Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): Okupacja niemiecka (VI 1941 – V 1944)

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 8 »
Bezpośrednio z zachowaniem się dziennikarza „Słowa” pod okupacją niemiecką powiązana jest tzw. „sprawa Mackiewicza”, czyli oskarżenie go o „kolaborację z okupantem” – której jawnym dowodem miało być drukowanie artykułów w niemieckiej „gadzinówce” „Gońcu Codziennym” – oraz wydanie na niego przez Armię Krajową wyroku śmierci. Czy autor „Kontry” rzeczywiście zasłużył na brzemię kolaboranta? I jakim cudem udało mu się uniknąć wykonania wyroku?

Sebastian Chosiński

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): Okupacja niemiecka (VI 1941 – V 1944)

Bezpośrednio z zachowaniem się dziennikarza „Słowa” pod okupacją niemiecką powiązana jest tzw. „sprawa Mackiewicza”, czyli oskarżenie go o „kolaborację z okupantem” – której jawnym dowodem miało być drukowanie artykułów w niemieckiej „gadzinówce” „Gońcu Codziennym” – oraz wydanie na niego przez Armię Krajową wyroku śmierci. Czy autor „Kontry” rzeczywiście zasłużył na brzemię kolaboranta? I jakim cudem udało mu się uniknąć wykonania wyroku?

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz
W poniższym tekście poświęcę miejsce jedynie bezspornym faktom – trzeba jednak zaznaczyć, że nawet te „bezsporne fakty” mogą wzbudzać wątpliwości i kontrowersje. Pamiętać należy bowiem o tym, że akt pierwszy dramatu zatytułowanego „sprawa Mackiewicza” rozegrał się w czasie wojny, w konspiracji, z tego też powodu wiele dokumentów – niezwykle pomocnych w rozwikłaniu tej zagadki – od samego początku było utajnionych, niedostępnych dla osób postronnych. Jeżeli nawet istniały, zaginęły gdzieś w zawierusze wojennej. To wszystko skutecznie utrudnia rozplątanie tego „gordyjskiego węzła” niedomówień, niejasności i dwuznaczności.
Po zajęciu Wileńszczyzny, w końcu czerwca 1941 roku, podobnie jak na innych terenach II Rzeczypospolitej podbitych we wrześniu 1939, władze hitlerowskie przystąpiły od razu do tworzenia koncesjonowanej przez siebie prasy w języku polskim. Tradycje w tym względzie już istniały. Jesienią 1939 roku – dokładnie 26 października – ukazało się rozporządzenie w sprawach publikacji, które praktycznie zamykało wszelkie możliwości wydawania czegokolwiek, co nie uzyskałoby aprobaty Wydziału Oświaty Ludowej i Propagandy Urzędu Generalnego Gubernatora. Dwa kolejne rozporządzenia gubernatora Hansa Franka, wydane 31 października 1939 i 21 marca 1940 roku, uzależniały wszelkie publikacje od zezwolenia władz okupacyjnych. Prasę polską w całości zlikwidowano, do życia powołano natomiast hitlerowskie pisma informacyjne, wydawane w języku polskim. Pełniły one rolę instrumentu oddziaływania propagandowego.
Prasa „gadzinowa” pod okupacją niemiecką
W sumie na ziemiach polskich, okupowanych przez hitlerowców w latach 1939-1945 (jak sądzę, wlicza się tutaj również Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej), ukazywało się blisko 50 tytułów, w tym osiem dzienników, sześć tygodników, dwa miesięczniki; pozostałe to pisma fachowe o różnej częstotliwości ukazywania się. Spośród dzienników najbardziej głośne były: „Nowy Kurier Warszawski” (pierwszy numer ukazał się 11 października 1939 roku, nakład był bardzo wysoki, w szczytowym momencie osiągnął 200 tysięcy egzemplarzy), „Goniec Krakowski” (ukazujący się od 27 października 1939 w nakładzie 60 tysięcy egzemplarzy), „Dziennik Radomski” (usamodzielniony od 2 grudnia 1941) oraz „Kurier Częstochowski”. Spośród czasopism natomiast: krakowski „Ilustrowany Kurier Polski” (dwutygodnik ukazujący się od 25 lutego 1940 roku w nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy; od początku roku 1945 wychodził jako tygodnik) i warszawskie „7 Dni” (dwutygodnik, pierwszy numer: 11 maja 1940, nakład 40 tysięcy egzemplarzy). Wydawano też pisma dla dzieci i młodzieży: „Mały Ster” (przeznaczony dla uczniów szkół powszechnych z klas 1-2), „Ster” (dla klas 3-7) oraz „Zawód i Życie” (dla uczniów szkół zawodowych). Jako redaktorzy tych pism „zasłynęli” między innymi Feliks Burdecki i Jan Emil Skiwski, twórcy późniejszego „Przełomu”, z którymi Mackiewicz zetknął się w Krakowie w styczniu roku 1945. Wszystkie te pisma przez społeczeństwo polskie określane były mianem „gadzinówek”, pozostających na usługach władz okupacyjnych.
W lipcu 1941 roku Niemcy przystąpili do tworzenia takiej „gadzinówki” na terenie Wilna. Redagowanie pisma powierzyć chcieli Józefowi Mackiewiczowi oraz przedwojennemu archiwariuszowi, współpracownikowi „Gazety Codziennej” w latach 1939-40, Wacławowi Studnickiemu. Obu panów wezwano do lokalu Propaganda-Staffel Baltikum III w Wilnie i złożono odpowiednią propozycję. Mackiewicz stanowczo odmówił (odpowiedź jego brzmiała: „Leider, nicht”), za co został brutalnie wyrzucony za drzwi. Świadkiem tej sceny był między innymi Studnicki. Aby nie było wątpliwości, w roku 1949 – już na Zachodzie – Studnicki złożył zeznanie o jej przebiegu. Jedna z jego kopii trafiła do Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku, a stamtąd do noszącego to samo imię instytutu w Londynie. Rzecz nie podlega więc dyskusji – w lipcu 1941 roku Mackiewicz odmówił Niemcom „objęcia pisma w języku polskim”. Wówczas redaktorem „Gońca Codziennego” został dziennikarz z Białegostoku Czesław Ancerewicz. Pierwszy numer „gadzinówki” wileńskiej ukazał się w sobotę 26 lipca 1941 roku w nakładzie 34 tysięcy egzemplarzy.
Kto redagował „Gońca”?
O samym „Gońcu” po wojnie niewiele pisano. Autorzy dzieła „Prasa polska 1939-1945” wzmiankują tylko, że pismo takie się ukazywało, że była to – podobnie jak utworzona we Lwowie „Gazeta Lwowska” (pierwszy numer: 9 sierpnia 1941) – niemiecka „gadzinówka”. O jej redaktorze naczelnym – Ancerewiczu, a tym bardziej Józefie Mackiewiczu nie ma ani słowa. Podobnie w pracy „Dzieje prasy polskiej”. Tutaj omawiając gazety „gadzinowe” o „Gońcu” nie wspomina się wcale, a Józef Mackiewicz wymieniany jest jedynie jako reportażysta „Słowa”. Być może autorzy tych monografii nie chcieli wchodzić w konflikty z PRL-owską cenzurą, omawiając dzieje prasy polskiej (także tej konspiracyjnej) na dawnych Kresach Wschodnich, czyli ziemiach wcielonych po roku 1944 do ZSRR.
Mackiewicz, choć odmówił redagowania „Gońca”, jednak doń pisał. W numerze drugim zamieścił artykuł pt. „Przeżyliśmy upiorną rzeczywistość”; w numerach 6-9 (z datami: 31 VII, 1 VIII, 2 VIII i 3 VIII 1941) opublikował cztery odcinki zbeletryzowanego wspomnienia pt. „Moja dyskusja z NKWD” (które po latach włączył do powieści „Droga donikąd”, 1955). W numerze 16 (z datą: niedziela, 10 sierpnia 1941) opublikował komentarz polityczny do porozumienia angielsko-sowieckiego pt. „To dopiero byłaby klęska…”, a w numerach 68-70 (z 7-10 października 1941 roku) zamieścił zbeletryzowany reportaż o „cudzie” we wsi Popiszki – zatytułowany „Prorok z Popiszek” – który dokładnie odpowiada zakończeniu „Drogi donikąd”. W dalszych numerach „Gońca” z roku 1941 nie ma już tekstów podpisanych „J.M.”, czyli będących autorstwem Józefa Mackiewicza. Podobnie w roczniku 1942. W roku 1943 (w numerze 577 z 3 czerwca) wyjątkowo ukazał się wywiad z Mackiewiczem (zatytułowany „Widziałem na własne oczy”), w którym pisarz zrelacjonował dziennikarzowi „Gońca” wrażenia z podróży do Katynia, dokąd zaproszony został przez władze niemieckie.
Co ciekawe i poniekąd bardzo niezrozumiałe: Mackiewicz nigdy otwarcie nie przyznał się do publikacji tych tekstów, a nawet ich istnieniu zaprzeczał, co wydaje się być absurdem, gdyż wątpliwości przecież nigdy – a tym bardziej wówczas, pod okupacją hitlerowską – nie miano, kto ukrywa się pod inicjałami „J.M.”. Zaś fragmenty drukowane w „Gońcu”, a zamieszczone potem w „Drodze donikąd” tylko przekonanie to umacniały. Dlaczego zatem Mackiewicz tak postępował? Tego już chyba nie dowiemy się nigdy.
Wróćmy teraz do faktów, które wydają się bezsporne. Jerzy Malewski napisał: „Na podstawie lektury Gońca nie sposób orzec, czy Mackiewicz był, czy nie był redaktorem tego pisma [podkr. – J.M.]. W żadnym numerze Gońca nie ma po prostu żadnych informacji na ten temat. A wobec braku sprawdzalnych materiałów, zarzut ten trzeba uznać za nie udowodniony [podkr. – J.M.]. (…) Nie mniej, nie ulega dla mnie wątpliwości, że przez pierwsze miesiące istnienia Gońca Codziennego Józef Mackiewicz należał do jego bliskich współpracowników. Świadczy o tym chociażby ilość zamieszczonych tekstów oraz komentarz polityczny z 10 sierpnia 1941 r. (To dopiero byłaby klęska…), pokrywający się w całości z polityczną linią redakcji. A poza tym fakt zamieszczania już w drugim numerze artykułu oraz propozycja złożona mu wcześniej przez Niemców są bezspornymi dowodami bardzo bliskich kontaktów z redakcją gadzinówki niemieckiej u samego jej zarania”. Można zatem za Malewskim ustalić, że nie był Mackiewicz redaktorem, a tylko współpracownikiem „Gońca”. Za pismo zaś całkowicie zarówno przed Niemcami, jak i Polakami odpowiadał Czesław Ancerewicz.
O czym pisano, co przemilczano…
Co skłoniło Ancerewicza do współpracy z okupantem hitlerowskim, to już zupełnie inna, jakże jednak tragiczna, sprawa. Wystarczy wspomnieć, że podczas sowieckiej okupacji Wilna był aresztowany i więziony przez NKWD (uwolnił go dopiero wybuch wojny niemiecko-radzieckiej), a jego czternastoletni syn wywieziony został w czerwcu 1941 roku na Syberię. Ale to Ancerewicza nie tłumaczy; wielu było poszkodowanych przez bolszewików, którzy jednak na czynną współpracę z Niemcami nie zdecydowali się .
Z jednej strony był więc „Goniec” typową „gadzinówką” niemiecką, z drugiej wszakże większość drukowanych w nim materiałów poświęcona była analizie niedawno zakończonej sowieckiej okupacji Litwy (przykładem pierwszy tekst Mackiewicza). Opublikował „Goniec” sporo relacji, wspomnień i dokumentów dotyczących losów Polaków więzionych, deportowanych i mordowanych przez władze radzieckie. Pisano dużo o okrucieństwie NKWD wobec Polaków, podkreślano fakty mordowania więźniów po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej i masowe wywózki Polaków do Kazachstanu. Opisywano farsy wyborcze w republikach bałtyckich oraz warunki panujące w radzieckich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Nie brakowało jednak również artykułów propagandowych, wychwalających hitlerowskie Niemcy. Stałym tematem „Gońca” był także obsesyjny antysemityzm, charakteryzujący ZSRR jako władzę „żydo-komuny”, a państwa zachodnie – wchodzące z Sowietami w koalicję – jako narzędzia żydowskiego spisku.
1 2 3 8 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Sierpień 2022
Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

11 VIII 2022

Chociaż tym razem nasze zestawienie lekko zdominowały wznowienia powieści Zbigniewa Nienackiego, to znalazło się w nim także kilka interesujących tytułów z zupełnie innej półki.

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (2)
Andreas „Zoltar” Boegner

7 VIII 2022

W kwietniowym numerze „Nowej Fantastyki„ z roku 2020 Tomasz Kołodziejczak zadał dwa pytania: „Chętnie dowiedziałbym się, na których aspektach niemieckiej historii i niemieckiej bliskiej przyszłości skupiają swoją uwagę tamtejsi pisarze SF? Jak sami siebie widzą i o sobie piszą?” Spróbuję odpowiedzieć na te pytania, przedstawiając przy okazji książki walczące ostatnio o najważniejsze niemieckie nagrody dla literatury fantastyczno-naukowej.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.