Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Cykl wiedźmiński to więcej niż kanon

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
O znaczeniu wiedźmińskiej sagi dla polskiej fantasy, o zaletach i wadach prozy Andrzeja Sapkowskiego, o własnych przygodach z tym cyklem, o bohaterkach i bohaterach, o irytującej Ciri, o tym, czy słowo „elfka” naprawdę szokuje i o wielu innych sprawach związanych z Geraltem i spółką rozmawia redakcja Esensji.

Miłosz Cybowski, Agnieszka Hałas, Magdalena Kubasiewicz, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Cykl wiedźmiński to więcej niż kanon

O znaczeniu wiedźmińskiej sagi dla polskiej fantasy, o zaletach i wadach prozy Andrzeja Sapkowskiego, o własnych przygodach z tym cyklem, o bohaterkach i bohaterach, o irytującej Ciri, o tym, czy słowo „elfka” naprawdę szokuje i o wielu innych sprawach związanych z Geraltem i spółką rozmawia redakcja Esensji.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski: Ostatnio wspominaliśmy nasze wrażenia związane z „Hobbitem”. Ostatnio doczekaliśmy się wreszcie premiery „Opowieści ze świata Wiedźmina” i to chyba doskonała okazja, by zastanowić się, czy Sapkowski ze swoim wiedźminem wpisał się już na stałe w polski kanon fantasy. A jeśli tak – co z tego wynikło i jak patrzymy na ten cykl po wielu latach od pierwszego spotkania z Geraltem?
Agnieszka Hałas: Pytać, czy Sapkowski wpisał się na stałe w polski kanon fantasy, to tak, jakby pytać, czy Żywiec jest popularną marką piwa…
Konrad Wągrowski …albo czy Leo Messi jest lepszy od Cristiano Ronaldo.
Agnieszka Hałas: Z prowadzonych niedawno w fandomie badań socjologicznych dotyczących między innymi czytelnictwa wyszło, jeśli mnie pamięć nie myli, że duży procent fanów fantastyki na pytanie o trzech ulubionych autorów wymienia na jednym oddechu: „Tolkien, Sapkowski…” i potem pada jakieś trzecie nazwisko.
Beatrycze Nowicka: Słusznie Agnieszka prawi, cykl wiedźmiński to więcej niż kanon, to sam rdzeń polskiej fantasy. Nie tylko swego czasu narobił sporo zamieszania, ale także wpłynął na kolejne pokolenia autorów, ukształtował ich wyobraźnię i styl. Wydaje mi się też – jeśli to nieprawda, poprawcie mnie – że to od wiedźmina właśnie wzięła swój początek fantasy w wydaniu polskim – zaprawiona cynizmem, goryczą i humorem jednocześnie.
Konrad Wągrowski: O ile pamiętam, Kres był wcześniej (z „Magiem” choćby), ale to było jednak w zupełnie innym stylu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka: Przyznaję bez bicia, że Kres mnie jakoś ominął. Czytałam „Piekło i szpadę”, które bardzo mi się spodobało, oraz „Klejnot i wachlarz”, ale to już na fali zainteresowania wywołanej wiedźminem właśnie. Na hasło „polska fantasy” moje pierwsze skojarzenie to właśnie wizja Sapkowskiego. Amerykanie zachwycają się Martinem, my mamy ASa jako pisarza, który odbrązowił i przewartościował konwencję, odszedł od tradycyjnych heroicznych schematów, a przy tym osiągnął sukces komercyjny i zapisał się w pamięci czytelników (do tego warto zauważyć, że „Wiedźmin” pojawił się przed „Grą o tron”).
Konrad Wągrowski: Ale co właściwie rozumiesz przez „odbrązowił i przewartościował konwencję”? i dlaczego miałoby to być tak inne od dzieł pozostałych ówczesnych twórców?
Beatrycze Nowicka: Rozumiem przez to odejście od schematu zapoczątkowanego przez samego Tolkiena, a później naśladowanego – owszem z modyfikacjami, ale z zachowaniem podstawowego schematu dzielnych i prawych bohaterów walczących ze Złym Lordem. Na myśl przede wszystkim przychodzi mi „Koło czasu” Jordana. Dalej Shannara, nie czytałam Tada Williamsa, więc nie wiem, ale także wydaje mi się on spadkobiercą tej tradycji…
Agnieszka Szady: Dobrze ci się wydaje (klik).
Beatrycze Nowicka: …podobnie Goodkind (choć jak kiedyś przeczytałam na blogu z parodiami „Miecza prawdy” informacje pokrótce przedstawiające „szlachetne czyny” Richarda i Kahlan, to zaczęłam się zastanawiać, jakim prawem to jeszcze „pozytywni bohaterowie”). Podsumowując, mam na myśli przede wszystkim fantasy heroiczne oparte na konflikcie Dobra ze Złem. Moda na niejednoznacznych bohaterów służących sprawom tylko w ich własnym mniemaniu słusznym i brutalne światy wydaje mi się dość świeża w literaturze anglosaskiej – nie znaczy to, że wcześniej nie znalazłyby się jakieś przykłady, niemniej mam wrażenie, że tego rodzaju książki nie zyskiwały tylu czytelników co teraz.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski: Dziwne jest to, że przecież Kres także uderzał w podobne, niekonwencjonalne tony i wyrywał się klasycznym schematom walki dobra ze złem. Tylko, o ile dobrze pamiętam wysłużony egzemplarz „Prawa sępów” z miejskiej biblioteki, jego styl nie był tak barwny, choć pomysłów (z inteligentnymi kotami i sępami) mu nie brakowało. Nawet teraz czytając po wielokroć przerobioną i poprawioną „Północną granicę” czy „Króla bezmiarów” widać, że literacko to trochę inna liga. Dlatego też Sapkowski miał szansę się wybić. No i, powiedzmy sobie szczerze, miał więcej szczęścia do wydawców.
Agnieszka Szady: O czym nie pozwala nikomu zapomnieć (stały cytat: „To JA utorowałem polskim fantastom drogę do wydawnictw!”).
Agnieszka Hałas: Sapkowski dorobił się też zorganizowanego ruchu własnych fanów w obrębie szerszej masy fandomu. Niżej podpisana w swoich czasach licealnych, czyli w latach 1997-1999, udzielała się aktywnie na liście dyskusyjnej poświęconej twórczości Sapkowskiego – administratorem listy był niejaki John MacKanacKy – i pamięta stamtąd nazwiska co najmniej dwojga późniejszych członków redakcji Esensji. :) Toczyliśmy zagorzałe dyskusje i z wielką niecierpliwością czekaliśmy na każdy kolejny tom wiedźmińskiej sagi.
Konrad Wągrowski: Myśmy to samo robili w ramach listy dyskusyjnej pl.rec.fantastyka.sf-f. Pamiętam nawet, że najdłuższy wątek dyskusji, ciągnący się latami, wykiełkował od posta o „Wieży Jaskółki"…
Agnieszka Hałas: Apogeum aktywności listy nastąpiło, zdaje się, po wyjściu „Pani Jeziora”. Dzisiaj, z perspektywy lat, zastanawiam się, co nas tak elektryzowało w tych książkach. Na pewno styl, specyficzny i niepowtarzalny humor, postacie… ale niebagatelną rolę odgrywał też chyba fakt, że wtedy drukiem wychodziło niewiele polskiej fantastyki. To było jeszcze przed erą Fabryki Słów…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Nie zgadzam się. Wówczas może było mniej polskiej fantastyki, ale sądzę, że średni poziom tego, co było wydawane, był wyższy niż dziś w masowej produkcji. Ale wtedy dużo, dużo więcej wychodziło fantasy zachodniej – w latach 90. nadrabialiśmy chyba wszystkie zaległości. A Sapkowski i tak się przez to przebijał. I nie było w tym żadnego cudu – wyraziści bohaterowie, dobre, przemyślane fabuły, umiejętne granie na emocjach odbiorców, znakomity język i świetne dialogi – to po prostu była bardzo dobra literatura w gatunku, jakiego fani byli spragnieni.
Beatrycze Nowicka: Cóż, kiedy ja sięgnęłam po cykl, byłam w pierwszej klasie liceum i z fantasy znałam do tej pory niewiele: „Władcę pierścieni”, Narnię, niecały cykl o Ziemiomorzu, trylogię „Lyonesse” Vance’a… może jeszcze kilka pojedynczych książek.
Konrad Wągrowski: He he, gdy ktoś sięgał po „Wiedźmina” w 1986 roku, to miał szansę znać tylko Tolkiena i Le Guin…
Agnieszka Szady: Ja sięgnęłam na początku lat 90., znając właśnie te dwa nazwiska, i muszę powiedzieć, że opowiadania AS-a początkowo mnie nieco zgorszyły – co ciekawe, jako najbardziej szokujące odebrałam… słowo „elfka” (sic!).
Beatrycze Nowicka: Hmmm, po prawdzie „elfica” brzmi jeszcze gorzej, w ramach radosnego słowotwórstwa zastanawiałam się kiedyś nad „elfini"… Ja też sięgałam później, bo w drugiej połowie lat 90., gdy już cykl był na ukończeniu. Przygody Geralta stały się dla mnie prywatnym objawieniem literackim. Tak jak wspomnieliście, wrażenie robił zapadający w pamięć barwny styl, przechodzący od dosadności przez zjadliwą ironię aż po fragmenty poetyckie czy wręcz ocierające się o patos. To była proza kipiąca emocjami, człowiek się śmiał, bał o bohaterów i wzruszał na przemian. Do tego byłam wtedy na etapie, kiedy mój młodzieńczy idealizm chwiał się coraz bardziej i cyniczno-szydercza wymowa opowiadań i powieści – demaskowanie ludzkiej podłości, małostkowości i interesowności – wyjątkowo do mnie przemawiała. Przy tym Sapkowski nie neguje przecież wszystkiego, bo jest tam przecież o przyjaźni, poświęceniu, odwadze i tolerancji. No i oczywiście bohaterowie – chyba nigdy potem żadna postać literacka nie była mi tak bliska.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: A ja przeczytałem w „Fantastyce” w 1986 roku „Wiedźmina” i… nie zachwycił mnie. Potem „Drogę, z której się nie wraca”, „Ziarno prawdy” i… nadal nic. Potem jednak przyszło „Mniejsze zło”, które uznałem za znakomite, a po nim opowiadania z „Miecza przeznaczenia”, które do dziś uważam za najwyższą jakość wiedźmińskiej literatury.
Miłosz Cybowski: Przyznaję, że sam w okołowiedźmiński ruch fanowski się nigdy nie angażowałem, a z wizyt na oficjalnej stronie i forum pamiętam tylko czyjąś kompilację wielu dyskusji na temat dziewictwa Ciri… Fascynację cyklem wiedźmińskim przeżywałem akurat w okolicach początkowej zabawy w gry fabularne – w efekcie każdy gnom pojawiający się u nas na sesjach musiał nazywać się Schuttenbach, a w środowisku warhammerowców mile były widziane fanowskie dodatki pokroju profesji wiedźmina. Ale jeśli o sam cykl chodzi, choć przeczytałem go dwa lub trzy razy (i do dziś ze znajomymi wymieniamy się krasnoludzkimi żarcikami zapamiętanymi z powieści), to po krótkim okresie fascynacji nim jakoś przestał na mnie tak silnie oddziaływać. Tak, zapadał w pamięć, tak, cechował się nietypowym stylem (który zresztą silnie wpłynął na kolejne, niewiedźmińskie powieści fantasy), tak, można go nawet uznać za kanon polskiej fantastyki. Ale dziś miałbym pewnie trudności z ponowną lekturą całego pięcioksiągu i w mojej top five fantastyki nie byłoby miejsca na wiedźmina. Być może z Sapkowskiego się po prostu wyrasta?
1 2 3 »

Komentarze

« 1 2
24 III 2013   18:31:59

Moja przygoda z fantastyką zaczęła się właśnie od sagi wiedźmińskiej i chociaż przeczytałam od tamtego czasu pewnie kilkaset książek tego nurtu, to Sapkowski dalej jest moim ulubionym pisarzem (C.M.Valente napisała w "Nieśmiertelnym", że głupotą i bezsensem jest konkurowanie z pierwszą miłością i dotyczy to z pewnością także literatury). Nie będę się powtarzać w temacie stylu, bohaterów, klimatu, gdyż właściwie wszystko już zostało powiedziane; dodam jedynie, że jak dla mnie zakończenie jest świetne! Podobnie jak Alojzy nie widzę tu żadnej przypadkowości ani niewykorzystanych wątków, motywów. Przepowiednie są tylko potencjałem,żyjącym i umierającym w tym lub innym Uniwersum.

24 III 2013   18:41:06

Zapomniałam dodać, że do dziś pamiętam genialne w swej prostocie i celności stwierdzenia jak np to z "Czasu pogardy": "I wtedy do rozmowy włączył się Vilgefortz. Vilgefortz z Roggeveen, czarodziej o imponującej postawie, o szlachetnych i pięknych rysach, o szczerym i uczciwym głosie. Geralt wiedział, że po tak wyglądających ludziach można się spodziewać wszystkiego.", czy komentarz z "Wieży Jaskółki" dotyczący obdarowywania: " I rzekł prorok Lebioda: Weźmij cnego kota psotnego, szkodnika utrapionego, i podaruj go bliźniemu twemu. Podwójnego wonczas zaznasz zasię szczęścia. Kota się pozbędziesz, a bliźniego uradujesz. Albowiem najczęściej tak jest, że bliźni nie podarku pragnie, lecz być obdarowanym.":D

24 III 2013   22:13:59

ender73 jesteś zepsutą (spoil) świnią!

25 III 2013   08:03:55

Ano moja wina, moja bardzo wielka wina, że autor (wspomnianego przeze mnie innego niż wiedźmiński rodzimego cyklu) wypełniający przez lata pracowicie (i w miarę sprawnie) balonik z napisem "WIELKA TAJEMNICA" decyduje się na koniec swej opowieści nawet nie tyle przekłuć go szpilką (bo byłby przynajmniej mały huk) co wypuścić z niego powietrze z lekka rozciągając wylot - co powoduje wiadomy dźwięk ;) Na potęgę mrocznego chlewiku, jakiż to był straszliwy "spoiler"... Chrum ;)

01 IV 2013   14:11:37

"Konrad Wągrowski …albo czy Leo Messi jest lepszy od Cristiano Ronaldo."
Porównanie nie na miejscu i niejednoznaczne, więc to głupi przykład. Podobnie można by rzec, że Wieża Eiffle'a jest ładniejsza od Statuy Wolności. Każda jest ładna na swój sposób i wcale nie jest jasne, że jedna jest zdecydowanie ładniejsza od drugiej. Ładne brzmienie porównania to jedno, a sens tegoż tu już inna sprawa.

01 IV 2013   16:02:23

Wieża Eiffle'a ładna?!?!?

01 IV 2013   17:02:31

Hmm, czy ładna. Na pewno robi ogromne wrażenie.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: Nowe rozdanie
Marcin Knyszyński

25 VIII 2019

Po całej serii powieści poruszających najważniejszy motyw w twórczości Philipa K. Dicka, czyli zwątpienie w prawdziwość otaczającego nas świata i świadectwo zmysłów, czas na coś lżejszego. „Doktor Bluthgeld” jest jedną z powieści najprostszych w odbiorze – Dick nie próbuje demaskować fałszu rzeczywistości i nie filozofuje zanadto. Napisał po prostu rzecz, dzięki której wyraził pewne swoje obawy co do przyszłości. Była ona konsekwencją swoich czasów – apogeum zimnej wojny.

więcej »

Do księgarni marsz: Sierpień 2019
Esensja

13 VIII 2019

W sierpniowej ofercie wydawniczej wciąż widoczne jest wakacyjne zwolnienie tempa.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: A Śląsk wciąż nieznany…
Wojciech Gołąbowski

10 VIII 2019

„Nieznany kraj”, dzieło Zofii Kossak – której 130 rocznica urodzin przypada właśnie dzisiaj – wydane jeszcze przed II wojną światową, bardzo niewiele straciło na aktualności. To wciąż bardzo przyjemna lektura, przybliżająca Polakom z innych regionów specyfikę duszy Ślązaka.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Lux cykl
— Marcin Łuczyński

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
— Tomasz Iwanicki

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.