Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Alistair MacLean

ImięAlistair
NazwiskoMacLean

Literatura sensacyjna: Przepis na sukces Alistaira MacLeana

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
« 1 2 3 »

Konrad Wągrowski

Literatura sensacyjna: Przepis na sukces Alistaira MacLeana

„Where Eagles Dare / Ice Station Zebra”
„Where Eagles Dare / Ice Station Zebra”
Grupa ludzi
Ta kwestia dotyczy zwłaszcza powieści wojennych, „Dział Nawarony”, „Tylko dla orłów”, „Komandosów z Nawarony”, w których to do straceńczych często misji wyruszają elitarne oddziały. „Mallory odwrócił się i wyjrzał znowu przez okno, a potem z zadowoleniem skinął głową. Jensen nie mógłby wybrać lepszego zespołu gdyby nawet przetrząsnął cały front śródziemnomorski.” („Działa Nawarony”). Tak, to zawsze najlepsi ludzie, ale ich zadanie może być wykonane oczywiście tylko przez najlepszych. I oni są w stanie tego dokonać. Innym rodzajem grupy są ludzie wrzuceni w nietypowe i ryzykowne sytuacje, którzy muszą, wzajemnie współpracując, sobie z nimi radzić. Ten motyw dotyczy rozbitków z rozbitego samolotu w „Nocy bez brzasku”, załogi uszkodzonej łodzi podwodnej w „Stacji arktycznej Zebra”, czy uciekinierów w „Na południe od Jawy”.
Grupa w powieściach MacLeana często musi polegać jedynie na sobie. To, jak wiadomo, powoduje zacieśnianie się więzów; przyjaźń jest zawsze ważnym elementem powieści MacLeana. Niezależnie od tego, czy jest to przyjaźń zawiązana we wspólnej walce jak w „Działach Nawarony” i „Tylko dla orłów”, czy też wynika z czegoś co miało miejsce przed akcją powieści, jak przyjaźń Johna Cartera i bosmana MacDonalda w „Złotym rendez-vous”, Nichollsa i Andrew Carpentera w „H.M.S. »Ulisses«”, Talbota i Jablonskiego w „Sile strachu”, to element mocno podkreślany – właściwy dla ludzi, którzy walczyli na wojnie i musieli zawierzać swoje życie innym.
Nieprzyjazny klimat
Akcja większości powieści MacLeana toczy się w środowisku wysoce nieprzyjaznym dla człowieka – zwykle za względu na zimno, niekorzystne warunki pogodowe, deszcz, śnieg, wiatr. Akcja „H.M.S. »Ulisses«”, „San Andreas”, „Wyspy Niedźwiedziej” toczy się na północnym Atlantyku, „Athabaski” na Alasce, „Tylko dla orłów” i „Dział Navarony” w śnieżnych górach, „Czterdziestu ośmiu godzin” w północnej Szkocji, bohaterowie „Nocy bez brzasku” zmagają się z klimatem Grenlandii, a „Stacji arktycznej Zebra” trafiają na wieczne lody Arktyki. Klimat nie jest tylko scenografią, gra w książce kluczową rolę, nakładając na bohaterów ograniczenia i kierując ich poczynaniami.
„Podczas drugiej wyprawy zerwał się gwałtowny wicher. Smagał nam twarze, podnosił tumany białego pyłu. Klimat lądolodu Grenlandii jest najbardziej kapryśny na świecie. Wichura, która ustała na kilka godzin, znów rozpoczęła piekielne harce. Dęło z południa. Szczerze mówiąc nie wiedziałem co przyniesie nam ten wiatr. Byłem jednak pewien, że nie będzie to nic dobrego.”
(„Noc bez brzasku”, tłum. Robert Ginalski)
„Czy pan wie, admirale Starr, jak w noc lutową bywa między wyspami Mayen a Niedźwiedzią? Oczywiście nie! Czy pan wie, jak przy dwudziestu stopniach poniżej zera wicher pędzący z wyciem od bieguna do grenlandzkich lodowców skalpelem przecina najgrubszą odzież? Gdy na pokładzie spiętrzy się pięćset ton lodu; gdy wystarczy nie osłonić najdrobniejszej cząstki ciała, aby odmrozić ją w pięć minut; gdy dziób okrętu wali się w dolinę między falami, a bryzgi uderzają już jako kawałki lodu; gdy silny mróz niszczy nawet baterie latarek elektrycznych? Czy pan wie, admirale Starr, no… wie pan czy nie?”
(„H.M.S. »Ulisses«”, tłum. Leonid Teliga)
Bezwzględny wróg
Trzeba przyznać, że MacLean miał talent do tworzenia postaci przeciwników. Ich charaktery zapadają w pamięć, ze względu na bezwzględność i okrucieństwo, połączone często z ogromną inteligencją i profesjonalizmem. Czy może być lepszy sposób na zainteresowanie czytelnika losami naszego bohatera niż przeciwstawienie mu naprawdę wymagającego przeciwnika? Pamięta się bezwzględnego mordercę Royale z „Siły strachu” („Był to Royale, cichy opanowany, śmiertelnie niebezpieczny człowiek z małym pistolecikiem”), okrutnego Quinna z „Czterdziestu ośmiu godzin” („Nie potrzebował noża do zlikwidowanie jednego czy dwóch ludzi takich jak ja”). Ale siła i bezwzględność to nie wszystko – MacLean każe nam odczuwać szacunek wobec przeciwników – to zawodowcy:
„Niemcy wzięli ich tuż po czwartej nad ranem, podczas snu. Plan, czas i akcji było bez zarzutu. Zaskoczenie kompletne.”
(„Działa Nawarony”)
„Rozumiałem teraz co Carreras miał na myśli, krzycząc byśmy rzucili broń. Mnie ten pomysł wydał się wyśmienity – mieliśmy szanse równie wielkie, co ostatnia porcja lodów na dziecięcej zabawie.”
(„Złote rendez-vous”, tłum Robert Ginalski)
„Akcja wymagała iście saperskiej precyzji. Musiała dorównać, jeśli nie skalą, to dbałością o najdrobniejszy szczegół, operacji lądowania aliantów podczas wojny w Europie. Tak właśnie się stało. Wszystko należało przygotować w pełnej konspiracji i tajemnicy. Dopilnowano tego. Niezbędne było skoordynowanie działań do ułamka sekundy. I to osiągnięto. Wszystkich ludzi należało wielokrotnie wypróbować i szkolić tak długo, dopóki nie grali swych ról bezbłędnie i automatycznie. Tak właśnie ich przeszkolono. Trzeba było uwzględnić każdą ewentualność, każde możliwe odchylenie od planu. Zadbano i o to. Wiara w powodzenie akcji, niezależnie od trudności i nieoczekiwanych zdarzeń, musiała być absolutna. I była.”
(„Złote wrota”, tłum. Jerzy Żebrowski)
„Branson ukończył studia ekonomiczne i zaczął pracować w banku ojca. Równocześnie robił doktorat, i to nie w byle jakiej szkółce, tylko w jednym z ekskluzywnych uniwersytetów. Poświęciłbym swoją emeryturę, żeby zobaczyć go za kratkami. Jest dla mnie odrażający. Mówię to jako człowiek i policjant. Ale trudno nie docenić rzetelnego profesjonalizmu, nawet gdy służy niewłaściwym celom.”
(„Złote wrota”)
Postać zdrajcy
Zdrajca, szpieg, obcy agent, bądź po prostu bandyta udający przyjaciela przewija się bardzo często przez powieści MacLeana – pojawiał się m.in. w „Działach Nawarony”, „Na południe od Jawy”, „Nocy bez brzasku”, „Tylko dla orłów”, „Stacji arktycznej Zebra”, „Lalce na łańcuchu”. Czasem jest to osoba, której zadaniem jest przeszkodzenie w wykonaniu zadania, ale czasami zadaniem i głównym wątkiem powieści jest wręcz wykrycie kto jest Judaszem, jak w „Nocy bez brzasku”. Przykładów tym razem nie będę podawał, gdyż wiedza kto jest zdrajcą w wielu przypadkach może odebrać przyjemność lektury.
Wierność faktom
Jak przystało na wybitnego autora powieści sensacyjnych, MacLean dbał bardzo o tło. Niezależnie od tego, gdzie akcja miała miejsce – czy na okręcie, czy na platformie wiertniczej, czy na arktycznej stacji, znajomość szczegółów, a przynajmniej zasugerowanie tego czytelnikowi, jest bardzo mocną stroną powieści. I, o ile w przypadku powieści, których akcja toczy się na morzu, nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę marynistyczne doświadczenia autora, to w innych przypadkach widać poważne podejście i przygotowanie pisarza. A to cecha dobrej literatury sensacyjnej. Do tego trzeba też dodać precyzyjne umieszczanie akcji w historycznych realiach, zwłaszcza w przypadku powieści wojennych. Choć wydarzenia i postacie są zawsze fikcyjne, to akcja jest dokładnie umiejscowiona w wojennych realiach (wiemy np., że akcja „Dział Nawarony” toczy się w listopadzie 1943 roku), wymieniane są prawdziwe wydarzenia i prawdziwe nazwiska. Choć okręt Jego Królewskiej Mości „Ulisses” jest jednostką fikcyjną, to należy do faktycznie istniejącego typu krążowników przeciwlotniczych (podobnie reszta okrętów z konwoju), choć na horyzoncie nigdy nie pojawi się pancernik „Tirpitz”, to cały czas jego widmo wisi nad konwojem. Podobnie bywa z ludźmi – oczywiście akcja na Nawaronie nigdy nie miała miejsca w rzeczywistości, ale wcześniejsze dzieje wojenne kaprala Millera są już mocno osadzone w historycznych realiach – prawdziwe są nazwy i losy okrętów, na których uciekał podczas ewakuacji Krety.
„Santorini”
„Santorini”
Wątek romansowy
Piękne kobiety pojawiają się w większości powieści MacLeana. Czasem pomagają głównemu bohaterowi w jego misji, czasem on sam musi je ochraniać – zwykle jednak kończy się to miłością. Wcześniej uczucie rozwija się spokojnie, bez uniesień. Nie ma u MacLeana żadnej erotyki, poza sporadycznymi pocałunkami, zwykle w policzek. Nie ma burzliwych i gorących romansów – bohater, ratując życie swej podopiecznej, proponuje jej małżeństwo (z jednym wyjątkiem – w „Złotym rendez-vous” małżeństwo proponuje kobieta – Susan Beresford jest chyba zresztą najciekawszą postacią kobiecą w książkach MacLeana), z radością zaakceptowane, choć psychologowie twierdzą, że uczucie powstałe w warunkach napięcia i stresu nie bywa trwałe…
Zwarta forma
MacLean nie pisał nigdy grubych książek. Najdłuższą z nich jest chyba „H.M.S. »Ulisses«”, który w wydaniu Iskier ma niecałe 300 stron, wyraźnie mniej od powieści Ludluma, Forsythe’a czy Clancy’ego. Przez to też ogromne znaczenie odgrywa misterna, precyzyjna konstrukcja – szybkie i krótkie wprowadzenie („Działa Nawarony” – prawdziwy majstersztyk w tym względzie), dalej dynamiczna akcja, fabuła zwykle ograniczona do kilku dni – często zresztą rozdziały tytułowane są dniem i godziną np. „Środa 20:00 – 21:15” – i precyzyjna, domykająca wszystkie wątki końcówka. Nie jest to może sztuka, lecz rzemiosło – ale i profesjonalizm pierwszej klasy. Zaiste młodzi autorzy – uczcie się pisać, czytając książki MacLeana.
Język i humor
Dlaczego powieści na podstawie scenariuszy MacLeana nie osiągały sukcesów? Oczywiście dlatego, że pisał je ktoś inny – sam pomysł nie wystarczał, trzeba go było też odpowiednio przekazać. A język jakim posługiwała się szkocki pisarz i jego sarkastyczne i ironiczne poczucie humoru określały styl jego książek. To także jeden z największych wpływów jaki twórczość MacLeana wywarła na innych autorów, także polskich. Kopiowanie tego stylu stało się głównym hobby młodych autorów końca lat dziewięćdziesiątych, niestety z różnym skutkiem. Czasami humor u MacLeana pojawiały się w akcji powieści, ale były też postacie, mające zadanie czytelnika rozśmieszać – jak kapral Miller w „Działach Nawarony” czy kapitan Schaeffer w „Tylko dla orłów”. Nie mogę się oprzeć, żeby nie zacytować wyboru moich ulubionych fragmentów z powieści Alistaira MacLeana:
„Na pewno by pan nie spudłował… – Miller prowokacyjnie przeciągnął słowa. – To cholernie duża wyspa.
– Kto… Kto pan jest? – Beeston był wstrząśnięty. – I co, u diabła, chciał pan przez to powiedzieć?
– Kapral Miller. – Amerykanin wcale nie był speszony. – Musi pan mieć bardzo czuły instrument, poruczniku, jeśli potrafi pan wynaleźć jaskinię w stu milach kwadratowych skały”
(„Działa Nawarony”)
„Skarbie. – Schaeffer ujął jej dłonie i przemówił tonem surowym i poważnym. Skarbie, nigdy więcej nie wymawiaj przy mnie tego słowa. Jestem uczulony na konie.
– Jadasz je? – W Montanie?
– Spadam z nich. – Wszędzie.”
(„Tylko dla orłów”)
„Po trzecim upadku rozbiłem latarkę, zarobiłem też kilka siniaków, potem straciłem ręczną busolę. Natomiast głębokościomierz, co zresztą bywa do przewidzenia, pozostał nienaruszony. Jak wiadomo, głębokościomierz znakomicie pomaga w znalezieniu drogi w ciemnościach w dziewiczym lesie.”
„- Co za szaleństwo – dodała po chwili, biorąc mnie znów za ramię. – Rewolwer mógł wystrzelić! Mogłam pana… zabić, Philipie!
- Nie myślała przecież pani o tym – odezwałem się. W tych okolicznościach uważałem za niestosowne poinformować ją, że gdyby rewolwer wystrzelił, nigdy już nie miałbym zaufania do trójkątnego pilnika”
(„Czterdzieści osiem godzin”)
„Obejrzałem się na tę parę, siedzącą o trzy rzędy za mną po drugiej stronie przejścia. Ten mój ruch nie mógł zwrócić na mnie uwagi, ponieważ większość mężczyzn, mających owe osoby w zasięgu wzroku, nie robiła właściwie nic innego od startu z lotniska w Heathrow, tylko im się przypatrywała; dlatego też niepatrzenie na nie byłoby właśnie prawie gwarantowaną metodą zwrócenia na siebie uwagi.
Po prostu dwie dziewczyny siedzące obok siebie. Prawie wszędzie można napotkać dwie dziewczyny siedzące razem, ale trzeba by poświęcić najlepsze lata życia na znalezienie takich dwóch jak te.”
(„Lalka na łańcuchu”, tłum. Bronisław Zieliński)
„Oho, znowu kapitan Bullen, pomyślałem ponuro, gdy czyjaś dłoń dotknęła mego ramienia, lecz zaraz uświadomiłem sobie, że kapitan, mimo rozlicznych ekstrawagancji, nie używa Chanel nr 5. Mogła to być tylko panna Beresford.”
„– Mam wrażenie, że pańscy ludzie też nie są zachwyceni taką perspektywą. Tworzą raczej ponurą gromadkę.
Rzuciłem na nich okiem. Tworzyli ponurą gromadkę.”
„Westchnęła, zamknęła drzwi i oparła się o nie, ja zaś musiałem przyznać, że każde drzwi, nawet te wyłożone kosztowną boazerią na »Campari«, wyglądały o niebo lepiej, gdy stanowiły tło dla Susan Beresford.”
„– To nic – skwitowała. – Pan jest tylko jego kapitanem. Mnie też kazał się zamknąć, a ja jestem jego narzeczoną. W przyszłym miesiącu bierzemy ślub.
– Jego narzeczoną? Bierzecie, bierzecie ślub za miesiąc? – Nie zważając na ból, kapitan Bullen uniósł się na łokciu. – No niech mnie kule biją! Pierwszy raz o tym słyszę!
– Pan Carter też o tym słyszy pierwszy raz – przyznała. – Ale wreszcie to usłyszał.”
(„Złote rendez-vous”)
Jak wiadomo w Polsce obecnie prawie nie istnieje popularna literatura sensacyjna. W powyższych kilkunastu akapitach pozwoliłem sobie przedstawić przepis na sukces w tworzeniu takiej literatury. Może ktoś się pokusi i spróbuje?
„The Guns of Navarone”
„The Guns of Navarone”
Ekranizacje
Podczas lektury książek MacLeana odnosiłem wrażenie, że są to powieści niesłychanie ‘filmowe’ – wystarczy je przepisać na scenariusz i świetny obraz sensacyjny gotowy (myśl ta przyszła mi do głowy podczas czytania opisu sceny ucieczki samochodowej Johna Talbota w „Sile strachu”). Niestety, rzadko która z oglądanych ekranizacja usatysfakcjonowała mnie jako czytelnika MacLeana.
Choć „Złote rendez-vous”, „Czterdzieści osiem godzin”, „Siła strachu”, „Lalka na łańcuchu” są znakomitymi książkami sensacyjnymi, to powstały z nich niestety zupełnie przeciętne filmy. Chyba przez zaniedbanie i oparcie się jedynie na magii nazwiska MacLeana. Jestem pewien, że bardziej utalentowani reżyserowie potrafiliby wykrzesać więcej z tych opowieści – niestety za ekranizacje brali się ci przeciętni.
Najlepiej sfilmowano „Tylko dla orłów”. To najmniej prawdopodobna z książek MacLeana, ale w filmie to się całkiem nieźle sprawdza. Nie ma momentów nudy, akcja toczy się wartko, przejrzyście, zaskakująco, a na dodatek dystans Richarda Burtona i zaciętość Clinta Eastwooda dodają opowieści uroku. Zresztą, ta akurat książka McLeana była pisana od razu z myślą o filmie, w oparciu o już stworzony scenariusz. I to wyszło nieźle. Film można oglądać z przyjemnością do dziś.
Od początku miałem natomiast mieszane uczucia co do „Dział Nawarony”. Film miał jak na swoje czasy rewelacyjną obsadę: Peck to urodzony Mallory, do tego David Niven, Anthony Quinn i Anthony Quayle, czyli czołówka aktorów początku lat sześćdziesiątych. Ale mam wrażenie, że wszystko to, co zostało zmienione w porównaniu do fabuły z książki, nie wyszło filmowi na dobre. Zamiana Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory’emu dowództwa zespołu, a do tego autentyczne dłużyzny, dylematy moralne i przerwy w tym, przygodowym przecież filmie mu nie służyły. Trzeba jednak przyznać, że trafił do klasyki kina wojennego i był wyraźnie lepszy od późniejszych o kilkanaście lat „Komandosów z Nawarony”, którym zabrakło przede wszystkim przyzwoitego scenariusza. I, choć obraz się zestarzał, to nadal cieszy się jednak szacunkiem fanów, a scena wspinaczki na południowe zbocze i finałowa eksplozja to na pewno duże osiągnięcia kina sprzed lat czterdziestu.
Co jeszcze można by sfilmować z powieści MacLeana? Czasy gdy kręcono filmy w stylu „H.M.S. »Ulisses«” skończyły się w latach 60-tych. A szkoda, bo prawdziwych dramatów wojennych na morzu zbyt wiele w kinie nie było. Zawsze sprowadzało się to do kina przygodowego („Konwój”, „San Demetrio”, „Bitwa u ujścia River Plate”). Oczywiście, jest „Okręt” Wolfganga Petersena – ale chyba łodzie podwodne są atrakcyjniejsze dla filmowców.
Ekranizacja „Nocy bez brzasku” mogłaby się stać znakomitym kameralnym thrillerem. Taki film, dobrze zagrany i wyreżyserowany mógłby być naprawdę emocjonujący.
Ale nie miałbym nic przeciwko remake’owi „Dział Nawarony”, tym razem jako kino przygodowe. Widzę nawet główne role – Russel Crowe jako kapitan Mallory i Harrison Ford w roli komandora Jensena…
« 1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wyimki z filozofii: Słowa Petrycego
Mieszko B. Wandowicz

24 X 2021

„Etyka nikomachejska” Arystotelesa jest dla wielu najważniejszym starożytnym dziełem dotyczącym tego, jak żyć dobrze. Jak, stając się dzięki temu człowiekiem szczęśliwszym, wypracowywać i szlifować swoje cnoty. (Jeszcze niedawno ten ostatni wyraz przywoływał sporo więcej skojarzeń niż dzisiaj, co w filozofii nadal często obowiązuje — niechby co niektórzy niezbyt mądrzy urzędnicy starali się to zepsuć). Nie o niej jednak będzie mowa.

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

W służbie UNACO
— Wojciech Gołąbowski

Sprawa Nawarony
— Wojciech Gołąbowski, Konrad Wągrowski

Wprowadzenie do cyklu
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.