Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 października 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

O czym pisać, by ulec zapomnieniu

Esensja.pl
Esensja.pl
Marcin Wróbel
Celem niniejszego artykułu jest próba przybliżenia współczesnemu czytelnikowi, wykarmionemu Barkerem, Kingiem oraz Nowosadem, jednej z najciekawszych postaci polskiego dwudziestolecia międzywojennego, która, jako jedna z pierwszych, wprowadziła na grunt literatury rodzimej takie tematy, jak okultyzm czy psychopatologia.

Marcin Wróbel

O czym pisać, by ulec zapomnieniu

Celem niniejszego artykułu jest próba przybliżenia współczesnemu czytelnikowi, wykarmionemu Barkerem, Kingiem oraz Nowosadem, jednej z najciekawszych postaci polskiego dwudziestolecia międzywojennego, która, jako jedna z pierwszych, wprowadziła na grunt literatury rodzimej takie tematy, jak okultyzm czy psychopatologia.

Przy okazji wydania przez Bookrage pakietu e-booków Stefana Grabińskiego, przypominamy artykuł o tym twórcy, opublikowany pierwotnie w 30 numerze „Esensji”.


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Od pewnego czasu wtargnęły w orbitę mego życia zagadkowe moce i natrętnie zastępują mi drogę; wpadłem na trop zdarzeń, które pozornie niewinne, odziane dla niepoznaki w potulny płaszczyk codzienności, muszą zastanawiać przez swą uporczywość”
Powyższy akapit mógłby wystarczyć za całość charakterystyki twórczości jednego z najbardziej niesłusznie zapomnianych pisarzy w dziejach całej literatury polskiej – Stefana Grabińskiego – jedynego ojczystego w pełni profesjonalnego autora klasycznej „weird fiction”, czy – określając bardziej swojsko – literatury grozy. Celem niniejszego artykułu jest próba przybliżenia współczesnemu czytelnikowi, wykarmionemu Barkerem, Kingiem oraz Nowosadem, jednej z najciekawszych postaci polskiego dwudziestolecia międzywojennego, która, jako jedna z pierwszych, wprowadziła na grunt literatury rodzimej takie tematy, jak okultyzm czy psychopatologia.
W początkowych dziesięcioleciach dwudziestego wieku coś musiało wisieć w europejskim powietrzu, jakiś tajemniczy bakcyl lubo bakteria, która, nie zważając na granice i przestrzenie, zainfekowała umysły wielu znanych pisarzy i zmusiła ich do pisania posępnych opowieści, pełnych duchów, opuszczonych a niebezpiecznych domostw; do opisywania świata pełnego skrzywionych psychicznie postaci. Bakcyl ów nie odpuścił także najznamienitszym filmowcom owego okresu, zaprzęgając ich do pracy nad takimi arcydziełami, jak „Nosferatu” czy „Student z Pragi”. Epicentra owej tajemniczej choroby ulokowały się w dwóch punktach europejskiej mapy – Anglii i Niemczech, gdzie ofiar było najwięcej. Tu właśnie powstały największe arcydzieła gatunku, jak „Dom na granicy światów” Williama Hodgsona, „Spook Stories” Frederica Bensona, czy genialne wręcz „Opowieści starego antykwariusza” Montague R. Jamesa. Epidemia wkrótce rozszerzyła się na prawie cały kontynent i zahaczyła o Amerykę. Po dotarciu do Czech, zmusiła Ladislawa Klimę do napisania „Cierpienia księcia Sternenhoha”, a Leo Perutza do tworzenia opowieści grozy, które stały się bezpośrednią inspiracją do powstania zjawiska zwanego niemieckim ekspresjonizmem. Najbardziej znaną ofiarą choroby, która nieprzypadkowo najobfitsze żniwo zebrała w alchemicznej i mistycznej Pradze, był Gustaw Meyerink, którego powieści „Golem” i „Noc Walpurgi” zachowały moc przerażania aż po dzień dzisiejszy. Po przekroczeniu oceanu trucizna zaatakowała ze zdwojoną mocą, dając światu jednego z najbardziej pokręconych umysłów w historii literatury – H.P. Lovecrafta – oraz przyczyniła się do twórczości Roberta Blocha oraz Shirley Jackson.
Polska opierała się długo i, niestety, dość skutecznie, a przypadków zachorowań było niewiele. Być może spowodowane było to tym, iż ówczesna literatura skutecznie impregnowała umysły czytelników na wszelaką dziwność, propagując raczej historical fantasy pisane „ku pokrzepieniu serc’, czy też pseudopoetycki bełkot o pękających wierzbach i umierających powstańcach. Tym, który przywlókł zarazę na nasz teren, był niewątpliwie Przybyszewski pokazujący, iż oprócz patriotycznych laurek można dokonywać w literaturze wiwisekcji nienormalnej jaźni, a oprócz dobra i zaborców, na świecie istnieje też zło, wynikające po prostu z ukształtowania ludzkiej psychiki. Nauki Przybyszewskiego spowodowały wzrost zainteresowania okultyzmem i filozofią wschodu, pośrednio wpłynęły też na twórczość naszego bohatera.
Grabiński debiutował dość wcześnie, bo w roku 1909, publikując pod pseudonimem Stefan Żalny tom opowiadań „Z wyjątków. W pomrokach wiary”. Okazało się jednak, że jego czas jeszcze nie nadszedł i tomik ów przemknął przez księgarnie praktycznie niezauważony. Musiało minąć dopiero kolejnych dziewięć lat, by krytycy zauważyli na polskiej scenie to zjawisko, zupełnie osobne i nieprzystające nijak do pozostałej części polskiej literatury. Opublikowany w roku 1918 już pod własnym nazwiskiem tom „Na wzgórzu róż” wzbudził aplauz takich tuzów polskiej krytyki literackiej, jak Karol Irzykowski czy Wilam Horzyca. Wraz z uznaniem krytyki przyszła również popularność, która osiągnęła szczyt wraz z wydaniem w 1919 roku najważniejszych opowiadań w dorobku Grabińskiego w zbiorze zatytułowanym „Demon Ruchu”. W latach dwudziestych pojawiają się jeszcze trzy zbiory nowel: „Szalony pątnik” (1920), „Księga ognia” (1922) i „Niesamowita opowieść” (1922), po czym Grabiński skupia się całkowicie na pisaniu powieści. Powstają wtedy „Cień Bafometa”, „Salamandra” i „Klasztor i morze”. Pod koniec życia wydaje jeszcze jeden zbiór opowiadań „Namiętność. Opowieść wenecka” oraz powieść „Wyspa Itongo”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Bogata twórczość Grabińskiego nie poddaje się jednoznacznej ocenie. Prócz genialnych opowiadań tworzył powieści, które powinny ulec (i uległy) kompletnemu zapomnieniu – Stanisław Lem określił je nawet mianem „magicznych produkcyjniaków”. Chcąc zachęcić czytelnika do sięgnięcia po jego teksty, należy skupić się przede wszystkim na opowiadaniach, które po dziś dzień nic nie straciły ze swojej magicznej aury.
Podstawowymi tematami, które przewijają się przez całą twórczość Grabińskiego, są – jakże bliskie współczesnej psychice – problemy rozdwojenia jaźni, zagadnienie immanentnego zła tkwiącego w człowieku i istnienia wielu rzeczywistości. Czerpiąc z wielu źródeł – głównie średniowiecznych i oświeceniowych tekstów alchemicznych, a także z filozofii buddyjskiej i hinduistycznej – Grabiński doszedł do stwierdzenia, iż to myśl stwarza rzeczywistość, i to ona jest odpowiedzialna za istnienie wszechświata. W opowiadaniu „Spojrzenie” wkłada w usta swego bohatera takie stwierdzenie: „Czy świat otaczający mnie w ogóle istnieje? A jeśli rzeczywiście istnieje, czy nie jest wytworem kształtującej go myśli? A może wszystko jest tylko fikcją jakiejś głęboko zamyślonej jaźni? Tam gdzieś, w zaświatach, ktoś ciągle, ktoś od prawieków myśli – a świat cały, a wraz z nim biedny ludzki narodek, jest produktem tej wieczystej zadumy.” Miłośnikom fantastyki problem ów może wydać się nader znajomy, chociażby z „Solaris” Lema, powieści Dicka czy z niezidentyfikowanych przyczyn popularnego wtórniactwa zwanego „Matrixem”, należy jednak pamiętać, iż napisane to zostało dobrych kilkadziesiąt lat przed wymienionymi dziełami. Samo opowiadanie jest zresztą jednym z najciekawszych dokonań Grabińskiego, a jego fabuła – wędrówka Odonicza przez dziwne miasto, zmusza czytelnika do bezustannego zastanawiania się, czy ma do czynienia z rzeczywistym obrazem świata, czy z halucynacyjnym wytworem chorego umysłu. Stawia to autora w pozycji pierwszego polskiego twórcy fantastyki metafizycznej, skupionej nie na efektach i akcji, lecz na budowaniu filozoficznych teorii. Jak pisze jedyny dotąd komentator twórczości Grabińskiego Artur Hutnikiewicz: „Punktem wyjścia dla fantastyki tego typu miała być według Grabińskiego analiza pewnych empirycznie sprawdzalnych fenomenów psychicznych względnie metapsychicznych, stanowiących z kolei odskocznię dla konstruowania śmiałych i oryginalnych hipotez metafizycznych. Ten właśnie typ fantastyki absolutnej, integralnej, autonomicznej, cenił najwyżej, a nie dostrzegając jej na gruncie polskim, usiłował ją samotnie tworzyć.”
Kolejną wielką ideą, której poświęcił się w swej twórczości, był znany z wielu wcześniejszych opowiadań grozy problem człowieka o rozdwojonej jaźni, który to problem Grabiński próbował zanalizować w wielu opowiadaniach. Do najciekawszych i najbardziej znanych można zaliczyć „Zez” i „Problemat Czelawy”, gdzie, korzystając z klasycznych już wątków „Dr Jekylla i Mr Hyde’a”, starał się pokazać powolny rozpad psychiki człowieka, który zmierzyć się musi z groźnymi siłami tkwiącymi we wnętrzu własnego umysłu. „Zez” to opowieść o człowieku, który prześladowany długo przez przypadkowo napotkanego osobnika, zabija go w pojedynku. Nie kończą się jednak na tym jego problemy, ponieważ tuż po tym zaczyna zauważać niepokojące zmiany w swojej psychice – zmieniają mu się przyzwyczajenia, gusty, a także cała filozofia życiowa, stając się coraz bardziej zbieżna z filozofią zabitego prześladowcy. Bohater próbuje walczyć z tą przemianą, co doprowadza do zaskakującego finału, którego tu nie zdradzę, bowiem tak, jak autor opowieści, cenię sobie suspens…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Problemat Czelawy” zajmuje się natomiast historią dwóch braci syjamskich, rozdzielonych tuż po narodzinach i dotkniętych przedziwną chorobą, która powoduje, iż jeden z nich – tytułowy doktor Czelawa – egzystować może jedynie w dzień, natomiast jego brat Stachur jest „człowiekiem nocy”. Podczas gdy jeden z braci żyje, drugi zapada w kataleptyczny sen, a jego świadomość migruje w ciało drugiego. Czelawa staje się utytułowanym badaczem i naukowcem, natomiast skazany na nocną egzystencję Stachur zostaje królem świata przestępczego. Dochodzi do nieuchronnego konfliktu między braćmi, z którego wynika, mimo iż Czelawa oceniany jest przez wszystkich jako „porządny obywatel”, że obaj bracia są w równym stopniu skażeni złem. Grabiński nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń, ukazując jakby przy okazji niebezpieczeństwa związane z bezgranicznym oddaniem się nauce.
Artur Hutnikiewicz stwierdza, że „Grabińskiego pociągała odwieczność i potęga zła, zajmowały go konsekwencje etyczne.” Tym problemem zajmował się w wielu swoich opowiadaniach, usiłując poznać jego źródło i przyczynę. Jak pisze G. Filipski: „Ujawniał, że zło rodzi cierpienie, że świadome nurzanie się w złu, opowiadanie się po jego stronie, prowadzi do upodlenia i obraca się przeciwko człowiekowi. […] Zło otacza nas zawsze i wszędzie. Jest poza człowiekiem i korzystając z jego słabości wciela się.” Nie do końca można się zgodzić z tym ostatnim stwierdzeniem, gdyż jednak dość często zło u Grabińskiego wynika z samego wnętrza człowieka, który bądź to nękany przez chorobę psychiczną, jak bohater „Demona Ruchu”, bądź przez niskie pobudki typu zazdrość, jak bohater opowiadania „W willi nad morzem”, zgadza się na zło, gdyż tylko ono daje mu możliwość osiągnięcia satysfakcji. Oczywiście Grabiński, jako moralista, niszczy swych złych bohaterów, ale nie zmienia to tego, że uznaje ich prawo do świadomego opowiedzenia się po tej właśnie stronie.
Prócz tych wymienionych wyżej zagadnień, znajdzie czytelnik spragniony prostej rozrywki i tego nieodzownego w grozie dreszczyku strachu cały katalog klasycznych chwytów „weird fiction”, począwszy od nawiedzonych domów, poprzez czarne msze, duchy i sukuby, aż do pojawienia się samego diabła, nieodmiennie związanego z techniką i dość często wcielającego się postać inżyniera… Wszystko to jest pisane cudownym językiem, pełnym poetyckich metafor, neologizmów i charakterystycznej, zmanierowanej modernistycznej składni, która daje czytelnikowi szansę wytchnienia od rzeczowych, krótkich i krwawych opisów współczesnych twórców horroru. Nic nie jest tu powiedziane wprost, nie epatuje się czytelnika opisami krwawych flaków zwisających z sufitu, nie ma to nic wspólnego z „jatami jak u Barkera” – jest to po prostu najklasyczniejsza z klasycznych szkoła pisania „opowieści z dreszczykiem”. Zwracam się więc z apelem do wszystkich, których ewentualnie zachęcił powyższy artykuł, by poświęcili te dwa piwa i uratowali kolejne egzemplarze dzieł Grabińskiego od kompletnego zasypania kurzem na antykwarycznych półkach, szczególnej uwadze polecając przy tym trzytomowy zbiór pod redakcją A. Hutnikiewicza wydany przez Wydawnictwo Literackie w 1980 roku, a zawierający tom I – „Nowele”, tom II – „Cień Bafometa” i „Salamandra”, tom III – „Wyspa Itongo”.
koniec
18 marca 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: Kochać to nie znaczy zawsze to samo
Marcin Knyszyński

25 X 2020

Dziś czytamy powieść o najbardziej zwariowanym tytule wśród wszystkich, jakie wymyślił Philip K. Dick. „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” to rzecz napisana na samym początku lat siedemdziesiątych, jeszcze przed „objawieniami” prowadzącymi do powstania „trylogii Valis” – książka lekko szalona, z fabułą wyrywającą się swemu twórcy w niekontrolowany sposób, trochę męcząca, ale niezwykle istotna. Zapominamy na chwilę o kosmitach, materialnych bogach i podróżach na inne planety. Dziś znowu atakuje (...)

więcej »

Do księgarni marsz: Październik 2020
Esensja

4 X 2020

Coraz dłuższe jesienne wieczory aż proszą się o spędzenie ich nad książką. W październiku mamy szczególnie bogaty wysyp książkowych premier. Mamy zatem przygarść różnorodnych propozycji. Jesteśmy przekonani, że każdy znajdzie coś dla siebie.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2020
Esensja

30 IX 2020

Za oknem już coraz bardziej jesienna jesień i wieczory coraz dłuższe. Nasze recenzje pomogą wybrac pozycje, przy których warto je spędzać.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Przypadek Carrie White
— Tomasz Kujawski

Groza częściowo zwietrzała
— Wojciech Gołąbowski

Nie tylko Lovecraft
— Wojciech Gołąbowski

Czarownice i wampiry
— Tomasz Kujawski

Zdziwniej i zdziwniej
— Tomasz Kujawski

Zanurz swe kły w wampirze
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Nie tylko dla piromanów
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Maj 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Jak zwykle to co zwykle
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

Duchy i zapomniane wyspy
— Miłosz Cybowski

Miał pociąg do pociągów
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Z górnej półki: Rzydzi gurom!!!
— Marcin Wróbel

Simulacrum, Simulakra, czyli jedna wielka mistyfikacja
— Marcin Wróbel

Przypomnę to panu hurtowo
— Marcin Wróbel

Dziwne stany Ameryki
— Marcin Wróbel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.