Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Odnoszę wrażenie, że wiele osób podaje przykład „Bajek robotów” jako lektury, która ich… skutecznie zniechęciła do twórczości Stanisława Lema. Pamiętam, rzeczywiście, niektóre z tekstów z tego zbioru były dostępne w podstawówkowych podręcznikach do języka polskiego, chyba w ramach realizacji programu przybliżania dzieciarni literackiej fantastyki. Ktoś stwierdził, że fantastyka=Lem, a dzieci=bajki i tak do lektur wpadły „Bajki robotów”. A to nie jest przecież książka dla dzieci! Ja całą ich maestrię językową i formalną (nie wspominając już o nawiązaniach do wyższej matematyki) doceniłem właściwie dopiero na studiach (politechnicznych zresztą). A wy? Czytaliście „Bajki robotów” jako szkolną lekturę?
Agnieszka Szady: Przeczytałam jakiś rok wcześniej, polubiłam i w trakcie omawiania lektury zaliczyłam nawet drobne starcie z polonistką, która upierała się, że Trurl i Klapaucjusz to wrogowie, a przecież – mimo wyraźnej rywalizacji i robienia sobie głupich dowcipów – jeden ryzykował życie, towarzysząc drugiemu w ucieczce przed maszyną liczącą. A nie musiał, bo to nie on był celem.
Marcin Osuch: Mam wrażenie, że w szkole należałem do niezbyt szerokiego grona osób, dla których nie istniał związek między atrakcyjnością książki a faktem, że była ona lekturą.
ASz: Witaj w klubie…
MO: Byłem chyba w czwartej albo piątej klasie i świat SF sprowadzał się dla mnie do Verne’a, gdy nagle odkryłem właśnie „Bajki robotów”. Chyba po dwukrotnym przeczytaniu zauważyłem informację, że jest to lektura klasy którejś-tam. I bardzo żałowałem, że akurat w mojej szkole nie była ona omawiana.
Miłosz Cybowski: Czytaliśmy jako lekturę i na długie lata trzymałem się od Lema z daleka. Dopiero na studiach sięgnąłem (trochę przypadkiem) po „Powrót z gwiazd”, ale nie spowodowało to żadnego wielkiego nawrócenia. Szczególnie że w czasach lektury „Bajek robotów” dostępna była bardziej poczytna i pociągająca fantastyka. Zastanawiam się, czy ta książka wciąż widnieje w kanonie lektur szkolnych i z powodzeniem zniechęca kolejne pokolenia do fantastyki naukowej?
Marcin Mroziuk: Fragmenty „Cyberiady” są cały czas lekturą, ale uzupełniającą, więc to od decyzji nauczyciela zależy, czy zafunduje swoim uczniom przedwczesny kontakt z twórczością Lema. Inną sprawą jest, że w czasach szkolnych akurat ta książka nie wywarła na mnie specjalnego wrażenia, ale pamiętam, że mieliśmy sporo frajdy, kiedy przygotowywaliśmy w klasie inscenizację „Wielkiego lania”.
ASz: Jakieś szczegóły?…
MM: Od samego występu przed kolegami w sumie ważniejsze było przygotowanie kostiumów. W latach osiemdziesiątych zaopatrzenie kulało, a mimo to udało się nam „skonstruować” naszym zdaniem pierwszorzędnie wyglądającą maszynę. A lekcja, na której zamiast przerabiać nowy materiał można odgrywać w sumie całkiem zabawną historyjkę, to przecież dla uczniów atrakcja sama w sobie.
Adam Kordaś: Pamiętam, że czytając bodaj w czwartej klasie podstawówki „Bajki robotów” jako lekturę, byłem raczej zdziwiony niż jakoś szczególnie zachwycony albo zniechęcony. Nie nabawiłem się wprawdzie przez nie trwałej „alergii na fantastykę”, jak to się przytrafiło niektórym moim znajomym, ale dla mnie po prostu fantastyka w owych latach kojarzyła się z zupełnie innym stylem, czymś jak np. „W krainie Srebrnego Hariki” Tadeusza Twarogowskiego. Opowieści Lema były zupełnie inne, chyba zwyczajnie za mało zrozumiałe dla dziecka, bo też w tym wieku nie ma się jeszcze wystarczająco wypełnionego soczystymi szpargałami skojarzeń magazynu wyobraźni, by dostrzec coś więcej pod (skądinąd świetnymi) fikuśnymi robocimi dekoracjami. Trochę musiało upłynąć czasu, nim snute przez naszych (mniej lub bardziej) metalowych „potomków” historie stały się dla mnie jedną z ulubionych lektur – czymś w rodzaju krzywego zwierciadła, w którym z lubością regularnie przegląda się ma pokracznie bladawcza postać.
ASz: Jako dziecko lubiłam te teksty, „bo takie dziwne”. Na przykład roboty pod wodą! Zachwycała mnie też sama stylizacja baśniowa i wykorzystanie typowych motywów: ubogi druciarz poślubiający w nagrodę córkę możnowładcy, sprytny ślusarz ratujący królewnę, opowiadanie o tym, skąd się wzięło jakieś zjawisko (to raczej mity niże baśnie, ale w podstawówce nie czyniłam tak szczegółowych rozróżnień), wierny cyberpies powracający z wyprawy bez pana, pokonanie złego władcy przez skromnego wynalazcę i tak dalej. Potem zaczęłam podziwiać wplatanie w nie informacji matematyczno-fizycznych, chociaż nie zawsze je dokładnie rozumiałam (w liceum matmę miałam na kiepskim poziomie). A zarówno wcześniej, jak i później podobały mi się humor i gry słów, tak jak wszystkim.
• • •
KW: Czym są właściwie „Bajki robotów”? Bajkami o robotach? No nie, raczej bajkami, które roboty opowiadają swoim… no właściwie komu? Dzieciom? Chyba tak, wszak te Lemowskie roboty jednak w zachowaniach i uczuciach są bardzo ludzkie, różnią się jedynie jakością materiału, z jakiego zostały wykonane. Można więc założyć, że traktują jakieś roboty jako swe potomstwo (zresztą przecież córki królewskie pojawiają się w opowiadaniach). Skoro nie jesteśmy więc robotami, w jakim celu moglibyśmy czytać te „Bajki” my, bladawce?
MO: To przede wszystkim pyszna uczta językowa. Te wszystkie przeróbki istniejących wyrazów („wasza ferromagnetyczność”) oraz nowe określenia („bladawiec”) otwierały nowy, nieznany świat. Ale ważniejszy chyba było to „lemowskie” pokazywanie innej perspektywy, w tym wypadku „robociej”.
ASz: Tak, i jeszcze pokazanie, że baśnie można pisać w zasadzie o wszystkim! Nawet o tak niemagicznych rzeczach, jak automatyka. Takie wykorzystanie znanej każdemu formy literackiej było wielką nowością, w każdym razie w naszym kręgu czytelniczym. I pewnie niejednego natchnęło.
MM: I zapewne właśnie z tego powodu książka trafiła na listę lektur szkolnych. W efekcie uczniowie przyjmą za dobrą monetę stwierdzenie, że baśnie mogą powstawać również współcześnie i w przypadku utworów Lema nie są ograniczone do tradycyjnej tematyki. Ale więcej z tego szkody niż pożytku, bo w tym wieku młodzi ludzie nie są zazwyczaj jeszcze dojrzali do samodzielnej analizy takich w istocie wielowarstwowych tekstów.
AK: Według mnie pomimo zrobotyzowanej perspektywy głównym tematem, wokół którego obracają się fabuły tych opowieści, są tu zawsze dobrze znane nam uczucia – najwyraźniej, pomimo buntowniczej historii i radykalnego odcięcia się od swych stwórców, odziedziczone przez naszych mechanicznych „potomków”. Głównie pragnienie sławy, bogactwa, władzy, wiedzy, miłości… Ale też lęk przed utratą owych upragnionych mniej lub bardziej materialnych dóbr. Nadaje to tym opowieściom uniwersalny wymiar – niby tak wiele nas różni, a jednak przyczyny wprawiające mechaniczny świat w ruch wciąż pozostają jednakie.
• • •
KW: Ulubiony tekst z „Bajek”?
MO: Nie będę oryginalny – „(…) byle tylko nie myśleć, a będzie dobra nasza!” z „Trzech elektrycerzy”, oraz „(…) ale nagle puściło – i wyciągnął z siebie pierwiastek” z „Bajki o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła”.
KW: „Nic to, byle nie myśleć” nadaje się chyba nieźle na życiowe motto. I nie będę ukrywał, że to też mój najbardziej pamiętny tekst.
AK: Ale tak jeden, jedyny najulubieńszy??? Awruk! Tak się nie da, za dużo tu skarbów:
„Należy sporządzić antyksiężyc z antysmokiem, wprowadzić na orbitę księżyca (tu coś w niej chrupnęło), kucnąć i zaśpiewać:„Jam jest robot młody, nie boję się wody, bo gdzie woda, to ja hyc, nie boję się nic a nic, od nocy do rana, danaż moja dana!!””
„Widzisz, gdybym źle ci życzył, zamilkłbym już dawno, ale wciąż jestem twoim elektroprzyjacielem. Będę ci też towarzyszył w mękach konania jako druh niezłomny, choćbyś się na głowie postawił, a ty nie wrzucisz mnie do morza, luby, albowiem zawsze lepiej jest mieć publiczność. Będę zatem publicznością twej agonii, która przez to na pewno wypadnie lepiej niż w skrajnym osamotnieniu; ważne są uczucia, mniejsza o to jakie.”
„Dosyć, że Triody znikł, ledwo „Awruk!!” krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu.”
„Wybiła godzina – ścina się rodzina, Brat brata lub ciotkę, a kuzyn kuzyna…”
„Maszyna zawarczała i po chwili plac przed domostwem Trurla wypełnił się tłumem naukowców. Wodzili się za łby, pisali w grubych księgach, inni porywali te księgi i darli je na strzępy, w dali widać było płonące stosy, na których skwierczeli męczennicy nauki, tu i ówdzie coś hukało, powstawały jakieś dziwne dymy w kształcie grzybów, cały tłum gadał równocześnie, tak że słowa nie można było zrozumieć, od czasu do czasu układając memoriały, apele i inne dokumenty, w odosobnieniu zaś, pod nogami wrzeszczących, siedziało kilku samotnych starców i bez przerwy maczkiem pisało na kawałkach podartego papieru. – No co, może złe?! – zawołał z dumą Trurl. – Wykapana nauka, sam przyznasz!”
„O, Boże! Boże! Jaka szkoda, że Cię nie ma, bobyś zaraz dopadł na pewno tych cybersynów!”
1 2 3 »

Komentarze

20 X 2021   00:13:01

Również traktuję Bajki Robotów i Cyberiadę jako całość, szczególnie po tym całościowym wydaniu obu zbiorów w jednym woluminie z ilustracjami Mroza. A przezabawnych tekstów jest wiele, mnie szczególnie bawiła końcówka opowiadania o Wuchu, w której Automateusz dość osobliwie się zachowywał (np. kręcił się bodajże - ciekawe dlaczego - koło wielkiego młota parowego w jakimś zakładzie). Jasne że wyrecytuję z pamięci wiersz o Cyprianie Cyberotomanie ceniącym czule itd., choć nie mogę darować, że Trurl zastopował w pół zdania Elektrybałta, kiedy ten zaczął deklamować wierszyk o Gniewnym Gienku Gieneratorze... Też uważam, że niektóre z bajek jako lektura szkolna to strzał kulą w płot. Na szczęście przygodę z Lemem zacząłem od opowiadań o Pirxie, co dla 11-12-latka czytającego wiele książek było czymś w sam raz (przeczytanych w wieku lat 9 "Dzienników gwiazdowych" nie liczę, bo byłem za młody by te nie takie łatwe teksty ogarnąć, by docenić wizjonerstwo oraz obecny w tym dziele - wg mnie to opus magnum autora - specyficzny Lemowy humor). Dzięki temu chętniej sięgnąłem po kolejne książki naszego Koryfeusza, ale z racji humoru Cyberiadę (w ujęciu całościowym) nieustająco lubię do dziś.

20 X 2021   10:35:23

„Bajki robotów” to dla mnie arcydzieło prozy, ze wszystkich wspomnianych w tekście powodów, jedna z moich najulubieńszych książek od lat; czytałem je już w podstawówce (właśnie we wspomnianym wyżej wydaniu kieszonkowym), natomiast do „Cyberiady” nigdy się nie przekonałem, to już jest o wiele bardziej ciężkostrawne, nigdy nie umiałem się w tym odnaleźć.

Od lat też intryguje mnie, w jaki sposób w „Bajce o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła” został przełożony na angielski ten fragment: „zamiast elektrosmoka zrobiła się z tego słowa elektrosmoła” (smok -> smoła), tym bardziej że nawet po polsku jest to dość karkołomne (pierwsze słowo jest w dopełniaczu, drugie w mianowniku).

20 X 2021   16:11:21

Nie miałem dość sił, by wziąć udział w dyskusji na satysfakcjonującym mnie poziomie, przeto zaznaczę tylko, że — po pierwsze — zawsze bliższa mi była „Cyberiada”, po drugie — mocno je odróżniam najpewniej także stąd, że w szkole były „Bajki...”, chociaż z drugiej strony nic z tych lekcji na szczęście nie pamiętam, po trzecie — nic mnie tak nie uwiodło, jak nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema poznający.

20 X 2021   16:22:42

Tfu, jak tak może być, że owe bladawce, krętki białkowe na włóknie węglowo-azotowym zbudowane, dyskutują nad mądrością naszych ksiąg przedwiecznych, przez legendarnego CyberLEM-a spisanych. Trza będzie GOLEM-a na nich napuścić, niech dokona dogłębnej analizy stochastycznej i rozbioru tegoż zbioru pustego.

22 XI 2021   02:55:34

zniknęła opowieść o wiecznym buncie robotów którymi zawsze w plotkach dowodził robot wielgachny

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

W podziemnym kręgu: Horror rzeczywistości
Marcin Knyszyński

28 XI 2021

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych (...)

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
Mieszko B. Wandowicz

25 XI 2021

Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Social-fiction
— Daniel Markiewicz

Dialogi
— Janusz A. Urbanowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.