Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Słowo i obraz

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli przygarść rozważań o pisaniu i czytaniu fantastyki a konkretniej o roli wyobraźni i wizualizacji.

Beatrycze Nowicka

Słowo i obraz

Czyli przygarść rozważań o pisaniu i czytaniu fantastyki a konkretniej o roli wyobraźni i wizualizacji.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Literatura to sztuka słowa. Ale nie tylko. Literatura, a zwłaszcza fantastyka to sztuka wizji. Jako taka może być tworzona i czytana na dwóch poziomach – słów i obrazów. Wszystko zależy od wyobraźni autora i odbiorcy.
Oczywiście nigdy nie zgadniemy, co naprawdę działo się w umyśle twórcy. Ale są pisarze, w przypadku których mogłabym się założyć, że wyobrażali oni sobie miejsca, bohaterów czy sceny a potem przelewali to na papier oraz tacy, którzy pisali wyłącznie „na poziomie słów”. Ten pierwszy sposób uważam za lepszy, choć warunkiem koniecznym jest umiejętność wizualizacji, podejrzewam też, że jest on wolniejszy. Dlaczego lepszy?
Przede wszystkim dlatego, że zmniejsza ryzyko popełnienia błędów w opisach. Do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozważania podczas lektury „Mieczy cesarza”, gdzie autorowi zdarzało się podawać sprzeczne informacje na temat wyglądu postaci, czy pogody albo wspominać o charakterystycznej cesze bohatera długo po jego wprowadzeniu. Brian Staveley oczywiście nie jest jedynym autorem, mającym na koncie takie potknięcia. Pamiętam wiele rozmaitych pomyłek tego rodzaju – niekonsekwencje w kwestii pory dnia, chybione opisy np. „granatowych krzewów o srebrnych liściach”, karkołomne zestawienia barw, szczegółowe przedstawianie tego, co bohaterowie widzą w ciemnych pomieszczeniach włącznie z kolorami obiektów, czy też spóźnione wspominanie o istotnych kwestiach, zmuszające czytelnika do zrewidowania swoich wyobrażeń. I nie mówię tu o celowej grze z odbiorcą. Za przykład niech posłuży zdanie „Byli już niedaleko i mogli dostrzec wieże zamku wyraźnie rysujące się na tle nieba”. Jakieś pół strony później autor radośnie raczył poinformować, że była noc a na wieżach paliły się liczne światła. Tyle, że czytelnik do tej pory najprawdopodobniej zdążył sobie wyobrazić jasne niebo i ciemne budynki. A to, co dzieje się w opisach niektórych walk… Od bohaterów, którzy uskakują w tył, choć dwa zdania wcześniej autor informował, że właśnie zostali przyparci do muru, po sceny, gdzie próba wyobrażenia sobie położenia postaci i przedmiotów skutkuje wizją jak z późnych obrazów Picassa. Przy okazji, gorąco zachęcam do przeczytania poradnika Agnieszki Szady, gdzie poruszane są tego rodzaju kwestie w tym np. kolejność przedstawiania obiektów.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
95,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Spisywanie wyobrażeń sprawia, że prawdopodobieństwo wystąpienia takich pomyłek jest mniejsze, najpewniej też autor zacznie od przedstawienia tego co „najbardziej rzuca się w oczy”, przez co opis wypadnie naturalnie. Niestety, choć umiejętność wizualizacji jest przydatna, trzeba jeszcze umieć posługiwać się językiem wystarczająco sprawnie, by przelać własną wizję na papier. Istnieje też ryzyko, że autor nadmiernie skupi się na swoich wyobrażeniach i będzie raczył odbiorcę sążnistymi i nader szczegółowymi opisami, które zamiast porwać znużą go i zniechęcą.
Wrażliwość czytelnika jest drugim kluczowym elementem. Pisarz „piszący obrazami” zachwyci osoby lubiące sobie wyobrażać opisywane miejsca, bohaterów, czy wydarzenia, podczas gdy tacy, którzy tego nie robią, mogą marudzić na to, że tyle uwagi zostało poświęcone detalom architektury albo kolorom chmur. Czytający „tylko słowami” mogą z kolei wcale nie zwrócić uwagi na wspominane wyżej niekonsekwencje, sprzeczności, czy potknięcia, podczas gdy ktoś lubiący sobie wizualizować będzie się irytował. Z drugiej strony – ale to już, gdy mowa o dziełach zdolnych pisarzy, w przypadku których styl ma ogromne znaczenie – osoby bardziej zwracające na to, co jest opisane niż to, jak to zostało zrobione, mogą wiele stracić podczas lektury.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Zresztą, myślę, że w przypadku „obrazowców” zarówno pisanie jak i lektura łączą obydwa podejścia. Sama, jak można to było zauważyć po preferencjach i przytaczanych fragmentach lubię sobie wizualizować. Stąd z wielkim rozrzewnieniem wspominam „Kroniki Amberu” Rogera Zelazny’ego, „Hyperiona” Dana Simmonsa, cykl o Niecnych Dżentelmenach Scotta Lyncha albo „Opowieści sieroty” Catherynne M. Valente. Gdy pomyślę o wspaniałych, zapierających dech w piersi wizjach Światów-Cieni, czy surrealistycznych Dworcach Chaosu, robi mi się ciepło na sercu. Zestawienia kolorów i form były tam po prostu tak piękne, że chwilami czytanie było podziwianiem kolekcji obrazów. Z drugiej strony pamiętam recenzje, których autorów te opisy znudziły. Nie zamierzam tutaj wartościować sposobów odbioru, zwracam tylko uwagę, bo ta różnica jest ważna, zwłaszcza jeśli zamierzamy sugerować się cudzą opinią.
Akurat w przypadku Amberu pozostałe elementy, takie jak kreacja postaci, czy fabuła nie pozostawiają nic do życzenia. Sądzę jednak, że chętniej pochwalę książkę, która zawiera barwne wizje, ale na czysto językowym poziomie nieco utyka, niż książkę spisaną pięknym językiem, ale mało „malowniczą”.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Wspominałam o wzroku, ale nie trzeba ograniczać się tylko do niego – można przecież wyobrażać sobie dźwięki, zapachy, fakturę przedmiotów, czy uczucia bohaterów. I w tym przypadku niektórzy autorzy radzą sobie z opisami lepiej, niektórzy gorzej, a pozostali kwestie innych zmysłów praktycznie pomijają, chyba, że dany element jest niezbędnie konieczny (np. odgłos kroków zbliżającego się złoczyńcy). Osobiście traktuję język przede wszystkim jako sposób kompresji danych. Wyobrażanie sobie jest zatem ponownym tych danych rozpakowywaniem i jako takie pochłania sporo wysiłku i uwagi. Stąd w moim przypadku tego rodzaju lektura zazwyczaj ogranicza się do szczególnie wyrazistych fragmentów, które aż „proszą się” o przełożenie na wrażenia.
Choć do pisania tego artykułu przystępowałam myśląc o tym, jak wspaniałe jest sobie wyobrażać, teraz zastanawiam się nad tym, co z kolei mi umyka (na przykład uwagi o „melodyjnej frazie”, której po prostu „nie słyszę”, jednak nie zamieniłabym się sposobem percepcji za żadne skarby). Różnice w percepcji są zdumiewające – pamiętam rozmowy ze znajomymi o snach: sama w zdecydowanej większości przypadków patrzę wtedy z perspektywy pierwszej osoby ale usłyszałam o tym że można śnić tylko „w trybie tekstowym”, obserwować siebie z perspektywy trzeciej osoby, albo np. nigdy nie widzieć nieba. Osoba śniąca wyłącznie słowami nie miała w zwyczaju wizualizować sobie treści książek. Ciekawie byłoby porównać tego rodzaju preferencje i zdolności z treścią i „sposobem odtwarzania” wspomnień. I zbadać aktywność kory wzrokowej podczas czytania, wspominania czy śnienia. Tu jednak odbiegam od tematu i tak już dosyć luźnych rozważań. Dlatego na tym zakończę, życząc nam wszystkim jak największej ilości książek, które przemówią do naszej wrażliwości w ten, czy inny sposób.
koniec
27 listopada 2015

Komentarze

28 XI 2015   02:48:24

Fajny artykuł. Kiedy byłem młodszy (nie żebym teraz był jakimś wielce doświadczonym czytelnikiem:)) czytałem jak leci "słowami", jak Pani to określiła. Do opisów przekonał mnie Władca Pierścieni, który w fandomie ma niesławę porównywalną z tego co widzę chyba jedynie z Nad Niemnem. Potem był Lód Dukaja, w którym opisy miast: Warszawy i Irkucka były czystym majstersztykiem.
Więc można powiedzieć nawróciłem się:)

28 XI 2015   12:52:27

Ha, "Władca..." - początki mojej znajomości z fantastyką. Kupił mnie właśnie opisami. Czasem się zastanawiam, czy by do niego nie wrócić, ale boję się, bo czasem rzeczy i miejsca z dzieciństwa doświadczane ponownie tracą sporo uroku a nowe wspomnienia nadpisują stare.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: Umieranie wstecz
Marcin Knyszyński

29 III 2020

W odróżnieniu od omawianych ostatnio wesołych i żartobliwych powieści („Cudowna broń”, „Inwazja z Ganimedesa”), kolejna książka Philipa K. Dicka jest bardzo mroczna i ponura. „Wbrew wskazówkom zegara” to kolejny poważny krok ku „doświadczeniu 2-3-74” – objawieniom, których następstwem była „trylogia Valis” oraz poważnym pytaniom o naturę wszechrzeczy, Boga i Absolutu. Bo jak wiemy już z „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha” Bóg Absolutem być nie musi.

więcej »

Do księgarni marsz: Luty – marzec 2020
Esensja

12 III 2020

Z karygodnym opóźnieniem przedstawiamy Wam nasze polecanki książkowe z lutego i marca, obiecując jednocześnie mocne postanowienie poprawy na przyszły miesiąc.

więcej »

Sylwetka autora: Zofia Kossak-Szatkowska primo voto Szczucka
Wojciech Gołąbowski

1 III 2020

Na pogrzebie pisarki w Wielki Czwartek 1968 roku głos zabrał Wojciech Żukrowski, zaczynając od pytania: „Ludzie, czy wiecie, kogo żegnamy?”

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Dobry Czort
— Miłosz Cybowski

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Śmierć na lodach Arktyki
— Tomasz Kujawski

Przeczytaj to jeszcze raz: Między realizmem a fantastyką
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Tasując światy
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Muza w bursztynie
— Beatrycze Nowicka

Złodziejom oby powiodło się lepiej
— Beatrycze Nowicka

Locke nadal nie kłamie przekonująco
— Kamil Armacki

Esensja czyta: Luty 2013
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Grudzień 2012
— Kamil Armacki, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Moje 10 lat z Esensją
— Beatrycze Nowicka

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Wiedźmin – podróż sentymentalna
— Beatrycze Nowicka

Fabuła poszła wychędożyć się sama
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.