Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Ted Chiang
‹Siedemdziesiąt dwie litery›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSiedemdziesiąt dwie litery
Data wydania5 sierpnia 2010
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski, Jolanta Pers, Dariusz Kopociński, Agnieszka Sylwanowicz
Wydawca Solaris
ISBN978-83-7590-063-7
Format384s. oprawa twarda
Cena45,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 46,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

O kwantyfikacji niekwantyfikowalnego

Esensja.pl
Esensja.pl
Ted Chiang to amerykański pisarz science fiction, którego całym literackim dorobkiem jest tylko kilkanaście opowiadań. Nie napisał żadnej powieści i nie zamierza. I jednocześnie jest to jeden z najbardziej nagradzanych twórców fantastyki. Zdobył kilkukrotnie nagrody Hugo, Locus, Nebula oraz mnóstwo nagród pomniejszych. Jest powszechnie znany i rozpoznawany w świecie literatury science fiction i wszystko to osiągnął (powtórzmy to wyraźnie) kilkunastoma opowiadaniami!

Marcin Knyszyński

O kwantyfikacji niekwantyfikowalnego

Ted Chiang to amerykański pisarz science fiction, którego całym literackim dorobkiem jest tylko kilkanaście opowiadań. Nie napisał żadnej powieści i nie zamierza. I jednocześnie jest to jeden z najbardziej nagradzanych twórców fantastyki. Zdobył kilkukrotnie nagrody Hugo, Locus, Nebula oraz mnóstwo nagród pomniejszych. Jest powszechnie znany i rozpoznawany w świecie literatury science fiction i wszystko to osiągnął (powtórzmy to wyraźnie) kilkunastoma opowiadaniami!

Ted Chiang
‹Siedemdziesiąt dwie litery›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSiedemdziesiąt dwie litery
Data wydania5 sierpnia 2010
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski, Jolanta Pers, Dariusz Kopociński, Agnieszka Sylwanowicz
Wydawca Solaris
ISBN978-83-7590-063-7
Format384s. oprawa twarda
Cena45,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 46,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Zbiór „Siedemdziesiąt dwie litery” wydawnictwa Solaris, wydany w 2010 roku zawiera jedenaście pierwszych opowiadań Chianga, kolejne dwa pojawiły się w Polsce w zbiorach „Kroki w nieznane” z 2010 i 2012 roku a ostatnie, bardzo krótkie, w „Nowej Fantastyce” z października 20151). I to wszystko. Wysokie uznanie z jakim spotyka się Chiang wynika głownie z tego, że realizuje on perfekcyjnie założenia, które leżą u podstaw science fiction i dodatkowo używa do tego najlepszego możliwego narzędzia – krótkiej formy literackiej. Fantastyka naukowa (zwłaszcza ta twarda jej odmiana) to przede wszystkim literatura konceptu. Nie akcji, nie sensacji, nie poetyckiego języka, nie artystycznych wygibasów ani fabularnego mięsa. Tu przede wszystkim chodzi o wizję, ideę i filozofię, wobec których forma, fabuła, styl powinien pełnić służebną rolę. W opowiadaniach Teda Chianga nie ma żadnych zbędnych elementów, każdy składnik jest potrzebny i ściśle zarachowany, zatem do zrozumienia tego co autor mówi, potrzeba pełnego skupienia i zaangażowania w lekturę.
Autor nie tworzy opowiadań w jednym stylu. Różnicuje zarówno sposób pisania jak i formę narracji. Nieco ponad połowa tekstów to rasowe hard science fiction, choć nie we wszystkich przypadkach punktem wyjścia do budowy wymaganego w tym gatunku technologiczno-naukowego szkieletu jest znana nam rzeczywistość. Mamy standardowo pisane opowiadania fantastyczne, steampunk filozoficzny, tekst rodem z „Cyberiady”, szkatułkową fabułę w stylu „Baśni tysiąca i jednej nocy”, opowiadanie-cykl wywiadów reporterskich, szorty przypominające felietony naukowe i w końcu opowiadanie o specyficznej, podwójnej narracji, której struktura jest rewelacyjną ilustracją ideowego motywu przewodniego.
Twórczość Chianga to fantastyka pożeniona z filozofią poznania, koncepcją wolnej woli, religią i ontologią. Motywy te przewijają się przez wszystkie jego opowiadania w różnych natężeniach, konfiguracjach i układach. Epistemologia jako jedna z podstawowych gałęzi filozofii i jej ograniczenia wynikające z ludzkiej natury to tematyka sygnalizowana najczęściej. Pojawia się ona w szczególnym wydaniu, odsyłającym nas do powieści „Babel-17” Samuela R. Delany′ego. Język jakim się posługujemy i aparat pojęciowy z niego wynikający jest nie tylko sposobem komunikacji i werbalizacji naszych doznań płynących z otoczenia. To wręcz współkreator naszej rzeczywistości, ponieważ coś, czego nie potrafimy nazwać za pomocą obowiązującego systemu językowego praktycznie dla nas nie istnieje, jest pomijalne. Czy oznacza to zatem, że postrzegamy fałszywie, bo w sposób niepełny lub źle interpretowany? W „Historii twojego życia” próbują rozmawiać z sobą dwa różne gatunki (wręcz różne byty), których języki, poczucie czasu i sekwencji zdarzeń oraz samo istnienie w czasoprzestrzeni, są od siebie tak odmienne, jak to tylko możliwe. Jednak obydwa żyją, funkcjonują i zwyczajnie istnieją w obiektywnej rzeczywistości, choć ich rzeczywistości subiektywne to dwa odrębne kosmosy. Czy jednak to, że nie jesteśmy w stanie poprawnie (co to tak naprawdę znaczy?) opisać obiektywnej rzeczywistości ma jakiekolwiek praktyczne znaczenie?
Podobne pytanie o rzetelność poznania możemy postawić sobie nie tylko w odniesieniu do języków naturalnych, lecz również formalnych. W „Dzieleniu przez zero” załamuje się matematyka. Jest ona ściśle sformalizowanym przez człowieka sposobem na katalogowanie i systematykę zaobserwowanych zjawisk, na której wyrasta coraz większa struktura bazująca na założeniu spójności fundamentów. Okazuje się być ona jednak domkiem z kart, ponieważ owe fundamenty opierają się na pewnych niedowodliwych aksjomatach, które przyjmujemy bez dowodu. Brak możliwości przeprowadzenia dowodu wynika z ograniczeń języka, więc czy może być tak, że inny język (np. inna notacja matematyczna) unieważnić może dorobek naukowy całej ludzkości? W opowiadaniu matematyka okazuje się idealną atrapą, protezą poznania, czymś w rodzaju mechaniki kwantowej, która działa w praktyce bez zarzutu, ale nie wiemy, dlaczego i jak działa. I znowu pytanie – czy naprawdę mamy się czym przejmować? Może wystarczy wierzyć, że matematyka będzie zawsze działać?

‹Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2010›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w nieznane. Almanach fantastyki 2010
Data wydania7 grudnia 2010
PrzekładJolanta Pers, Konrad Kozłowski, Martyna Plisenko, Patryk Sawicki, Anna Klimasara
RedakcjaMirosław Obarski
Wydawca Solaris
CyklKroki w Nieznane
ISBN978-83-7590-064-4
Format550s. oprawa twarda
Cena55,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 45,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Języki naturalne, formalne, matematyczne i logiczne notacje jako naturalna konsekwencja ewolucji i wręcz budowy człowieka to nie tylko filtr nałożony na naszą percepcję oraz czynnik odbierający uniwersalność i nadający umowność wszelkim teoriom naukowym. To też granica naszego poznania i rozwoju. W „Zrozum” bohater, obdarzony nadludzką i rozwijająca się w zatrważającym tempie inteligencją, próbuje przekroczyć granice ludzkiego poznania. Okazuje się, że pierwszą barierą jaką spotyka jest po prostu język, który uniemożliwia mu formułowanie coraz bardziej skomplikowanych koncepcji. Nowy język, który tworzy jest już czymś ponadludzkim, niedostępnym dla przeciętnego człowieka. Ta idea granicy rozwoju (która jest tylko jednym z elementów tego opowiadania, okupującego wraz z dwoma wcześniej wspomnianymi tekstami podium zbioru) jest głównym i jedynym zagadnieniem króciutkiego opowiadania-felietonu pod tytułem „Ewolucja ludzkiej nauki”. Człowiek już nie rozwija nauki sam, stopień komplikacji jej hipotez i języka jest dawno poza ludzkim zasięgiem. Człowiek może tylko wczytywać się w pisma i dokumenty pozostawiane przez postludzi, którzy wzięli na siebie zadanie rozwoju nauki i dbania o dobrobyt zarówno swój jak i swoich ludzkich „braci mniejszych w rozumie”. Czy ludzie muszą się czuć zatem zagrożeni, czy wystarczy, że wykrzeszą z siebie trochę wiary w tę nieodróżnialną już od magii domenę?
Ale to nie wszystko, jeśli chodzi o lingwistyczne tropy w twórczości Chianga. Najoryginalniejsze, tytułowe opowiadanie to steampunkowe hard science fiction. Naukowcy animują materię i bawią się w Boga za pomocą nowej gałęzi nauki zwanej nomenklaturą. Wedle niej słowo ma wręcz dosłowną moc kreacyjną, staje się ciałem i życiodajną energią. W trakcie czytania tego opowiadania staje przed oczyma głowy Hylaejski Świat Teoryczny z „Peanatemy” Stephensona, tylko że tu zamiast powszechników w postaci idealnych form geometrycznych mamy Słowo. A zakończenie opowiadania to rewelacyjny koncept – narodziny „naszej” genetyki poprzez epokowe odkrycie, którego dokonuje główny bohater.
W takim układzie debiutanckie opowiadanie pod tytułem „Wieża Babilonu” urasta do pewnego symbolu całej tej odnogi twórczości Chianga. Znana jest przecież historia Wieży Babel, prawda? Nie rozpada się ona co prawda w tym opowiadaniu i nie mieszają się jeszcze języki, co wznosi potem bariery poznania i ogranicza dostęp do wiedzy absolutnej. Jednak mimo tego, że wieża cały czas wyciąga się z ziemi ku niebu, niczym palec próbujący dotknąć absolutu, ludzie wiedzy ostatecznej nie potrafią zdobyć. Jest ona szczelnie zakamuflowana, niedostępna.
Zarówno „Wieża Babilonu” jak i wszystkie wspomniane wcześniej opowiadania nie mówią zatem tylko o ograniczeniach poznania i jego subiektywnym zafałszowaniu. Mówią też o tym, że człowiek mimo wszystko i tak będzie dążył do poszerzania obszaru swojej wiedzy. Nie da się tego wyrugować, człowiek będzie podążał ku oświeceniu zawsze, wbrew wszelkim przeszkodom, nawet jeśli będzie musiał podeprzeć się wiarą. Robi to nadczłowiek ze „Zrozum”, robią to budowniczowie „Wieży Babilonu”, a w opowiadaniu, które wygląda jak wyrwane z „Cyberiady” Lema, to dążenie jest wręcz gloryfikowane i potraktowane jako siła napędowa cywilizacji. Główny bohater „Wydechu”, kuzyn Trurla i Klapaucjusza, odkrywa zasady rządzące jego uniwersum i mimo zatrważających wniosków jakie w wyniku tego oświecenia wyciąga, mówi wyraźnie, że kontemplacja wszechświata to radość, która powinna być udziałem wszystkich cywilizacji.
Ted Chiang zatem nie krytykuje ludzkiej tendencji do wpinania się w górę wiedzy, on tam pcha ludzi mocno zapierając się nogami o podłoże. To nie jest Herbert George Wells, który zajmował wręcz przeciwne stanowisko i głośno ostrzegał przed przekraczaniem granicy. Chiang nie boi się sięgać tam, gdzie rozciąga się domena Boga. Jako ateista (co podkreślał w wywiadach) uważa te bariery za sztuczne i wymyślone. Jego bohaterowie często zdają się poprawiać boskie dzieło. Autor jednocześnie wyraźnie wskazuje wszystkie okoliczności, które powinniśmy rozważyć w trakcie takich ingerencji, stawiając nas ostatecznie w dość ambiwalentnym położeniu. W opowiadaniu „Co ma cieszyć oczy. Reportaż” ludzie ingerują we własne człowieczeństwo, wszczepiając sobie zabezpieczenie polegające na tym, że przestają oceniać siebie po okładce. Nie odczuwają żadnych estetycznych doznań związanych z urodą lub brzydotą innych, upada tzw. lookizm, czyli kolejne uprzedzenie obok rasizmu czy homofobii. W opowiadaniu mamy szereg argumentów za i przeciw takiemu postępowaniu (podobnie jest w genialnej noweli spoza zbioru, zatytułowanej „Cykl życia oprogramowania”, gdzie Chiang zastanawia się wspólnie z bohaterami i czytelnikiem nad różnicami i podobieństwami ludzi oraz potencjalnych sztucznych inteligencji oraz podejmuje dość ważkie moralne dylematy), wnioski autor pozostawia do wyciągnięcia samodzielnie. Podążajmy tą drogą wytrwale, ale z rozwagą, spójrzmy szeroko, zastanówmy się nad niejednoznacznością efektów naszych dążeń.

‹Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2012›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w nieznane. Almanach fantastyki 2012
Data wydania29 listopada 2012
RedakcjaMirosław Obarski
Wydawca Solaris
CyklKroki w Nieznane
ISBN978-83-7590-087-3
Format550s. oprawa twarda
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 48,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jak już wspomniałem wcześniej, Chiang neguje obiektywizm poznania i ustanawia wiarę w naukę fundamentem ludzkiej epistemologii. Nauka i doświadczenie, ze względu na metodologię poznawczą, ograniczoną językiem, formalizmem i sposobem postrzegania zostały sprowadzone częściowo do obszaru wiary. W opowiadaniu „Piekło to nieobecność Boga” sytuacja zostaje odwrócona. Obszary, które obecnie są domeną religii, więc siłą rzeczy leżą po stronie wiary, zyskują całkowitą i nieodwołalną realność. Wiara już nie jest potrzebna, Bóg jest, aniołowie są, objawienia i ciągła boska interwencja również. Niebo, gdzie po śmierci o ile kochaliśmy Boga, pijemy z nim ambrozję, jest faktem. Piekło, które jest tak naprawdę naszym pozbawionym boskiego namacalnego śladu światem, niczym nie różniącym się od tego co widzimy za oknem, jest faktem. Opowiadanie mówi o tym wszystkim co kryje się za pojęciem wiary, czyli o miłości do Boga, o nadziei w nim pokładanej, o trudności jaką sprawia pogodzenie faktu strasznych cierpień jakie spadają na pojedynczego człowieka z dochowaniem wierności Bogu. Mówi o teodycei. Chiang twierdzi, wbrew tytułowi, że piekło to nie jest wcale nieobecność Boga. To nieobecność najbliższych, tych, których kochaliśmy i nagle nas opuścili. Testy, które przechodzą bohaterowie opowiadania to dosłowna realizacja testu wiary, który w naszym świecie wymaga zaprzestania pytań o sprawy ostateczne i sens religii, przy jednoczesnym całkowitym jej oddaniu. Chiang pyta – czy jest to realne? Odpowiedzi nie daje, każe jednak się porządnie zastanowić.
Sam Ted Chiang uważa, że opowiadania, które powszechnie uważane na mocno religijne („Wieża Babilonu”, „Siedemdziesiąt dwie litery”, „Piekło to nieobecność Boga”) są tak naprawdę bardziej o nauce niż o Bogu. To rozważania na temat naukowego podejścia do ukrytej przed nami tajemnicy i radzeniu sobie z tym faktem. O kwantyfikacji niekwantyfikowalnego. Podążając przez życie, od przeszłości do przyszłości, coś co określamy mianem „nieznane” jest naszym celem. Przeszłość znamy i jest stała, przyszłość sobie kreujemy. A gdyby tak to wszystko zanegować? Wyobraźmy sobie świat, w którym przeszłość i przyszłość nie różnią się tak naprawdę niczym. Są poszerzoną teraźniejszością, niezmiennym wzorem zaszytym w metaforycznym dywanie o nieskończonej powierzchni wygenerowanej przez jakiś bliżej nieokreślony deterministyczny chaos. My, ludzie, idziemy wzdłuż dywanu wektorowo, zawsze sekwencyjnie od zdarzenia do zdarzenia. W najlepszym opowiadaniu zbioru poznajemy istoty, które patrzą na rzeczywistość zupełnie inaczej, widzą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość jednocześnie, te pojęcia dla nich nie istnieją. Wiedzą od razu wszystko, znają swoją przyszłość i nie potrafią jej zmienić. Czy oznacza to, że nie posiadają one wolnej woli?
Ted Chiang twierdzi, że wszystko zależy od kontekstu, ponieważ dla istot żyjących w ten sposób taki termin nie istnieje w ich pojęciowym słowniku. Wolna wola to po prostu kolejny z naszych aksjomatów, produkt niedoskonałego przecież aparatu poznawczego, zbudowanego przez miliardy lat wektorowego postrzegania świata. Znajomość niezmiennej przyszłości nie da się pogodzić z typowo ludzkim pojęciem wolnej woli, ale przy postrzeganiu, nazwijmy to niesekwencyjnym (całościowym) w przeciwieństwie do wektorowego, pojęcie wolnej woli traci rację bytu. A skoro nigdy nie istniało to nie uświadamiamy sobie jego braku, tak samo jak nie tęsknimy za rzeczami, których definicji nie potrafimy nawet sformułować. Ted Chiang zastanawia się w kolejnym opowiadaniu „Co z nami będzie”, gdy okaże się, że zdobędziemy niezaprzeczalny dowód braku istnienia wolnej woli. Determinizm otaczającego nas świata łudził nas wolnością od zawsze, ale dopiero uświadomienie sobie tego faktu odbiera nam chęć życia. I tutaj znowu pojawia się kwestia wiary. Wiary w kłamstwo nauki i filozofii na temat naszej wolności, które pojawiło się nie tylko jako konsekwencja samej niedoskonałości człowieka, ale i jako bufor bezpieczeństwa. Całkiem niezłą wariacją na temat wolnej woli i paradoksu podróży w czasie, która nie zmieni nic w przeszłości ani przyszłości, bo jest tylko podróżą po leżącym, raz utkanym dywanie, jest opowiadanie „Kupiec i wrota alchemika”, osadzone w baśniowej scenerii starożytnego Bliskiego Wschodu.
Opowiadania Teda Chianga to wspaniałe i budzące podziw fragmenty. Jest to pojedynek nadludzi ze „Zrozum”, który przypomina trochę „Ruch generała” Jacka Dukaja; to olśnienie głównego bohatera „Wydechu”, które spada równie mocno na czytelnika; to stopniowe zrozumienie faktu, że „Dzielenie przez zero” czasem ma sens; to promień świetlny, który porusza się tak, jakby obliczał sobie optymalną drogę od A do Z zanim w ogóle wyruszy w podróż; to wspinaczka po „Wieży Babel” z gwiazdami przepływającymi na wyciągnięcie ręki; to w końcu niesamowita wizja piekła atrakcyjniejszego niż świat doczesny.
koniec
21 października 2018
1) Poza zbiorem „Siedemdziesiąt dwie litery” ukazały się następujące teksty:
  • „Cykl życia oprogramowania” (Kroki w nieznane 2010)
  • „Automatyczna Ninia Dacy’ego” (Kroki w nieznane 2012)
  • „Wielka cisza” (Nowa Fantastyka 10/2015)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Listopad 2018
Esensja

9 XI 2018

Listopad to dla wydawców okres gorączki przedświatecznej, każdy więc powinien w bogatej ofercie znaleźć coś dla siebie – albo do położenia pod choinką.

więcej »

Nie przegap: Październik 2018
Esensja

31 X 2018

Halloween zamykamy przeglądem październikowych recenzji.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
Marcin Knyszyński

28 X 2018

„Oko na niebie” jest, jak to w słynnych „Bożych Inwazjach” napisał Lawrence Sutin, pierwszą powieścią Philipa K. Dicka, w której powątpiewa on w prawdziwość rzeczywistości. To pierwocina takich utworów jak (między innymi) „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Labirynt śmierci” czy wreszcie „Ubik” – tekstów o wiele głębszych i bardziej dopracowanych. Od czegoś trzeba było jednak zacząć – Philip K. Dick już na początku wypalił z wielkiej armaty.

więcej »

Polecamy

Duchy w powłokach

Przeczytaj to jeszcze raz:

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Inne recenzje

Who goes there? The Thing!
— Marcin Knyszyński

Fantastyczne antologie: Przechadzka
— Beatrycze Nowicka

Spacerując ścieżkami wyobraźni
— Beatrycze Nowicka

50 książek, które wstrząsną Gwiazdką
— Esensja

Do księgarni marsz: Listopad 2012
— Esensja

Z wizytą u zegarmistrza
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Maj 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Kroczmy w nieznane
— Michał Kubalski

Prezenty świąteczne 2010: 100 książek, które powinny znaleźć się pod choinką
— Esensja

Do księgarni marsz: Grudzień 2010
— Esensja

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Ja chcę więcej!
— Anna Kańtoch

Tegoż autora

„Bękarty wojny” dla całej rodziny
— Marcin Knyszyński

Siedem wspaniałych: Lista mocno subiektywna
— Marcin Knyszyński

Who goes there? The Thing!
— Marcin Knyszyński

Wyjście z raju
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu Nangilimy
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.