Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
80,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Czemu jedni bohaterowie literaccy budzą naszą sympatię, a innych mamy ochotę własnoręcznie zadusić? Czy twórca ma prawo oczekiwać, że czytelnicy zinterpretują dzieło zgodnie z intencjami? Dyskusja zaczęła się od „Teatru węży”, a dokąd nas zaprowadziła – przekonajcie się sami.

Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy

Czemu jedni bohaterowie literaccy budzą naszą sympatię, a innych mamy ochotę własnoręcznie zadusić? Czy twórca ma prawo oczekiwać, że czytelnicy zinterpretują dzieło zgodnie z intencjami? Dyskusja zaczęła się od „Teatru węży”, a dokąd nas zaprowadziła – przekonajcie się sami.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Achika (do Agnieszki Hałas w ramach wymiany redaktorskich uwag dotyczących artykułu o fanfikach): Właśnie usiłuję sobie wyobrazić Twoją reakcję na ewentualny slash z udziałem Krzyczącego w Ciemności… ale nic poza wizją grzyba atomowego nie przychodzi mi do głowy.
Beata Nowicka: Tylko z kim by go tu sparować w takowym opowiadanku… W cyklu, przynajmniej do kiedy go czytałam, poza głównym bohaterem nie było wyrazistych postaci męskich. A tak przy okazji, jeżeli chodzi o Krzyczącego i seks, to moje przemyślenia podczas lektury opowiadań były następujące: raz – liczyłam na jakiś większy wątek romansowy z Anyah. Rozczarowało mnie także zakończenie scenki z Mavraike z jednego z opowiadań w „Między otchłanią a morzem”.
Agnieszka Hałas: Powiem tak: gdyby mi ktoś napisał delikatny femslashowy fanfik do „Teatru węży”, w którym Anavri na etapie pomiędzy 2. a 3. tomem (pobieranie nauk u Marshii Lavalle) zaliczyłaby w ramach walki z depresją łóżkowy epizodzik z Lorraine Nevers, uznałabym, że jest to całkiem urocze rozwinięcie ich kanonicznych relacji (kuzynki znające się od dzieciństwa), ale z tego co widzę, psychologiczna sensowność pairingów niekoniecznie jest tym, o co chodzi fanficzarkom…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Gdy chodzi o scenkę z Mavraike w końcówce opowiadania „Muzyka dla szczurów”, to Krzyczący prosi przekazać, że pozbawianie naćpanej czternastolatki dziewictwa to nie jego bajka! Pragnie też przypomnieć, jak w ogóle doszło do całej sytuacji: wcześniej uratował dziewczynie życie, a w tym uniwersum każdy dług wdzięczności wobec maga musi zostać spłacony. Mavraike chciała spłacić dług oddając się magowi, bo nie wiedziała, że można to załatwić inaczej (a swoją drogą Brune jej się podobał, zadurzyła się w nim troszkę); on dał się skusić na odrobinę niewinnych czułości, ale zamierzał po dżentelmeńsku poprzestać na zaczerpnięciu od niej siły życiowej. Cała scena jest z rozmysłem pisana z punktu widzenia dziewczyny i trzeba sobie dopowiedzieć, jak to wyglądało z perspektywy Krzyczącego. A sytuacja nieoczekiwanie dla obojga rozwinęła się w złą stronę. (Spojler: Ponieważ Mavraike zażyła wcześniej narkotyk wyostrzający doznania zmysłowe, z bliska wyczuła czarną naturę żmija i zaczęła panikować, on się wkurzył, przez moment ciężko było mu się opanować – jako czarny mag reaguje wampirycznym głodem na strach i ból – ale finalnie nic jej nie zrobił, siły życiowej nie zaczerpnął, żeby dziewczynie nie fundować większej traumy – po prostu odszedł.) Bogowie, jak ja to strasznie dawno temu pisałam, swoją drogą. Przypominacie mi, że muszę jak najszybciej pokończyć te teksty, które mam teraz rozgrzebane, bo chętnie bym znowu wróciła do świata Zmroczy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beata: To ona taka młodziutka była? Zupełnie tego nie pamiętałam. Może uznałam to za jeszcze jeden sposób pokazania, że w powieściowym uniwersum ubogim ludziom żyje się ciężko i dzieci szybko przestają być dziećmi. Ech, wychodzi na to, że inną książkę napisałaś, a ja inną przeczytałam. Szkoda, bo ta „moja” bardziej mi się podobała. Pamiętam to rozczarowanie wtedy. Wszak Krzyczącego lubiłam i życzyłam mu szczerze, aby sobie życia użył – w końcu wiedźmin niby mutant i wyrzutek, a piękne kobiety ochoczo go do łożnicy brały, co ma Brune mieć gorzej, skąd ten celibat wymuszony, co on nie mężczyzna, żeby na kobiety nie był łasy? Wszak mag potężny, zatem seksowny. No i wreszcie – sytuacja kanoniczna – ładna dziewuszka, główny bohater ją ratuje, ona chce się odwdzięczyć, do tego on jej się podoba. Więc się stroi, maluje, rozsądnie zaopatrza w środki antykoncepcyjne, znajduje Krzyczącego a tam jak rzadko w cyklu: ogród, kwiatki, księżyc, Brune gra na flecie, KAWAII! Będzie seks, będzie seks, WRESZCIE BĘDZIE SEKS W TEJ KSIĄŻCE! Jak to nie będzie seksu? Biedny Brune, biedna ja…
Agnieszka: Oj, już kiedyś z rozmowy na temat recenzji któregoś z tomów „Teatru…” wynikło nam, że czytałaś/chciałaś przeczytać inne książki, niż ja napisałam, i nosisz w sercu inny obraz Krzyczącego niż ten, który powstał w autorskim zamyśle! Gdy chodzi o relacje z kobietami, to Krzyczący i Geralt różnią się pod prawie każdym względem: odmienne temperamenty, odmienna wrażliwość. Brune przede wszystkim jest ściganym przestępcą i co rusz albo świat próbuje go zabić, albo magiczne PTSD rozwala mu psychikę, jedno i drugie nie sprzyja romansom. Ale dodatkowo ma podejście, że szanujący się mag trzyma żelazną kontrolę nad swoim id (no dobra, nie użyłby określenia „id”, ale taki byłby sens). Poczułby się poniżony stwierdzeniem, że jest „seksowny” (mógłby się uśmiechnąć kącikiem ust na hasło, że jest „interesujący”). A Agnieszkę motywowała chęć pisania o bohaterze, który będzie właśnie taki – nie o nowej inkarnacji Jamesa Bonda/Geralta, nie o kolejnym twardzielu kobieciarzu. Jedyne, co ewentualnie mogę kiedyś zrobić, to napisać historię o innym mrocznym magu, wpisującym się w inne archetypy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beata: Teraz już za stara jestem, książki i mroczni magowie już mnie aż tak nie ekscytują. Jak widzisz zarzuciłam czytanie cyklu, im bardziej on odbiegał od wspomnień z opowiadań i hołubię w sercu tego Krzyczącego o bardziej awanturniczej naturze, który pomimo traum z przeszłości znalazł w sobie siłę, żeby rzucić wrogów na kolana. Także inaczej go sobie wyobrażałam, niż na tym zdjęciu, które kiedyś zamieściłaś na swoim blogu. Podobniejszego może temu rysunkowi, zawsze widziałam go jako młodego mężczyznę o nieco chłopięcej urodzie. Chyba miał być takim trochę wyobrażonym przyjacielem – samotny i odrzucany przez otoczenie, a jednak sobie radzi w życiu i zwycięża.
Agnieszka: „Samotny i odrzucany przez otoczenie, a jednak sobie radzi w życiu” to akurat nieźle oddaje losy Krzyczącego w cyklu… Powiedziałabym, że radzi sobie wręcz świetnie z wyjątkiem epizodów, kiedy traumy z przeszłości i wymazane wspomnienia wracają, fundując mu psychozę reaktywną. To cię drażniło? Fakt, że bohater zmaga się z czymś, co w naszych realiach kwalifikowałoby go do leczenia u psychiatry? Ze zwyciężaniem faktycznie bywa różnie, aczkolwiek poradził sobie lepiej niż kilka innych postaci z „Teatru węży” – ŻYJE. Jeśli chodzi o powierzchowność – kanonicznie wygląda na trzydziestkę, plus minus. Ale wyobrażanie sobie bohaterów to bardzo subiektywna sprawa i jako autorka musiałam się pogodzić z tym, że ludzie na podstawie informacji podanych w tekście budują sobie zupełnie inny obraz niż ten, który ja mam w głowie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beata: Hmm, to akurat raczej nie. W ogóle zresztą nie rozpatrywałam tego w kategoriach choroby psychicznej, raczej „ogólnomroczności”, która wpisywała mi się w schemat. Przy okazji przypomniały mi się nasze dywagacje na temat, czy Ged w „Tehanu” był stary, czy po prostu w sile wieku. Niezależnie od wieku Geda tudzież jego wyglądu, warto zwrócić uwagę na to, że i Ged, i Krzyczący pokazują, że czytelnik ma tendencję wpasowywać postaci w znane mu archetypy. Wyjęty spod prawa czarnoksiężnik niejako automatycznie nabywa tajemniczo-romantycznej aury, a arcymagowi domalowujemy siwe włosy i długą szatę (co nadal nie znaczy, że przekonałaś mnie do tego, że Ged po „Najdalszym brzegu” nie był w wieku emerytalnym). Domyślam się, że to może być miecz obosieczny. Z jednej strony może przydać „emocjonalnego oddziaływania” postaciom napisanym średnio (czytelnik wie, z kim ma do czynienia i dopowie sobie resztę), z drugiej – gdy autor chce być oryginalny, będzie kulą u nogi. Wracając do sceny z opowiadania jeszcze, była ona napisana w narracji trzecioosobowej, a jako że mnie w szkole uczono, że narrator trzecioosobowy-obiektywny-wszechwiedzący, więc założyłam, że opis całej sceny nie jest zniekształcony indywidualnym postrzeganiem bohaterki. Takiego efektu bym się spodziewała po narracji pierwszoosobowej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Agnieszka: Nie, narracja trzecioosobowa może być – i bardzo często jest – prowadzona w sposób, który na warsztatach literackich bywa określany jako „bliska kamera”. Wtedy narrator towarzyszy jednemu bohaterowi i de facto patrzy tylko jego oczami, może też cytować żywcem myśli bohatera.
Achika [wypełza na chwilę spod kamienia]: To ma nawet swoje nazwy: narracja personalna i narracja auktorialna. W tej pierwszej autorzy często wplatają w narrację odczucia bohatera podane tak, jakby to była część opisu, np. „Cholerny, lodowaty wiatr przenikał do pokoju przez okno, którego jakiś idiota nie domknął porządnie”. Bardzo często robi tak Małgorzata Musierowicz, a i Sapkowskiemu się zdarzało.
Beata: Przyznam, że później zetknęłam się z tego typu narracją trzecioosobową. Ale opowiadania o Krzyczącym czytałam w liceum i na studiach, wtedy jeszcze nie zetknęłam się z taką „Grą o tron”. Poza fantasy czytałam zasadniczo lektury, a że do literatury najnowszej nie doszliśmy, to raczej znałam klasyczne powieści, zresztą najbardziej podobała mi się z nich realistyczna proza dziewiętnastowieczna. Myślę sobie, że może moja sympatia do „literatury gatunkowej” wzięła się w dużej mierze z tego, że jej autorzy zwykle nie eksperymentują z narracją. Dopiero później natrafiłam na takich pisarzy jak Gene Wolfe czy Jeffrey Ford.
1 2 3 »

Komentarze

25 I 2021   23:07:15

Bardzo zacna dyskusja. Jako fan Narni wtrącę się na marginesie marginesu. Aslan jest zdecydowanie pozytywną postacią, ale daleko mu do cukierkowatości. Nie jest żadną nadprzyrodzoną Mary Sue. Jest LWEM - często budzi niepokój, jego zachowanie bywa niezrozumiałe, potrafi być groźny i drapieżny. A im bohaterowie cyklu są starsi, tym Aslan wydaje się WIĘKSZY.

Oczywiście odbiór postaci jest kwestią indywidualną, ale IMO Lewis niczego nie skrewił w kreacji Wielkiego Lwa. Aslan nie stanowi po prostu schematycznej alegorii Chrystusa, tak jak Biała Czarownica nie jest po prostu Szatanem albo andersenowską Królową Śniegu. Z kolei Narnia nie jest kolorową wyklejanką dla grzecznych dzieci, bo mamy tam i zdradę, i śmierć, i nawrócenie, i cenę, którą trzeba zapłacić. A główni bohaterowie "Kronik" umierali zanim w fantasy stało się to modne... Z powszechnie znanych składników Lewis wypichcił smakowitą i mądrą baśń, której nie byłoby bez Aslana, tak jak nie byłoby "Władcy pierścieni" bez Gandalfa.

26 I 2021   00:15:19

Cała dyskusja krąży wokół kwestii "subiektywny odbiór postaci przez czytelników versus to, jak postać została wykreowana wedle reguł sztuki literackiej" i to rozróżnienie nie zawsze zostaje jasno podkreślone! Ja nie mam żadnych zastrzeżeń do tego, jak Lewis _skonstruował_ Aslana - koncepcyjnie jest bez zarzutu, rozumiem zamysł, symbolikę, wydźwięk - co nie przeszkadza mi tego nadętego, patronizującego złotego lwa serdecznie, żywo nie cierpieć, tak czysto prywatnie :) Mam ogromny sentyment do całego cyklu o Narnii, w dzieciństwie uwielbiałam te książki ("Lwa, czarownicę i starą szafę" przeczytałam samodzielnie w wieku zerówkowym), między innymi właśnie za brak cukierkowości (pod tym względem wyróżniają się zwłaszcza "Książę Kaspian", "Podróż Wędrowca do Świtu", "Koń i jego chłopiec" i "Srebrne krzesło") oraz za zręczne granie inspiracjami kulturowymi - co nie przeszkadza mi w dorosłym wieku zżymać się na Lewisa w tych momentach, kiedy ciut za mocno moralizuje. Choć "moralizuje" to chyba nawet nie jest właściwe określenie... Powiem tak: "Ostatnia bitwa" i "Siostrzeniec czarodzieja" zawierają dużo tego pierwiastka, który mnie drażni.

26 I 2021   00:51:17

Dziękuję za obszerną odpowiedź na mój komentarz. Owszem, Lewis moralizuje, ale robi to ze staroświeckim wdziękiem.

W "Siostrzeńcu" szczególnie lubię postać Jadis (o wiele ciekawszą niż we "Lwie, czarownicy i starej szafie") oraz wizję spustoszonego miasta Charn.

"Ostatnią bitwę" jako jedyną część przeczytałem już jako dorosły. Pewnie dlatego najsłabiej ją pamiętam. Mroczny klimat i zły bóg Tasz w tle. Tak czy siak palce lizać...

BTW Niedawno schrupałem dzieło Pani Susanny Clarke "Piranesi" Rzecz nowa i apetyczna, a jednocześnie bardzo wyraźnie zainspirowana "Siostrzeńcem czarodzieja"... Wygląda na to, że jeszcze nie czas Lewisowi do lamusa.

26 I 2021   02:18:48

Oooch, tak, spustoszone miasto Charn to było coś pięknego!!

Jadis (też ją lubię) jest po prostu - literalnie! - postacią, która zabłąkała się nie do tego świata, co trzeba ;) Myślę, że znacznie lepiej odnalazłaby się w realiach cyklu o Kane'ie Wagnera ;)

"Piranesiego" mam na liście tytułów do pilnego upolowania! Bardzo mi się podobała pierwsza książka tej autorki, figuruje teraz wręcz chyba w top 3 moich ulubionych książek (a na pewno w top 5).

26 I 2021   16:47:55

To nie było spustoszone miasto, tylko cały wymarły świat (Jadis rzuciła na siebie zaklęcie czegoś w rodzaju hibernacji, aby to przetrwać). O ile pamiętam, ogromne, czerwone słońce sugerowało, że planeta zbliża się do końca swego istnienia.

26 I 2021   20:29:08

@Ignite Właśnie dokładnie tak jest. Jadis jest postacią z INNEJ BAJKI. Biała Czarownica niemal na pewno była wzorowana na Królowej Śniegu Andersena(a ta z kolei na germańskiej bogini Holle/Hel, która tak jak Jadis była z pochodzenia olbrzymką). Prócz tego Jadis bardzo przypomina królową Babilonu z "Historii amuletu" Edith Nesbith (tamta królowa też zresztą przenosi się do Anglii).

Hmmm... Kane i Jadis? To mogłaby być zabójcza para.

@Achika Charn to zarazem nazwa miasta, jak i świata: https://narnia.fandom.com/wiki/Charn (coś jak Meksyk, ze stolicą w mieście Meksyk ;-)
Świat był wymarły z powodu zaklęcia rzuconego przez Jadis. Unicestwiło wszystkie istoty żywe oprócz niej. Pewnie dlatego zapadła w sen, bo ile można jeść konserwy?

28 I 2021   01:25:46

@El Lagarto - tak na marginesie: ciekawe, jak C.S. Lewisowi podobałaby się filmowa Biała Czarownica zagrana przez Tildę Swinton?? Myślę, że byłby zachwycony! Znalazłam ciekawy wywiad z Tildą o tej postaci:
https://movieweb.com/tilda-swinton-the-white-witch-of-narnia-speaks/

28 I 2021   08:15:03

El Uniquo jesteś :-)

31 I 2021   23:05:41

Wywiad z Tildą arcyciekawy. Zgadzam się. Lewis nie mógł sobie wymarzyć lepszej Białej Czarownicy. To Jadis najbardziej błyszczy w tej ekranizacji, choć Łucja też dawała radę.

Bardzo podobną rolę czarownicy zagrała Charlize Theron w "Królewnie Śnieżce i Łowcy" (i prequelu). Mimo, że jest świetną aktorką i bardzo ją lubię, to cóż... jako Zła Królowa Tilda bije ją na głowę.

01 II 2021   11:46:03

Mnie się Charlize bardzo podobała w części pierwszej, natomiast ten prequelo/sequel to była jakaś porażka scenariuszowa, zresztą pani Theron nie bardzo miała tam cokolwiek do zagrania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: Imperium wcale się nie rozpadło
Marcin Knyszyński

28 II 2021

„Valis” jest pierwszą z trzech ostatnich powieści Philipa K. Dicka – razem z „Bożą inwazją” i „Transmigracją Timothy’ego Archera” stanowi nieformalną trylogię, w której autor zawarł podsumowanie swoich literackich poszukiwań Boga, transcendencji i prawdy o otaczającej go rzeczywistości. Jest to znów powieść autobiograficzna i to w jeszcze większym stopniu niż „Wyznania łgarza” czy „Przez ciemne zwierciadło”. Philip K. Dick jest tu jawnie narratorem i głównym bohaterem – na dodatek występuje w (...)

więcej »

Nie przegap: Styczeń 2021
Esensja

31 I 2021

Pierwszy w tym roku przegląd recenzji. W styczniu nie było źle.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: Lęk i odraza w Kalifornii
Marcin Knyszyński

31 I 2021

Philip K. Dick zażywał narkotyki. Z tym faktem raczej nikt nie polemizuje, to rodzaje i wielkości dawek psychoaktywnych substancji są kwestią sporną. Najgorzej było na samym początku lat siedemdziesiątych, które uznawane są za najmroczniejszy okres w życiu autora – ciągłe balansowanie na krawędzi przepaści i eksperymenty z meskaliną, amfetaminą i LSD. Dziś przejdziemy „Przez ciemne zwierciadło”, aby stoczyć się na samo dno – tak oto Philip K. Dick podsumował wspomniany etap swojego życia. W (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Do księgarni marsz: Lipiec 2020
— Esensja

Dwie barwy magii, wiele barw świata
— Aleksandra Klęczar

Do księgarni marsz: Czerwiec 2019
— Esensja

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Do księgarni marsz: Marzec 2018
— Esensja

Po trzy: Bohaterowie
— Beatrycze Nowicka

Głupi chłopiec w krainie czarów
— Anna Nieznaj

Do księgarni marsz: Wrzesień 2017
— Esensja

Esensja czyta: Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

O jednym takim, który rozbił Księżyc
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż twórcy

Sześć światów Hain: Świat trzeci
— Miłosz Cybowski

Sześć światów Hain: Świat drugi
— Miłosz Cybowski

Sześć światów Hain: Świat pierwszy
— Miłosz Cybowski

Mała Esensja: Nie tak łatwo być wyjątkowym
— Marcin Mroziuk

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Wiedźmie kłamstwa
— Anna Nieznaj

Królewny i karliczka
— Magdalena Kubasiewicz

Trochę miłości, dużo szmaragdów i Anioł Zagłady, czyli safari w zaświatach
— Zofia Marduła

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Uśmiech towarzyszki Kamli
— Anna Nieznaj

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Pralinka na mroczne czasy
— Anna Nieznaj

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Maszyna, która nie robi „ping”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

To życie mija, nie ja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.