Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jarosław Grzędowicz
‹Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
65,0 (60,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPan Lodowego Ogrodu. Tom 1
Data wydania18 marca 2011
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklPan Lodowego Ogrodu
ISBN978-83-7574-536-8
Format540s. 125×195mm
Cena38,85
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Tęsknoty świata pomiędzy

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli przygarść refleksji na temat „Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza.

Beatrycze Nowicka

Tęsknoty świata pomiędzy

Czyli przygarść refleksji na temat „Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza.
Uwaga: zawiera spojlery dotyczące zakończenia.

Jarosław Grzędowicz
‹Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
65,0 (60,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPan Lodowego Ogrodu. Tom 1
Data wydania18 marca 2011
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklPan Lodowego Ogrodu
ISBN978-83-7574-536-8
Format540s. 125×195mm
Cena38,85
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Lodowy Ogród z lotu ptaka
Zdarza mi się z rozmysłem unikać książek, o których powtarza się „wstyd nie znać”. Tak było w przypadku „Pana Lodowego Ogrodu” – dopiero zamieszanie dookoła premiery ostatniego tomu oraz pochlebne opinie znajomych skłoniły mnie do zmiany zdania. Dzięki temu mogłam przeczytać całość od razu, co okazało się dobrym rozwiązaniem. Jak to zwykle bywa, kiedy sięgamy po coś powszechnie cenionego, łatwo można się zawieść. Do tego element zaskoczenia jest mniejszy – przez lata nieraz miałam okazję usłyszeć o Vuko. Z tego powodu tom pierwszy nie porwał mnie aż tak, jak się spodziewałam, nie wciągnął tak mocno, jak ongiś cykl wiedźmiński, z którym „Pan Lodowego Ogrodu” bywa porównywany. Z drugiej strony nie odczułam rozczarowania częściami kolejnymi, co stało się udziałem wielu zagorzałych fanów. Gdy spojrzeć na powieść Grzędowicza jak na jedną całość1), widać konsekwencję w kreacji świata i fabuły. Owszem, pojawiają się sprzeczności (o czym później) ale z jednym wyjątkiem to drobiazgi – główne pomysły, sposób prowadzenia wątków, klimat – wszystko to jest spójne. Kolejną zaletą lektury wszystkich części od razu jest to, że świat nie traci aż tak na świeżości. Nie ze wszystkimi decyzjami autora można się zgadzać, jednakże sprawiają one wrażenie celowych i świadomych wyborów. Grzędowicz miał w głowie kompletną wizję i – na szczęście dla czytelników – była to wizja ciekawa.
Światy wstrząśnięte i zmieszane
Powieści będących mieszanką fantasy i SF powstało stosunkowo niewiele. Tego rodzaju konwencja bywa bowiem zdradliwa (w powszechnym odbiorze magia kłóci się z nauką), jest jednak przy tym znacznie mniej wyeksploatowana i dzięki temu świeższa. Zapewne jednym z najstarszych utworów „mieszanych gatunkowo” jest „Świat Rocannona” Le Guin. Tytułowy bohater jest członkiem misji badawczej, wysłanej przez zaawansowaną technologicznie cywilizację w celu badania rdzennych mieszkańców pewnej planety, żyjących na poziomie odpowiadającym ziemskiemu wczesnemu średniowieczu. Zmuszony przez okoliczności, Rocannon wyrusza na wyprawę, by powstrzymać innych przybyszów z zewnątrz (oczywiście również dysponujących techniką, dającą im przewagę nad miejscowymi). W trakcie swojej wędrówki naukowiec zostaje uznany za boga z powodu swojego wyposażenia. Później spotyka Najstarszego, z którym dobija targu – słyszy przepowiednię i otrzymuje moc telepatii, za co jednak musi zapłacić cenę. Co ciekawe, w „Świecie Rocannona” pojawiają się nawiązania do mitologii nordyckiej (choć jest ich zdecydowanie mniej niż w „Panu Lodowego Ogrodu”2)).
Innym znanym mi utworem jest „Trylogia Zimnego Ognia” Friedman, gdzie koloniści z Ziemi lądują na planecie, gdzie zaawansowana technologia przestaje działać, istnieje natomiast moc zdolna ziszczać ludzkie myśli. Magia okazuje się bardzo niebezpieczna, głównie dlatego, iż jest kapryśna – trudno podporządkowuje się woli, chętnie zaś materializuje wszelakie lęki, obsesje i podświadome myśli.
W uniwersum wykreowanym przez Grzędowicza „magii” jest zdecydowanie więcej niż w „Świecie Rocannona”, mniej natomiast niż w „Trylogii…”, gdyż moc występuje tylko w wybranych miejscach. Pojawiają się podobne problemy – opłakane skutki niewłaściwego jej użycia oraz kwestia osób uzyskujących za jej pomocą potęgę. O ile u Friedman ważniejsze było to pierwsze, Grzędowicz skupia się na kwestii wszechmocy uzyskanej przez Ziemian. To jeden z głównych motywów powieści, nieraz skłaniający do myślenia. Wydaje mi się, że bardzo wielu wielbicieli fantasy sięga po ten gatunek dla magii – wizja bohaterów obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami pociąga. „Pan Lodowego Ogrodu” skłania do refleksji, postawienia się na miejscu przybyszów, zapytania „Co ja bym zrobił/a posiadając takie możliwości?” Grzędowicz porusza temat moralności – oto świat, gdzie Ziemianom pozostaje tylko i wyłącznie ich własne sumienie i poczucie odpowiedzialności.

Jarosław Grzędowicz
‹Pan Lodowego Ogrodu. Tom 2›

WASZ EKSTRAKT:
40,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPan Lodowego Ogrodu. Tom 2
Data wydania16 listopada 2007
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklPan Lodowego Ogrodu
ISBN978-83-60505-42-7
Format632s. 125×195mm
Cena33,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Grzędowicza przepis na sukces
Wymieniłam podobieństwa, trzeba jednak powiedzieć, że świat „Pana Lodowego Ogrodu” jest miejscem oryginalnym, różniącym się od wyżej wymienionych. Owszem, został oparty o ziemskie kultury (co ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu zostaje zgrabnie wyjaśnione pod koniec), jednak Grzędowicz zadbał o to, by nie były to dokładne kopie (zwłaszcza w przypadku Amitraju) tylko interesujące mieszanki. Pojawia się też wiele elementów własnych – choćby wzmianki na temat lokalnej flory i fauny wprowadzają odpowiedni klimat. Podoba mi się zamiłowanie Grzędowicza do szczegółów – owszem, spowalnia ono akcję, ale dzięki detalom właśnie autor buduje swoje uniwersum. Nie są to nadmiernie drobiazgowe opisy, pisarzowi udaje się jednak stworzyć wyrazisty obraz. Czytelnik wie, jak wygląda świat i tamtejsi „ludzie”, ale co ważniejsze, czuje też, jak ten świat funkcjonuje, jak żyją jego mieszkańcy, co jedzą, jak się ubierają, jak mówią, co sobie cenią, w co wierzą. Dzięki prowadzeniu narracji z punktu widzenia Filara i Vuko czytelnik obserwuje to barwne uniwersum z dwóch perspektyw, co wprowadza dodatkową różnorodność i poszerza obraz3). Specyficzne podejście Drakkainena jest znakomitym pomysłem – dystans, ironia, zjadliwe komentarze i skojarzenia Ziemianina dodają do „Pana Lodowego Ogrodu” dodatkową warstwę. To jednak nie wszystko – jest przecież „magia” i jej wytwory, które Grzędowicz opisuje kunsztownie, z wyobraźnią i wyczuciem. Od zwykłych (jak na realia światów fantasy) uroczysk, potworów, czy widm, przez miejsca w rodzaju Dworu Żelaznych Cierni, czy Pustkowia Snów, aż po rozbudowane, lekko surrealistyczne wizje – inspirowane twórczością Bosha Ogrody van Dykena, Dolinę Bolesnej Pani, Żarłoczną Górę, Lodowy Ogród i jego cuda (jednym z miejsc, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie było cmentarzysko nieudanych smoków). Nasuwa się myśl, że nie tyle wyżej wspomniane elementy z osobna, co udana ich kompilacja nadają światu Grzędowicza unikalny charakter.
Pragnienie przestrzeni
Z kart „Pana Lodowego Ogrodu” zdaje się przebijać nostalgia. Współczesny świat został zdominowany przez nowe technologie łączności. Książki SF coraz częściej koncentrują się na zagadnieniach wirtualnej rzeczywistości, ich autorzy piszą o konwersji ludzkiego umysłu w formę cyfrową i nadejściu postludzi. Nasz świat jest obecnie skierowany do wewnątrz. Grzędowicz odwraca kierunek, spogląda w przeszłość i na zewnątrz, tworzy Vuka jako ucieleśnienie tęsknoty za wyruszeniem na wyprawę w nieznane, za wolnością. Kiedy Drakkainen wędruje przez lasy i wybrzeża nieznanej planety, jest to dla mnie echem czytanych w dzieciństwie powieści o traperach przemierzających amerykańską tajgę i tundrę. Surowy świat, surowi ludzie, konieczność polegania na własnych umiejętnościach. Z drugiej strony – jest to też powrót do SF skupiającej się na zagadnieniach eksploracji innych światów. Kosmonauta lądujący na obcej planecie, nowe, dziwne zwierzęta i rośliny, obca cywilizacja, niebo pełne nieznanych gwiazd. Samotny Wędrowiec w drodze. Mężczyzna, który uciekł ze świata, gdzie ograniczają go procedury, biurokracja i polityczna poprawność tam, gdzie wszystko jest prostsze, bardziej bezpośrednie, namacalne. I nie tylko chodzi tu o organizację społeczeństwa, czy technikę, ale też o wartości. Vuko Drakkainen, honorowy facet, przybysz znikąd, ostatni sprawiedliwy, który pokona „tych złych”, zaprowadzi porządek, po czym odejdzie w siną dal.
Grzędowicz nie pozwala sobie jednak na całkowitą jednoznaczność. Drakkainen nieraz tęskni – za drogimi mu miejscami, bezpieczeństwem, wygodami, ale najbardziej za rzeczami takimi jak tytoń, kawa, czy rozmaite drobne przyjemności, czyniące nasze życie szczęśliwszym, pomimo tego, że zazwyczaj nie poświęcamy im zbyt wiele uwagi traktując jako coś oczywistego. Co jednak znacznie ważniejsze, świat, w którym Vuko ląduje i o który walczy także okazuje się więzieniem, tyle że innego rodzaju. Drakkainen wygrywa wielką bitwę, by dowiedzieć się, że wojna została już dawno przegrana. Ten świat ma już swoich „bogów”, którzy zdecydowali odgórnie, co jest właściwe dla jego mieszkańców. Tak, są tutaj otwarte przestrzenie i niezbadane lądy a na uroczyskach pozostały okruchy niezwykłej mocy. Ale jest też stagnacja, narzucone ograniczenia, wieczna groźba martwego śniegu. Wielki, barwny, piękny skansen. W którym z tych dwóch światów człowiek może być naprawdę sobą? I co to właściwie znaczy?

Jarosław Grzędowicz
‹Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3›

WASZ EKSTRAKT:
50,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPan Lodowego Ogrodu. Tom 3
Data wydania27 listopada 2009
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklPan Lodowego Ogrodu
ISBN978-83-7574-166-7
Format504s. 125×195mm
Cena33,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Obrazy przefiltrowane
Niektórzy narzekają na wyraźne rozgraniczenie pomiędzy bohaterami – Vuko, Filar i może jeszcze Fjollsfinn na głównym planie, pozostałe postaci w cieniu. Również antagoniści, którzy pojawiają się tylko okazjonalnie, przez co brakuje im wyrazistości. Jest to jednak wyraz świadomej decyzji – zamiast panoramicznej wizji Wojny Bogów, Grzędowicz wybiera zawężony punkt widzenia Drakkainena i młodego cesarza. Coś za coś. Przez większość powieści opisywane wydarzenia są wręcz kameralne – śledztwo i walki Vuka, wędrówka Filara. Czytelnik nie otrzymuje pełnego obrazu, wie tyle, ile bohaterowie, postrzega inne postaci przez pryzmat ich umysłów. „Pan Lodowego Ogrodu” jest przede wszystkim opowieścią o losach dwóch protagonistów, nie zaś historią wojny. Wątki fabuły nie są ułożone typowo dla opowieści o walce z wielkim złem – niektóre drobiazgowo opisywane wydarzenia (choćby pobyt Filara w niewoli) nie wnoszą niczego do kwestii ostatecznej konfrontacji, są raczej po to, by pokazać, jak bohaterowie sobie z nimi radzą i jak są przez nie kształtowani. Zdarzyło mi się nieraz zastanawiać, co by było, gdyby Grzędowicz napisał swoją powieść w bardziej epickim duchu, niemniej zadecydował inaczej – można to albo zaakceptować, albo odrzucić.
Przez większość czasu godziłam się z takim podejściem, zazgrzytało mi ono jednak w zakończeniu wątku Filara. Wiem, że to typowe, ale po ciężko doświadczanym wybrańcu przeznaczenia oczekiwałam odegrania jakiejś kluczowej roli w finale. Tymczasem od momentu spotkania Vuka, młodzieniec staje się jedynie kimś w rodzaju towarzysza i podwładnego. Szkoda – rozumiem, że Drakkainen ma w sobie sporo z typowego samca alfa, ale Filar był postacią obdarzoną charyzmą i mądrością. Zasłużył na coś więcej, niż tylko zostanie chłopcem na posyłki.
Wracając zaś do „osobistej perspektywy”, tym, co Grzędowicz uzyskał w zamian był wgląd w psychikę bohaterów, dzięki czemu czytelnik mógł ich dobrze poznać i polubić. To dzięki temu zabiegowi możliwe były wplatane w narrację zabawne i cięte uwagi Vuka, opisy jego rozważań, wątpliwości, wyrzutów sumienia, czy chwil, kiedy do głębi poruszony usiłował tłumić swoje uczucia, zapewne zgodnie z własnym wyobrażeniem siebie jako twardego faceta. Drakkainen sprawiał też, że czytelnik miał wrażenie obcości „nowego świata”. Co ważne, Filar okazał się osobą zupełnie odmienną – chłopak inaczej postrzega, inaczej odczuwa, ma zdecydowanie bardziej refleksyjną naturę, umie sobie także pozwolić na słabość, co paradoksalnie świadczy o jego odwadze. Fragmenty dotyczące ziemianina zazwyczaj bywają zabawne, losy potomka cesarskiego rodu potrafią natomiast naprawdę poruszyć.
Oprócz ich dwóch wyrazistą i ciekawą postacią jest Fjollsfinn. Bywa też najbardziej intrygujący – czytelnik nie zna jego myśli, nie może być do końca pewien, czego się po nim spodziewać. Pan Lodowego Ogrodu jest też bohaterem niejednoznacznym – panuje nad swoim miastem sprawiedliwie, dąży do tego, aby jego poddanym żyło się jak najlepiej, szuka sposobu wyleczenia ofiar uroczyska, wydaje się szczery względem samego siebie, ale jednocześnie wzbogacił się plądrując statki, przeprowadzał eksperymenty na mieszkańcach, przygotował zmyślną salę tortur, wreszcie stworzył religię i karmi swoich ludzi wizjami fałszywego raju. Pozostałe postaci przewijają się na dalszych planach, zostały jednak nakreślone na tyle zgrabnie, że nie wydają się jedynie tłem.

Jarosław Grzędowicz
‹Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4›

WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPan Lodowego Ogrodu. Tom 4
Data wydania30 listopada 2012
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklPan Lodowego Ogrodu
ISBN978-83-7574-751-5
Format880s. 125×195mm
Cena44,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Łyżka dziegciu
Wspominałam o nieścisłościach – drobniejszych pojawiało się trochę – zdobienie dziobu lodowego drakkara raz jest w formie głowy smoka a raz wilka. Po „wyjściu z drzewa” Vuko nie mógł rozmawiać z Jadranem, którą to umiejętność nagle odzyskał w tomie czwartym. Podobnie jest z blokowaniem uczuć przez cyfral – w części drugiej napisano, że Drakkainen został pozbawiony tej możliwości a w pod koniec ponownie ją posiada. Opisy mieszkania Filara w częściach trzeciej i czwartej są różne. Smocza oliwa raz daje się gasić wodą, a raz nie. Owszem, zawsze można to tłumaczyć – Vuko powoli odzyskiwał utracone umiejętności, Filar się przeprowadził, smocza oliwa była podróbką itp. Tyle że nie ma o tym ani słowa, chociaż wydarzenia z życia bohaterów zazwyczaj przedstawiane są bardzo dokładnie4).
Oczywiście najbardziej rzucającą się w oczy kwestią jest „magia”, która jest w „Panu Lodowego Ogrodu” typowo fabularna – postaci mogą (bądź nie mogą) zrobić danej rzeczy, bo jest to potrzebne do fabuły, czy po prostu do danej sceny. Ot, choćby Van Dyken może niemalże kroić swoich Węży na plasterki i składać z powrotem, ale już smoki mu padają. Pod koniec powieści natura mocy zostaje wyjaśniona. Interpretacja ta jednak nie pasuje do kilku pojawiających się wcześniej zastosowań „magii” w rodzaju przewidywania przyszłości. Trzeba jednak przyznać, że ogólny klimat, jaki udaje się Grzędowiczowi osiągnąć, jest ciekawy i sprawia, że zawieszenie niewiary przychodzi zdecydowanie łatwiej. Żal mi tylko, że ścisły finał rozgrywki pomiędzy Czyniącymi przybrał taki a nie inny kształt. Może i jest oryginalnie i zaskakująco, ale w tym przypadku nie stanowi to zalety. Pojedynek „bogów” moim zdaniem powinien być czymś malowniczym, a nie szczekaniem na siebie i rzucaniem pestkami.
Słów kilka na koniec
Wracając zaś do kwestii godnych pochwały – spodobało mi się, jak Grzędowicz żongluje rodzajami narracji – pierwszoosobowa, dynamiczna narracja Vuka w czasie teraźniejszym, przeplatana trzecioosobową w czasie przeszłym, pozwalającą odkryć lub ukryć przed czytelnikiem niektóre rzeczy. W przypadku Filara narracja pierwszoosobowa w czasie przeszłym, przedstawiona jako wspomnienia po latach, co przydaje jej spokojny ton. Sprawnie napisane dialogi, dynamiczne bitwy, humor przeplatany bardziej dramatycznymi opisami, niezły styl – wszystko powyższe zadecydowało o sukcesie „Pana Lodowego Ogrodu”.
Można narzekać na poszczególne elementy, jednak fakt faktem – powieść Grzędowicza jest jedną z bardziej oryginalnych a przy tym dobrze napisanych powieści fantastycznych ostatnich lat. Nie mogę powiedzieć, żebym czytała ją jednym tchem, zarywając noce, niemniej cieszę się, że dane mi było odwiedzić Lodowy Ogród.
koniec
5 lutego 2013
1) Zresztą sam autor w jednym z wywiadów powiedział, że traktuje „Pana…” jako jedną powieść w czterech tomach.
2) Przy okazji – zamieszczone na początkach rozdziałów poświęconych Drakkainenowi cytaty z „Eddy poetyckiej” są po prostu świetne i zrobiły mi apetyt na całość. Ogólnie, Wikingowie niegłupim ludem byli.
3) Ciekawy efekt Grzędowicz uzyskuje też np. każąc nam patrzeć na mieszkańców Wybrzeża Żagli najpierw oczami przybysza z Ziemi a potem Filara.
4) Nadal będąc wredną pytam jeszcze, jak wygląda piramida w kształcie graniastosłupa i czemu Vuko nazywa pewne istoty nietoperzami argumentując, że „mają jakby gadzi pokrój”. Choć takie drobiazgi powinna wychwytywać już redakcja.

Komentarze

« 1 2
05 II 2013   20:49:44

czyta się świetnie, mimo wszelkich braków i nieścisłości, chciałem pokusić się o recenzję ale ostatnio czasu brak (praca, praca) :)

05 II 2013   21:19:47

Jeśli wymieniać podobne książki, to trzeba również wspomnieć 'Trudno być Bogiem" Strugackich. Nie było tam jednak magii.

05 II 2013   21:22:26

@ Z@Q
Tak. Tak było coś takiego:) dzięki
Chociaż i tak mam wrażenie, że gdzieś było to jakoś wytłumaczone

06 II 2013   10:33:33

Sprawdziłam kwestię konia. Macie rację.
Vuko rozmawiał z Jadranem po powrocie do Domu Ognia i później. Dopiero pod sam koniec stwór przestał mówić.

Popełnić pomyłkę podczas wytykania pomyłki komuś innemu to rzecz szczególnie głupia.
Przepraszam. I dziękuję za wytknięcie tego.
Cóż, będzie nauczka dla mnie. Na przyszłość postaram się sprawdzać wszystko jeszcze dokładniej.

Najbardziej niefortunne pomyłki popełnia się, gdy się jest absolutnie pewnym swojej racji. Nie wiem, skąd mi się wzięło to przekonanie. Może z haniebnego zwyczaju podczytywania książki w losowych miejscach w przód. Albo też, gdy w notatkach zapisałam sobie coś w rodzaju "kwestia gadającego konia" miałam na myśli coś innego, np. czemu Jadran przestał mówić po zniszczeniu lokalnych zasobów "czynnika m" skoro wydawało mi się, że za jego umiejętności komunikacyjne odpowiadał cyfral.

06 II 2013   11:23:07

Sorry, że tak jeden pod drugim - ale przypomniała mi się jeszcze jedna książka łącząca SF z fantasy - czytany wiele lat temu "Triplet" Timothy'ego Zahna. Akcja toczy się na planecie-matrioszce - gdzie znajdują się przejścia do innych światów/wymiarów(?)

Świat najbardziej zewnętrzny jest takim space-operowym SF
Świat środkowy opiera się na bardzo zaawansowanej technologii postrzeganej jako magia - jego mieszkańcy nie wiedzą, jak działają używane przez nich przedmioty i tak są latające dywany, czy tzw. "laski modlitewne" w istocie będące czymś w rodzaju komunikatora-pilota.
Wreszcie w świecie najbardziej wewnętrznym żyją istoty zwane duchami, którymi można rządzić za pomocą magii (zabawny pomysł z systemem kanalizacji opartym na odpowiednio spętanych duchach żywiołów).

Fabuła jest typowo przygodowa - bohater i bohaterka wyruszają w podróż do światów wewnętrznych i z powrotem.

06 II 2013   19:03:50

A propos "podobnych" klimatów, oprócz "Trudno byc Bogiem", polecam Stover'a i jego Akta Caine'a

07 II 2013   18:55:51

Nieścisłości jest dużo, choćby kwestia "przyśpieszania" Vuko przez Cyfral.
Za to w jednym miejscu wybuchnąłem głośnym śmiechem, co zdarza mi się bardzo rzadko podczas czytania. "Łubudubu" - mistrzostwo!

08 II 2013   12:49:09

@Darek
Miałem dokładnie tak samo po przeczytaniu tego momentu:)

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
Marcin Knyszyński

11 X 2021

Ostatnia opowieść o Ijonie Tichym i przedostatnia powieść Lema. Ijon Tichy ma problem. Uległ bowiem kallotomii podczas swojego pobytu na księżycu. Jego mózg został w niewyjaśniony sposób podzielony na funkcjonujące niezależnie dwie osobowości (ukryte w dwóch rozłącznie działających półkulach). Tichy, za pomocą niepełnych danych z lewej półkuli (której to osobowość jest narratorem w powieści) próbuje zrekonstruować swój pobyt na księżycu i zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło.

więcej »

Wyimki z filozofii: O tym, co w życiu najlepsze
Mieszko B. Wandowicz

10 X 2021

Który dialog Platona jest najważniejszy? Najczęściej, jak się zdaje, przypisywany jest ów zaszczyt jednemu z czterech. „Państwu”, znanemu też jako „Rzeczpospolita”, ze względu na ogrom dzieła, wielość zagadnień i wymiar polityczny — z reguły zresztą, mam wrażenie, niewłaściwie odczytywany. „Uczcie” („Biesiadzie”), najpewniej za sprawą tyleż wartości literackiej, ile tematu: miłości. „Timajosowi”, zaliczanemu do filarów ontologii oraz teologii. Mnie najbliższy jest ten czwarty: „Fedon”.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Styczeń 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Alicja Kuciel, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Najlepsze książki roku 2012
— Esensja

Nominacje do Książki Roku 2012
— Esensja

Do jądra ciemności
— Magdalena Kubasiewicz

50 książek, które wstrząsną Gwiazdką
— Esensja

Do księgarni marsz: Listopad 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Notowanie XXII – czerwiec 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – czerwiec 2012
— Esensja

Do księgarni marsz: Maj 2012
— Esensja

Książki kwartału: Jesień 2009
— Esensja

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kopiuj-wklej, nielegalna kaszanka i antypolskie spiski
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Grudzień 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Listopad 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Wrzesień 2016
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Co leży Pomiędzy?
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Styczeń 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Alicja Kuciel, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.