Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Słowo i obraz

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli przygarść rozważań o pisaniu i czytaniu fantastyki a konkretniej o roli wyobraźni i wizualizacji.

Beatrycze Nowicka

Słowo i obraz

Czyli przygarść rozważań o pisaniu i czytaniu fantastyki a konkretniej o roli wyobraźni i wizualizacji.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Literatura to sztuka słowa. Ale nie tylko. Literatura, a zwłaszcza fantastyka to sztuka wizji. Jako taka może być tworzona i czytana na dwóch poziomach – słów i obrazów. Wszystko zależy od wyobraźni autora i odbiorcy.
Oczywiście nigdy nie zgadniemy, co naprawdę działo się w umyśle twórcy. Ale są pisarze, w przypadku których mogłabym się założyć, że wyobrażali oni sobie miejsca, bohaterów czy sceny a potem przelewali to na papier oraz tacy, którzy pisali wyłącznie „na poziomie słów”. Ten pierwszy sposób uważam za lepszy, choć warunkiem koniecznym jest umiejętność wizualizacji, podejrzewam też, że jest on wolniejszy. Dlaczego lepszy?
Przede wszystkim dlatego, że zmniejsza ryzyko popełnienia błędów w opisach. Do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozważania podczas lektury „Mieczy cesarza”, gdzie autorowi zdarzało się podawać sprzeczne informacje na temat wyglądu postaci, czy pogody albo wspominać o charakterystycznej cesze bohatera długo po jego wprowadzeniu. Brian Staveley oczywiście nie jest jedynym autorem, mającym na koncie takie potknięcia. Pamiętam wiele rozmaitych pomyłek tego rodzaju – niekonsekwencje w kwestii pory dnia, chybione opisy np. „granatowych krzewów o srebrnych liściach”, karkołomne zestawienia barw, szczegółowe przedstawianie tego, co bohaterowie widzą w ciemnych pomieszczeniach włącznie z kolorami obiektów, czy też spóźnione wspominanie o istotnych kwestiach, zmuszające czytelnika do zrewidowania swoich wyobrażeń. I nie mówię tu o celowej grze z odbiorcą. Za przykład niech posłuży zdanie „Byli już niedaleko i mogli dostrzec wieże zamku wyraźnie rysujące się na tle nieba”. Jakieś pół strony później autor radośnie raczył poinformować, że była noc a na wieżach paliły się liczne światła. Tyle, że czytelnik do tej pory najprawdopodobniej zdążył sobie wyobrazić jasne niebo i ciemne budynki. A to, co dzieje się w opisach niektórych walk… Od bohaterów, którzy uskakują w tył, choć dwa zdania wcześniej autor informował, że właśnie zostali przyparci do muru, po sceny, gdzie próba wyobrażenia sobie położenia postaci i przedmiotów skutkuje wizją jak z późnych obrazów Picassa. Przy okazji, gorąco zachęcam do przeczytania poradnika Agnieszki Szady, gdzie poruszane są tego rodzaju kwestie w tym np. kolejność przedstawiania obiektów.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
95,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Spisywanie wyobrażeń sprawia, że prawdopodobieństwo wystąpienia takich pomyłek jest mniejsze, najpewniej też autor zacznie od przedstawienia tego co „najbardziej rzuca się w oczy”, przez co opis wypadnie naturalnie. Niestety, choć umiejętność wizualizacji jest przydatna, trzeba jeszcze umieć posługiwać się językiem wystarczająco sprawnie, by przelać własną wizję na papier. Istnieje też ryzyko, że autor nadmiernie skupi się na swoich wyobrażeniach i będzie raczył odbiorcę sążnistymi i nader szczegółowymi opisami, które zamiast porwać znużą go i zniechęcą.
Wrażliwość czytelnika jest drugim kluczowym elementem. Pisarz „piszący obrazami” zachwyci osoby lubiące sobie wyobrażać opisywane miejsca, bohaterów, czy wydarzenia, podczas gdy tacy, którzy tego nie robią, mogą marudzić na to, że tyle uwagi zostało poświęcone detalom architektury albo kolorom chmur. Czytający „tylko słowami” mogą z kolei wcale nie zwrócić uwagi na wspominane wyżej niekonsekwencje, sprzeczności, czy potknięcia, podczas gdy ktoś lubiący sobie wizualizować będzie się irytował. Z drugiej strony – ale to już, gdy mowa o dziełach zdolnych pisarzy, w przypadku których styl ma ogromne znaczenie – osoby bardziej zwracające na to, co jest opisane niż to, jak to zostało zrobione, mogą wiele stracić podczas lektury.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Zresztą, myślę, że w przypadku „obrazowców” zarówno pisanie jak i lektura łączą obydwa podejścia. Sama, jak można to było zauważyć po preferencjach i przytaczanych fragmentach lubię sobie wizualizować. Stąd z wielkim rozrzewnieniem wspominam „Kroniki Amberu” Rogera Zelazny’ego, „Hyperiona” Dana Simmonsa, cykl o Niecnych Dżentelmenach Scotta Lyncha albo „Opowieści sieroty” Catherynne M. Valente. Gdy pomyślę o wspaniałych, zapierających dech w piersi wizjach Światów-Cieni, czy surrealistycznych Dworcach Chaosu, robi mi się ciepło na sercu. Zestawienia kolorów i form były tam po prostu tak piękne, że chwilami czytanie było podziwianiem kolekcji obrazów. Z drugiej strony pamiętam recenzje, których autorów te opisy znudziły. Nie zamierzam tutaj wartościować sposobów odbioru, zwracam tylko uwagę, bo ta różnica jest ważna, zwłaszcza jeśli zamierzamy sugerować się cudzą opinią.
Akurat w przypadku Amberu pozostałe elementy, takie jak kreacja postaci, czy fabuła nie pozostawiają nic do życzenia. Sądzę jednak, że chętniej pochwalę książkę, która zawiera barwne wizje, ale na czysto językowym poziomie nieco utyka, niż książkę spisaną pięknym językiem, ale mało „malowniczą”.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Wspominałam o wzroku, ale nie trzeba ograniczać się tylko do niego – można przecież wyobrażać sobie dźwięki, zapachy, fakturę przedmiotów, czy uczucia bohaterów. I w tym przypadku niektórzy autorzy radzą sobie z opisami lepiej, niektórzy gorzej, a pozostali kwestie innych zmysłów praktycznie pomijają, chyba, że dany element jest niezbędnie konieczny (np. odgłos kroków zbliżającego się złoczyńcy). Osobiście traktuję język przede wszystkim jako sposób kompresji danych. Wyobrażanie sobie jest zatem ponownym tych danych rozpakowywaniem i jako takie pochłania sporo wysiłku i uwagi. Stąd w moim przypadku tego rodzaju lektura zazwyczaj ogranicza się do szczególnie wyrazistych fragmentów, które aż „proszą się” o przełożenie na wrażenia.
Choć do pisania tego artykułu przystępowałam myśląc o tym, jak wspaniałe jest sobie wyobrażać, teraz zastanawiam się nad tym, co z kolei mi umyka (na przykład uwagi o „melodyjnej frazie”, której po prostu „nie słyszę”, jednak nie zamieniłabym się sposobem percepcji za żadne skarby). Różnice w percepcji są zdumiewające – pamiętam rozmowy ze znajomymi o snach: sama w zdecydowanej większości przypadków patrzę wtedy z perspektywy pierwszej osoby ale usłyszałam o tym że można śnić tylko „w trybie tekstowym”, obserwować siebie z perspektywy trzeciej osoby, albo np. nigdy nie widzieć nieba. Osoba śniąca wyłącznie słowami nie miała w zwyczaju wizualizować sobie treści książek. Ciekawie byłoby porównać tego rodzaju preferencje i zdolności z treścią i „sposobem odtwarzania” wspomnień. I zbadać aktywność kory wzrokowej podczas czytania, wspominania czy śnienia. Tu jednak odbiegam od tematu i tak już dosyć luźnych rozważań. Dlatego na tym zakończę, życząc nam wszystkim jak największej ilości książek, które przemówią do naszej wrażliwości w ten, czy inny sposób.
koniec
27 listopada 2015

Komentarze

28 XI 2015   02:48:24

Fajny artykuł. Kiedy byłem młodszy (nie żebym teraz był jakimś wielce doświadczonym czytelnikiem:)) czytałem jak leci "słowami", jak Pani to określiła. Do opisów przekonał mnie Władca Pierścieni, który w fandomie ma niesławę porównywalną z tego co widzę chyba jedynie z Nad Niemnem. Potem był Lód Dukaja, w którym opisy miast: Warszawy i Irkucka były czystym majstersztykiem.
Więc można powiedzieć nawróciłem się:)

28 XI 2015   12:52:27

Ha, "Władca..." - początki mojej znajomości z fantastyką. Kupił mnie właśnie opisami. Czasem się zastanawiam, czy by do niego nie wrócić, ale boję się, bo czasem rzeczy i miejsca z dzieciństwa doświadczane ponownie tracą sporo uroku a nowe wspomnienia nadpisują stare.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W podziemnym kręgu: Horror rzeczywistości
Marcin Knyszyński

28 XI 2021

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych (...)

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
Mieszko B. Wandowicz

25 XI 2021

Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: List znad Oceanu
Beatrycze Nowicka

18 XI 2021

Z okazji cyklu artykułów poświęconego twórczości Lema nadrobiłam zaległości i przeczytałam „Solaris”. Teraz dzielę się refleksjami.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Spektaklu akt drugi
— Beatrycze Nowicka

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.