Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 września 2020
w Esensji w Esensjopedii
Stanisław Lem w roku 1966
Stanisław Lem w roku 1966

Punkt krytyczny: Kongres lemologiczny albo fiasko, czyli podróż czwarta

Esensja.pl
Esensja.pl
Michał Cetnarowski, Michał Foerster
1 2 3 4 »
W czwartej rozmowie w ramach Punktu krytycznego mierzymy się ze Stanisławem Lemem. Niedawno minęły cztery lata od śmierci autora "Solaris" i "Doskonałej próżni". Warto krytycznie przyjrzeć się twórczości jednego z największych pisarzy fantastycznych. Co zostało dzisiaj z Lema? Jakie książki są nadal czytane, a które odeszły już do lamusa?

Michał Cetnarowski, Michał Foerster

Punkt krytyczny: Kongres lemologiczny albo fiasko, czyli podróż czwarta

W czwartej rozmowie w ramach Punktu krytycznego mierzymy się ze Stanisławem Lemem. Niedawno minęły cztery lata od śmierci autora "Solaris" i "Doskonałej próżni". Warto krytycznie przyjrzeć się twórczości jednego z największych pisarzy fantastycznych. Co zostało dzisiaj z Lema? Jakie książki są nadal czytane, a które odeszły już do lamusa?

Michał Cetnarowski. Historyk, redaktor, tłumacz. Sekretarz redakcji i redaktor działu literatury polskiej „Fantasy & Science Fiction”, współpracownik „Nowej Fantastyki”, „Czasu Fantastyki”, e-zinu „Creatio Fantastica”. Redaktor antologii „Nowe idzie” (Powergraph 2008), próbującej odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda młoda polska fantastyka A.D. 2008. Autor zbioru opowiadań „Labirynty” (Powergraph 2009).

Michał Foerster. Poznaniak, archeolog, krytyk internetowy. Felietonista „Esensji” („Wariacje literackie”), współpracuje też z „Creatio Fantastica”. Gra w zespole rockowym.

Michał Foerster: Nie jest łatwo zmierzyć się z Lemem?
Michał Cetnarowski: No ale ponoć gdyby góra była do zdobycia, to w ogóle po co się z nią mierzyć…?
MF: To był twój pomysł, jak pamiętam, żeby z okazji – minionej już zresztą – rocznicy urodzin Lema przyjrzeć się ponownie jego twórczości. Było z tym sporo kłopotów, bo jak w krótkiej rozmowie poruszyć całą spuściznę pisarza? Zbyt wiele tematów do objęcia, zbyt wiele różnorodnych (tematycznie, fabularnie, gatunkowo) pozycji do omówienia. Pojawiła się więc kontrpropozycja, żeby podyskutować na temat jednego dzieła – no tak, ale którego? „Solaris”, a może „Eden” albo „Dzienniki gwiazdowe”? Może „Doskonała próżnia”, która jest mi chyba najbliższa z całej twórczości Lema?
Ostatecznie wybraliśmy złoty środek – pozwoliliśmy sobie wybrać kilka dzieł, które najbardziej nas poruszają u Lema, i o nich porozmawiać. Nie było jednak łatwo – bogactwo twórczości autora „Cyberiady” jest przytłaczające. Zresztą są mocne przesłanki sugerujące, że tylu ciekawych, różnorakich pozycji nie mogła napisać jedna osoba. Podejrzenia w tej kwestii wysnuwały już takie osoby jak Philip K. Dick czy – nieco później – Jacek Dukaj („Kto napisał Stanisława Lema”). O ile Dick twierdził, że Lem to grupa osób (pisarzy), o tyle zdaniem Dukaja mamy do czynienia z kilkoma projektami „podrobionych umysłów”, czyli superkomputerów, które po śmierci pisarza rozwijają jego twórczość. Co takiego jest w autorze „Śledztwa”, że do dzisiaj wzbudza on konsternację nie tylko wśród krytyków, ale również wśród innych pisarzy?
MC: Impulsem do tego tematu byłoby głównie pytanie o wielkość Lema jako pisarza – i jego powolne odchodzenie w cień. To zresztą poniekąd odpowiedź na Twoje pytanie, „Czemu Lem wzbudza konsternację?”. Otóż nie chciałbym przesądzać na starcie, czy Stanisław Lem wciąż wielkim poetą jest i jak wygląda współczesna recepcja jego dzieła, ale rozmach i jakość dokonań autora, jak sądzę, dziś bardziej niż kiedyś onieśmielają czytelników, a wśród nich także krytyków. Przecież o ileż łatwiej „rozmawiać” o kolejnych cyklach fantastyki przygodowej, w której podstawą są niuanse fabuły – rzecz pierwszowarstwowa w tekście, a więc łatwa do prześledzenia – niż o tekstach mocno zanurzonych np. w filozofii nauki i zaminowanych „legendą Mistrza”. To jest zresztą jeden z problemów: czy Lem naprawdę wciąż jest wielki i jeśli tak, to dlaczego? Ile w jego tekstach jest owego „zanurzenia w filozofii”, a na ile to są tylko popularne slogany? Pytanie banalne, wiadomo, za podobne wśród czytelników urodzonych przed 1980 można zapewne łatwo zarobić potrójnego nelsona i cios na splot słoneczny, ale też czy podobny nimb literackiej świętości – nawet zasłużony – nie ucina rozmów wokół Lema i, paradoksalnie, nie wymazuje go z naszego literackiego pejzażu zamiast uwypuklać jego pozycję?
MF: Na szczęście naszym głównym targetem są osoby urodzone w okolicach 1990 r. Płci pięknej, dodajmy dla ścisłości.
MC: … dlatego proponuję pójść najpierw właśnie w takich kierunkach: co dziś zostało z Lema? Co jest czytane – i czy jest czytane tylko jako klasyka, którą znać wypada, czy też jako tekst wciąż aktualny, potrafiący dalej rozpalać umysły i emocje? Mówisz o „Solaris”, „Edenie”, „Doskonałej próżni”… Jaki tekst Lema wpłynął na Ciebie najmocniej? Wciąż wracasz do któregoś?
MF: Od miłośników Lema dostanę pewnie po głowie, ale muszę przyznać, że z Lema najbardziej lubię krótkie „Śledztwo” i „Doskonałą próżnię”. Pierwsze, bo to jest kryminał (inna sprawa, jaki kryminał), drugie natomiast – bo autor wyraźnie nawiązuje w recenzjach fikcyjnych książek do J.L. Borgesa. Jeśli zaś chodzi o obecność Lema – tutaj również narażę się osobom urodzonym przed 1980 r. Moim zdaniem jego twórczość stopniowo odchodzi do lamusa. Lem stał się klasykiem, a jak wiadomo, klasyków nikt nie czyta. To, co zostaje – uniwersalne problemy – raczej nie będą w stanie zainteresować mniej ambitnych czytelników.
W twórczości Lema ciekawe jest to, że fantastykę pokazuje on w dość specyficzny sposób – w pewnym sensie ujęta jest w nawias. Jakby autor twierdził, że opisywanych realiów nie należy do końca brać na poważnie (nie mówię tutaj o takich żartach jak „Bajki robotów” czy „Kongres futurologiczny”). Jak zauważył kiedyś Piotr Matywiecki, autor „Solaris” niedwuznacznie sugeruje, że planeta odwiedzona przez Chrisa nie powinna w ogóle istnieć. „Solaris posiada orbitę nietrwałą”, czytamy na jednej z pierwszych stron. Według praw fizyki nie powinno tam być życia. A jednak jest – dlaczego? Albo inny przykład. Na początku „Edenu” możemy przeczytać takie zdanie: „Trafiliśmy z kosmiczną szybkością w atmosferę tam, gdzie nie miało jej być”. Gdyby nie jakaś przypadkowa pomyłka w obliczeniach statku, astronauci nigdy nie rozbiliby się na Edenie.
MC: Ale czy to sygnał, żeby „realiów nie brać na poważnie”…? Czy może raczej – w „Solaris” – wynikające logicznie z wymowy książki dodanie cegiełki do metafizycznego/niepoznawalnego statusu Oceanu bądź „zwyczajne” zawiązanie akcji w „Edenie”? Lem szedł raczej w „realizm fantastyczny”, charakterystyczny dla hard SF – przynajmniej, rzecz jasna, w tym nurcie twórczości, któremu patronują „Eden” czy „Niezwyciężony” – czego przejawem choćby genialnie plastyczne opisy powierzchni odwiedzanych planet czy kosmicznych krążowników, na których latał Pirx. Dopiero, mam wrażenie, kiedy Lem rozczarował się fantastyką, kiedy sztafaż mu zbrzydł – jako nazbyt dziecinny, przesłaniający myśl w stanie czystym – zaczął coraz bardziej odchodzić w stronę niefabularnej eseistyki.
MF: Pytałeś o wpływ Lema. W jego twórczości ciekawią mnie niedopowiedzenia. Chwilami są wkurzające, to znowuż porywające. Wróćmy do „Edenu”. To jest kapitalna książka mniej więcej do połowy. Od momentu, kiedy pojawia się dublet, z którym bohaterowie mogą się porozumieć – opowieść traci na uroku. Autor w ostatnich zdaniach wyjaśnia czytelnikowi wręcz łopatologicznie, o co chodziło z dziwną planetą i wojną domową wśród obcych. Takie postawienie sprawy jest wręcz wkurzające. Ale czy Lemowi chodziło tylko o proste domknięcie wątków? Czy bał się, że „Eden” będzie zbyt trudny do zrozumienia? Możliwa jest jeszcze inna (nad)interpretacja. Otóż ludzie zawsze próbują sobie wytłumaczyć rzeczywistość. Astronauci, którzy lądują na Edenie, od początku napotykają na niezrozumiały świat. Niczego nie potrafią sobie wytłumaczyć. Możliwe więc, że tworzą fikcję na temat planety, może to tłumaczenie kwików i jęków dubleta na język ludzki jest desperacką próbą oszukania samych siebie, że ponieśli totalną klęskę w spotkaniu z obcą cywilizacją?
MC: Dla mnie Lem to przede wszystkim literat. I jako taki – pozostanie uniwersalny, jego wartość nie przeminie, bo będzie wciąż oddziaływać na poziomie wyobraźni, plastyczności sceny, wspaniałego języka, oryginalności metafor – nawet jeśli zawarte w jego książkach myśli będziemy już znali przed lekturą w zmodyfikowanej i uaktualnionej wersji z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki kontynuatorów.
To bogactwo interpretacyjne, o którym mówisz – nieważne, zgodne z intencjami autora czy im wbrew – byłoby wtedy także pochodną właśnie tej cechy Lema (najpierw był pisarzem, potem myślicielem, przynajmniej w tej perspektywie): opisywania rzeczy niejednoznacznie, z dążeniem do jak największego bogactwa szczegółów i znaczeń.
MF: Prawdę mówiąc, niespecjalnie pasuje mi ułożona przez ciebie chronologia (pisarz – filozof). Wolę bardziej całościowe odczytanie twórczości Lema. Chyba zgodzisz się, że to nie jest tak, iż w „Edenie” autor jest tylko pisarzem, a w „Próżni doskonałej” czy „Masce” już stał się myślicielem? Jeśli już, możemy mówić o pewnych elementach, które w różnych okresach twórczości Lema dają mocniej lub słabiej znać o sobie. Owszem, w pierwszych powieściach nacisk kładziony jest na „realizm fantastyczny”. Nie oznacza to jednak, że nie ma tam solidnego namysłu nad stanem człowieka albo wpływem kultury na poznanie badawcze („Eden”).
1 2 3 4 »

Komentarze

27 VIII 2010   16:14:29

"zwłaszcza w stosunkach międzyludzkich, z wyostrzeniem na damsko-męskie; widać to w „Próżni niedoskonałej”"

A nie "Perfekcyjnej niedoskonałości"? :)

29 VIII 2010   21:10:40

Autorzy tekstu popełnili czyn zarzucany krytyce i czytelnikom. Z dyskusji o Lemie zrobili dyskusję o Dukaju :P
Czy Lem jest trudny w odbiorze dla młodego czytelnika? Matuzalemem nie jestem, a jakoś do mnie trafia. Bardzo sobie cenię jego twórczość. Bawię się świetnie czytając jego teksty humorystyczne. Przy filozoficznych jestem porażony ogromem jego horyzontów, klarownością myśli, jasnością wywodu podyktowanego fabułą. Klasyk? W szkole go nie uświadczysz (dawanie Pirxa lub Bajek robotów w podstawówce się nie liczy).
Nie wiem czy porównywanie Dukaja i Lema ma sens. Ten pierwszy to przede wszystkim światotwórca, wybitny architekt światów. To stworzone uniwersum determinuje fabułę, język, formę. Odległe planety Lema "stworzone są z języka" (cytat pewnie niedokładny, z wywiadu). Dla niego nie liczyło się fantazjowanie bez podstawy problemowej.

19 II 2017   19:39:04

No to, panowie krytycy, jak już, to już. Teraz porównajcie Chmielewską z Lemem, a co! Też na pewno śa jakieś zbieżności i różnice, :).

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wyimki z filozofii: O humanizmie Juliusza Domańskiego
Mieszko B. Wandowicz

11 IX 2020

Gdyby w najlepszym z możliwych światów nie był utkwiony ten zadziwiający paradoks, że ma on — ów świat — bardzo duże wady, wówczas Juliusz Domański cieszyłby się sławą nie tylko wśród filozofów i filologów. Na razie jednak się nie cieszy — a szkoda, bo czytanie jego prac zwykło przynosić wielkie korzyści. To przy tym dobry moment, żeby zacząć: właśnie ukazały się jego „Wykłady o humanizmie”.

więcej »

Do księgarni marsz: Wrzesień 2020
Esensja

1 IX 2020

Początek roku szkolnego. Dzieci w większości przypadków wróciły do szkół. Można odetchnąć i zagłębić się w lekturze…

więcej »

Nie przegap: Sierpień 2020
Esensja

31 VIII 2020

Zapraszamy na recenzenckie podsumowanie drugiej połowy wakacji.

więcej »

Polecamy

Dick w starym stylu

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Burza nad fikcją. Historia w fantastyce
— Michał Cetnarowski, Michał Foerster, Radosław Wiśniewski

Doktryna szoku
— Michał Cetnarowski, Michał Foerster

Czy fantastyka potrzebuje publicystyki?
— Michał Cetnarowski, Michał Foerster

Tegoż twórcy

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Przeczytaj to jeszcze raz: Social-fiction
— Daniel Markiewicz

Dialogi
— Janusz A. Urbanowicz

Tegoż autora

Popkultura i antyk: Elektra
— Michał Foerster

Steve Jobs wielkim poetą był
— Michał Foerster

Notatki na marginesie „Mapy i terytorium”
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Błagalnice
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Dzieci Heraklesa
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Persowie
— Michał Foerster

Chociaż nie brzmi to zbyt oryginalnie
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Trachinki
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Ajas
— Michał Foerster

Popkultura i antyk: Filoktet
— Michał Foerster

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.