Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): Ucieczka przed „wyzwoleniem” (po V 1944)

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Wiosną 1944 roku rozpoczęła się dla Józefa Mackiewicza trwająca cały rok ucieczka przed radzieckim „wyzwoleniem”. Zakończyło ją dotarcie do Mediolanu. Ale nim to nastąpiło, Mackiewicz musiał wiele przejść i zobaczyć, ratując swe życie przed śmiercią z rąk komunistów.

Sebastian Chosiński

Trzy okupacje Józefa Mackiewicza (1939 – 1944): Ucieczka przed „wyzwoleniem” (po V 1944)

Wiosną 1944 roku rozpoczęła się dla Józefa Mackiewicza trwająca cały rok ucieczka przed radzieckim „wyzwoleniem”. Zakończyło ją dotarcie do Mediolanu. Ale nim to nastąpiło, Mackiewicz musiał wiele przejść i zobaczyć, ratując swe życie przed śmiercią z rąk komunistów.

Józef Mackiewicz

ImięJózef
NazwiskoMackiewicz
Pierwszym etapem na drodze Józefa Mackiewicza do wolności była Warszawa, w której pisarz znalazł się w końcu maja 1944 roku. Był zaskoczony, czemu dał wyraz Czesław Miłosz, pisząc: „Ostatnie rozdziały Nie trzeba głośno mówić [rok wydania: 1969] dają miarę różnic aury pomiędzy Wilnem a Warszawą, tak jak je odczuwał przybyły z Wilna latem [powinno być wiosną – przyp. S. Ch.] 1944 roku Mackiewicz. I obraz Warszawy, zwariowanej, lekkomyślnej, obojętnej na strzelaniny tu i ówdzie, dumnej ze swego bohaterstwa, wesołej, bo blisko zwycięstwo, jest u niego poprawny. Dla Mackiewicza była to beztroska dzieci, które nie chcą wiedzieć, że jeszcze chwila, a nic nie zostanie z ich zabawek, tak jak nic nie zostało z Wilna”.
„Alarm” – wołanie na puszczy
Mackiewicz wiedział już znacznie więcej, jak powinni wiedzieć wszyscy, którzy przeżyli okupację sowiecką na Kresach w latach 1940-41. To pozwalało mu patrzeć na wydarzenia z innej perspektywy – był to obraz rzetelniejszy i dużo bardziej realny. W Warszawie dostrzegał Mackiewicz ludzi niczego jeszcze nieświadomych, przez parę lat okłamywanych przez propagandę akowskiego podziemia (mówiącą o „sojuszniku naszych sojuszników”) i oszukiwanych nadal, kiedy nadszedł już najwyższy czas na mówienie prawdy i ratowanie się przed kolejnym bolszewickim potopem.
Miłosz pisał dalej: „Mackiewicz po przyjeździe do Warszawy wyraził życzenie spotkania się ze mną i z Januszem Minkiewiczem. Odbyliśmy długą rozmowę. Z jego strony było to powtarzane na różne sposoby pytanie: jak to jest możliwe? Więc teraz, kiedy jasne dla każdego, że alianci są daleko, nic? Żadnej próby dogadania się, choćby w ostatnim momencie, z przegrywającymi Niemcami, skłonnymi już do ustępstw? Teraz przecie można by było wydawać pismo, żeby mówić głośno prawdę o okupacji sowieckiej, tłumioną przez polskie podziemnie, na usługach Londynu, a pośrednio Moskwy. Słuchaliśmy go z niedowierzaniem, jak się słucha człowieka niespełna rozumu. Powiedzieliśmy mu, że nie ma żadnego rozeznania w tutejszych nastrojach, że nikt by z takim pisarzem nie współpracował, że kolaborantom, Emilowi Skiwskiemu i Feliksowi Rybickiemu [chodzi chyba o Burdeckiego, towarzysza Skiwskiego z „Przełomu” – przyp. S. Ch.], nikt nie podaje ręki, a on, gdyby zaczął wydawać takie pismo, zostałby napiętnowany jako zdrajca. (…) Był to wówczas człowiek zrozpaczony i być może bardziej zrozpaczony niż Minkiewicz i ja, bo my zachowywaliśmy jakieś nadzieje” – zakończył Miłosz.
Nic dziwnego, że po takim przyjęciu przez swoich dawnych kolegów ze „Słowa” i „Gazety Codziennej”, nic im Mackiewicz nie wspomniał o wydawanym przez siebie w Warszawie piśmie – zatytułowanym adekwatnie do sytuacji – „Alarm”. Ostrzegało ono przed zbliżającą się okupacją radziecką. Pismo się nie zachowało, choć – jak wspomina żona pisarza – niektóre jego egzemplarze wywiózł na Zachód Wacław Studnicki, miał je Mackiewicz jeszcze w Londynie, przepadły dopiero w czasie jego przeprowadzki do Monachium. Roman Korab-Żebryk, żołnierz AK na Wileńszczyźnie, dorzucił także swoje „trzy grosze” w liście do redakcji „Tygodnika Powszechnego” w 1989 roku pisząc: „W 1944 roku ukazała się w Warszawie nakładem niemieckiego koncernu prasowego Nowy Kurier Warszawski prohitlerowska książka Józefa Mackiewicza pt. Burza nad miastem o wydźwięku antysemickim, obecnie rzadkość bibliofilska”. Z tezą tą rozprawił się Jerzy Malewski: „Bardzo chciałbym tę rzadkość zobaczyć. Z tytułem tym zetknąłem się po raz pierwszy. Nie odnotowuje go żadna bibliografia druków okupacyjnych: ani pod nazwiskiem Mackiewicza, ani pod jego inicjałami (J.M.), ani też w indeksie tytułów. Wynika z tego, że Korab-Żebryk wymienia książkę, której nie ma w żadnych zbiorach publicznych w Polsce”.
Powstanie warszawskie w ogniu krytyki
Jeszcze w maju 1944 roku, a więc krótko po swoim przybyciu do Warszawy, spotkał się Mackiewicz z pułkownikiem Wacławem Lipińskim (oraz z dwiema innymi osobami z jego kręgu). Na spotkaniu tym omawiano konieczność wydania białej księgi dokumentów dotyczących sowieckiej okupacji wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Mackiewicz zapoznał swoich rozmówców z dokumentami zgromadzonymi przez Litwinów, które przywiózł z Litwy, i sam zobowiązał się opracować dokumenty dotyczące Wilna. Wręczył też Lipińskiemu maszynopis swej książki poświęconej sowieckiej okupacji Litwy, który – po jej przeczytaniu – miał oświadczyć, iż „książka jest doskonała” i zgodził się z tezą Mackiewicza o „inności psychicznego aspektu okupacji sowieckiej w zestawieniu z okupacją niemiecką”.
Zamordowany w kwietniu 1949 roku we Wronkach przez UB, pułkownik Lipiński był wówczas – od roku 1943 – bliski w swoich poglądach Mackiewiczowi. Sprzeciwiał się akcjom wymierzonym w cofające się siły niemieckie, ponieważ uważał, że w ten sposób marnowane są siły polskie, które będą niezbędne do walki z nadciągającym okupantem sowieckim. Krytykował więc politykę wschodnią rządu londyńskiego, jak i późniejszą decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego. Był jednym z nielicznych ludzi w Warszawie, tym bardziej w AK, którzy – zdaniem Mackiewicza – realnie patrzyli na sytuację i potrafili trafnie ocenić nadciągające ze wschodu niebezpieczeństwo. Ludzi takich było jednak w kierownictwie AK zdecydowanie za mało.
Warszawa w 1944<br/>Źródło: www.warszawa.ap.gov.pl/dtland
Warszawa w 1944
Źródło: www.warszawa.ap.gov.pl/dtland
Pozostał Mackiewicz w Warszawie prawie do wybuchu powstania. „Dnia 30 lipca 1944 roku – po latach wspominał – przyjaciel mój namawiał, bym został. Staliśmy wtedy na chodniku Alei Jerozolimskich w Warszawie, a jemu się zdawało, że się waham. Przez Wisłę z Pragi ciągnęły czołgi niemieckie w odwrocie”, pod miasto podchodziła Armia Radziecka. Mackiewicz znów wolał nie ryzykować i podjął decyzję o wyjeździe z Warszawy. „I tak się zaczął ten odwrót z miasta do miasta, jak spadanie z drzewa, gdy się człowiek łapie po kolei za każdą gałąź” – napisał. I uciekł ponownie, zostawiając za sobą walczącą w ostatnim, konwulsyjnym podrygu Warszawę. Po drodze do Krakowa zatrzymali się Mackiewiczowie w Częstochowie, przed obrazem Matki Boskiej. „Obraz Matki Boskiej pozostał nietknięty; wisiały wota i ciężkie, ociekające srebrem świeczniki; w krużgankach i korytarzach cicho było, tą wilgotną ciszą historycznych murów, tym spokojem wieków, majestatem starości, który zbyt dużo rzeczy widział, by mu się przyszło wzruszać widokiem nowych z naszej perspektywy, ale nie z perspektywy tego, co już się nieraz przewalało u stóp Jasnej Góry”. Tym razem byli to uciekinierzy, niekończące się sznury uchodźców: Ukraińców, Polaków oraz Kozaków znad Donu, Kubania i Dniepru, w wędrówce których nie było w gruncie rzeczy „celu innego poza tym jednym, że pozostawanie na miejscu było jeszcze bardziej bezcelowe”.
Krakowski azyl
Jesienią 1944 roku znalazł się wreszcie Mackiewicz w Krakowie. Tu jeszcze bardziej zaskoczony został wszechobecnymi nastrojami prosowieckimi i dezorientacją polskiej inteligencji, oczekującej z ogromnymi nadziejami ostatecznej klęski hitlerowców i „wyzwolenia” przez Armię Czerwoną, choć całkowicie nieświadomej realiów tego „wyzwolenia”. Owładnięty pasją naprawiania świata, w którym złem największym był według niego komunizm, postanowił i tutaj otworzyć ludziom oczy na prawdę. Nawiązał więc współpracę z prezesem Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) hrabią Adamem Ronikierem, który założył podówczas w Krakowie tzw. Biuro Studiów. Była to zakonspirowana instytucja pomagającą Polakom i zajmująca się studiami nad polską myślą polityczną. Z braku funduszów i wielu innych trudności organizacyjnych udało się wydać jedną tylko broszurę w nakładzie 500 egzemplarzy. Był to tekst Mackiewicza pt. „Optymizm nie zastąpi nam Polski” (październik 1944), w którym autor powtarzał ostrzeżenia sformułowane nieco wcześniej w „Alarmie” i krytykował złudzenia wobec, jak to się mówiło oficjalnie, „partnerskich” intencji Stalina. Jeden z egzemplarzy broszury (a może sam maszynopis) Mackiewicz przewiózł przez Austrię i Włochy do Londynu, po czym – w roku 1952 – przekazał redaktorowi emigracyjnych „Wiadomości”, Mieczysławowi Grydzewskiemu.
W czasie pobytu w Krakowie skontaktowali się z Mackiewiczem, prosząc o spotkanie, twórcy „Przełomu”, „drobnego pisemka, jedynego w kraju, poza propagandowymi urzędówkami niemieckimi w języku polskim, stojącego na gruncie nowego ładu Hitlera”. Do spotkania takiego doszło dwukrotnie – po raz pierwszy w hallu stołówki dla urzędników niemieckich przy ul. Długiej (na spotkanie przyszli: Skiwski, Burdecki i jego żona); po raz drugi – w listopadzie 1944 roku – w kawiarni „Pani” przy ul. św. Jana. Na to spotkanie przybył wraz z Mackiewiczem pewien polityk, nazwiska którego Mackiewicz nie ujawnił (zaznaczył jedynie, że przed wojną był „politykiem młodszego pokolenia z obozu konserwatywno-katolickiego”, po wojnie zaś „ideologiem proreżimowej opozycji”). „Przełom” „miał być wyrazem szczerej wypowiedzi, dlatego artykuły w nim podpisywano pełnym imieniem i nazwiskiem. W rezultacie stoczyło się od razu do tuby propagandowej, ściśniętej cenzurą odpowiedniej Stelle… hitlerowskiego czynownictwa Generalnej Guberni, co w systemie totalitarnego szaleństwa nie było trudne do przewidzenia. W każdym numerze powtarzały się dwa tylko nazwiska J.E. Skiwski i Feliks Burdecki. Przełom nie zamieszczał adresu ani redakcji, ani administracji, zadawalając się numerem skrzynki pocztowej”.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W podziemnym kręgu: Seksapokalipsa
Marcin Knyszyński

26 VI 2022

W roku 2014, podczas słynnego San Diego Comic Con, kiedy to „Pełnia piękna” miała swą amerykańską premierę, autor powiedział na jej temat kilka ciekawych rzeczy. Podobno oryginalny tytuł tej „absolutnie pornograficznej książki” miał brzmieć „Fifty Shades of the Twilight Cave Bear Wears Prada” i jest to rzecz, którą chciałby napisać sam markiz de Sade. Zapowiada się ostro.

więcej »

Do księgarni marsz: Czerwiec 2022
Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

9 VI 2022

Literackim wydarzeniem czerwca powinna być nowa powieść polskiej noblistki, ale naszą uwagę przyciągnęły też inne interesujące tytuły.

więcej »

Nie przegap: Maj 2022
Esensja

31 V 2022

Jak co miesiąc zapraszamy do sprawdzenia czy nie przegapiliście jakiejś ciekawej recenzji.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.