Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): „Okupacja” litewska (X 1939 – VI 1940)

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
Druga wojna światowa to w życiu Józefa Mackiewicza okres wyjątkowo skomplikowany. Lata spędzone kolejno pod rządami litewskimi, sowieckimi i niemieckimi, rzutowały na całe późniejsze, emigracyjne życie pisarza. Oskarżany o kolaborację – najpierw z Litwinami, później z hitlerowcami – latem 1944 roku Mackiewicz opuścił Wilno, uciekając tym samym przed nadciągającymi bolszewikami. Jak się okazało, do swego ukochanego miasta nigdy już nie dane było mu powrócić.

Sebastian Chosiński

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): „Okupacja” litewska (X 1939 – VI 1940)

Druga wojna światowa to w życiu Józefa Mackiewicza okres wyjątkowo skomplikowany. Lata spędzone kolejno pod rządami litewskimi, sowieckimi i niemieckimi, rzutowały na całe późniejsze, emigracyjne życie pisarza. Oskarżany o kolaborację – najpierw z Litwinami, później z hitlerowcami – latem 1944 roku Mackiewicz opuścił Wilno, uciekając tym samym przed nadciągającymi bolszewikami. Jak się okazało, do swego ukochanego miasta nigdy już nie dane było mu powrócić.

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz
17 września 1939 roku, po wkroczeniu Armii Radzieckiej na wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, Józef Mackiewicz uciekł z Wilna do Kowna. Jego śladem podążył również Stanisław Cat-Mackiewicz, brat Józefa, przez cały okres międzywojenny redaktor naczelny „Słowa”. W przeciwieństwie do losów Cata w Kownie, o których wiemy sporo, na temat życia i twórczości Józefa w tym czasie nie wiemy prawie nic, a przynajmniej bardzo mało. Jedynym znanym – i bardzo zresztą istotnym – faktem jest zamieszczenie 14 października 1939 roku na łamach gazety „Lietuvos Żinios” („Wiadomości Litwy”) artykułu pt. „My, Wilnianie…”. Od tej też chwili osoba dziennikarza stała się przedmiotem gwałtownych oskarżeń, które powróciły doń ze zdwojoną siłą podczas okupacji hitlerowskiej (w roku 1943), a potem na emigracji. Wspomniany artykuł był w Polsce przez całe dziesięciolecia nie znany. Nieznajomość tekstu zaś powodowała demonizowanie stawianych w nim przez autora tez. W artykule doszukiwano się dowodów jego „kolaboracji z okupantem litewskim” oraz – jak pisano – „popierania dążeń litewskich do zagarnięcia części terytorium polskiego”.
„My, Wilnianie…”
Po raz pierwszy rzeczowe informacje o tym artykule podał Piotr Łossowski w pracy „Litwa a sprawy polskie 1939-1940”, w całości zaś opublikował go jesienią 1989 (a więc dokładnie w pół wieku od daty pierwodruku) Cezary Chlebowski na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Pisał w tym artykule Mackiewicz między innymi o tym, że wojska litewskie zostaną w Wilnie powitane entuzjastycznie, krytykował polski rząd oraz jego politykę wobec mniejszości narodowych. I tylko tyle w tekście tym widzieli przeciwnicy Mackiewicza. Zdania dziennikarza często wyrywali z kontekstu, zmieniając tym samym ich sens i wymowę. Potem już tylko oskarżali i napiętnowali, zapominając czasami o zachowaniu choć podstawowej przyzwoitości i dążeniu do prawdy.
Jerzy Malewski stwierdził, że „wypowiedź Józefa Mackiewicza z października 1939 r. (…) jest (…) doskonałym wprowadzeniem do jego późniejszej twórczości publicystycznej, a także – beletrystycznej” i przedrukował ów tekst, również w całości, w poświęconej Mackiewiczowi książce „Ptasznik z Wilna”. Jako że w chwili obecnej jest on już w Polsce dostępny, skupię się na najbardziej interesujących fragmentach, mających duży wpływ na późniejszą kampanię oszczerstw wobec Mackiewicza. Kogo interesuje całość, odsyłam do „Tygodnika Powszechnego” lub pracy Malewskiego.
Tekst „My, Wilnianie…” ukazał się z podtytułem: „Artykuł dziennikarza z Wilna, współpracownika dziennika Słowo, Józefa Mickiewicza” i następującym odredakcyjnym, litewskim wstępem: „Wśród społeczności Litwy panują różne zdania na temat Polaków i ich niedoli. Te zdania są dosyć różne. Sami Polacy, jak się słyszy, swój i swego Państwa los, rozpatrują w różnoraki sposób i różnie oceniają te warunki i te przyczyny, które Polskę doprowadziły do katastrofy. Niżej przedstawiamy artykuł, niejasny i nie przedstawiający jeszcze jakiegoś wyraźniejszego wytłumaczenia, napisany przez dziennikarza z Wilna, pisarza i redaktora, Juoazasa Mackiewiciusa [Józefa Mackiewicza], rzuca smugę światła na ogół tych zadań. Artykuł ten, jak myślimy, posłuży do wyjaśnienia również i naszych stosunków z Wilnem. Dla lepszego zrozumienia jego intencji warto zauważyć, że artykuł, jak wypływa z jego tonu, napisany jest naprawdę krwią płynącą z serca, które przeżyło wielką tragedię. Red.”.
Sanacja pod pręgierzem
Jak widać, bardziej współczuli Mackiewiczowi i lepiej intencje dziennikarza zrozumieli Litwini (przez wiele lat wrodzy Polsce), aniżeli jego rodacy. Trudno się jednak Polakom wtedy dziwić. Artykuł – w dużym stopniu piętnujący przedwrześniową Polskę – ukazał się zaledwie w parę dni po złożeniu broni przez żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” pod Kockiem i obrońców Helu. Rany były jeszcze świeże, krwawiące. Mackiewicz natomiast, choć pisał prawdę (co do tego wątpliwości mieć raczej nie można), rozdrapywał je jeszcze bardziej. „Czasy romantyzmu w stosunkach politycznych należą do przeszłości, nawet pośród tych zwolenników, którzy szukali jego śladów na drogach Polski i Litwy. Bądźmy otwarci i powiedzmy sobie, że Wilno nie stanowi tego ideału miasta, którego obraz pragnęlibyśmy nosić w swoim sercu, my wszyscy, którzy je kochamy” – przyznawał z goryczą, wypominając dalej swemu ukochanemu miastu, że za każdym razem, gdy wkraczała doń któraś ze zwycięskich armii (w latach 1915-1919), zawsze jedna z zamieszkujących je narodowości wychodziła na ulice, by witać ją kwiatami.
Jesienią 1939 roku sytuacja przedstawiała się jednak zupełnie inaczej. „Warunki ułożyły się tak nieoczekiwanie – pisał Mackiewicz – że jak się wydaje, w historii Wilna nastąpił moment niebywałej wagi, jakiego dotychczas nie było. Moment wart podkreślenia jako owoc historycznego losu. Moment na tyle charakterystyczny, że szkoda go było przemilczeć, uznawszy za przejaw politycznej banalności. Bo tu nie chodzi o manifestację, patriotyczną wypowiedź, nie o fanfaronadę, a o fakt: tak radośnie i jednolicie przez wszystkich mieszkańców, niezależnie od tego, czy byliby to Polacy czy Litwini – nie było witane żadne inne wojsko, jak dzisiaj… będzie witane w Wilnie wojsko Litwy”. Kontekst tych słów był oczywisty – radość z opuszczenia Wilna przez wojska sowieckie. Fakt ten oraz przejęcie zwierzchności nad miastem przez Republikę Kowieńską był dla Mackiewicza cudem, za który powinno się długo dziękować Bogu. Postawiony wobec dylematu: czy chce mieszkać w Wilnie rządzonym przez Sowietów, czy Litwinów? – nie miał Mackiewicz najmniejszych wątpliwości. I wątpliwości tych nie miała zapewne większa część ludności polskiej zamieszkującej miasto. Można więc uznać, że Mackiewicz pisał także w jej imieniu.
‹Ptasznik z Wilna›
‹Ptasznik z Wilna›
W artykule poddał także krytyce politykę rządu polskiego wobec mniejszości narodowych na Kresach. Przebija ona ze słów: „Gdy dzisiaj myślę, że naturalny zewnętrzny sojusznik Polski w jej państwowych aspiracjach na wschodzie – Ukraińcy, burżuazyjno-nacjonalistyczny grecko-katolicki naród był najbardziej antykomunistycznym z racji swojej struktury socjalnej, bardziej niż prawdziwi Polacy w samym sercu Polski, i że ten antykomunistyczny element zamiast pomóc Polsce, sam strzelał do polskich żołnierzy… zastanawiające, że władza Polski mogła popełnić tak ogromne błędy. Aż do krwi chciało się gryźć palce, do krwi, w której zanurzona jest dzisiaj cała Polska”. Na temat przyszłych (powojennych) stosunków polsko-litewskich miał do powiedzenia: „W każdym bądź razie nie może powtórzyć się fatalny błąd marszałka Piłsudskiego tworzenia fikcyjnego wielkiego państwa (mocarstwowość), gdzie geopolityczne warunki nawołują do realnej państwowości. (…) Opowiedzmy się lepiej o wspólnocie interesów [z Litwinami], ponieważ moim zdaniem, ta wspólnota interesów wypływa i będzie wypływać z geopolitycznych warunków potężnych bloków wschodu i zachodu. Miast tego, by tę wspólnotę uzupełnić i podnieść do poziomu siły, która występowała w czasach Witolda i mogła stawić czoło wrogowi, użyto przeciw niej panów Bociańskich i Berezy panów Kostków (…)”.
Zakończył zaś słowami: „Gdyby ktoś mi teraz powiedział, że piszę paszkwil przeciw Polsce, odpowiedziałbym mu, że piszę nie tylko skrwawionym sercem, lecz i w głębokim przekonaniu. Obowiązkiem polskiego dziennikarza, głęboko przekonanego dzisiaj, jest wskazanie palcem tych metod, które doprowadziły do niesłychanego w historii kraju upadku. A to dlatego, żeby napiętnowanie za ten upadek nie zostało skierowane przeciw całej narodowości polskiej, a tylko przeciw tym, którzy go przygotowali”. Smutny koniec. Być może, aby nie dolewać oliwy do ognia, nie napisał Mackiewicz wprost, kogo ma na myśli, kogo za ten upadek obwinia. Zrobił to za niego Cat – już na emigracji – kierując swą krytykę personalnie pod adresem premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, naczelnego wodza Edwarda Rydza-Śmigłego i ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Jak sądzę, Józef Mackiewicz miał na myśli te same osoby.
Nadzieje na Księstwo
Można by zadać pytanie: Skąd to nagłe prolitewskie nastawienie Mackiewicza? I odpowiedzieć: wcale nie takie nagłe. Zmiana w jego poglądach na Litwę i rząd w Kownie nastąpiła już rok wcześniej, jesienią 1938, po przyjęciu przez Kowno polskiego ultimatum. Po tym wydarzeniu trudno już znaleźć w „Słowie” choćby jeden artykuł Mackiewicza piętnujący Litwinów lub obrzucający ich niewybrednymi inwektywami (co wcześniej mu się zdarzało i to dość często). Klęska w wojnie obronnej 1939 roku była dla Mackiewicza niejako potwierdzeniem własnych poglądów na przedwrześniowe rządy, ugruntowała go w nich, pozbawiła reszty złudzeń, odarła z mitów i legend. Jedyną drogą w zaistniałej tragicznej sytuacji mógł być teraz tylko polityczny realizm. Ten realizm zaś nakazywał poprzeć Litwinów przeciwko Związkowi Radzieckiemu i Niemcom. To przecież Litwini – zdaniem publicysty – „ratowali” Polaków przed sowiecką okupacją, winni są więc im oni także głęboką wdzięczność.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Luty 2019
Esensja

5 II 2019

Nie mamy pewności czy w lutym czekaja nas długie, mroźne wieczory ale na wszelki wypadek prezentujemy nasze propozycje lektur, które mogą je umilić.

więcej »

Książka Roku 2018 – nominacje
Esensja

3 II 2019

Już po raz jedenasty zapraszamy do udziału w naszym plebiscycie na Książkę Roku. Oto opisy 30 nominowanych pozycji wybranych przez nas spośród zeszłorocznych premier wydawniczych.

więcej »

Nie przegap: Styczeń 2019
Esensja

31 I 2019

Pierwszy miesiąc 2019 roku za nami, a więc pora na przypomnienie co zrecenzowaliśmy od początku roku.

więcej »

Polecamy

Zapchajdziura

Na rubieżach rzeczywistości:

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.