Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jack McDevitt
‹Chindi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChindi
Tytuł oryginalnyChindi
Data wydania26 maja 2010
Autor
PrzekładJolanta Pers
Wydawca Solaris
CyklAkademia
ISBN978-83-7590-051-4
Format700s.
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Chindi

Esensja.pl
Esensja.pl
Jack McDevitt
1 2 3 6 »
Przedstawiamy fragment powieści Jacka McDevitta „Chindi”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Solaris.

Jack McDevitt

Chindi

Przedstawiamy fragment powieści Jacka McDevitta „Chindi”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Solaris.

Jack McDevitt
‹Chindi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChindi
Tytuł oryginalnyChindi
Data wydania26 maja 2010
Autor
PrzekładJolanta Pers
Wydawca Solaris
CyklAkademia
ISBN978-83-7590-051-4
Format700s.
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Rozdział 1
Czerwiec 2224
Ludzie lubią wierzyć w to, że na powodzenie składają w równych częściach: talent, ciężka praca i łut szczęścia. Trudno negować rolę dwóch ostatnich. Jeśli zaś chodzi o talent, powiedziałbym, że polega głównie na wyborze właściwego momentu, w którym należy wkroczyć.
Harun Al-Monides, „Refleksje”, 2116 r.

Priscilla Hutchins nie była osobą, na której można łatwo zrobić wrażenie, ale niewiele brakowało, a zakochałaby się w Preacherze Brawleyu na zabój podczas afery związanej z Proteuszem. Nie dlatego, że był przystojniakiem, choć wszyscy wiedzieli, że jest czarujący. I nie dlatego, że był sympatyczny. Zawsze go lubiła, z dwóch wymienionych wyżej powodów. Gdyby ją zapytać wprost, pewnie powiedziałaby, że to miało coś wspólnego z czasem.
Rzecz jasna, Preacher nie był tak naprawdę kaznodzieją, ale legenda głosiła, że pochodził z długiej linii baptystów – połykaczy ognia. Hutch czasem zdarzyło się wybrać z nim na kolację, ale głównie był kimś, kogo widziała wchodzącego do budynku Akademii lub wchodzącego zeń. Oraz, co ważniejsze – głosem, który towarzyszył jej podczas bezkresnych lotów na stacje „Spokój”, Punkt Chwały i Daleko. Należał do tych nielicznych osób, przy których można milczeć, a mimo to nadal mieć wrażenie, że przebywa się w dobrym towarzystwie.
Najważniejsze było to, że był tam, gdy rozpaczliwie go potrzebowała. Nie po to, by ocalić jej życie. Sama nigdy nie była naprawdę w niebezpieczeństwie. Ale po to, by podjąć za nią niełatwą decyzję.
A stało się to tak: Hutch znajdowała się na pokładzie statku Akademii „Wildside”, który leciał na stację „Renesans” na orbicie wokół Proteusza, ogromnego obłoku wodorowego, który kurczył się przez miliony lat, aż wreszcie zmienił się w gwiazdę. Jej jądro paliło się gwałtownie pod wpływem ciśnienia, jakie powstało wskutek tego kurczenia, ale zapłon paliwa nuklearnego jeszcze nie nastąpił.
Dlatego właśnie umieszczono tam stację. Aby obserwować proces, jak mawiał Lawrence Dimenna. Byli jednak ludzie, którzy uważali, że na stacji „Renesans” nie jest bezpiecznie, a proces jest nieprzewidywalny, i dążyli do zamknięcia stacji i wycofania z niej ludzi. Nie było to miejsce, które Hutchins bardzo chciała odwiedzić.
We wnętrzu obłoku cały czas wiał wiatr. Była o jakiś dzień drogi, słuchając, jak wyje i skrobie o kadłub statku. Próbowała się skupić na lekkim śniadaniu, złożonym z tosta i owoców, kiedy dotarły do niej pierwsze oznaki tego, co miało nastąpić.
– W obłoku pojawił się wielki rozbłysk – poinformował Bill. – Gigantyczny – dodał. – Całkowicie poza skalą.
W przeciwieństwie do jego brata, SI na pokładzie statku „Benjamin Martin”, Bill, który służył u Hutch, przyjmował różny wygląd, w zależności od tego, czy zamierzał być dla kogoś uprzejmy, czy też zamierzał kogoś rozzłościć lub onieśmielić, zależnie od nastroju. Teoretycznie zaprogramowano go tak, by to robił, by zapewnić pani kapitan towarzystwo podczas długich lotów. Poza tym była na statku zupełnie sama.
W tej chwili wyglądał jak wujek, którego wszyscy lubią, ale który trochę za dużo pije i który ma – co widać aż za wyraźnie – słabość do kobiet.
– Naprawdę sądzisz, że będziemy musieli ich ewakuować? – spytała.
– Nie mam wystarczającej ilości danych, żeby pokusić się o przyzwoitą prognozę – powiedział. – Ale nie przypuszczam, żeby musiało do tego dojść. Ta stacja jest tu od tak dawna. Na pewno będzie na miejscu, kiedy dolecimy.
Jeśli kiedykolwiek zdarzyło jej się usłyszeć epitafium, było nim to zdanie.
Bez czujników oczywiście nie byliby w stanie zobaczyć eksplozji. W ogóle nie byliby w stanie niczego zobaczyć. Świecąca mgła, w której przemieszczał się „Wildside”, sprawiała, że nie dawało się niczego zobaczyć w odległości większej niż trzydzieści kilometrów.
Był to wodór, oświetlony ogniem płonącym w jądrze. Na ekranach nie dałoby się łatwo odróżnić Proteusza od prawdziwej gwiazdy, gdyby nie bliźniacze smugi na jego biegunach.
Hutch spojrzała na obrazy na ekranach, na potężne jęzory płomieni przetaczające się przez obłoki, na piekło, które wyglądało na bardziej niepokojące niż prawdziwa gwiazda, może dlatego, że nie miało nawet złudzenia wyraźnej granicy, ale wyglądało, jakby wypełniało kosmos.
Smugi widziane z zewnątrz spoza chmury wyglądały elegancko, godne wizji Sorbanne’a, promienie złożone z naładowanych cząstek, wystrzeliwane z kosmicznej latarni, która czasami zmieniała położenie. Stację „Renesans” umieszczono na orbicie równikowej, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo uszkodzenia elektroniki przez przypadkowy wybuch.
– Czy są jakieś prognozy co do tego, kiedy nastąpi zapłon? – spytała.
– Pewnie najwcześniej za jakiś tysiąc lat – rzekł Bill.
– Ci ludzie muszą być stuknięci, skoro tu siedzą w tej zupie.
– Najwyraźniej warunki pogorszyły się w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin. – Bill spojrzał na nią z miną wyrażającą wyższość i wyjął notes. – Tu napisano, że żyją tam sobie całkiem wygodnie. Baseny, korty tenisowe, parki. Nawet nadmorski kurort.
Gdyby Proteusz znajdował się w Układzie Słonecznym, rzadka mgiełka najbardziej oddalona od jądra sięgałaby Wenus. Cóż, „sięgała” to może nienajlepsze słowo. Raczej „owijała”. Kiedyś, kiedy ciśnienie osiągnie masę krytyczną, nastąpi zapłon nuklearny, zewnętrzny płaszcz wodorowy zostanie zdmuchnięty, a Proteusz stanie się gwiazdą klasy G, może odrobinę cięższą od Słońca.
– To bez znaczenia, ile tam mają parków. Obłok najwyraźniej traci stabilność.
SI spojrzała na nią, dając do zrozumienia, że się nie zgadza.
– Nie znamy żadnych przypadków utraty stabilności przez protogwiazdę klasy G. Zdarzają się czasem burze i najwyraźniej właśnie z taką mamy do czynienia. Myślę, że niepotrzebnie się martwisz.
– Może. Ale jeśli to są normalne warunki, nie chciałabym tu być, kiedy znacznie być naprawdę nieciekawie.
– Ja też nie. Jeśli jednak pojawi się jakiś problem podczas naszego pobytu tutaj, będziemy w stanie bez problemu uciec.
Miejmy nadzieję.
Oficer logistyczny zapewniał ją, że jest bardzo mało prawdopodobne, by do Zdarzenia doszło akurat teraz. (Aż było słychać tę wielką literę.) Proteusz wszedł po prostu w fazę czkawki. To się często zdarza. Nie ma się co przejmować, pani kapitan Hutchins. Pani rolą będzie po prostu zwiększenie bezpieczeństwa.
Była właśnie na stacji „Spokój”, czekając na ukończenie drobnych napraw, kiedy nadeszła wiadomość. Lawrence Dimenna, dyrektor stacji „Renesans”, który dwa miesiące wcześniej upierał się, że Proteusz jest całkowicie bezpieczny, równie godny zaufania jak Słońce, który spierał się o niezamykanie stacji z najważniejszymi ludźmi w Akademii, teraz prosił o pomoc. Wyślijmy więc starą Hutchins, żeby sobie posiedziała na wulkanie.
I oto leciała tam. Otrzymała polecenie, żeby trzymać Dimennę za rękę, a gdyby coś zaczęło się dziać, dopilnować, by wszyscy się wydostali. Tylko że nie powinno się nic dziać. Tylu ekspertów od protogwiazd twierdzi, że wszystko jest w porządku. To tylko środek ostrożności.
Sprawdziła listę załogi. Były tam trzydzieści trzy osoby, załoga i naukowcy, w tym trzech studentów ostatniego roku studiów.
Gdy trzeba było ich ewakuować, warunki na pokładzie „Wildside” będą trochę spartańskie. Statek zaprojektowano tak, że mógł pomieścić trzydzieści jeden osób i pilota, ale w niektórych kajutach można było zmieścić po dwie osoby, były też dodatkowe fotele, które można było wykorzystać podczas fazy przyspieszenia i skoku.
Był to przydział tymczasowy, do chwili, aż Akademia przerzuci z Ziemi „Lochrana”. „Lochran” był opancerzony i lepiej przystosowany do stawienia czoła warunkom, jakie mogą tu zapanować. Miał ją zastąpić jako docelowy statek ewakuacyjny po kilku tygodniach.
– Hutch – odezwał się Bill. – Wiadomość przychodząca. Ze stacji „Renesans”.
Była na mostku, gdzie spędzała większość czasu podczas samotnego lotu pustym statkiem.
– Przełącz ich – powiedziała. – Najwyższy czas, żeby się poznać.
Co za miła niespodzianka. Zobaczyła przed sobą wyjątkowo przystojnego technika, o włosach barwy orzecha, błyszczących oczach i uśmiechu, który rozświetlał się, gdy akurat sygnał pokonał drogę tam i z powrotem i mógł ją zobaczyć. Miał na sobie dopasowaną białą koszulę i Hutch z trudem stłumiła westchnięcie. Do licha, od tak dawna już jest sama.
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krzywa wznosząca
— Michał Kubalski

„Mary Celeste” w kosmosie
— Michał Kubalski

Rejs do przyszłości, czyli Pana książka pozbawiła mnie posiłku
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.