Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ursula K. Le Guin
‹Lewa ręka ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLewa ręka ciemności
Tytuł oryginalnyThe Left Hand of Darkness
Data wydania1988
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklHain
ISBN83-08-01879-3
Format302s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
W ramach wędrówki po „Sześciu światach Hain” Ursuli K. Le Guin tym razem zapraszamy na dyskusję o „Lewej ręce ciemności”. Powrót do jednej z najbardziej znanych powieści autorki przynosi sporo nowych spostrzeżeń… i równie wiele rozczarowań!

Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę

W ramach wędrówki po „Sześciu światach Hain” Ursuli K. Le Guin tym razem zapraszamy na dyskusję o „Lewej ręce ciemności”. Powrót do jednej z najbardziej znanych powieści autorki przynosi sporo nowych spostrzeżeń… i równie wiele rozczarowań!

Ostrzeżenie:
Jak nietrudno zgadnąć, w dyskusji zdradzamy sporo z fabuły, dlatego jeśli ktoś jeszcze nie czytał „Lewej ręki ciemności”, zapraszamy raczej do zapoznania się z recenzją.

Ursula K. Le Guin
‹Lewa ręka ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLewa ręka ciemności
Tytuł oryginalnyThe Left Hand of Darkness
Data wydania1988
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklHain
ISBN83-08-01879-3
Format302s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
MC: „Lewa ręka ciemności” Ursuli Le Guin nie jest ani pierwszą, ani najbardziej znaczącą historią z całego cyklu o Ekumenie. Dlaczego zatem to właśnie ona, obok „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, stanowi najbardziej znane dzieło autorki?
BN: Myślę, że zadecydował o tym pomysł na obupłciowych mieszkańców Gethen, odróżniający ich od zdecydowanej większości ludzi zamieszkujących rozmaite światy SF. W czasach, gdy książka miała swoją premierę (1969), koncepcja ta była bardzo świeża. Teraz na Zachodzie mamy swego rodzaju modę na poruszanie w SF tematyki płci i seksualności. Le Guin pisała o tym wiele lat przed tym, kiedy stało się to popularne; co więcej, czyniła to z delikatnością (tu przypomina mi się czytane gdzieś w sieci, parę lat temu, nominowane do którejś z branżowych nagród krótkie opowiadanko o bohaterce, która lecąc z obcym kapsułą ratunkową, by uniknąć deprywacji sensorycznej, że tak to ujmę, obmacywała się z nim – bo trudno mi nazwać taką aktywność seksem, gdy partnerem dla kobiety jest glutowato-mackowate coś). Jednym z wielkich atutów Le Guin była jej umiejętność przyjmowania odmiennych kulturowo punktów widzenia i przedstawiania ich tak, że czytelnik mógł na chwilę niejako „wyjść z siebie” i spojrzeć na pewne zjawiska z innej perspektywy, dostrzec te rzeczy, które uważamy za tak oczywiste, że się nad nimi nie zastanawiamy. W tym przypadku było to dwupłciowe społeczeństwo i jego konsekwencje.
MC: No, skoro ten stwór z opowiadanka miał macki, to już aktywność okołoseksualna jest jak najbardziej dozwolona, wystarczy spytać twórców hentai. Czy jednak naprawdę kwestie seksualności stanowią o popularności „Lewej ręki ciemności”? Przyznaję, że przy pierwszej lekturze o wiele bardziej intrygowały mnie kwestie społeczne i kulturalne, a także główna fabuła (faktem jest, że wtedy jeszcze nie znałem prozy Le Guin na tyle dobrze, by wiedzieć, czego się spodziewać). Ale skoro zaczęliśmy od tego, to zwrócę od razu uwagę na to, co mnie uderzyło dopiero niedawno: autorka przecież zupełnie nie opisuje nam konsekwencji dwupłciowego społeczeństwa. Owszem, hipotetyzuje na jego temat, przedstawia wpływ biologicznych uwarunkowań na mieszkańców Zimy, ale sam główny bohater nie ma w sobie zbyt wielu cech wyróżniających go (poza fizjologią) na tle autochtonów.
BN: Nie tyle chodzi mi o sam seks, bo przecież tego tam praktycznie nie ma, ale o oryginalność pomysłu na mieszkańców Zimy. W zamyśle Le Guin nietypowa fizjologia miała wpływ na kulturę i organizację społeczeństwa. Oczywiście nie jako jedyna, bo bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy, czynnik to surowy klimat. Myślę, że tu chodzi o całość wizji tego świata i jego mieszkańców, która potrafi zaintrygować. Można było to wszystko „pociągnąć dalej” – mam wrażenie, że pełen potencjał Gethen nie został wykorzystany w powieści. Niemniej może właśnie to, że w „Lewej ręce ciemności” widzimy tylko wybrane miejsca i aspekty życia na Zimie, pobudzało czytelniczą wyobraźnię. Co do konsekwencji rozdzielnopłciowości, to wydaje mi się, że zamysł polegał na próbie wyobrażenia sobie, jak mogłoby wyglądać społeczeństwo hermafrodytów, czym mogłoby się różnić od naszego, i tym samym skłonienie czytelnika do własnej refleksji. Co zaś do głównego bohatera – tutaj się zgodzę. Ale też mam wrażenie, że Genly Ai jako postać jest, nomen omen, bezpłciowy. Trudno go nazwać pełnokrwistą postacią.
MC: W moim odczuciu to właśnie niewykorzystanie potencjału Gethen zalicza się do zalet całej powieści. Inny autor podszedłby do tematu w taki sposób, że nie pozostałoby zbyt wiele niejasności i obszarów do domysłu dla czytelnika, podczas gdy Le Guin wpadła na pomysł, przedstawiła nam go jako tło dla niepierwszej przecież opowieści drogi i… nigdy już do niego nie wróciła. Tak samo było przecież w „Świecie Rocannona”, „Planecie wygnania” i „Mieście złudzeń”. Pod względem bogactwa światotworzenia mało kto dorównuje Le Guin.
Mapa Gethen autorstwa Milana Dubnickiego
Mapa Gethen autorstwa Milana Dubnickiego
BN: Właściwie to zdarzyło jej się jeszcze pisać opowiadania, których akcja toczyła się na Gethen – na pewno „Dojrzewanie w Karhidzie” ze zbiorku „Urodziny świata” oraz „Królowa Zimy” („Winter’s King”), którą można przeczytać w zbiorze „Wszystkie strony świata”. To jednak bardziej krótkie wizyty na Gethen, kolejne fragmenty układanki. Ale masz rację w tym, że taka „przymglona” wizja ma swój urok i może pobudzać wyobraźnię bardziej niż dokładne opisy. Le Guin ma oko i rękę do obrazów i historii, które nie są wcale rozbudowane, ale oddziałują na czytelnika – choćby cytowane tu i ówdzie w cyklu Haińskim fragmenty opowieści czy wiersze sugestywniej przedstawiają nam kulturę danej grupy niż „sucha” relacja. Takim małym klejnotem wydała mi się, rzucona zupełnie na marginesie, uwaga Genly’ego o tym, że na Gethen nie ma ptaków, więc nawet anioły nie mają tu skrzydeł, a jedynie opadają jak wielkie płatki śniegu. To zdanie przetrwało niemal nienaruszone w mojej pamięci przez ponad ćwierć wieku, jaki minął od przeczytania „Lewej ręki…”. A skoro już o tym wspomniałam – wtedy rozdziały-wstawki interesowały mnie mniej niż „główna akcja”. Teraz jednak, czytając po raz kolejny, zwróciłam na nie uwagę i zauważyłam, że nie tylko budują one klimat i uzupełniają obraz Gethen, ale też subtelnie korespondują z losami głównych bohaterów – dodają kontekst i tropy.
MC: Tak, ja również przy pierwszej lekturze traktowałem te dodatkowe treści jako nieszczególnie zajmujące, ale kiedy sięgałem po książkę ponownie, już znając treść, fabułę i specyfikę tej powieści, tematy poruszane w tych fragmentach wydawały mi się znakomitą i bardzo dobrze przemyślaną nadbudową. Potwierdzają one kunszt Le Guin w budowaniu świata, wraz z jego legendami, mistyką, religią i całą kulturą, która jest (z uwagi na ogromne dystanse dzielące poszczególne osady ludzi) o wiele mniej ustrukturyzowana niż to, co znamy z naszej rzeczywistości. Mało który twórca SF jest w stanie w tak prosty sposób „zapomnieć” o ziemskich kulturalnych uwarunkowaniach i zaprezentować nam coś zupełnie obcego, a przy tym całkowicie możliwego do zrozumienia.
BN: W pełni się z Tobą zgadzam. Sądzę, że na to złożyło się wiele czynników – zarówno talent, wrażliwość i wyobraźnia, jak i to, że ojciec Le Guin był antropologiem. Z tego, co pamiętam z poświęconego amerykańskiej pisarce numeru Fantasy & Science Fiction, dom państwa Kroeber odwiedzali rdzenni Amerykanie (wciąż „Indianie” mi lepiej brzmi, choć jakoś wyszło chyba z mody, w sumie zarówno jedna, jak i druga nazwa pochodzi od najeźdźców). To na pewno miało znaczenie, zarówno jeśli chodzi o wiedzę o innych kulturach, jak i świadomość, że to, co jedni uważają za „naturalną kolej rzeczy”, dla innych wcale takie oczywiste nie jest.
MC: Niemałą rolę w całej opowieści odgrywa biologiczne przystosowanie mieszkańców Zimy do surowych warunków, w jakich przyszło im żyć. Przyznaję, że z podobnych eksperymentów przychodzą mi do głowy tylko neutka z „Rzeki bogów” McDonalda.
BN: Hmm, z tym hermafrodytyzmem to gdzieś w obrębie książki narratorka przerywnika pomiędzy rozdziałami (badaczka z Ekumeny) zastanawia się nad zasadnością takiego rozwiązania i zauważa, że mieszkańcy Gethen zostali tak stworzeni celowo i najprawdopodobniej wtedy, gdy klimat Zimy był o wiele cieplejszy. Wygląda więc na to, że sama Le Guin nie upatrywała w obupłciowości konsekwencji surowego klimatu. Inna sprawa, że jak bardzo ładnie wyjaśnił mi mój kolega z pracy, który skończył „zwykłą” (znaczy, nie molekularną) biologię: u zwierząt hermafrodytyzm najczęściej występuje tam, gdzie osobniki prowadzą osiadły tryb życia lub mają stosunkowo niewielkie szanse na spotkanie partnera – na słabo zaludnionej, nieprzyjaznej Zimie takie szanse są na pewno mniejsze. Z drugiej strony – wymyślony przez Le Guin model rozrodu nakłada dość duże koszty energetyczne cyklicznej aktywacji układu rozrodczego. Gdybym miała spekulować, powiedziałabym, że po iluś tysiącach lat życia w takich warunkach ewolucja powinna pójść w kierunku wydłużenia i jednoczesnej synchronizacji cykli – tak żeby mieszkańcy wchodzili w kemmer nie co miesiąc, lecz co kilka miesięcy, ale grupowo. A wracając do meritum – tak, mnie też „na szybko” nic do głowy nie przychodzi, co uwidacznia, jak bardzo jesteśmy przywiązani do modelu rozdzielnopłciowego.
MC: Faktycznie, było tam „naukowe” tłumaczenie ich hemafrodytyzmu:
…ograniczenie pociągu płciowego do nieciągłych odcinków czasu i jego hermafrodytyczne „zrównoważenie” musi w znacznym stopniu ograniczyć jego wykorzystanie i eliminować związane z nim frustracje. Frustracje seksualne muszą istnieć (chociaż społeczeństwo stara się im zapobiegać; póki grupa społeczna jest wystarczająco duża, żeby więcej niż jeden osobnik przechodził w danym czasie kemmer, zaspokojenie seksualne jest prawie pewne), ale przynajmniej nie narastają, bo kończą się wraz z kemmerem. W porządku, w ten sposób zaoszczędzono im wielu niepotrzebnych zachodów i szaleństwa, tylko co pozostaje w somerze? Co ma podlegać sublimacji? Co osiągnie społeczeństwo eunuchów? Ale oni nie są, oczywiście, eunuchami w somerze, można ich raczej porównać do ludzi przed okresem dojrzewania, nie do kastratów, lecz do ludzi oczekujących na przebudzenie.
Pytanie laika: skoro uznać, że zostali oni faktycznie tak „zaprojektowani”, to czy możliwa byłaby późniejsza ewolucja mechanizmów wchodzenia w kemmer, np. wydłużenie lub większa synchronizacja cykli? Innymi słowy: do jakiego stopnia genetyczne zaprojektowanie daje szanse na samoistną modyfikację? Zakładam, że nie jest to niemożliwe, ale z drugiej strony – jeśli „twórcy” tego gatunku ludzi „wbudowali” w nich jakieś bariery uniemożliwiające zbytnie zmiany? To samo zresztą może tłumaczyć stosunkowo powolny postęp i ogólny marazm panujący na Zimie.
1 2 3 4 »

Komentarze

02 V 2021   16:03:00

dla mnie Ursula była pisarką skupiającą się czesto na nieporozumieniach (szczególnie kulturowych, wynikających z inności), więc koncepcja nieudzielania porad i płynący z niej kryzys odebrałem jako oś książki; mającą wywołać dysonans u czytelnika, ale nieuniknioną

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
Marcin Knyszyński

11 X 2021

Ostatnia opowieść o Ijonie Tichym i przedostatnia powieść Lema. Ijon Tichy ma problem. Uległ bowiem kallotomii podczas swojego pobytu na księżycu. Jego mózg został w niewyjaśniony sposób podzielony na funkcjonujące niezależnie dwie osobowości (ukryte w dwóch rozłącznie działających półkulach). Tichy, za pomocą niepełnych danych z lewej półkuli (której to osobowość jest narratorem w powieści) próbuje zrekonstruować swój pobyt na księżycu i zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Świat piąty
— Miłosz Cybowski

Świat trzeci
— Miłosz Cybowski

Świat drugi
— Miłosz Cybowski

Świat pierwszy
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
— Miłosz Cybowski

Cudzego nie znacie: Krew ojców
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Kto wygra?
— Miłosz Cybowski

Polowanie na czarownice
— Miłosz Cybowski

Do księgarni marsz: Październik 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.