Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2018
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Jabłoński
‹Melodia Litny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMelodia Litny
Data wydania26 marca 2018
Autor
Wydawca Zysk i S-ka
CyklRozdroża cienistego szlaku
ISBN978-83-8116-302-6
Format576s. 138×201mm
Cena39,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 33,97 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 31,92 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Granice masochizmu albo zimowit jesienny

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli kwiecie bujne acz niestrawne, albo dlaczego przerwałam lekturę „Melodii Litny” po pierwszym rozdziale.

Beatrycze Nowicka

Granice masochizmu albo zimowit jesienny

Czyli kwiecie bujne acz niestrawne, albo dlaczego przerwałam lekturę „Melodii Litny” po pierwszym rozdziale.

Łukasz Jabłoński
‹Melodia Litny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMelodia Litny
Data wydania26 marca 2018
Autor
Wydawca Zysk i S-ka
CyklRozdroża cienistego szlaku
ISBN978-83-8116-302-6
Format576s. 138×201mm
Cena39,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 33,97 zł
Kup wTaniaKsiążka.pl: 31,92 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ostatnio obiecywałam sobie, że zaprzestanę na czas pewien czytania książek polskich autorów, ale premierowa posucha (jeśli chodzi o fantasy przynajmniej) trwa nadal. Tytuł cyklu „Rozdroża cienistego szlaku” powinien mnie ostrzec, jednak okładka sprawiła, że nabrałam nadziei na rozrywkową fantasy, której lektura umiliłaby mi wolny czas świąteczny. Z głupoty własnej nie zajrzałam do księgarni ani nie poszperałam w sieci, by zapoznać się choćby z fragmentami, tylko zaopatrzyłam się w powieść Łukasza Jabłońskiego przez internet. A za głupotę się płaci – w tym przypadku cenę książki.
Obiegowa opinia głosi, że pierwsze zdanie jest ważne. A zatem, oto i ono: „Wegetował z powodzeniem pośród głuszy już od kilku dni, stąd każdy orędownik rozrywek pokrewnie wyszukanych doceniłby zapewne jego wysiłki w dziele upodobnienia się do rośliny”. Gdybym owo zdanie przeczytała w księgarni przed zakupem, już ono wystarczyłoby, aby tom odłożyć na półkę. Pierwsza myśl – o mamo! Ale może potem będzie lepiej… Nie było.
Powiadają też (a ja znam niejeden przykład), że złe wiersze są do siebie podobne. To samo można powiedzieć o kulejącym stylu młodych autorów fantasy. Uwagę zwracają zwykle zdania nadmiernie ckliwe albo opisy w zamierzeniu mroczne i klimatyczne. Plus kulawe porównania. Muszę przyznać, że Łukasz Jabłoński ustanowił nową jakość marnego stylu. Oto garść przykładów:
„Darń pod jego plecami marniała niewinnie” (wskażcie mi, proszę, jakie winy może popełnić darń – czekam na odpowiedzi w komentarzach).
„Wypłowiała materia padła o krok od jego obrzmiałych łydek, by zaraz przyjąć ciężar obnażonego noża” (bohater tnie stary koc na pasy, żeby owinąć sobie nimi stopy, ponieważ nie ma butów).
„Pozbywszy się brzemienia łuku, mężczyzna rozsiadł się obok niego wyraźnie zafrapowany pejzażem skąpanej w mdłym świetle dnia odległej drzewiny”.
„Susz powoli dogasał, noc gęstniała, wiatr nabierał śmiałości w pieszczeniu koron pobliskich drzew, poznanych przezeń aż nadto dobrze w ciągu ostatnich dni”.
„Podmuchy wiatru smagały go (…) obfity pot rosił ciało, trzewia zaciskały się w splątanym węźle strachu. Ledwie panując nad drżeniem rąk, siłą rzeczy nie był władny okiełznać ustawicznych podszeptów zmarniałych morale” (liczba mnoga to nie pomyłka).
„Odtroczywszy miecz od pasa, Thoregar spuścił go ostrożnie w czeluść. W ślad za nim podążyły wnet miech, łuk i kołczan, a następnie sam posesor ruchomości jął wrażać niedźwiedzie bary w nazbyt ciasną dlań przestrzeń”.
„Z umiarkowaną zgrabnością umieścił zadnią część ciała w jamie”.
Wypadałoby może nieco napisać o zawiązaniu fabuły. Otóż rzecz rozpoczyna się sceną, w której cesarz zdradziecko pozbawiony władzy przez brata leży w lesie z zamiarem doprowadzenia się w ten sposób do śmierci głodowej. Cóż, wychodzi na to, że ów brat głupi jest, skoro krewniaka z rąk wypuścił albo przynajmniej nie posłał za nim zabójców. W każdym razie ekscesarz leży i leży, a komary, zdaje się, go omijają, większe zwierzęta także. Można by się zastanowić, że jeśli „słońce umierało, rodziło się i znów ulegało potędze księżyca, on zaś trwał w ustawicznym bezruchu”, to powinien spoczywać we własnych ekskrementach, ale to by przecież było –100 do epickości, więc ani słowa o tym nie napisano. W tymże lesie bohatera znajduje skazany za morderstwo banita, typ: woj z północy. Pała on niezrozumiałą dla mnie chęcią pomocy byłemu cesarzowi, mimo że odgaduje jego prawdziwą tożsamość. Nakłania protagonistę do wspólnego zjedzenia posiłku i proponuje podróż do swojej osady. Niedoszły samobójca traktuje dobroczyńcę niegrzecznie, więc samarytańskie zapędy wojownika dziwią tym bardziej. Pozostaje mieć nadzieję, że banita pragnie wykorzystać głównego bohatera do własnych celów. Oby…
Po wymianie zdań, której już cytować nie będę, bo sądzę, iż powyższe przykłady pozwolą wyrobić sobie podejrzenia odnośnie tego, jak drętwo ona brzmiała, postaci wyruszają w drogę. Zakładają obóz nad przepaścią, gdzie byłego cesarza atakuje sowoniedźwiedź, wróć, sądząc z opisu wilko-niedźwiedź, nazwany przez autora tarakiem. Następnego dnia schodzą do doliny, w której – jak były cesarz dowiaduje się od woja – po zachodzie słońca grasują bardzo ale to bardzo groźni nieumarli. Oczywiście dzielni wędrowcy zmuszeni są w niej nocować. Na szczęście wojownik zna kryjówkę. Bohaterowie pakują się do jamy w ziemi. Sądziłam, że ów schron ma jeśli nie drzwi, to choćby cokolwiek do zakrycia otworu. Ale nie. Choć gdzieś zostało napisane, że jest magiczny, więc to zapewne ma wszystko tłumaczyć. Albo nieumarłym nie zaimplementowano funkcji skakania. Noc nadchodzi. Straszliwi pradawni przeklęci pojawiają się… po czym defilują sobie w tę i nazad, wołając cesarza wygnańca, by do nich dołączył. Ów owładnięty czarem pragnie to uczynić, ale typ-wiking trzyma go za nogi. Przywódca nieumarłych przychodzi nad jamę, łapie młodzieńca za ręce i ciągnie w górę. I tak się siłują przez czas pewien, epicko wielce, aż upiór odpuszcza. Świt nastaje, rozdział się kończy.
Zastanawiałam się, czy nie czytać dalej, żeby chociaż recenzję napisać, ale „Melodia Litny” ma pięćset siedemdziesiąt dwie strony. Drugi rozdział zaczyna się zaś tak: „choć gorzały w nim węgła rozpalone odliczaniem przedłużających się miarek piasku, nade wszystko wzdragał się przed ujawnianiem zachowań właściwych podlotkom”. W tym momencie ostatecznie zdecydowałam, że szkoda mojego czasu na lekturę całości, coś jednak na temat powieści skrobnę – ku przestrodze dla czytelników Esensji.
koniec
20 kwietnia 2018

Komentarze

20 IV 2018   15:11:39

Piękna recenzja. Dziękujemy za przestrogę.

20 IV 2018   19:42:21

Czyli w wydawnictwie Zysk i S-ka książki publikuje się po znajomości. Bo przecież żaden szanujący się redaktor nie dopuściłby do wydania tego potworka.

20 IV 2018   20:44:01

Darń była ZIELONA! i leżała, zamiast stawić dzielny odpór jego stopom.
Mam wrażenie, że żaden redaktor tej książki w życiu na oczy nie widział przed drukiem.

21 IV 2018   16:16:15

> Odtroczywszy miecz od pasa, Thoregar spuścił go ostrożnie w czeluść.

Przypomniał mi się stary kwiatek z sesji RPG: "Sesja trwa druga dobę, nad ranem, gracz prowadzący postać rycerza: Zsiadam z miecza i wyciągam konia"

21 IV 2018   19:56:56

Ooo nieźle... mnie się nie zdarzyło grać dłużej niż nockę. Choć słyszałam o maratonach na wyjazdach.

Inna sprawa, jakość sesji (tak mi sie skojarzyło bardzo luźno) - zdarzyło się, że graliśmy kampanię, wszyscy byliśmy bardzo zmotywowani, staraliśmy się faktycznie wcielać w postaci, a nie co po chwila rzucać offtopy i żarciki. Byliśmy przekonani, że to świetne, emocjonujące sesje. Aż ktoś wpadł na pomysł, by te świetne sesje uwiecznić i przyniósł dyktafon. Nie wiem, jak inni, ale ja nie mogłam tego słuchać potem...

21 IV 2018   20:28:05

Wizyta rozwścieczonego autora za 3... 2... 1...

22 IV 2018   12:48:15

Tak po prawdzie, to sie spóźnia ;P

Ale przyznam, że o ile dobrze pomnę, to po mojej krytycznej opinii tylko jeden autor się pieklił (za to dość długo i zaciekle), generalnie w wykłócaniu się pod artykułami przodują kobiety.

22 IV 2018   16:19:04

@Zoom- a co powiecie na zapis sesji w szachy- "na widok królowej odsunął króla i uderzył koniem o wieżę"

28 IV 2018   00:59:42

To nie pierwsza powieść wydana przez Zyska na takim poziomie. W każdym razie już dawno uznałem, że nie warto polskiej fantastyki od Zyska w ogóle brać do ręki (nowych autoróww). Nawet jeśli napisana by była przyzwoitą polszczyzną, bo takie tez okazywały się ostatecznie strata czasu. Ciekawe, czy ktoś trafił na dobrą polską fantastykę z tego wydawnictwa? Oni chyba po prostu wydają nakładem autora...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Październik 2018
Esensja

2 X 2018

Nie było łatwo wybrać nam polecanki wydawnicze na październik – tym razem ze względu na obfitość oferty. Ale już niedługo nadejdzie grudzień i trochę odpoczniemy.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2018
Esensja

30 IX 2018

Oto pierwsze jesienne i zarazem ostatnie letnie tegoroczne zestawienie esensyjnych recenzji.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
Marcin Knyszyński

16 IX 2018

Phillip K. Dick napisał „Świat Jonesa” w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Nie pozostaje to bez znaczenia dla fabuły – bardzo wyraźnie czuć tutaj nie tylko zimnowojenne strachy, ale i ból nie zagojonej jeszcze ogólnoświatowej rany z poprzedniej dekady. Faszyzm, komunizm i jakakolwiek inna forma absolutnych rządów „w imię idei” jawi się u Dicka jako zagrożenie nie tylko dla wolności i indywidualności, ale i dla społeczeństwa jako całości.

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Tegoż autora

Z pamiętnika zakapiora
— Beatrycze Nowicka

Podaj cegłę
— Beatrycze Nowicka

Wio, dinusiu, wio!
— Beatrycze Nowicka

Nieporozumienie
— Beatrycze Nowicka

Jeśli już pisać epicką fantasy, to właśnie tak
— Beatrycze Nowicka

Dźwięczne nuty
— Beatrycze Nowicka

Skarbu nie znaleziono
— Beatrycze Nowicka

Stara miłość w świecie rdzy
— Beatrycze Nowicka

Meandry
— Beatrycze Nowicka

Rozterki magicznej dzieciarni
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.