Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Tytańscy gracze›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTytańscy gracze
Tytuł oryginalnyThe Game-Players of Titan
Data wydania13 marca 2000
Autor
PrzekładTeresa Tyszowiecka-Tarkowska
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7150-781-X
Format204s. 125×183mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Na rubieżach rzeczywistości: „Osacza nas zewsząd wug!”

Esensja.pl
Esensja.pl
Philip K. Dick, w roku publikacji „Człowieka z wysokiego zamku”, napisał tylko dwie powieści, które wydane zostały odpowiednio po dwóch i dziesięciu latach. Za to zaraz po wydaniu wspomnianego wyżej arcydzieła rozpoczęły się dwadzieścia cztery miesiące niesamowitego twórczego urodzaju i wręcz nadprodukcji treści. Powstało wówczas jedenaście powieści, jedne lepsze, inne gorsze – wszystkie jednak warte uwagi. Dziś czytamy „Tytańskich graczy”.

Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: „Osacza nas zewsząd wug!”

Philip K. Dick, w roku publikacji „Człowieka z wysokiego zamku”, napisał tylko dwie powieści, które wydane zostały odpowiednio po dwóch i dziesięciu latach. Za to zaraz po wydaniu wspomnianego wyżej arcydzieła rozpoczęły się dwadzieścia cztery miesiące niesamowitego twórczego urodzaju i wręcz nadprodukcji treści. Powstało wówczas jedenaście powieści, jedne lepsze, inne gorsze – wszystkie jednak warte uwagi. Dziś czytamy „Tytańskich graczy”.

Philip K. Dick
‹Tytańscy gracze›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTytańscy gracze
Tytuł oryginalnyThe Game-Players of Titan
Data wydania13 marca 2000
Autor
PrzekładTeresa Tyszowiecka-Tarkowska
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7150-781-X
Format204s. 125×183mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Powieść ta została napisana w ekspresowym tempie, w maju 1963 roku. Wydawnictwo Ace Books wydało ją już w grudniu, tym razem pojedynczo, bez drugiej powieści w pakiecie. Mimo wielu wydań anglojęzycznych, „Tytańscy gracze” wyszli w Polsce tylko raz – w 2000 roku, nakładem „Zyska i Spółki”. Geneza powieści nie jest dokładnie znana, większość badaczy twórczości Dicka milczy na ten temat, w tym również Lawrence Sutin, autor najsłynniejszej biografii pisarza. Ogólnie rzecz biorąc, mamy do czynienia z krótką, dynamiczną powieścią science fiction z elementami kryminału, poruszającą znowu zagadnienie złudzenia rzeczywistości – ale tym razem jest to fałsz „subiektywny”, wynikający z odmienności istot (a co za tym idzie – percepcji) interpretujących ową rzeczywistość. Więc powinniśmy mówić nie tyle o „fałszu”, co o różnych „wewnętrznych” manifestacjach tego samego, „zewnętrznego”, niepodważalnie prawdziwego świata. Co nam mówi fabuła?
Ziemia przyszłości oddalonej o dwieście (może trzysta) lat jest miejscem wyludnionym po kolejnej wielkiej wojnie światowej. Zamieszkuje ją około miliona mieszkańców, z których tylko mała garstka pozostaje płodna – większość populacji straciła możliwości reprodukcyjne w wyniku działania bliżej nieokreślonych „promieni Hinkla”. Zdziesiątkowana ludzkość została podbita przez wugów, najeźdźców z Tytana, największego księżyca Saturna. Kosmici, zbudowani w całości z opartej na krzemie i metanie „galaretowatej cytoplazmy”, posiadają zaawansowane umiejętności telepatyczne oraz, poprzez wpływ na percepcję ludzi, potrafią przyjąć postać Ziemianina. Są też nałogowymi hazardzistami – kilkaset tysięcy mieszkańców naszej planety, podzielonych na „Grupy” bierze regularnie udział w grze zwanej „Blefem”. W tej, przypominającej kombinację „Monopolu” i pokera, planszówce stawiają na szali swe majątki, domy, małżeństwa i olbrzymie połacie lądu.
W ten sposób właśnie, Pete Garden stracił swą żonę Freyę oraz całe miasto Berkeley, którego był właścicielem. Odegrać się nie może, ponieważ akt własności Berkeley został szybko sprzedany niejakiemu Jerome Luckmanowi, najpotężniejszemu graczowi na naszej planecie, który zagiął parol na Grupę Gardena, nazywaną „Błękitnawym lisem”. Jak pokonać Luckmana, który już zapowiedział, że puści wszystkich z torbami? Pete Garden ma też inne kłopoty: właśnie została mu wyznaczona kolejna żona, do której nie czuje ani grama mięty (z wzajemnością). Na domiar złego jego uwagę przykuwa tajemnicza sąsiadka, która (co jest totalnym ewenementem na skalę światową) ma aż dwójkę dzieci. Pewnego dnia, po spotkaniu z obiektem swej fascynacji, Pete traci wspomnienia z ostatnich kilkunastu godzin. Okazuje się, że Jerome Luckman nie żyje, a podejrzany jest nie tylko nasz bohater, ale jeszcze pięciu innych członków grupy – oni wszyscy mają luki w pamięci.
Kryminalna z początku intryga szybko zamienia się pędzącą na złamanie karku sensacyjną fabułę. Członkowie „Błękitnawego lisa” wplątani zostają w prawdziwie kosmiczną awanturę i wewnętrzne rozgrywki pomiędzy politycznymi frakcjami wugów – ostatecznie muszą zagrać w Blef z samymi autorami gry, a stawką jest dużo więcej niż nasza planeta. Siłą „naszej” drużyny może stać się paradoksalnie to, co wugi postrzegają jako naszą słabość – ludzkie postrzeganie.
Philip K. Dick nie stworzył oszałamiającej wizji przyszłości. Gadające automaty, działające na zasadzie „efektu Rushmore’a” i wyręczające ludzi praktycznie na każdym kroku są najważniejszą i w sumie jedyną zdobyczą ludzkości. Nie jest to jednak ważne – Dickowi chodzi tu o coś innego. Wśród mieszkańców naszej planety mamy mnóstwo osobników panujących nad siłami PSI (jeden z bohaterów powieści mówi o tym, że nad ujarzmieniem tych sił i nad eksperymentami z praniem mózgu pracowali sowieci podczas Wielkiej Wojny dwudziestego wieku – kto wie, może ten temat był właśnie inspiracją Dicka). Mamy telepatów, prekognitów („przewidzów”), psioników i psychokinetyków – im wszystkim nie wolno, ze zrozumiałych względów, grać w Blef. Ich umiejętności są jednak bardzo niebezpieczne – mogą przecież wpływać na odbiór rzeczywistości. Mogą usunąć całe obszary wspomnień sobie oraz innym, a także mogą je fabrykować – czy wówczas ludzka pamięć, ten gwarant ciągłości istnienia i dowód na jego przyczynowo-skutkowy przebieg ma jakąkolwiek wartość? Ludzie zaczynają funkcjonować w takiej sytuacji trochę jak w „Słonecznej loterii”, pierwszej powieści Philipa K. Dicka, gdzie całą naszą egzystencją rządził przypadek, brak wiarygodnej przeszłości i przyczynowości – ciągłe „teraz”. Życie staje się pokerem a idea tytańskiej rozgrywki przenosi się z planszy do rzeczywistego świata. Wszyscy muszą być hazardzistami, aby przeżyć.
Ale nie tylko niepewna przeszłość jest problemem. Nie możemy też ufać teraźniejszości. Pete Garden jest niestabilnym psychicznie facetem, mającym za sobą cztery próby samobójcze, cierpiącym na depresje maniakalne i psychozy afektywne. Hurtowo pochłania tabletki, najróżniejsze prochy i narkotyki, a wszystko to obficie popija alkoholem. Nic dziwnego zatem, że „obserwuje u siebie niejasne odczucie, jakby świat wokół niego nie był do końca realny”. „Tytańscy gracze” to jedna z pierwszych powieści, w których zarówno choroba psychiczna i środki psychotropowe nie są traktowane jako dysfunkcja i problem, lecz poszerzenie świadomości pozwalające „widzieć więcej”. Do tego tematu powrócimy w już następnym artykule, kiedy to zgłębimy tajemnice rewelacyjnego „Marsjańskiego poślizgu w czasie”.
Ostatecznie nie wiemy nic – kim jest człowiek z którym rozmawiamy; czy to w ogóle jest człowiek; czy to, co pamiętamy, przeżyliśmy naprawdę; czy naprawdę jesteśmy fizycznie tam, gdzie podpowiadają nam nasze zmysły i czy w ogóle jesteśmy tym, za kogo się uważamy. I na to wszystko Dick nakłada jeszcze jeden poziom interpretacji rzeczywistości – nawet jeśli założymy, że to co widzimy jest „prawdziwe” to i tak sama definicja „prawdziwości” sprowadza się tylko do naszego antropocentrycznego zadufania w sobie. Bo przecież wugowie doświadczają świata inaczej, „widząc”, „słysząc” i „czując” zupełnie co innego niż ludzie. Tutaj znowu słychać echa kantowskich niepoznawalnych noumenów, o których pisaliśmy już przy okazji „Czasu poza czasem”. Ludzie zdrowi, chorzy, zmanipulowani telepatycznie, naćpani, pijani i w końcu kosmici mają różne punkty widzenia tej samej istoty rzeczy. Siedzą w środkach zupełnie różnych układów współrzędnych, a jednak jakoś funkcjonują w tej samej rzeczywistości. Jakże mocno przypomina to filozofię zawartą w twórczości naszego Adama Wiśniewskiego-Snerga, do której również zajrzymy w kolejnym artykule.
„Tytańscy gracze” nie są najlepszą powieścią Philipa K. Dicka. Jest to książka ledwo średnia, wciśnięta wydawniczo między rzecz genialną i bardzo dobrą. Warto ją jednak znać – sieje ona pewien niepokój, wynikający z przypuszczenia, że być może nie powinniśmy ufać przede wszystkim samym sobie.
koniec
24 marca 2019

Komentarze

25 III 2019   10:20:58

Ten cykl to najlepsze co się przytrafiło Esensji w ostatnich miesiącach. Dziękuję i czekam na kolejne odcinki.

25 III 2019   18:00:12

Podpisuję się pod powyższym komentarzem.

25 III 2019   20:32:04

To i ja się podpiszę. Czytam każdą recenzję, ale nie komentuję, bo nie mam nic do dodania. Także i w tym przypadku muszę zgodzić się z recenzentem - warto czytać również te trochę słabsze książki Dicka, jak właśnie "Tytańscy gracze" czy "Simulakra". We wszystkich można odnaleźć ten pierwiastek szaleństwa i geniuszu, wszystkie mają "to coś".

25 III 2019   23:30:05

Zgadzam się z recenzentem i @zyx, że warto. A mimo to nie mogę zmęczyć głównonurtowego "Humpty Dumpty w Oakland". Utknąłem w połowie, a jest to dość cienka książeczka. Pokręconego i dużo trudniejszego "Valisa" kiedyś połknąłem bez problemu i z przyjemnością, ale prawie nic z niego nie pamiętam... Niedobrze... Philip Dick zabełtał mi w głowie. Dobrze że sobie można odświeżyć pamięć dzięki tym recenzjom.

26 III 2019   20:26:59

Może powinienem napisać, że "we wszystkich SF". Z głównonurtowych przeczytałem tylko "Wyznania łgarza" i podobały mi się. W powieść wchodzi się jak w masło, już sam początek jest odlotowy, właściwie nie odczuwa się w tej książce braku fantastycznych elementów. Jednak inne głównonurtowe książki Dicka uważane są za wyraźnie słabsze i dlatego jakoś mnie do nich nie ciągnie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Sierpień 2019
Esensja

13 VIII 2019

W sierpniowej ofercie wydawniczej wciąż widoczne jest wakacyjne zwolnienie tempa.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: A Śląsk wciąż nieznany…
Wojciech Gołąbowski

10 VIII 2019

„Nieznany kraj”, dzieło Zofii Kossak – której 130 rocznica urodzin przypada właśnie dzisiaj – wydane jeszcze przed II wojną światową, bardzo niewiele straciło na aktualności. To wciąż bardzo przyjemna lektura, przybliżająca Polakom z innych regionów specyfikę duszy Ślązaka.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2019
Esensja

31 VII 2019

Połowa wakacji za nami, przypomninamy więc co zrecenzowaliśmy w lipcu.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe kłamstwa

Na rubieżach rzeczywistości:

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Niekoniecznie jasno pisane: Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Najdziwniejsi z dziwnych
— Marcin Knyszyński

Gotham w akwareli
— Marcin Knyszyński

Typowy Leo
— Marcin Knyszyński

Ukryta Ameryka
— Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Horror skrajności
— Marcin Knyszyński

U kresu podróży
— Marcin Knyszyński

Wodzenie za nos
— Marcin Knyszyński

Ku przestrodze
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.