Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Trzy stygmaty Palmera Eldritcha›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzy stygmaty Palmera Eldritcha
Tytuł oryginalnyThe Three Stigmata of Palmer Eldritch
Data wydania1990
Autor
PrzekładZbigniew A. Królicki
Wydawca Amber
SeriaMistrzowie SF
ISBN83-85079-16-5
Format237s. 125×190mm
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Na rubieżach rzeczywistości: Koszmarna teofania

Esensja.pl
Esensja.pl
„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” zaliczane są do najbardziej złożonych, skomplikowanych i zarazem najlepszych powieści Philipa K. Dicka. Jest to też jeden z jego wyjątkowo osobistych utworów, w którym próbował mierzyć się z własnymi, głęboko skrywanymi lękami. Dick wspominał, że ta książka po napisaniu przerażała go tak bardzo, że nie potrafił do niej wrócić, aby wykonać autorską korektę. Dziś spotkamy się z istotą, którą niektórzy mogą nazwać Bogiem. A inni Szatanem.

Marcin Knyszyński

Na rubieżach rzeczywistości: Koszmarna teofania

„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” zaliczane są do najbardziej złożonych, skomplikowanych i zarazem najlepszych powieści Philipa K. Dicka. Jest to też jeden z jego wyjątkowo osobistych utworów, w którym próbował mierzyć się z własnymi, głęboko skrywanymi lękami. Dick wspominał, że ta książka po napisaniu przerażała go tak bardzo, że nie potrafił do niej wrócić, aby wykonać autorską korektę. Dziś spotkamy się z istotą, którą niektórzy mogą nazwać Bogiem. A inni Szatanem.

Philip K. Dick
‹Trzy stygmaty Palmera Eldritcha›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzy stygmaty Palmera Eldritcha
Tytuł oryginalnyThe Three Stigmata of Palmer Eldritch
Data wydania1990
Autor
PrzekładZbigniew A. Królicki
Wydawca Amber
SeriaMistrzowie SF
ISBN83-85079-16-5
Format237s. 125×190mm
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Zaczniemy jednak od pewnego opowiadania, które wyszło drukiem w czasopiśmie „Amazing” w 1963 roku. „In the Days of Perky Pat” (w Polsce opowiadanie to ukazało się pięciokrotnie i za każdym razem miało inny tytuł – ostatnio był to „Czas wesołej Pat” z „Raportu mniejszości”) opowiada o resztkach ludzkości, które, zamiast próbować odbudować Ziemię po wojnie nuklearnej, bawią się lalkami w stylu Barbie, wspominając w ten sposób „utracone życie” i realizując swoje eskapistyczne potrzeby. Dick wykorzysta ten wątek fabularny w nieco zmienionej formie w przyszłości, właśnie w „Trzech stygmatach Palmera Eldritcha” – ocaleli z zagłady będą tutaj kolonistami na Marsie a ich eskapizm pełnił będzie nieco inną funkcję.
„In the Days of Perky Pat” napisane zostało w słynnej, dickowej „szopie”, w której on sam uciekał od świata i pisał powieść za powieścią. Pewnego dnia, w drodze do swojego azylu, Dick doznał przerażającej wizji, bardzo podobnej do tej opisanej wcześniej w „Kosmicznych marionetkach”. „Szedłem sobie kiedyś wiejską drogą do mej szopy, mając przed sobą osiem godzin pisania w całkowitej izolacji od reszty ludzkości: spojrzałem w niebo i zobaczyłem twarz. To znaczy nie widziałem jej w pełnym tego słowa znaczeniu, była tam jednak i to nie ludzka – raczej jako uosobienie zła doskonałego. (…) Twarz była ogromna; wypełniała ćwierć nieba. Zamiast oczu miała puste szczeliny; metalowa, okrutna – najgorsze zaś, że to był Bóg.” Dick upatrywał źródeł tej wizji w swoim dzieciństwie, kiedy to ojciec opowiadał mu o koszmarach pierwszej wojny światowej, zakładając przy tym metalową maskę gazową, której mały Philip najzwyczajniej się bał. Wizja ta wynikać też mogła z głębokiego kryzysu wiary i religijności, który trapił wówczas autora. W sumie mogło jej też wcale nie być. Bóg-Ojciec-Demon – takie strachy można było wyegzorcyzmować tylko poprzez tworzenie literatury. „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” wychodzą w 1965 roku nakładem wydawnictwa „Doubleday” (debiut Dicka pod egidą tego wydawcy) i zostają nominowane do Nebuli w kategorii „najlepsza powieść”.
Philip K. Dick znowu umieszcza akcję w świecie przyszłości i jak zwykle są to czasy zbyt bliskie, aby przedstawione w fabule nowinki techniczne i zdobycze cywilizacji miały szanse zaistnieć w rzeczywistości. Autor odcina się tym samym od większości twórców science fiction tego okresu i traktuje ten gatunek wybitnie instrumentalnie – ważniejsza jest idea jako taka, a nie rekwizyty. Świat jest na krawędzi zagłady klimatycznej – potworne upały wygnały ludzkość do specjalnie chłodzonych budynków i stały się przyczyną przymusowych zsyłek części populacji na Marsa. Koloniści żyją w strasznych warunkach, które nie poprawią się, dopóki ci nie zaprzestaną uciekać od rzeczywistości we wspomnienia „poprzedniego życia” i stawią czoło realiom swego nowego domu (sytuacja analogiczna do tej z „Czasu wesołej Pat”). Sposobem na zachowanie zdrowych zmysłów jest specjalny, nielegalny halucynogen o nazwie „Can-D”. Przenosi on umysły zażywających go „Marsjan” na wspólną płaszczyznę egzystencji, gdzie wcielają się oni w postacie wzorowane na lalkach – tak, dokładnie takich jak we wspominanym opowiadaniu. Z każdej takiej podróży trzeba jednak wrócić – obudzić się w prowizorycznym baraku ze wzrokiem wlepionym w domek dla lalek z Waltem i Pat w środku. Przyjmowanie narkotyku i rozbudowa zestawów „Perky Pat” staje się stylem życia kolonistów i ich uzależnieniem.
Can-D i miniaturowe światy lalek dostarczane są na Marsa przez monopolistę – firmę „P. P. Layuot” z niejakim Leo Bulero na czele. Bulero jest „baniogłowym” – człowiekiem poddanym procesowi przyspieszonej ewolucji w jakichś podejrzanych niemieckich laboratoriach – ma lepiej rozwinięty mózg, szybciej myśli i ma po prostu wysokie IQ. Mimo wszystko ma problemy – ONZ zatrzymało wielką dostawę Can-D i czeka, aż Bulero przyzna się do przemytu; jego zastępca, jasnowidz Barney Mayerson dostał niechciane powołanie na komisję przed przymusową zsyłką na Marsa, a dodatkowo na rynku pojawiła się konkurencja zarówno dla „Perky Pat” jak i Can-D. „Connie Towarzyszka” i „Chew-Z” (gwarantujący rzekomo doznania znacznie przewyższające to, co oferuje produkt Bulero) pojawiają się w sprzedaży za sprawą tajemniczego Palmera Eldritcha, który dziesięć lat wcześniej wyleciał w kierunku Proximy Centauri, a teraz wrócił na Ziemię i ukrywa się przed mediami. Nikt nie go nie widział i nikt nie wie, gdzie dokładnie przebywa. Leo Bulero rusza do konfrontacji – dodatkowo dopinguje go fakt, iż jeden z jego prekognitów przewidział zabójstwo Eldritcha z ręki Bulero. Co takiego Eldritch przywlókł z układu Proximy? Czym jest „Chew-Z” i jak działa? I czy Palmer Eldritch to ten sam człowiek co dziesięć lat temu, czy może jakiś obcy, nieznany byt, który zawładnął podróżnikiem?

Philip K. Dick
‹Trzy stygmaty Palmera Eldritcha›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzy stygmaty Palmera Eldritcha
Tytuł oryginalnyThe Three Stigmata of Palmer Eldritch
Data wydania26 czerwca 2012
Autor
PrzekładZbigniew A. Królicki
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-922-1
Format296s. 155×230mm; oprawa twarda
Cena47,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Spotkanie Palmera Eldritcha i Leo Bulero na księżycu – jak pisał Stanisław Lem w eseju „Philip K. Dick, czyli fantomatyka mimo woli” z „Fantastyki i futurologii” – powoduje, że „wybuch halucynatoryczny rozsadza akcję, która się już z niego nie pozbiera”. Bulero otrzymuje potężną dawkę Chew-Z i zostaje uwięziony w świecie własnych rojeń, fantazmatów i koszmarów, a gdy już udaje mu się wydostać – nie ma gwarancji, że udało mu się naprawdę. Stopniowo okazuje się, że nie ma ucieczki od Chew-Z, zaczynamy żyć w pułapce bez wyjścia, a wszystkie postacie spotkane na drodze są tylko naszymi (czy aby na pewno?) kreacjami. Leo Bulero (a także później Barney Mayerson) dochodzą do straszliwej prawdy – cała ta rzeczywistość kontrolowana jest przez Eldritcha Palmera. To on odpowiada za każdy element świata, do którego „przenoszą się” zażywający jego narkotyk – on sam, niczym panteistyczne bóstwo, wypełnia rzeczywistość. „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” są pierwszym, poważnym zwrotem Philipa K. Dicka ku tematom religii i wiary – co potem regularnie powtarza się w jego twórczości.
Czym jest Can-D? Dla kolonistów „akt przeniesienia” do świata Perky Pat jest wejściem na wyższy poziom egzystencji, przejściem przez bramy raju. Jednocześnie nietrwałość tego doświadczenia i konieczność powtarzania rytuału czyni z wyimaginowanego świata pewien nieosiągalny ideał. Największe pytanie, które nurtuje i dzieli Marsjan, dotyczy tego, czy zażycie Can-D naprawdę przenosi ich do świata Perky Pat, czy też jest zwykłą iluzją, zbiorową halucynacją. Wszystko tutaj pozostaje w kwestii wiary – narkotyczna sesja, niczym chrześcijańska Eucharystia, jest tu religijnym obrządkiem ze swego rodzaju transsubstancjacją. Bóg, życie wieczne w ciałach Walta i Pat, Eden – wszystko to jest przesunięte w domenę wiary i symboli. Koloniści obcują z niedościgłym ideałem, a nie z jego faktyczną realizacją.
Philip K. Dick stwierdził, że wszystkie religijne rytuały, są pewnym buforem poznawczym, sposobem na pośredni kontakt z Absolutem. Kontakt bezpośredni (a takim miała być w jego rozumieniu wizja metalowej twarzy na niebie), czyli odarcie człowieka z filtrów, przez które doświadcza rzeczywistość, może skończyć się tylko jednym – nieskończoną grozą i utratą zmysłów.
Czym jest zatem Chew-Z? Kim jest Palmer Eldritch? Maksymą jego firmy, sprzedającej „Connie towarzyszkę” i zalegalizowany przez ONZ narkotyk, było „Bóg obiecuje życie wieczne, my je dajemy”. Chew-Z przenosi człowieka do świata, w którym egzystować będzie po wsze czasy, podczas gdy w świecie rzeczywistym nie minie nawet ułamek sekundy. Eldritch mówi, że ludzie będą mogli wieść życie za życiem, wcielać się w postać jaką będą chcieli, będą mogli „być owadem, nauczycielem fizyki, jastrzębiem, pierwotniakiem, małżem, ulicznicą w Paryżu w roku 1904”. Będą mogli też kreować elementy tego świata wedle własnej woli, będą Bogami we własnych solipsystycznych bańkach. Ale prawda jest taka, że z takiego świata nie ma już ucieczki. A pozorna swoboda reinkarnacji i kreacji okazuje się kolejnym złudzeniem, bo to Palmer Eldritch jest jedynym i niepodzielnym władcą uniwersów Chew-Z. Eldritch, niczym Bóg George’a Berkeleya, śni cały świat, a ludzie są jego ofiarami skazanymi na wieczne cierpienie i pozbawionymi wolnej woli. Ofiary tego „boga” przyjęły komunię nie wymagającą aktu wiary, nie mają do czynienia z ideałem, lecz z jego ułomną – bo tylko taka jest możliwa – realizacją.
To, według Dicka, jest największym koszmarem jaki można sobie wyobrazić. Pomysł istoty, która niepodzielnie panuje nad wykreowanym przez siebie światem i więzi w nim innych, zawarł już wcześniej w „Oku na niebie”, ale dopiero w „Trzech stygmatach…” przedstawił jego dojrzałą, choć jeszcze nie ostateczną postać. Nigdy nie wiemy, kiedy Palmer Eldritch pojawia się w powieści we własnej postaci. Jest głosem z odbiornika, numerkiem w szpitalu, wyimaginowaną małą dziewczynką, psem z rozwolnieniem – a w końcu trzema stygmatami (metalowe, wielkie zęby, sztuczna ręka i straszne oczy bez źrenic), które zaczynają się objawiać w każdej osobie „zamieszkującej” świat Chew-Z. Eldritch jest wszędzie, „rozrasta się niczym oszalałe zielsko”, jest właścicielem światów, mrocznym bogiem, nieśmiertelnym bytem przebywającym poza czasem i uosabiającym „absolutne, nieskończone zło” – tak właśnie Philip K. Dick widzi Boga urzeczywistnionego, sprowadzonego na ziemię ze świata ideałów i wiary.
Palmer Eldritch jest tu kreowany na gnostyckiego demiurga, co Dick w pełni uświadomił sobie dopiero po latach, kiedy zaczytywał się w gnozie i dojrzewał do napisania trylogii Valis. Demiurg stworzył niedoskonały świat, związał go z materią i wypełnił swoją nieustającą, niechcianą obecnością. Nie ma jak się jej pozbyć, nie ma żadnych sakramentów, które stanowiłyby bufor pomiędzy ludźmi a nim. Jest to bezpośrednie obcowanie z bogiem, ciągła dieta z jabłek zerwanych z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Jesteśmy manekinami zawiadywanymi przez zły byt – on nas wypełnia, jest nami a my nim. Bóg w świecie ideałów, określany przez rytuały i sakramenty, niedostępny i żyjący naszą wiarą jest Bogiem, którego można kochać. Bóg urzeczywistniony i nie potrzebujący naszej wiary przeraża – jako istota daleka od ideału, wszechmocna, wszechobecna a mimo to samotna i „oszalała z nudów”, nie jest w stanie wzbudzić w ludziach innego uczucia niż numinotyczny wstrząs. Takimi dokładnie bytami o boskich pretensjach są chociażby Wielcy Przedwieczni z twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta. Takim urzeczywistnionym bogiem może być każda istota, która w oczach ludzi spełnia powyższe założenia – tak też widzi ją Philip K. Dick, który utożsamia w końcu Palmera Eldritcha z niepoznawalnym, przekraczającym nasze zrozumienie bytem z okolic Proxima Centauri. Kosmita – Bóg Prawdziwy jest tutaj jednocześnie Szatanem.
Zakończenie powieści daje jednak nadzieję – Dick wierzy w człowieka. Barney Mayerson uświadamia sobie czym jest Chew-Z, postanawia żyć na Marsie i nie zażywać już nigdy żadnego narkotyku. Leo Bulero wierzy, że nawet w tak tragicznym położeniu znajdzie drogę i uratuje ludzkość. A najciekawsze w tym wszystkim jest to – co też podkreślał sam autor – że pokonać zło może każdy, nie tylko Superman czy inny nadczłowiek uosabiający same dobre cechy. Leo Bulero nie jest przecież szlachetnym facetem, jest pełen wad i grzechów. Ale jest człowiekiem – to najważniejsze. Drogą, którą wskazuje pod koniec jest rozwój – prymitywny umysł, jak to podkreśla powieść, „łatwo myli nieczystych z świętymi”, taki lud można omotać bez problemu i stać się jego „bogiem”. Ludzkość w trakcie rozwoju ma co raz większe szanse na zdemaskowanie fałszywych bóstw i proroków. Stąd nadzieja w zakończeniu – Bóg nie powinien istnieć inaczej niż w blasku ognia platońskiej jaskini. Stanisław Lem w przywoływanej już „Fantastyce i futurologii” pisał, że domeną Dicka jest rozpad świata – prędzej czy później jego uniwersa padają rażone entropią i obłędem. Autor „Trzech stygmatów…” unicestwia całe światy, ale jego bohaterowie wychodzą z tych przygód cało. Bije z tego optymizm – zagłada świata nie niesie za sobą zagłady człowieka.
„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” powstały z bardzo intensywnego strachu, z uczucia wszechogarniającej samotności, a groza nie jest tu wprowadzona na użytek czytelnika i fabuły, lecz jest wynikiem literackich egzorcyzmów – niczym ektoplazma wypływa z najgłębszych zakamarków duszy autora. Była to jego najpoważniejsza jak do tej pory mistyczna wyprawa w głąb samego siebie. Palmer Eldritch to fikcyjna postać, która uosabia dopiero dojrzewające lęki autora. Dick bał się, że nasz świat jest tylko iluzoryczną rzeczywistością, wykreowaną przez ułomne, złe bóstwo a za nią kryje się świat prawdziwy. Bał się, że pewnego dnia usłyszy pukanie do drzwi, za którymi stał będzie Palmer Eldtritch. W powieści tej znajdziemy też wspomniane już gnostyckie tropy w twórczości – to po nich dotrzemy w końcu do „Bożej inwazji”. Dick po piętnastu latach w swojej słynnej „Egzegezie” dokonał samodzielnie rozbioru „Trzech stygmatów…” i wtedy dopiero w zinterpretował ją po gnostycku. Może w trakcie jej pisania jeszcze sobie tego nie uświadamiał. Do gnozy w końcu dotrzemy, a po drodze czeka nas jeszcze kilka przystanków – najbliższy na „Innej Ziemi”.
koniec
29 września 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: Kochać to nie znaczy zawsze to samo
Marcin Knyszyński

25 X 2020

Dziś czytamy powieść o najbardziej zwariowanym tytule wśród wszystkich, jakie wymyślił Philip K. Dick. „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” to rzecz napisana na samym początku lat siedemdziesiątych, jeszcze przed „objawieniami” prowadzącymi do powstania „trylogii Valis” – książka lekko szalona, z fabułą wyrywającą się swemu twórcy w niekontrolowany sposób, trochę męcząca, ale niezwykle istotna. Zapominamy na chwilę o kosmitach, materialnych bogach i podróżach na inne planety. Dziś znowu atakuje (...)

więcej »

Do księgarni marsz: Październik 2020
Esensja

4 X 2020

Coraz dłuższe jesienne wieczory aż proszą się o spędzenie ich nad książką. W październiku mamy szczególnie bogaty wysyp książkowych premier. Mamy zatem przygarść różnorodnych propozycji. Jesteśmy przekonani, że każdy znajdzie coś dla siebie.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2020
Esensja

30 IX 2020

Za oknem już coraz bardziej jesienna jesień i wieczory coraz dłuższe. Nasze recenzje pomogą wybrac pozycje, przy których warto je spędzać.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

Siedem kręgów Raju
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Powrót po latach
— Marcin Knyszyński

Old Man Bruce
— Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Serenada na trąbkę i sześć strzałów!
— Marcin Knyszyński

Przygrywka tycia
— Marcin Knyszyński

Lekko w dół
— Marcin Knyszyński

Prosta historia
— Marcin Knyszyński

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
— Marcin Knyszyński

Do sedna: Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Nie dla zielonych czytelników
— Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: W stylu retro
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.