Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ursula K. Le Guin
‹Lewa ręka ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLewa ręka ciemności
Tytuł oryginalnyThe Left Hand of Darkness
Data wydania1988
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Wydawnictwo Literackie
CyklHain
ISBN83-08-01879-3
Format302s.
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 4 »

Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę

Ursula K. Le Guin
‹Lewa ręka ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLewa ręka ciemności
Tytuł oryginalnyThe Left Hand of Darkness
Data wydania23 lutego 2007
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Książnica
CyklHain
ISBN978-83-25000-29-5
Format288s. 110×175mm
Cena14,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
BN: To prawda, obraz Le Guin nie jest tak „ostry” – ogólnie odniosłam wrażenie, że Getheńczycy są nieco łagodniejsi od nas, czy to ze względu na obupłciowość, czy to surowy klimat: jestem sobie w stanie wyobrazić, że przez te tysiąclecia mogło dojść do pewnej selekcji, wynikającej z tego, że osoby grające przeciwko grupie były z niej po prostu wyrzucane, a na Gethen raczej nie da się przeżyć samotnie – zresztą z historii Estravena i z jednej z cytowanych legend wynika, że ostracyzm był tutaj potężną karą. Wracając jednak do Wspólnoty, zwróciłam uwagę na to, jak Le Guin pisała o swego rodzaju bierności jej zwykłych członków, poczuciu beznadziei w trudnych sytuacjach. Wspólnota jest dla mnie czymś w rodzaju „tyranii w budowie”. Z kolei Karhid zaczyna toczyć rak nasilającego się nacjonalizmu. Zastanawiam się, czy w czasach Zimnej Wojny „Lewa ręka…” nie była odczytywana bardziej politycznie. Przecież mamy tutaj dwa państwa i nasilający się konflikt o strefę wpływów, co do którego istnieje ryzyko, że przerodzi się w walki na o wiele większą skalę. Temu przecież usiłuje zapobiec Estraven.
MC: Jestem w stanie sobie wyobrazić, że gdyby nie zakończona sukcesem misja Genly’ego, oba państwa rozpętałyby między sobą potężną wojnę, która zmieniłaby całkowicie oblicze świata, zapewne prowadząc do nasilenia się opresyjnych tendencji po obu stronach. Aczkolwiek tutaj waham się przed doszukiwaniem się podobieństw z totalitaryzmami ziemskiego XX wieku. Nawet mimo stawiania na indywidualizm Karhidu trudno mówić o tym, żeby było to społeczeństwo składające się z wybitnych i wyróżniających się jednostek – właśnie ze względu na konieczność przynależności do grupy. Z wyjątkiem Estravena i szalonego króla Argavena Piętnastego trudno powiedzieć, by którykolwiek z Getheńczyków zapadał w pamięć…
BN: To znaczy ja nie uważam, że historia Gethen miała być przepisaniem Zimnej Wojny na Zimę. Niemniej sądzę, że jakieś polityczne inspiracje tam są. Ta książka została napisana w konkretnym czasie i myślę, że jego niepokoje przesączały się do prozy. Zresztą i po latach „Lewa ręka…” pozostaje aktualna – właśnie przez to, że nie jest przeniesieniem jakiegoś ściśle określonego wycinka naszej historii na SF. Takie fragmenty zwróciły moją uwagę: „kiedy mówię o patriotyzmie, nie chodzi mi o miłość. Myślę o strachu. O strachu przed tym, co obce. Który wyraża się w polityce, nie w poezji. Nienawiść, rywalizacja, agresja. Ten strach rośnie w nas”, „Często przemawiał przez radio. (…) Jego przemówienia były długie i głośne: pochwały Karhidu, obelgi pod adresem Orgoreynu, oskarżenia «nielojalnych frakcji», rozważania na temat «nienaruszalności granic królestwa», wykłady z historii, etyki i ekonomii, a wszystko w pełnym frazesów, napuszonym stylu, w którym histerycznie pobrzmiewały obelgi i pochlebstwa. Mówił dużo o honorze kraju i miłości ojczyzny (…). Chciał wzbudzić w swoich słuchaczach strach i gniew. Nie mówił wcale o dumie i miłości, choć bez przerwy używał tych słów. W jego ustach znaczyły one tyle co zarozumialstwo i nienawiść”.
MC: Zastanawiam się teraz, czy Le Guin celowo nie odwołała się do uniwersalnych, ale niezdefiniowanych, przypadków z historii Ziemi, doskonale wiedząc, że będą mogły zostać zinterpretowane przez czytelników jako przykłady jakichś uniwersalnych tendencji. Jak gdyby każda ludzka kultura, nawet tak egzotyczna jak na Gethen, musiała przejść od etapu feudalizmu do etapu wzrastającego nacjonalizmu i walk o zupełnie nieistotny ekonomicznie kawałek ziemi. A nienachalna forma, z jaką autorka dawkuje krytykę tych zjawisk (co przedstawiają przytoczone przez Ciebie cytaty), zasługuje na uwagę.
BN: Myślę, że tak. Le Guin zawsze wydawała mi się pisarką bardzo samoświadomą, a jej kreacje – przemyślanymi. Choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że rozwiązanie narastającego konfliktu przez zwrot w kosmos, w przyszłość, jest nieco naiwne. Oczywiście zgodzę się z Estravenem, gdy zapisuje w swoim dzienniku: „trzeba pójść w inną stronę, trzeba znaleźć inny cel, wówczas można iść inną drogą. (…) Orgoreyn i Karhid (…) muszą pójść gdzie indziej i przerwać krąg”, ale moja wiara w to, że ludzie kiedykolwiek i gdziekolwiek znajdą tę inną drogę, zdążyła wygasnąć pomiędzy pierwszym a drugim czytaniem „Lewej ręki…”. Wysłannik święcie wierzy w Ekumenę i jej misję, przekonanie narodów Gethen do dołączenia jest dla niego kwestią nadrzędną. Trudno mi podzielić jego uczucia. Czym jest Ekumena, jeśli nie odległym głosem „z eteru” i kilkoma przybyszami? Mogą zaoferować trochę wiedzy medycznej czy technologicznej, a ponieważ w uniwersum Ekumeny istnieją nadświetlne bezzałogowe statki towarowe, jakaś wymiana handlowa może istnieć (pytanie tylko, co się opłaca w ten sposób przewozić). Co zatem zyskuje Zima? Wychodzi mi, że kilka nowych patentów i leków (a przecież nie jest to lud nastawiony na postęp) oraz możliwość eksportowania „towarów regionalnych” i wysłania kilku chętnych na studia na inną planetę, z których wrócą (jeśli w ogóle to uczynią) dziesiątki lat później. Zresztą, powodzenie misji Genly’ego nie wynika z tego niemalże mistycznego otwarcia na nowy początek, tylko z pobudek nacjonalistyczno-prestiżowych („to MY będziemy krajem, który pierwszy sięgnął gwiazd”).
MC: Masz rację, „ratunek” Gethen poprzez przystąpienie do Ekumeny, co rozwiązało wszystkie dotychczasowe konflikty, wydaje mi się tu pewną formą deus ex machina, nawet jeśli wiemy mniej więcej od połowy (czyli wizyty Genly’ego w jednej ze stanic), że to się wydarzy. Jak znacząca większość powieści Le Guin, także ta koncentruje się jednak w o wiele większym stopniu na jednostkach niż na wydarzeniach na skalę globalną. Nawet jeśli to właśnie wyprawa Genly’ego i Estravena stała się metaforycznym zbliżeniem między obcymi sobie rasami i kulturami, to mimo obcowania z nimi na przestrzeni wielu rozdziałów wrażenie, jakie po sobie zostawiają, pozostaje niewyraźne.
BN: W ogóle u Le Guin postaci wydają mi się, eufemistycznie rzecz ujmując, stonowane. Nawet jak cierpią, to nie miotają się po scenie. Czasem brakowało mi jakiegoś mocniejszego akcentu – tu czy w innych książkach. Nawiązując do Twojej wcześniejszej wypowiedzi o bohaterach zapadających w pamięć, zwróciłam uwagę na Tkacza Faxe, ale głównie dzięki jego wyjaśnieniom na temat haddary. To jednak postać dalszego planu. Estraven wzbudza ciekawość, jednak mam wrażenie, że dowiadujemy się o nim za mało. Może miał być trochę tajemniczy, niemniej te niedopowiedzenia z czasem zaczęły mnie męczyć. Niewiele dowiadujemy się też o Genlym – a przecież jakieś choćby wzmianki o jego przeszłości czy rodzinie pomogłyby nieco „wypełnić mu kontury”. Rozumiem, że „Lewa ręka…” została pomyślana jako opowieść wysłannika Ekumeny o jego misji na Gethen, ale pogłębiony portret tej postaci pozwoliłby się bardziej przejąć jej losami.
MC: Odniosłem wrażenie, że Genly został przedstawiony (nie wiem, jak bardzo odpowiadało to zamiarom Le Guin) jako idealny mobil Ekumeny – człowiek zachowujący się niczym całkowicie wyzuty ze swoich własnych pragnień przedstawiciel, dla którego jedynym celem jest praca na rzecz przyłączenia kolejnego świata. Jego działania trudno nawet określić mianem brawurowych: są zwyczajnie pozbawione zdrowego rozsądku. Być może to efekt uboczny faktu, że przecież decydując się na podróż na Gethen, porzucił całe swoje dotychczasowe życie na rzecz wspólnego dobra i pozostaje osobą całkowicie oderwaną nawet od reszty Ekumeny, ale nie mam pewności, czy należałoby to oceniać w kategoriach altruizmu czy raczej fanatyzmu…
BN: Podzielam Twoje podejrzenia. Gdy czytałam „Lewą rękę…” jako dziecko, to niejako z automatu go polubiłam jako „standardowego bohatera SF”, takiego w starym stylu – z misją – i kibicowałam mu. Na marginesie dodam, że zapamiętałam też głównie tę powieść jako historię przeprawy przez lodowiec. Wróciwszy do niej teraz, zdziwiłam się, jak mało w sumie objętościowo było o wyprawie, a ile jeszcze tam jest tła kulturowego (nie to, że wcześniej tego nie widziałam wcale, choćby zapamiętana przeze mnie wzmianka o aniołach czy kapitalna i zabawna anegdota o człowieku, który domagał się odpowiedzi na pytanie o sens życia i co z tego wynikło), prócz tego wątki polityczne, rozmaite niuanse. Z kolei Genly stracił w moich oczach, ujrzałam go jako osobę zadufaną w sobie, zaślepioną swoim celem i przekonaniami oraz w gruncie rzeczy niedouczoną i nieprzygotowaną. Jego problemy w dużej mierze wynikły z nieporozumienia na tle kulturowym – Estraven chciał mu pomóc, ale uważał, że udzielając mu rad, obrazi go, więc tego nie zrobił, co sprowokowało całą lawinę wypadków.
MC: Wydaje mi się, że brak rozeznania Genly’ego w niuansach zwyczajów, jakie panowały na dworze, świadczy mimo wszystko o jego niedostatecznym przygotowaniu do pełnionej roli. Oczywiście to problem natury społecznej i kulturowej, ale przecież obserwacje planety i jej społeczeństwa trwały na tyle długo, by pierwszy mobil Ekumeny na Gethen rozumiał o wiele bardziej to, co dzieje się wokół niego. Z drugiej strony – zapewne właśnie duma nie pozwalała mu przyznać się otwarcie przed Estravenem, że mówienie pewnych rzeczy wprost, bez owijania w bawełnę, nie będzie żadną ujmą dla obcego wysłannika, jakim on sam był. Mamy zatem z jednej strony niedostateczne opanowanie etykiety, a z drugiej – przekonanie o własnym zrozumieniu niuansów dworskich intryg.
« 1 2 3 4 »

Komentarze

02 V 2021   16:03:00

dla mnie Ursula była pisarką skupiającą się czesto na nieporozumieniach (szczególnie kulturowych, wynikających z inności), więc koncepcja nieudzielania porad i płynący z niej kryzys odebrałem jako oś książki; mającą wywołać dysonans u czytelnika, ale nieuniknioną

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Maj 2021
Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk

7 V 2021

Zapraszamy do przeglądu najciekawszych zapowiedzi wydawniczych na maj 2021 r.

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: Uwięzieni w słowach
Marcin Knyszyński

25 IV 2021

I w ten oto sposób dotarliśmy do ostatniej powieści Philipa K. Dicka. „Transmigration of Timothy Archer” stanowi trzecią część tryptyku, zwanego „trylogią Valis”, choć tak właściwie nie ma z poprzednimi częściami zbyt wiele wspólnego. To już druga powieść w naszym cyklu, w której nie znajdziemy żadnego elementu fantastycznego – autor niestety nie doczekał dnia jej publikacji. Jest to dzieło dobrze podsumowujące nie tylko końcowy okres jego życia, ale chyba przede wszystkim całą twórczość.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Świat trzeci
— Miłosz Cybowski

Świat drugi
— Miłosz Cybowski

Świat pierwszy
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Do księgarni marsz: Maj 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk

Sałatka grecka (zawiera GMO)
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Realizm przede wszystkim
— Miłosz Cybowski

Nie zachwyca
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Interpretacja interpretacji
— Miłosz Cybowski

Pięć razy Strugaccy
— Miłosz Cybowski

Prowokująco, nie prowokacyjnie
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Na kresach imperium
— Miłosz Cybowski

Do księgarni marsz: Kwiecień 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o książkach: Męski sport
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.