Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Oko na niebie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOko na niebie
Tytuł oryginalnyEye in the Sky
Data wydania1994
Autor
PrzekładKatarzyna Mioduszewicz
Wydawca Amber, Mizar
SeriaMistrzowie SF
ISBN83-8530-961-6
Format256s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Na rubieżach rzeczywistości: Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie

Esensja.pl
Esensja.pl
„Oko na niebie” jest, jak to w słynnych „Bożych Inwazjach” napisał Lawrence Sutin, pierwszą powieścią Philipa K. Dicka, w której powątpiewa on w prawdziwość rzeczywistości. To pierwocina takich utworów jak (między innymi) „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Labirynt śmierci” czy wreszcie „Ubik” – tekstów o wiele głębszych i bardziej dopracowanych. Od czegoś trzeba było jednak zacząć – Philip K. Dick już na początku wypalił z wielkiej armaty.

Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie

„Oko na niebie” jest, jak to w słynnych „Bożych Inwazjach” napisał Lawrence Sutin, pierwszą powieścią Philipa K. Dicka, w której powątpiewa on w prawdziwość rzeczywistości. To pierwocina takich utworów jak (między innymi) „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Labirynt śmierci” czy wreszcie „Ubik” – tekstów o wiele głębszych i bardziej dopracowanych. Od czegoś trzeba było jednak zacząć – Philip K. Dick już na początku wypalił z wielkiej armaty.

Philip K. Dick
‹Oko na niebie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOko na niebie
Tytuł oryginalnyEye in the Sky
Data wydania1994
Autor
PrzekładKatarzyna Mioduszewicz
Wydawca Amber, Mizar
SeriaMistrzowie SF
ISBN83-8530-961-6
Format256s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W bewatronie, wielkim akceleratorze protonów w Belmont, dochodzi do tragicznej w skutkach awarii. Ośmioro turystów spada z widokowej platformy wprost na dno akceleratora, gdzie na szczęście zostaje im szybko udzielona pomoc. Główny bohater powieści, Jack Hamilton, pracownik pobliskiej fabryki broni i jego żona budzą się w szpitalu. Szybko dochodzą do siebie – zbyt szybko. Oboje doświadczają dziwnego uczucia, że od momentu przebudzenia coś jest nie tak, coś się zmieniło w otaczającej ich rzeczywistości. Przypomina ona bardziej dekorację teatralną, niż prawdziwy świat i jak zauważa żona Jacka, Marsha: „Od czasu gdy odzyskałam przytomność, to coś zawsze wydaje się być tuż za mną. Mam przeczucie. Gdybym odwróciła się, zobaczyłabym, nie wiem co. Coś ukrywającego się. Coś okropnego”. Po powrocie bohaterów do domu błyskawicznie objawia się im groteskowość świata, w którym się znaleźli – dodatkowo ich życia podejrzanie mocno zostały w jednej chwili powiązane z życiami pozostałych sześciu uczestników wypadku. Jack Hamilton dociera do przerażającej prawdy: cała ósemka bohaterów nadal leży na dnie bewatronu, a to, czego doświadczają, jest rzeczywistością wytworzoną przez umysł jednego z nich. Jakimś niezrozumiałym sposobem wszyscy żyją w tej samej, narzuconej przez jedną osobę iluzji, wszyscy zasiedlają ten jeden wspólny, wyimaginowany kosmos, w którym subiektywnie odczuwane godziny i dni są tylko ułamkami sekund w rzeczywistym świecie. W świecie, gdzie nadal wyje syrena alarmowa, zaś ekipa ratunkowa dopiero poderwała się z miejsc.
Pozwolimy sobie teraz na małą dygresję. Marek Oramus w przedmowie ostatniego wydania Rebisu wspomniał, że taki bewatron istniał naprawdę – tyle, że w Berkeley, a nie w Belmont. Był to element wielkiego laboratorium naukowego, znajdującego się na terenie Uniwersytetu Berkeley, na którym uczył się sam Philip K. Dick. Nazwa miasta wywodzi się od George’a Berkeleya, anglikańskiego biskupa i filozofa, żyjącego w pierwszej połowie osiemnastego wieku. Berkeley twierdził, że świat materialny nie istnieje jako byt obiektywny a wszystko czego doświadczamy jest tylko całokształtem wrażeń zmysłowych doznającego podmiotu (człowieka). „Istnieć, znaczy być postrzeganym” – czyli drzewo upadające w puszczy nie wydaje żadnego dźwięku jeśli w pobliżu nie ma człowieka, który by ów dźwięk mógł odebrać. Ba, takie drzewo nie istnieje – chyba, że je właśnie zaobserwujemy. Wszystko jest subiektywnymi projekcjami ludzkich umysłów, nie ma nic obiektywnie istniejącego. Paradoks faktu, że elementy świata interpretowane są tak samo przez różnych ludzi oraz to, że istnieją w taki sam sposób (powracają z niebytu) ilekroć ponownie zwrócimy na nie uwagę, tłumaczył istnieniem jednej nadrzędnej jaźni, która dokonując stałej „obserwacji” świata podtrzymuje jego istnienie. Nietrudno się domyślić o jaką jaźń chodzi – Bóg śni nasz świat, a my jesteśmy elementami jego snu.

Philip K. Dick
‹Oko na niebie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOko na niebie
Tytuł oryginalnyEye in the Sky
Data wydania31 marca 2015
Autor
PrzekładKatarzyna Mioduszewicz
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7818-577-2
Format296s. 150×225mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena49,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Bohaterowie – a właściwie ich umysły – zostają uwięzieni w świecie, który wymarzył sobie jeden z nich. Jest to świat, gdzie funkcjonuje coś w rodzaju fundamentalistycznej religii islamskiej (początkowo miała to być religia chrześcijańska, ale wydawcy wymusili zmianę na Dicku, aby nie drażnić konserwatywnych czytelników) chwalącej imię (Tetragranmatona), którego nie wolno wymawiać. Jest to urzeczywistniony świat okrutnego Starotestamentowego Boga, gdzie to Ptolemeusz miał rację a nie Kopernik, gdzie modlitwa uruchamia silniki samochodowe, cuda są na porządku dziennym, a wynagrodzeniem za pracę są „punkty” prowadzące do zbawienia. Dopóki człowiek-bóg żyje w swoim wyimaginowanym świecie, reszta jest skazana na współuczestnictwo w jego wizji. Aby się uwolnić, trzeba zabić Boga.
Philip K. Dick prowadzi bohaterów przez kolejne wymarzone uniwersa, z których każde jest potworniejsze niż poprzednie. W każdym z nich jeden z bohaterów jest absolutnym władcą swego świata – takiego ufundowanego na swoim chciejstwie, narcyzmie, problemach psychicznych, fobiach, uprzedzeniach i egoizmie. Powstają kosmosy-pułapki, wynaturzone, potworne, groteskowe i karykaturalne – takie właśnie rzeczy tkwią w ludzkich głowach. Takimi właśnie „bogami” staliby się ludzie, gdyby posiedli demiurgiczne moce. W świecie religijnego fundamentalisty, czarnoskórzy powłóczą nogami i mówią „massa, massa, biały pan” a feministki są grube i owłosione. W świecie zidiociałej dewotki, nadinterpretowującej tezy Freuda o sublimacji popędu seksualnego, ludzie nie mają narządów rozrodczych a wszystkie niewygodne i przeszkadzające jej elementy świata jak owady, klaksony, ujadające psy czy wręcz cała Rosja (!) zostają wymazane z rzeczywistości. Nieważne, że tak skonstruowany świat chwieje się w posadach z braku logiki. A to nie najstraszniejsze projekcje, jakie możemy odwiedzić. Wszystkie one są kreacjami ludzi o boskich mocach, kalekimi tworami złych demiurgów, podłych i zachłystujących się władzą.
Philip K. Dick rozwijał założenia „Oka na niebie” w kolejnych powieściach – ukoronowaniem tejże drogi twórczej stał się „Ubik”, jedna z najlepszych powieści autora i całego gatunku science fiction. Trzeba jednak wiedzieć, że Dick nigdy nie pisał swych powieści z zamiarem stworzenia jednolitej i konsekwentnej teorii filozoficznej. To były raczej niezsynchronizowane, lecz zaskakująco zbieżne ideowo i rozwijane przez całą karierę pisarską koncepty myślowe. On sam nie uważał się za filozofującego pisarza, lecz za beletryzującego filozofa, który chce poprzez literaturę wyrazić swoją recepcję rzeczywistości. Dick zadaje w „Oku na niebie” całą masę pytań bez oferowania jakichkolwiek odpowiedzi. Podobnie jak wielcy filozofowie, na ramionach których Dick zawsze stawiał swoje fabularne budowle. W przypadku tej powieści Berkeley to jeden z przykładów – przychodzi po prostu na myśl w pierwszej kolejności. Jest przecież jeszcze Immanuel Kant z niepoznawalną „rzeczą samą w sobie”, który polemizował z Berkeleyem; jest gnoza, która stanowi nieodłączny element twórczości Dicka; są też pojęcia wszechświata prywatnego (idios kosmos) oraz publicznego, współdzielonego (koinos kosmos), o których mówił Heraklit i o których wspomina Dick w swoim eseju „Schizophrenia and The Book of Changes”. A miłośnicy prozy Adama Wiśniewskiego-Snerga oraz Stanisława Lema również znajdą tu całe pokłady podobnych idei – przywołajmy chociażby rozważania o „śnie Jego uwagi” z „Jednolitej teorii czasoprzestrzeni”, strach „postaci z Jego snu, aby go nie obudzić” z „Robota”, paranaukowy wykład pana Lisitano o subiektywności naszego postrzegania z „Nagiego Celu”, czy koszmar króla Rozporyka z „Cyberiady” i przygody Ijona Tichego z „Kongresu Futurologicznego”.
„Oko na niebie” jest formalnie, językowo i literacko bardzo proste. Tu nie ma fajerwerków stylu, poetyckiego języka i efektownych dialogów. Za to głębia filozoficzna, jaka kryje się pod fabularną powierzchnią jest imponująca – choć oczywiście na prawdziwie oszałamiające wizje przyjdzie nam poczekać do kolejnych jego powieści. W „Oku na niebie” wyczuwamy też nutę pewnego optymizmu i nadziei w starciu z wszechświatem – nawet w obliczu niejednoznacznego zakończenia. W „Trzech stygmatach Palmera Eldritcha” i „Ubiku” już tak optymistycznie nie jest. Sny literackiego boga są coraz bardziej niepokojące.
koniec
28 października 2018
Marcin Knyszyński: Rocznik 1979. Nałogowy czytelnik i kinoman. Zwolennik szczegółowego i wnikliwego podejścia do popkultury. W wolnej chwili czyta, pisze o tym co czyta, ogląda filmy pasjami i prowadzi bloga „Niekoniecznie jasno pisane”. Recenzuje dla Szortalu i CarpeNoctem.pl oraz pisze artykuły dla kwartalnika „OkoLica Strachu”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
Marcin Knyszyński

11 X 2021

Ostatnia opowieść o Ijonie Tichym i przedostatnia powieść Lema. Ijon Tichy ma problem. Uległ bowiem kallotomii podczas swojego pobytu na księżycu. Jego mózg został w niewyjaśniony sposób podzielony na funkcjonujące niezależnie dwie osobowości (ukryte w dwóch rozłącznie działających półkulach). Tichy, za pomocą niepełnych danych z lewej półkuli (której to osobowość jest narratorem w powieści) próbuje zrekonstruować swój pobyt na księżycu i zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

Tegoż autora

„MAX” ale na wesoło
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
— Marcin Knyszyński

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Klausie goes to Hollywood…
— Marcin Knyszyński

Powrót na Ziemię
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Wojna światów w obrazkach
— Marcin Knyszyński

Stulecie Stanisława Lema: Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Extraordinary Moore: Wiktoriańska Liga Sprawiedliwości
— Marcin Knyszyński

Nieoczekiwana zmiana miejsc
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.