Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Literatura sensacyjna: W służbie UNACO

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Śmiertelna pułapka” jest także tomem, w którym przekonujemy się o jeszcze jednej różnicy pomiędzy UNACO a organizacjami przestępczymi, które zwalcza – z UNACO można odejść nie tylko nogami do przodu. Ot, po prostu, jak z każdej innej pracy. Agenci przychodzą, agenci odchodzą; dyrektorzy odchodzą, dyrektorzy przychodzą; awanse, degradacje… no, akurat o degradacjach mowy tu nie ma – raczej o składaniu rezygnacji z zajmowanego wysokiego stanowiska. A o tym, że „powołania” do UNACO można też z góry odmówić, dowiadujemy się z kolejnej, oryginalnie ostatniej części przygód agentów UNACO, spisanego w roku 1993
„Łamacza kodów”.
Tu sytuacja, jak zwykle poważna, zaognia się jeszcze bardziej. Bo jak może funkcjonować tajna organizacja do zwalczania przestępczości, gdy wszystkie jej tajne, zaszyfrowane dokumenty (wraz z kartotekami osobowymi agentów operacyjnych) giną wraz z osobą zdolną je odcyfrować – giną w znaczeniu: zostają przejęte, przechwycone przez przestępców? Agenci muszą użyć wszystkich swych zdolności, by jak najszybciej – nim informacje się nie rozejdą po świecie – odzyskać je, nie mając pewności, czy siepacze terrorystów i mafii nie dysponują już wszystkimi danymi potrzebnymi do ich rozpoznania – i zlikwidowania…
Na domiar złego na trop UNACO wpada pewna bardzo wścibska amerykańska dziennikarka… z gatunku takich, co nie cofną się w poszukiwaniu Tematu przed niczym. Mike i Sabrina wiedzą, że są śledzeni, ale nie mogą w tej sprawie nic uczynić. A Śmierć depcze im po piętach… UNACO nie jest jednak bezbronne. Nie przetrwałoby tak długo w tajemnicy, gdyby dziennikarze roztrąbili jej istnienie na pierwszych stronach gazet. Dlatego, poza Zespołami Operacyjnymi, istnieje także Brudny Kartel, grupa funkcjonariuszy specjalizująca się w wyszukiwaniu wszelkich informacji o decydentach stojących na świeczniku polityki i biznesu. UNACO nie waha się szantażować, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo jej agentów.
Na tym woluminie kończy się oryginalna seria o agentach UNACO, powstałych na podstawie scenariuszy Alistaira MacLeana. Ale przecież nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka… Z inicjatywy spadkobierców MacLeana i wydawnictwa HarperCollins w drugiej połowie lat 90. kontynuowania losów UNACO podjął się kolejny szkocki pisarz, ekspert w dziedzinie medycyny sądowej, Hugh Miller. W 1996 roku pojawiła się kolejna pozycja cyklu, zatytułowana
„Na celowniku”.
Miller nie potraktował swych bohaterów równie drastycznie jak MacNeill, który na „dzień dobry” zmienił im całe życiorysy. Pod tym względem „Na celowniku” jest prostą kontynuacją „Pociągu śmierci” i jego sukcesorów. Miejscami wydaje się jednak, że pisarz „nie odrobił należycie lekcji”, nie przykładając uwagi do zdarzeń z „Łamacza kodów” – dla niektórych bohaterów stanem wyjściowym jest tu „średnia” z wszystkich tomów, a nie ostatnia strona tomu bezpośrednio poprzedzającego niniejszy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Na celowniku” z początku budzi natychmiastowe skojarzenia z twórczością Roberta Ludluma i jego kontynuatorów spod znaku „global conspiracy”. Bo oto początkiem powieści jest scena dziejąca się w dogorywającym Berlinie, 24 kwietnia 1945 roku. Spotkamy samego Hitlera… osobiście zaprzysięgającego ostatnią już grupę HitlerJugend. Grupę dzieciaków, którą następnie w tajemnicy wywieziono z płonącej stolicy do Szwajcarii, zapewniając bezpieczeństwo i „właściwe” wychowanie. Po latach równie tajemnicza grupa zaczyna mordować dorosłych już dawno naukowców, artystów i biznesmenów, których z pozoru nic ze sobą nie wiąże – poza tym, że są sierotami z hitlerowskich Niemiec. Na liście do odstrzału jest także Andreas Wolff – informatyk odpowiedzialny za zabezpieczenia ICON, skomputeryzowanego systemu identyfikacji przestępców. UNACO musi go ocalić za wszelką cenę… nie wiedząc nawet, kto dokładnie czyha na jego życie.
Różnica pomiędzy MacNeillem (a wcześniej Denisem) a Millerem w kwestii pisarstwa o agentach UNACO polega także na położeniu nacisku na różne akcenty problemu. U obu wcześniejszych prozaików najwięcej miejsca poświęcone było opisom śmiałych, często brawurowych akcji, przeprowadzanych najczęściej przez Mike’a i Sabrinę. Miller więcej miejsca przeznaczył mrówczej, skrupulatnej robocie śledczej – czasem przez to wydaje się nawet, że agenci UNACO są zwykłymi policjantami… zwłaszcza, gdy przechodzą szkolenia w Ośrodku Treningowym Pilnowania Ładu Publicznego, doskonaląc umiejętności radzenia sobie z tłumem. Agenci UNACO – z tłumem? Ano, zdaniem Millera widać bywa i tak…
Kolejnym novum są także „agenci wielozadaniowi”, którzy „dzięki swoim rozlicznym umiejętnościom” oraz posiadanym komputerom mogli „udzielać wsparcia działającym w terenie członkom grup uderzeniowych”. Pisarz napomyka o czterech, a czytelnicy poznają jednego, sympatycznego
Rossa Grundy.
A wydawało się, że do tej pory Mike, Sabrina, C.W. czy Fabio doskonale sobie bez nich radzili… A jednak – mowa jest także o tym, że „w ciągu ostatnich lat on i Whitlock wielokrotnie współpracowali przy okazji różnych misji”. To pachnie zapowiedzią dalszych – a raczej wcześniejszych – przygód C.W. w UNACO… Natomiast istnie kuriozalnie brzmi wyjaśnienie, że Ross właśnie wypełnia zadanie zlecone mu przez Komisję Rady Bezpieczeństwa ONZ do Walki z Oszustwami Finansowymi. Że co, że jak? Od kiedy agenci UNACO są do dyspozycji innych komisji ONZ?
Zresztą, równie niepokojąco brzmi wyjaśnienie, jakoby UNACO nie było organizacją tajną, a jedynie „nie życzącą sobie rozgłosu”. W „Na celowniku” o jej istnieniu wiedzą już nie tylko szefowie (niektórych?) państw członkowskich ONZ, ale także „większość pracowników i działaczy” ONZ oraz służby policyjne wielu krajów. Biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno niektóre kraje – członkowie ONZ – byli publicznie oskarżani o wspieranie międzynarodowej przestępczości, retorycznymi stają się pytania: kto ma nie wiedzieć o istnieniu UNACO? Dlaczego agenci operacyjni podczas akcji mają unikać kontaktów z miejscową policją, a wobec groźby aresztowania nie wolno im się ujawniać prawdy? I czemu właściwie nie móc o nich pisać prasowych artykułów?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Z biegiem czasu ilość absurdów czy sprzeczności narasta. W wydanej w 1997 roku ostatniej jak dotąd powieści z cyklu o UNACO, noszącej tytuł
„Stan zagrożenia”,
okazuje się nagle, że do stawiania siebie ponad Organizację ds. Zwalczania Przestępczości przy ONZ mają skłonności i prawo urzędnicy Wydziału Nadzoru Politycznego (sic!). Urzędnicy, którzy dla zaspokojenia własnych urażonych ambicji chętnie pogrążą UNACO w chaosie prowadzącym do rozwiązania. Że agenci operacyjni wywołują lokalne incydenty na terenach byłej Jugosławii i nagrywają przebieg swych walk. Że pamięć Sabriny pozwala na wielokrotne odtwarzanie „klatka po klatce” ze wzbogacaniem o coraz to nowe szczegóły – czytając stosowny fragment natychmiast przychodzi na myśl pamiętna scena z filmu „Blade Runner”. Że od C.W. Whitlocka odeszła żona, a Malcolm Philpott w wolnych chwilach szczegółowo opowiada koledze, dawnemu współpracownikowi ze Scotland Yardu, gdzie i czym aktualnie zajmują się poszczególne Oddziały Specjalne UNACO. Brzmi idiotycznie? I słusznie. Pomijając już takie szczegóły, jak zupełnie inna „ulubiona” broń poszczególnych agentów czy (co już jest cegiełką tłumacza) obelga „ty sterto śmieci”.
Co zaś tyczy się fabuły powieści, tym razem, poza nowojorskimi problemami z Nadzorem Politycznym, akcja toczy się w Kaszmirze, gdzie z powodu coraz aktywniejszych handlarzy narkotyków narasta zagrożenie stabilizacji politycznej. Mike i Sabrina, oddzielnymi kanałami, udają się na miejsce, by rozejrzeć się w sytuacji… A przy okazji, w przypadku Michaela, załatwić prywatne porachunki z przeszłości. Rozwiązanie problemu jest jednak dla czytelnika dość przewidywalne, autor przygotował właściwie tylko jedno zaskoczenie, jeden niewielki zwrot akcji. A na zakończenie nie rozplątał w tradycyjny sposób przynajmniej jednego zadzierzgniętego wcześniej węzła zagadki…
John Denis, Alastair MacNeill, Hugh Miller (nie wspominając o reżyserach filmów, opartych czasem bardzo luźno o oryginalny scenariusz).
Trzech pisarzy,
rozwijających „unacowskie” scenariusze i pomysły Alistaira MacLeana. Trzy podejścia do zagadnienia istnienia i funkcjonowania Organizacji ds. Zwalczania Przestępczości przy ONZ. Romantyczna współpraca pół-legalnych wysokiej klasy przestępców, skuteczna, precyzyjna działalność operacyjna dokładnie wyszkolonych policjantów i agentów służb specjalnych czy mrówcza praca analityczna? Co kto lubi… Wydaje się jednak, że książki spisane przez Hugh Millera są – z powodu opisanych wyżej sprzeczności czy absurdów – wyraźnie słabsze od swych poprzedników. Choć i u nich zdarzały się potknięcia… Trudno jest sobie wyobrazić fabuły niektórych omówionych powieści oparte na założeniach rodem z „Wieży zakładników”, więc na czoło peletonu zdecydowanie wysuwa się MacNeill. Ale czy nie przypadkiem jego idee przemawiają na korzyść głównie dzięki… ilości spisanych nowelizacji – po prostu przytłaczając swą masą pozostałe?
Mam nadzieję, że odpowiednie osoby wstrzymają się z „produkcją” kolejnych części przygód agentów UNACO (do czasu znalezienia wyższej klasy pisarza) lub wręcz pozostawią ich już w spokoju (póki są piękni i młodzi). Mam też nadzieję, ze zobaczę kolejne ekranizacje (Pierce Brosnan jest całkiem niezłym Michaelem Grahamem). Głównie jednak żałuję tego, że nie przeczytam żadnej powieści o UNACO pióra… Alistaira MacLeana.
koniec
« 1 2 3
3 grudnia 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wyimki z filozofii: Słowa Petrycego
Mieszko B. Wandowicz

24 X 2021

„Etyka nikomachejska” Arystotelesa jest dla wielu najważniejszym starożytnym dziełem dotyczącym tego, jak żyć dobrze. Jak, stając się dzięki temu człowiekiem szczęśliwszym, wypracowywać i szlifować swoje cnoty. (Jeszcze niedawno ten ostatni wyraz przywoływał sporo więcej skojarzeń niż dzisiaj, co w filozofii nadal często obowiązuje — niechby co niektórzy niezbyt mądrzy urzędnicy starali się to zepsuć). Nie o niej jednak będzie mowa.

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Sprawa Nawarony
— Wojciech Gołąbowski, Konrad Wągrowski

Przepis na sukces Alistaira MacLeana
— Konrad Wągrowski

Wprowadzenie do cyklu
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

10 naj...: Dzień Nauczyciela
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Historia w obrazkach: Przeczuwając własną śmierć
— Wojciech Gołąbowski

Historia w obrazkach: Lisa znów gubi lalkę
— Wojciech Gołąbowski

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Budować 33 lata i… wyjechać
— Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
— Wojciech Gołąbowski

Jak pić, to w wesołym towarzystwie
— Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Szopka inna niż zwykle
— Wojciech Gołąbowski

A pamiętacie…: Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.