Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Klany księżyca Alfy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlany księżyca Alfy
Tytuł oryginalnyClans of the Alphane Moon
Data wydania1992
Autor
PrzekładAgata Dudkiewicz
Wydawca Phantom Press
SeriaFantasy & SF
ISBN83-7075-124-5
Format180s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Na rubieżach rzeczywistości: „Normalni” szaleńcy

Esensja.pl
Esensja.pl
Co by się stało, gdyby domem wariatów kierowali pacjenci? W „Klanach księżyca Alfy” wracamy do zagadnienia poruszonego już w „Marsjańskim poślizgu w czasie”, czyli do choroby psychicznej niekoniecznie jako dysfunkcji. Kolejna powieść Philipa K. Dicka to znowu szalona historia z mnóstwem postaci i wątków, ale – w porównaniu do „Simulakry” – dość spójna i logiczna.

Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: „Normalni” szaleńcy

Co by się stało, gdyby domem wariatów kierowali pacjenci? W „Klanach księżyca Alfy” wracamy do zagadnienia poruszonego już w „Marsjańskim poślizgu w czasie”, czyli do choroby psychicznej niekoniecznie jako dysfunkcji. Kolejna powieść Philipa K. Dicka to znowu szalona historia z mnóstwem postaci i wątków, ale – w porównaniu do „Simulakry” – dość spójna i logiczna.

Philip K. Dick
‹Klany księżyca Alfy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlany księżyca Alfy
Tytuł oryginalnyClans of the Alphane Moon
Data wydania1992
Autor
PrzekładAgata Dudkiewicz
Wydawca Phantom Press
SeriaFantasy & SF
ISBN83-7075-124-5
Format180s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
We wrześniu 1954 roku, w magazynie „Galaxy Science Fiction” opublikowane zostało opowiadanie pod tytułem „Shell Game”. W Polsce możemy je znaleźć chociażby w zbiorze „Kopia ojca”, gdzie nosi tytuł „Gra pozorów”. Grupa chorych umysłowo rozbitków na obcej planecie zmaga się z wyimaginowanym (a może i nie?) zagrożeniem ze strony najeźdźców z kosmosu. Ta krótka historia stała się podstawą fabuły powieści wydanej przez Ace Books – w listopadzie 1964 roku wychodzą „Klany księżyca Alfy”. Jest to powieść trochę mniej znana i lubiana w porównaniu do tych najpopularniejszych, ale zdecydowanie jedna z najbardziej zwariowanych.
Świat przyszłości. Ziemia (Terra) kolonizuje odległe układy i planety. Na trzecim księżycu systemu Alfa znajduje się, założony przed laty przez Terran, szpital psychiatryczny dla tych wszystkich kolonistów, którzy nie potrafili odnaleźć się w ciężkich realiach swojego nowego domu. Międzygalaktyczna wojna zmusiła resztki ludzkości do opuszczenia księżyca i pozostawienia rezydentów szpitala samym sobie. Po dwudziestu kilku latach Terranie organizują wyprawę badawczą na księżyc Alfy – TERPLAN, czyli Amerykański Interplanetarny Urząd Zdrowia i Opieki Społecznej, chce zobaczyć, jak radzą sobie jego mieszkańcy. Zwariowali do reszty? Wpadli w katatonię? Wyewoluowali w społeczeństwo rządzące się swoimi prawami, którym daleko do tych przyjętych na naszej planecie za „normalne”? Może da się ich przywrócić terrańskiej społeczności?
Głównym bohaterem powieści jest Chuck Rittersdorf, typowy dickowy bohater, któremu życie ciągle rzuca kłody pod nogi. Rozwodzi się właśnie z Mary, która jako świetny psychiatra i naukowiec, została wytypowana do wspomnianej wyprawy w kosmos. Mary, mająca swego męża za nieudacznika, chce puścić go z torbami – Chuck musi szybko znaleźć dodatkowe źródła zarobku. Jako pracownik CIA, zajmuje się pisaniem programów dla rządowych „symulakronów”, czyli androidów nieodróżnialnych od ludzi, które wykorzystywane są do siania kapitalistycznej propagandy w komunistycznych krajach. Swoje zdolności postanawia wykorzystać pisząc także dodatkowo programy komercyjne – na przykład skecze dla najsłynniejszego komika świata, niejakiego Bunny’ego Hentmana. I tu sprawy zaczynają się komplikować: Chuck wplątuje się w tajną rozgrywkę służb wywiadowczych Terry, szpiegów z układu Alfy oraz samego Hentmana, który oczywiście nie jest tym, za kogo się podaje. Ostatecznie los kieruje Chucka w tym samym kierunku co wcześniej jego żonę – na księżycu Alfy dojdzie do ich spotkania i być może będą mieli okazję zweryfikować swoje stanowiska.

Philip K. Dick
‹Klany księżyca Alfy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlany księżyca Alfy
Tytuł oryginalnyClans of the Alphane Moon
Data wydania2000
Autor
PrzekładAgata Dudkiewicz
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7150-777-1
Format198s. 125×183mm
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
A tam, zupełnie jak w „Grze pozorów”, czekają już „wariaci”, którzy wizję zmierzającej ku nim ziemskiej ekipy badawczej, odbierają jednoznacznie. To inwazja, której trzeba dać odpór. Ale jak to zrobić, skoro społeczeństwo księżycan jest podzielone? I tu dochodzimy do jednego z najlepszych pomysłów Dicka – założył on, że pozostawieni przez swych „zdrowych” nadzorców pacjenci podzielili się na „klany”, a wszystko według charakterystycznych cech ich przypadłości. Mamy zatem „Mansów” (maniaków), kastę wojowników o destrukcyjnych zapędach; „Hebów” (hebefreników), ograniczonych umysłowo, apatycznych pariasów; „Skitzów” (schizofreników), którzy pełnią tu rolę swego rodzaju poetów, artystów, mistyków czy nawet religijnych wizjonerów; „Depów” chorujących na najgorsze depresje; „Ob-comów”, czyli ludzi dotkniętych zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, którzy świetnie spisują się jako księgowi i inni różnego rodzaju urzędnicy; oraz klany „Poly” (zdziecinniali marzyciele uciekający od rzeczywistości) i „Pare” (schizofrenicy paranoidalni, wykazujący szczególne predyspozycje do zarządzania, wdrażania ideologii politycznych i programów społecznych). Wszystkie te klany żyją sobie od lat na księżycu, wypełniając swoje niepisane społeczne role, utrzymując „cywilizację” na całkiem przyzwoitym poziomie i popadając oczywiście od czasu do czasu w konflikty. Jeden z bohaterów powieści zastanawia się zatem: „Więc można by pomyśleć, że wszystko jest w porządku. Czy w takim razie różni się to od społeczeństwa Terry?”
Tak naprawdę to niczym. Philip K. Dick, dokładnie tak samo jak w „Marsjańskim poślizgu w czasie”, mówi, że pojęcie „normalności” jest bardzo względne – zwłaszcza w środowiskach pozbawionych wpływu wielowiekowych kulturowych uwarunkowań oraz tradycji i zestawów norm, będących produktami tychże. „Wariaci” z księżyca Alfy są chorzy z punktu widzenia Terran – tylko, że to oni tworzą teraz całą cywilizację, to oni przeważają. Osobiście przychodzi mi teraz na myśl cytat z jednego z najlepszych filmów Johna Carpentera – „W paszczy szaleństwa”. Bohaterka filmu mówi: „Rzeczywistość jest tylko tym, co my sami definiujemy. „Zdrowy na umyśle” i „szalony”, to tylko hasła, które łatwo mogą zamienić się miejscami, jeśli szaleńcy będą w większości. Znajdziesz się wtedy zamknięty w małej celi, zastanawiając się, co stało się ze światem”. I dokładnie tak jest w „Klanach księżyca Alfy”. Czym bowiem mierzyć „normalność” i „szaleństwo”, skoro obydwa sposoby postrzegania świata dają ostatecznie te same wyniki – obiektywny, niepodważalny fakt funkcjonowania w rzeczywistości opisanej przez pewne początkowe warunki brzegowe? To co bierzemy za dysfunkcje reprezentantów każdego z klanów to po prostu ich specjalne „nakładki” na percepcję i interpretację obiektywnie istniejącej, niepodważalnie prawdziwej rzeczywistości.
Gdy Terranie przybywają na księżyc Alfy i zaczynają się wzajemnie gonić po jego powierzchni, wyglądają w oczach tubylców jak szaleńcy – wszyscy uczestnicy tej irracjonalnej „walki” robią wewnętrznie sprzeczne i nielogiczne rzeczy. Pod koniec powieści główny bohater uświadamia sobie, że jest jednocześnie wrogiem i sprzymierzeńcem księżycowego ludu – działa w tym samym czasie na ich korzyść i niekorzyść dokładnie tymi samymi decyzjami. W pewnym momencie zastanawia się „jakby to było spędzić resztę życia na tym księżycu w otoczeniu samych psychopatów”. W odpowiedzi pada retoryczne pytanie: „A jak, do diabła, wcześniej żyłeś?”.
„Klany księżyca Alfy” to dziwaczna i pokręcona książka. Szalona jak praktycznie wszyscy jej bohaterowie. Dodatkowo Philip K. Dick wraca w niej do większości motywów, jakie do tej pory występowały w jego literaturze. Na Ziemi mieszka cała masa psioników, telepatów, prekognitów i ludzi zdolnych do manipulacji czasem. Nasza planeta jest mocno „poligenetyczna”, jak to określa jeden z bohaterów – żyje na niej cała menażeria imigrantów z obcych planet. Chuck Rittersdorf mieszka w bloku, gdzie za sąsiadów może mieć rozumną, czytającą w myślach galaretę z Ganimedesa (szkoda, że nie z Tytana), istotę z płynnego metalu z Jowisza, myśloptaka z Marsa, leniwca z Kalisto i myślący „mech” z Wenus! Istne szaleństwo. Dołóżmy do tego eksploatowany już nie raz pomysł androidów-awatarów sterowanych na odległość i wrażenie „nakładania się rzeczywistości i istnienia poza czasem” (to akurat zapowiedź przyszłych fabularnych odlotów autora) oraz pędzącą na łeb na szyję akcję okraszoną naprawdę niezwykłym jak na Dicka poczuciem humoru – wiecie już mniej więcej czego się spodziewać.
Omawiana powieść jest kolejną z serii szybkich produkcyjniaków Dicka, pisanych pod presją czasu i pustego portfela. W kolejnym artykule pozostajemy nadal w klęsce urodzaju – dowiemy się, że prawda może być „półostateczna”.
koniec
23 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wyimki z filozofii: Słowa Petrycego
Mieszko B. Wandowicz

24 X 2021

„Etyka nikomachejska” Arystotelesa jest dla wielu najważniejszym starożytnym dziełem dotyczącym tego, jak żyć dobrze. Jak, stając się dzięki temu człowiekiem szczęśliwszym, wypracowywać i szlifować swoje cnoty. (Jeszcze niedawno ten ostatni wyraz przywoływał sporo więcej skojarzeń niż dzisiaj, co w filozofii nadal często obowiązuje — niechby co niektórzy niezbyt mądrzy urzędnicy starali się to zepsuć). Nie o niej jednak będzie mowa.

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Niekoniecznie jasno pisane: Pod prąd czasu i poza przestrzeń
— Marcin Knyszyński

W służbie jej kosmicznej mości
— Marcin Knyszyński

„MAX” ale na wesoło
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
— Marcin Knyszyński

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Klausie goes to Hollywood…
— Marcin Knyszyński

Powrót na Ziemię
— Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Wojna światów w obrazkach
— Marcin Knyszyński

Stulecie Stanisława Lema: Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.