Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Graal pod starym futrem

Esensja.pl
Esensja.pl
Michał Studniarek
1 2 3 »
Wiele osób, które zetknęły się choćby pobieżnie z twórczością Gaimana, zadaje sobie pytanie: skąd bierze on tyle pomysłów? Sam autor odpowiada krótko: „z głowy. Wymyślam je”. Najczęściej stanowią one odpowiedź na pytanie „Co by się stało, gdyby…”, gdzie pierwsza odpowiedź pociąga za sobą kolejne. Oczywiście, nie jest to jedyne źródło inspiracji: należy do nich zaliczyć również takie czynniki, jak nuda czy desperacja związana z bliskim terminem oddania tekstu do druku. Jeśli przejrzy się odautorskie komentarze zawarte w „Dymie i lustrach”, widać, że początkiem opowieści może być właściwie wszystko: fragment wywiadu, piosenka, wspomnienia z dzieciństwa, przypadkowo połączone audycje radiowe czy rzeźba. Gaiman nie inspiruje się jednak, jak niektórzy sądzą, snami: są one zbyt nielogiczne, aby dawały się wykorzystać w twórczości. Inne, bardziej żartobliwe wyjaśnienie, można poznać z opublikowanego w sieci czteroplanszowego komiksu „An Honest Answer”. Zdaniem Gaimana znacznie ważniejszy od pomysłu jest sposób jego realizacji i stworzenie wiarygodnych postaci, a potem zapisanie całości, słowo po słowie, w taki sposób, aby była interesująca i nowatorska.

Michał Studniarek

Graal pod starym futrem

Wiele osób, które zetknęły się choćby pobieżnie z twórczością Gaimana, zadaje sobie pytanie: skąd bierze on tyle pomysłów? Sam autor odpowiada krótko: „z głowy. Wymyślam je”. Najczęściej stanowią one odpowiedź na pytanie „Co by się stało, gdyby…”, gdzie pierwsza odpowiedź pociąga za sobą kolejne. Oczywiście, nie jest to jedyne źródło inspiracji: należy do nich zaliczyć również takie czynniki, jak nuda czy desperacja związana z bliskim terminem oddania tekstu do druku. Jeśli przejrzy się odautorskie komentarze zawarte w „Dymie i lustrach”, widać, że początkiem opowieści może być właściwie wszystko: fragment wywiadu, piosenka, wspomnienia z dzieciństwa, przypadkowo połączone audycje radiowe czy rzeźba. Gaiman nie inspiruje się jednak, jak niektórzy sądzą, snami: są one zbyt nielogiczne, aby dawały się wykorzystać w twórczości. Inne, bardziej żartobliwe wyjaśnienie, można poznać z opublikowanego w sieci czteroplanszowego komiksu „An Honest Answer”. Zdaniem Gaimana znacznie ważniejszy od pomysłu jest sposób jego realizacji i stworzenie wiarygodnych postaci, a potem zapisanie całości, słowo po słowie, w taki sposób, aby była interesująca i nowatorska.
Neil Gaiman
Neil Gaiman
„Pani Whitaker znalazła świętego Graala; leżał pod starym futrem” – to chyba najlepsza charakterystyka twórczości Neila Gaimana. O nim samym i jego twórczości, przede wszystkim jako kultowego scenarzysty komiksów, pisano już na łamach Esensji kilkukrotnie. Ten artykuł chciałbym poświęcić sylwetce Gaimana-pisarza. Choć możemy już cieszyć się większością napisanych przez niego powieści, nie opublikowano jeszcze wszystkich jego opowiadań i wierszy. Dlatego postanowiłem skupić się przede wszystkim na tych tekstach, do których łatwo czytelnikowi Esensji sięgnąć.
Neil Gaiman urodził się w 1960 r. w Anglii, w Porchester (hrabstwo Hampshire). Dorastał w solidnej, mieszczańskiej rodzinie: jego ojciec prowadził własną firmę, a matka była farmaceutką. Jak większość pisarzy fantastyki, od dziecka był zapalonym miłośnikiem książek: czytał wszystko, co mu tylko wpadło w ręce. Fascynowała go SF i z początku sądził, że jeśli zostanie pisarzem, to właśnie SF; później odkrył także fantasy. Jego ulubionymi autorami byli klasycy: Tolkien, Lewis, Moorcock, Zelazny. Pewnego dnia przyjaciel ojca pożyczył mu duże pudło z komiksami, które okazało się dla niego pudłem z marzeniami. Było to wydarzenie przełomowe – mały Neil został skutecznie zarażony bakcylem komiksu. Od tego momentu jego przyszła kariera potoczy się dwoma torami. Pierwszym będzie pisanie scenariuszy komiksów, a okazjonalnie również ich rysowanie (stworzony jako eksperyment w dwadzieścia cztery godziny, niedokończony album „Being an account of Life and Death of Emperor Heliogabalus”). Drugim będą pisane przez niego opowiadania, wiersze i powieści. Jak pokaże przyszłość, na tym się jednak nie skończy.
Po ukończeniu szkół (Ardingly College i Whitgift School) Gaiman zaczął pracować w Londynie jako dziennikarz-wolny strzelec, pisując artykuły i robiąc wywiady dla rozmaitych czasopism, jak „Time Out”, „The Sunday Times”, „Punch”, „The Observer Colour Supplement”. Jak mówi, był to dla niego doskonały czas, gdy miał okazję dowiedzieć się, jak funkcjonuje świat, a także nauczyć się zwięzłości i zasad dialogu. Miał to szczęście, że kiedy zdecydował się na robienie kariery w prasie, w Anglii istniało wiele magazynów, które chętnie kupowały materiały od wolnych strzelców; przypadkiem decyzja Gaimana o zerwaniu z zawodem zbiegła się końcem tego okresu.
Przełomowy okazał się rok 1984, w którym ukazały się trzy jego debiuty: dziennikarski (zrobiony dla brytyjskiej edycji „Penthouse’a” wywiad z Robertem Silverbergiem), książkowy (biografia zespołu Duran Duran „The First Four Years Of The Fab Five”) oraz literacki (opowiadanie „Featherquest” opublikowane na łamach „Imagine”). W tym samym roku pojawiły się również cztery inne teksty, z których jeden, „Załatwimy ich panu hurtowo”, można przeczytać w „Dymie i lustrach”. Rok potem wraz z Kimem Newmanem („Anno Dracula”, „Krwawy baron”) zredagował antologię „Ghastly Beyond Belief” – zbiór literackich wpadek i niezamierzonych efektów komicznych, których w dziejach brytyjskich magazynów z gatunku „dreszczyk za pensa” zebrało się niemało. Wkrótce potem Gaiman przedzierzgnął się w przewodnika po świecie „trylogii w pięciu tomach” Douglasa Adamsa, pisząc „Don’t Panic: The Official Hitchhiker’s Guide to the Galaxy Companion”. Z tego okresu pochodzi również opublikowane w siedemnastym numerze fanzinu „Dagon” opowiadanie „I CTHULHU: or What’s A Tentacle-Faced Thing Like Me Doing In A Sunken City Like This (Latitude 47°9′S, Longitude 126°43′W)?” Zainteresowani mogą przeczytać je na stronie pisarza. W roku 1990 napisał wraz z Terrym Prachettem powieść „Dobry omen”, która zyskała sobie ogromną popularność. W wywiadach przyznawał, że choć pomysł i początek książki są jego autorstwa, to na konto Prachetta przypada większość tekstu, przede wszystkim dlatego, iż, jak twierdzi Gaiman, nie dało się go oderwać od pisania. Widać to zresztą dość wyraźnie w stylu narracji i sposobach rozgrywania niektórych wątków fabularnych. O adaptacji filmowej „Dobrego omenu” (jak zresztą właściwie wszystkich powieści Gaimana i kilku jego komiksów) mówi się od dawna, najczęściej w połączeniu z nazwiskiem Terry’ego Gilliama. Obecnie jednak cała sprawa jakby przycichła.
Pierwszy zbiór opowiadań i wierszy Gaimana to „Angels&Visitations: A Miscellany” (1993). Wydano go jako niewielką pozycję w twardej oprawie dla uczczenia dziesięciolecia pisarskiej kariery Gaimana, lecz osiągnął tak zawrotną popularność, że doczekał się pięciu dodruków: obecnie jego cena na internetowej aukcji eBay sięga setek dolarów. Wiele z zawartych w nim opowiadań (jak np. nominowany do World Fantasy Award „Trollowy Most”) zostało później umieszczone w „Dymie i lustrach” (1998), gdzie dodano również teksty, jakie Gaiman napisał do rozmaitych antologii i dla prasy. Warto dodać, że w brytyjskim wydaniu tego zbioru jest o pięć opowiadań więcej, niż w amerykańskim. Przez następne dwa lata pisywał przede wszystkim opowiadania i scenariusze komiksowe (w tym „Mr. Puncha”), a także stworzył scenariusz do serialu BBC „Nigdziebądź”, który potem, po dokonaniu niezbędnych zmian, stanie się książką o tym samym tytule (1996).
Wspomniawszy o „Mr. Punchu”, warto zatrzymać się na chwilę przy komiksowej twórczości Gaimana. Otóż wywołał on swego czasu niezłe zamieszanie, kiedy dziewiętnastemu odcinkowi „Sandmana” pt. „Midsummer’s Night Dream” przyznano w 1991 r. World Fantasy Award w kategorii „najlepsze opowiadanie”. Jak później zapowiedzieli organizatorzy, było to pierwsza i jedyna taka decyzja w historii nagrody. Po zamknięciu cyklu Gaiman powrócił do niego w 1999 r., pisząc „The Dream Hunters”, powieść graficzną z ilustracjami Yoshitaki Amano, nagrodzoną w 2000 r. Bram Stoker Award i nominowaną do Hugo. Cykl o Sandmanie okazał się zresztą na tyle interesujący, iż zaowocował antologią opowiadań „The Sandman: Book of Dreams” (1996). Redaktorem był sam Gaiman oraz Edward E. Kramer, zaś opowiadania napisali tak znani autorzy, jak Gene Wolfe, Barbara Hambly czy Tad Williams. Pojawiły się również książki przeznaczone dla miłośników cyklu, porządkujące uniwersum Sandmana i wyjaśniające wszystkie zawarte w nim tropy: „The Sandman Companion” (1999), „The Quotable Sandman” (2001).
„Graphic novels”, czyli powieści graficzne, o których nadmieniłem wyżej, sprawiają krytykom nielichy problem z zaszeregowaniem. Definicja podana przytoczona przez Andrzeja Sapkowskiego we wstępie do „Nigdziebądź” nie wyjaśnia za wiele. Ma to być „self-contained narrative in comic-book form, czyli w wolnym tłumaczeniu: samoistna narracja w postaci komiksu. Definicja iście bardziej skomplikowana niż rzecz sama. Mówmy zatem to »powieść graficzna« i umówmy się, że wszyscy wiemy, o co chodzi.” Bliższa jest mi definicja zamieszczona w artykule Tomasza Sidorkiewicza, w myśl której termin ten jest używany w przemyśle komiksowym na określenie długich, złożonych historii opowiedzianych w postaci komiksu, jak „Szninkiel”. Sam Gaiman opowiada anegdotę, według której termin „powieści graficzne” ukuł ad hoc jakiś uprzedzony do komiksu krytyk, z którym spotkał się na przyjęciu. Usłyszawszy, że Gaiman jest autorem scenariusza do „Sandmana”, miał on wykrzyknąć: „Przecież ty nie piszesz komiksów, tylko powieści graficzne!” Miał to być komplement, ale zainteresowany poczuł się tak, jakby z prostytutki awansowano go na damę do towarzystwa. Choć wiele należących do tej grupy utworów Gaimana otrzymało nagrody Eisnera, zatem z dziedziny komiksu, to niejednokrotnie w Sieci można natknąć się na teksty, w których są zakwalifikowane do literatury. Bywa i odwrotnie: wydaną we współpracy z Davem McKeanem w 1997 r. powieść „The Day I Swapped My Dad For Two Goldfish” (nota bene ostatnio doczekała się ona w Dublinie swojej scenicznej adaptacji), wymienia się również jako powieść graficzną. Podobne problemy z klasyfikacją pojawiają się w przypadku wspomnianego „Mr Puncha” czy pochodzących z roku 1987 „Violent Cases”.
Po „The Day…” oraz „Dymie i lustrach” pojawiły się wydana tylko w USA powieść „Day of the Dead” (1998) oraz „Gwiezdny pył”. Po raz pierwszy został on wydany przez DC w 1997 roku jako niezwykle bogato ilustrowana mikropowieść (określenie samego Gaimana) z rysunkami Charlesa Vessa; dwa lata później ukazał się jako „zwykła” powieść, bez ilustracji, aby potem znowu ujrzeć światło dzienne jako ilustrowany paperback formatu A3.
W roku 2000 wychodzą „Amerykańscy bogowie”, najbardziej chyba znana książka Gaimana. Opowieść ta wywoła u czytelnika skojarzenia z „Sandmanem” i jego wędrówkami pośród ludzi i bogów. Kiedy Gaiman zasiadał do jej pisania, spodziewał się, że będzie to krótka historia o objętości zbliżonej do „Nigdziebądź”; poprosił nawet rodzinę, aby nie obcinali mu włosów, póki jej nie skończy. Kiedy tekst zbliżał się wreszcie ku końcowi, ludzie wytykali go na ulicy palcami.
Cała historia zaczyna się prosto: oto pewien mężczyzna zwany Cieniem liczy dni, które pozostały mu do wyjścia z więzienia. Postanawia już nigdy nie znaleźć się za kratami, na zewnątrz czeka na niego ukochana żona i praca w siłowni prowadzonej przez starego przyjaciela – jednym słowem sielanka. Tymczasem jednak żona i przyjaciel giną w wypadku samochodowym, a Cień otrzymuje propozycję pracy od tajemniczego pana Wednesdaya, który nie chce przyjąć negatywnej odpowiedzi…
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: „Normalni” szaleńcy
Marcin Knyszyński

23 VI 2019

Co by się stało, gdyby domem wariatów kierowali pacjenci? W „Klanach księżyca Alfy” wracamy do zagadnienia poruszonego już w „Marsjańskim poślizgu w czasie”, czyli do choroby psychicznej niekoniecznie jako dysfunkcji. Kolejna powieść Philipa K. Dicka to znowu szalona historia z mnóstwem postaci i wątków, ale – w porównaniu do „Simulakry” – dość spójna i logiczna.

więcej »

Do księgarni marsz: Czerwiec 2019
Esensja

17 VI 2019

Lekkie ochłodzenie umożliwiło podjęcie pracy umysłowiej, więc oto jest: oczekiwany zestaw polecanek książkowych na czewiec.

więcej »

Wespół w zespół – spojrzenie zza kulis
Anna Nieznaj

16 VI 2019

Antologia grupy literackiej Harda Horda zawiera dwanaście opowiadań w różnych konwencjach fantastyki, opartych na motywie przekraczania granic – po jednym tekście na każdą autorkę z grupy. Należy do nich niżej podpisana, więc jeszcze tylko tego brakowałoby, żeby to była recenzja! Spokojnie. To reportaż uczestniczący.

więcej »

Polecamy

„Normalni” szaleńcy

Na rubieżach rzeczywistości:

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Sylwetka autora: Lee Child
— Artur Długosz

Niechciany klasyk science fiction
— Sebastian Chosiński

Szwedzka recepta na sukces
— Artur Długosz

Tożsamość Ludluma
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Skąd się wzięła magia
— Michał Studniarek

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.