie te rzeczy, które sam uzna za ważne, bo tak działa ludzki rozum. Liczę, że ty zapamiętasz wszystko bez wyjątku i powtórzysz mi wiernie, a ja sam oddzielę ziarna od plew. Weźmiesz pięciu legionistów jako eskortę. W górach spokój, ale chcę, żebyś była bezpieczna. Ta misja, chociaż nie ma wojskowego charakteru, jest dla mnie bardzo ważna. Ponadto, jako przewodnika i do pomocy, dostaniesz dziesiętnika Barga, z kuszników. Zdaje się, że mimo wszystko dość dobrze wam się współpracowało.
– Tak, ja bardzo… – Zająknęła się. – Bardzo go lubię – dokończyła cicho, bo nie miało to przecież znaczenia.
– Tak myślałem. To wszystko. Tu masz pismo, wymarsz jutro, jeszcze przed świtem.
Zerwała się z miejsca.
– Tak, panie. Ja… dziękuję.
Była już przy drzwiach, gdy powiedział:
– Wywiąż się.
Zrozumiała, że dano jej szansę. Że nadsetnik nie chce, z jakichś powodów, pisać raportu do Riny.
Bardzo starannie i ostrożnie zamknęła za sobą drzwi.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Pod niebem Szereru
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2014
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz

Historia z dawna zapowiadana
— Jakub Gałka

Biegający po górach babochłop
— Miłosz Cybowski

Morskie opowieści o ciekawszej treści
— Miłosz Cybowski

Baba-herod, czyli jeszcze raz to samo proszę
— Jakub Gałka

Piraci na stałym lądzie
— Jakub Gałka

Ciemno, chłodno i do domu daleko
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.