Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Wasil Bykau
‹We mgle›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWe mgle
Tytuł oryginalnyУ тумане [U tumanie]
Data wydania1988
Autor
PrzekładAndrzej Olejarczuk
Wydawca Związek Pisarzy ZSRR
CyklLiteratura Radziecka
ISBN0202-1854
Gatunekhistoryczna, obyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Perły ze skazą: Droga przez mękę

Esensja.pl
Esensja.pl
Był jednym z najwybitniejszych pisarzy białoruskich XX wieku. Tematem zdecydowanej większości jego powieści i opowiadań była Wielka Wojna Ojczyźniana. Ale patrzył na nią z zupełnie innej perspektywy niż na przykład Konstantin Simonow czy Boris Wasiljew. Wojna nie była dla niego powodem do chwały, była dramatem, który stawiał zwykłych ludzi w ekstremalnych sytuacjach, zmuszał do tragicznych wyborów moralnych. O tym właśnie jest „We mgle” Wasila Bykaua.

Sebastian Chosiński

Perły ze skazą: Droga przez mękę

Był jednym z najwybitniejszych pisarzy białoruskich XX wieku. Tematem zdecydowanej większości jego powieści i opowiadań była Wielka Wojna Ojczyźniana. Ale patrzył na nią z zupełnie innej perspektywy niż na przykład Konstantin Simonow czy Boris Wasiljew. Wojna nie była dla niego powodem do chwały, była dramatem, który stawiał zwykłych ludzi w ekstremalnych sytuacjach, zmuszał do tragicznych wyborów moralnych. O tym właśnie jest „We mgle” Wasila Bykaua.

Wasil Bykau
‹We mgle›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWe mgle
Tytuł oryginalnyУ тумане [U tumanie]
Data wydania1988
Autor
PrzekładAndrzej Olejarczuk
Wydawca Związek Pisarzy ZSRR
CyklLiteratura Radziecka
ISBN0202-1854
Gatunekhistoryczna, obyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Chcąc wymienić najwybitniejszych pisarzy radzieckich, którzy podejmowali w swoich dziełach temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, należałoby sporządzić listę, na której znalazłoby się przynajmniej kilkadziesiąt osób. Nie zabrakłoby na niej na pewno Konstantina Simonowa (z trylogią „Żywi i martwi”, „Nikt nie rodzi się żołnierzem”, „Ostatnie lato”), Ilji Erenburga (z „Wojną”, „Burzą” i „Dziewiątą falą”), Borisa Wasiljewa (z „Tak tu cicho o zmierzchu”, „W ewidencji nie figuruje”), Wiktora Niekrasowa (z „W okopach Stalingradu”) czy Wasilija Grossmana (z „Za słuszną sprawą” i epopeją „Życie i los”). Ale lista ta byłaby ułomna bez jeszcze jednego prozaika – Białorusina Wasila Uładzimirawicza Bykaua (rocznik 1924), uczestnika walk z Niemcami. W stan spoczynku odszedł on w połowie lat 50. XX wieku w randze majora Armii Radzieckiej, by zająć się najpierw pracą dziennikarską, co robił już zresztą wcześniej, a później – już do końca życia – poświęcić się tworzeniu opowiadań i powieści o wojnie (z naprawdę małymi wyjątkami). Wiele jego tekstów, zanim jeszcze pojawiło się w naszym kraju w wydaniach książkowych, drukowanych było wcześniej w wydawanym w języku polskim (i przy okazji kilku innych) przez Związek Pisarzy ZSRR miesięczniku „Literatura Radziecka”.
Te z drugiej połowy lat 80. pojawiły się zaś tylko tam. Wkrótce bowiem upadła Polska Ludowa, a literatura zza naszej wschodniej granicy (zwłaszcza ta dotycząca Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) stała się politycznie podejrzana i tym samym uznano ją za niepożądaną. W wielu przypadkach – niesłusznie. Często bowiem miała ona charakter rozliczeniowy i serwowała zupełnie inne od dotychczasowego spojrzenie na lata 1941-1945 w dziejach Kraju Rad. Tak przynajmniej było w przypadku powieści Bykaua „We mgle”. Powstała ona w 1987 roku, chociaż z jej napisaniem Białorusin nosił się już od dawna. W wydanych przed czternastu laty, a więc na rok przed śmiercią, wspomnieniach „Długa droga do domu” zaznaczył, że fabułę książki miał już w głowie od dawna. Dlaczego więc tak długo zwlekał z ubraniem jej w słowa? Prawdopodobnie z powodów cenzorskich – zdawał sobie sprawę, że w epoce Leonida Breżniewa (i jego bezpośrednich następców, Jurija Andropowa i Konstantina Czernienki) taka historia nie mogłaby trafić do druku. Było to możliwe dopiero po zadekretowaniu przez Michaiła Gorbaczowa tak zwanych pierestrojki i głasnosti. „We mgle” natychmiast zostało przetłumaczone na język polski i ukazało się w czerwcowym numerze „Literatury Radzieckiej” z 1988 roku.
Pierwsze książkowe wydanie powieści trafiło do księgarń na Białorusi dopiero rok później, w jednym zbiorze z inną nowością, przedstawioną w poprzednim wydaniu „Pereł ze skazą” „Obławą” oraz pochodzącym z połowy lat 60. „Zmarłych nie boli”. Tekst Bykaua, jak wiele innych wcześniej, zwrócił uwagę filmowców. Po raz pierwszy przeniesiono go na ekran w 1992 roku, a zrobił to Siergiej Linkow. Skromny telewizyjny film przeszedł jednak kompletnie niezauważony, bardzo złe były to bowiem czasy dla pogrążonej w wielkim kryzysie kinematografii rosyjskiej. Inna sprawa, że twórca tego obrazu – dotąd znany przede wszystkim z ekranizacji „Timura i jego drużyny” (1976) Arkadija Gajdara – nie miał tyle talentu, aby udźwignąć dylematy moralne, jakimi w swojej powieści dzielił się z czytelnikami Wasil Uładzimirawicz. Zupełnie inaczej niż ukraiński, chociaż urodzony w białoruskich Baranowiczach, scenarzysta i reżyser Siergiej Łoźnica (który już wcześniej jednocześnie zachwycił i zaszokował świat dramatem „Szczęście ty moje”). Dwie dekady po Linkowie postanowił on odkurzyć „We mgle” i, jak się okazało, nakręcił arcydzieło kina antywojennego. Bo taka też była w swej wymowie powieść Białorusina. Wojna nie ma w niej w sobie nic heroicznego, jest jedynie bezsensowną rzezią.
Akcja powieści – jak zaznacza Bykau – rozgrywa się w drugim roku niemieckiej okupacji Białorusi. Mamy więc, sądząc z opisów przyrody, jesień 1942 roku. Sytuacja na froncie, której pisarz nie poświęca nawet jednego słowa (wychodząc zapewne z założenia, że to akurat czytelnik dopowie sobie sam), jest tragiczna. Wehrmacht wciąż stoi u bram Moskwy, trwa oblężenie Leningradu, za moment zaczną się wielomiesięczne krwawe walki o Stalingrad. Ludność żyjąca na tyłach frontu, na Ukrainie i Białorusi, przekonana jest, że III Rzeszy nikt i nic nie powstrzyma, na dodatek powszechna jest nienawiść do władzy komunistycznej i Stalina. W efekcie ma miejsce kolaboracja na masową skalę. W wielu regionach powstają, oczywiście za zgodą Niemców, lokalne samorządy, którym podlega miejscowa, złożona z Białorusinów (ale również Rosjan, Ukraińców czy Polaków) policja; nierzadko w ich skład wchodzą przedwojenni działacze partyjni i dawni enkawudziści, którzy bez większych dylematów moralnych zdecydowali się zamienić podległość jednemu totalitaryzmowi na drugi. Jaką nadzieję w takim momencie dziejowym mogli mieć ci, którym nie w smak były ani rządy Stalina, ani Hitlera?
Pierwszymi postaciami, jakie prezentuje czytelnikom Bykau, są dwaj partyzanci: Kola (Nikołaj) Burow i Wojcik (jego imienia nie poznajemy). Konno przemierzają puszczę, aby dotrzeć do stacji Mostiszcze. Tam w chacie przy lesie mieszka robotnik kolejowy Suszczenia. Burow go zna, pochodzi bowiem z tych samych stron, mieszkali kiedyś nieopodal siebie, chodzili do tej samej szkoły. Burow nie jedzie jednak do starego znajomego na towarzyskie spotkanie. Wręcz przeciwnie! Ma rozkaz wykonać na nim wyrok śmierci wydany przez dowództwo oddziału. Czym Suszczenia sobie na to zasłużył? Miesiąc temu, pracując przy torach kolejowych na Moście Wyspiańskim, wraz ze swymi trzema kolegami z brygady dopuścił się aktu dywersji. W wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności robotnicy zostali niemal natychmiast wyłapani i aresztowani przez Niemców. Po dwóch tygodniach okrutnych przesłuchań dowódca miejscowego SD (czyli Sicherheitsdienst, służby bezpieczeństwa SS), doktor Grossmeier, wydał polecenie ich powieszenia. Ale tylko trzech. Oszczędził Suszczenię, który mógł wrócić do domu, do żony Anieli (możemy się tylko domyślać, że Polki z pochodzenia) i synka Griszy.
Wieść o okrutnej egzekucji i uwolnieniu przez Niemców Suszczeni szybko rozniosła się po okolicy i dotarła do partyzantów, którzy nie mieli wątpliwości, że ceną za ocalenie życia musiała być zdrada, wydanie towarzyszy. A w warunkach wojennych takie postępowanie karze się tylko w jeden sposób. Kiedy więc Burow pojawia się w chacie Suszczeni, ten nie ma wątpliwości, jaki jest rzeczywisty cel jego wizyty; spodziewał się jej zresztą – choć może niekoniecznie starego znajomego – od dnia, w którym wrócił do domu. Dla Koli sytuacja też nie jest łatwa; przez całą drogę zastanawiał się, jak wykonać rozkaz – zastrzelić konfidenta wewnątrz chaty czy wyprowadzić na zewnątrz? Wdawać się z nim w rozmowę czy nie odezwać nawet słowem? Pewnie byłoby łatwiej, gdyby skazany próbował się stawiać, uciekać, ale jest dokładnie na odwrót. Suszczenia wydaje się pogodzony ze swoim losem; kiedy Nikołaj żąda, aby wyszedł z nim, nie oponuje. Tylko jakoś tak niezręcznie zabijać go przy samym domu, niemal na oczach żony, którą także dobrze zna i w której kiedyś nawet podkochiwał się, oraz dziecka. Postanawia więc, wraz z pozostającym dotąd na czatach Wojcikiem, zaprowadzić go gdzieś dalej.
Suszczenia bierze nawet ze sobą łopatę, gotów samemu wykopać grób. Po drodze zdawkowo rozmawia z Burowem. Ten jest ciekaw, dlaczego zdradził towarzyszy, jak doszło do tego, że Niemcy wypuścili go na wolność. Tylko jak zadowolić ciekawość innych, jeśli samemu tego się nie wie. Jeśli nie rozumie się postępowania wroga. Kiedy dół jest już gotowy, a Kola zdecydowany, aby wreszcie strzelić Suszczeni w tył głowy, akcja nabiera nagłego przyspieszenia. W ciemności rozlegają się strzały, powstaje zamieszanie, Burow pada ranny. Kto otworzył ogień, nie wiadomo – swoi czy wrogowie? Zresztą w tych czasach nawet swój może być wrogiem. Skazany na śmierć robotnik kolejowy najpierw, działając instynktownie, rzuca się do ucieczki, ale później, gdy wokół wszystko ucicha, wraca po zostawiony przy dole waciak. Znajduje rannego Nikołaja i postanawia mu pomóc. A przecież mógłby dobić, wrócić spokojnie do domu, nikt nigdy by się nie dowiedział, czyja to była wina. Tym bardziej że Wojcik też gdzieś się zapodział, może już nawet nie żyje. Ale Suszczeni na taki czyn nie pozwala sumienie. W pewnym sensie zawdzięcza przecież Koli życie. Mógł go zastrzelić od razu, ale miał wątpliwości, to znaczy – uwierzył być może w jego niewinność.
„We mgle” Bykaua to opowieść osadzona wokół jednego wątku, ale mimo to posiadająca wiele warstw. Z biegiem czasu Wasil Uładzimirawicz przybliża nam bowiem każdego z trzech bohaterów. Poznajemy ich przedwojenne losy, najważniejsze wydarzenia, które kształtowały ich osobowość i poglądy polityczne – jest o tyle istotne, że w wymierny sposób wpływa na podejmowane przez nich później decyzje, już w czasie niemieckiej okupacji. Wojcik był urzędnikiem, kancelistą, pokornym wykonawcą poleceń służbowych, biorącym na wiarę wszystkie wytyczne propagandy stalinowskiej na temat „kułaków” i „wrogów ludu”; Burow po odbyciu służby wojskowej pracował jako kierowca ciężarówki w spółdzielni rolniczej, samochody były jego największą pasją, im, a nie polityce, oddał życie; Suszczenia, co już wiemy, pracował przy torach kolejowych – i jako jedyny tym samym, choć wbrew sobie, zmuszony pod groźbą rozstrzelania, zajmował się „za Niemców”. Los sprawił, że naprzeciw niego stanęli Kola i Wojcik; oni otoczeni nimbem bohaterskich partyzantów, walczących przeciwko nazistom, on – oskarżony o zdradę, kolaborację ze śmiertelnym wrogiem. Ale u Bykaua racje moralne nigdy nie są dzielone w sposób oczywisty. Wystarczy się o tym przekonać, docierając do finału powieści. Nie oczekujcie przy tym happy endu.
Wspomniany już film Siergieja Łoźnicy jest niezwykle ponury w nastroju. Od pierwszej do ostatniej minuty unosi się nad nim wszechobecny duch śmierci. Ukraiński reżyser nie wymyślił tego sam, a jedynie – co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza jego talentu – zaczerpnął z książki Bykaua, którą przeniósł na ekran bardzo wiernie. Jeśli stworzył arcydzieło, to w dużej mierze dlatego, że arcydziełem był już materiał literacki, który trafił w jego ręce. Powieściowe „We mgle” to bowiem nade wszystko traktat moralno-etyczny, mający za tło najokrutniejszą wojnę w dziejach ludzkości. Białoruski pisarz poddaje w nim rewizji mit wojennego bohaterstwa, jednocześnie daje czytelnikowi twardy orzech do zgryzienia, każąc poszukać odpowiedzi na wiele pytań natury moralnej. W tym to najistotniejsze: Jak sami zachowalibyśmy się na miejscu Suszczeni? Powieść przetłumaczył (z języka białoruskiego), zmarły przed sześcioma laty, Andrzej Olejarczuk, historyk z wykształcenia, uczeń profesora Henryka Samsonowicza, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w dziejach naszych wschodnich sąsiadów.
koniec
25 sierpnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

W podziemnym kręgu: Horror rzeczywistości
Marcin Knyszyński

28 XI 2021

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych (...)

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
Mieszko B. Wandowicz

25 XI 2021

Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.