Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Stanisław Lem
‹Głos Pana›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłos Pana
Data wydania1 września 2016
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-06192-3
Format320s. 123×197mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Esensja.pl
Esensja.pl
Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

Mieszko B. Wandowicz

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

Stanisław Lem
‹Głos Pana›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłos Pana
Data wydania1 września 2016
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-06192-3
Format320s. 123×197mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jest owa powieść — czy powieść? — trochę fikcyjnym pamiętnikiem-sprawozdaniem, trochę traktatem, a trochę esejem. Tezy, hipotezy, teorie prędzej dają do myślenia, niż mają koniecznie przekonać, mimo że pełne są swady — to czar przypisywania głosu komuś, kogo intelektualnie waleczny charakter widać od samego początku. Słowem: rzetelnego czytelnika skłaniają do zadawania pytań. Dla przykładu o język: w jakim stopniu nim rozumujemy? Z pewnością: nie tylko nim — to raczej podobna kategorycznie w „Głosie Pana” wyczytać; ale czy myśl może się w pełni wyłonić ze zjawiska, kiedy brakuje na nią odpowiednich wyrazów? Lem chichocze z pozytywistów, jednak czy również, między kilkoma innymi, z Ludwiga Wittgensteina, który w słynnym punkcie swojej rozprawy, że o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć, nie wołał o przyzwoitość, tylko dzielił się „zwykłą” obserwacją z przestrzeni logiki? (Wcześniej zresztą podkreślając, iż granice języka nie tyle oznaczają, ile wskazują — z jakiejś odległości — na granice naszego uniwersum1)). Trudno to ocenić, skoro na pierwszych stronach pisarz zaznacza, że zarówno filozof, jak i poważny naukowiec tkwią w ciemności; są — jak stwierdza — bezbronni. Ba, sam jest bezbronny — Lem to, czy wymyślony przezeń Piotr E. Hogarth — i dla zabezpieczenia podkreśla, że może i nie ma więcej racji niż pozostali. W końcu — któż by ufał filozofom w próbie opisania tego, co wokół, skoro nie mówią „o istocie doskonale obojętnego świata”, lecz o „ludzkich nadziejach, lękach i pożądaniach”?
I znów: matematyki się nie wymyśla, matematykę można odkryć. Utkwiona jest — podpowiada matematyk Hogarth — w języku; z konieczności śpi w nim od samego początku. Języka, innymi słowy, bez matematyki nie ma, choćby dopuszczał składniowe nonsensy albo ich wymagał. Ale zarazem — jest w tym jakaś aporia — matematyka się zmienia. Od samego początku; nie cywilizacji, lecz ludzkości w ogóle. Powoli ewoluuje; a my powoli znajdujemy, o ile w ogóle nam się to udaje, następne jej struktury — następne logiki języków. (Czy na pewno — wolno by było Lema zapytać, jeśliby jeszcze nie przebywał wśród mgławic — kolejne postacie matematyki w ogóle są możliwe? Czy to nie tak, że owe odkrycia to wyłącznie coraz to nowsze punkty widzenia; że owszem, pewne przyjęte zasady języków, w tym języków matematyki, podlegają przekształceniom lub nawet rewolucjom, ale to tylko powierzchnia, która w żaden sposób nie wpływa na wieczne, niezależne od człowieka jądro? Tak chciałby Platon — i trudno mi w granicach mojego rozeznania nie podejrzewać, że miał rację). Matematyka jest przy tym od języków mądrzejsza, te zaś mądrzejsze są od nas. Między innymi o tym — wespół ze śmiałą sugestią, że istotę człowieka można matematyką zbadać — opowiada „Głos Pana”.
Między innymi, bo przecież poza onto- i epistemologią są też refleksje bardziej przyziemne. Na przykład, czemu trudno bodaj odmówić racji, o inflacji słowa; skrótowo zresztą opisanej w powieści jeszcze przed tym, kiedy na kartach wybitnej książki „Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii”2) nakreślił to jezuita Walter Ong. (Amerykanin co prawda zajmował się sprawą wcześniej, ale to dzięki temu dziełu stał się sławny). Łatwiej o wydruk, łatwiej więc również o książkę słabą; natłok księgarń to natłok umieszczonej na półkach makulatury. Osoby bez kompetencji znają litery i stąd „w zalewie tandety tonąć muszą publikacje cenne”. Zdaje się, że łatwo sobie wyobrazić, jak mniej więcej byłby podzielił się tym nieco mizantropijnym spostrzeżeniem Lem, gdyby „Głos Pana” powstawał pół wieku później. Zwłaszcza że to nie koniec ukąszeń: „Piśmiennictwo, od swoich narodzin, miało jednego jakoby wroga, którym jest ograniczenie myśli wypowiadanej. Okazuje się jednak, że wolność słowa bywa dla myśli środkiem bardziej zabójczym”, skoro „najlepiej odbierać można tego, kto ryczy najgłośniej, choćby i najnieprawdziwiej”. W dodatku, z czym również niełatwo polemizować, im ktoś mniej zna się na tej bądź owej rzeczy, tym więcej próbuje mieć na jej temat do powiedzenia.
Wszelako — do rzeczy; w końcu powyższa refleksja to tylko dodatek. „Głos Pana”, co dla porządku należy zaznaczyć, opowiada o pewnym odkryciu; odkryciu, które mogło stać się zarzewiem globalnych zmian. Oto bowiem w głębinach amerykańskiej pustyni zaistniało tajne badanie, dotyczące osobliwego ciągu cząstek elementarnych (neutrin), na który natrafiono. Pentagon — co już samo w sobie wymowne, chociaż nie zaskakujące: któż ma się zajmować zjawiskiem pozaziemskim, jeżeli nie wojsko? — nadał projektowi nazwę MAVO (tytułowy Master’s Voice). Zebrano przeto specjalistów: astronomów i fizyków, psychologów i biologów, aby w arcydrogim lokum próbowali dojść do sedna. Wśród nich znalazł się właśnie Piotr E. Hogarth, filozofujący matematyk, skłaniający się — jak przystało na myśliciela — do nieco bardziej holistycznego spojrzenia niż przeciętny naukowiec.
Podstawowe pytania, które trzeba było zadać, to: co kryje się w tej wiązce? skąd się ona wzięła? czy podobna te zagadki rozwiązać? Jak Hogarth stwierdził, praktycznie wszyscy luminarze nauki, wespół z nim, byli do tak niecodziennego zjawiska zupełnie nieprzygotowani, zarazem zaś, przynajmniej na początku, przepełnieni pewnością, że nie tylko mają do czynienia z czymś wielkim, ale też są właściwymi osobami na odpowiednim miejscu. Czy to, że każdy mówił coś innego, mogło doprowadzić do doniosłej syntezy, czy raczej uczynić badanie straconym? Rzecz w tym, że mowa była raczej o podejrzeniach niż dowodach. Ktoś zechciał przesłać wiadomość ludzkości? Ktoś wysłał ją miliony lat temu we wszechświat, a do nas dotarła przy okazji? A może nie była to informacja, lecz: natężenie energii, które zdarza się podczas kosmicznych metamorfoz? Które metody mają przezwyciężyć inne: fizyka, ontologia, matematyka? (Na marginesie: ontologia nie zawsze jest matematyką, ale matematyka zawsze jest ontologią). A może wszystkie razem, podporządkowane jednak tak zwanym dziedzinom humanistycznym? Gęstość tyleż naukowych, ile — by użyć brzydkiego słowa — metanaukowych rozważań, niekończących się pytań, niekiedy dotyczących samego badania, niekiedy utkwionych w dygresjach, jawi się tak duża, że można by ją pomieścić w wielu tomach.
Rozmiar owych nierozstrzygniętych sporów, zaprzeczających sobie wzajem pomysłów, wydaje się zresztą zachętą do polemiki; a przynajmniej do jej próby. Mnie, dla przykładu, nazbyt antropocentryczna zdaje się koncepcja, że przekaz od wielokroć bardziej rozwiniętej cywilizacji może być niepodatny na zrozumienie z tych samych powodów, dla których współcześnie więcej się wie o strukturze staroegipskich naczyń, narzędzi, budowli, niż wiedzieli sami Egipcjanie. Wszak nie tylko wiedza wpływa na zdolności: człowiek, jeśli pozostanie człowiekiem, najpewniej nigdy nie zdobędzie siły niedźwiedzia, to zaś nie dlatego, że nie będzie wystarczająco wyćwiczony, ale stąd, że jego budowa jest inna. Dotyczy to także, może nawet w większym stopniu, zdolności do pojmowania. Dlaczego zatem nie uznać raczej, iż brak rozwoju naszej nauki nie ma z owym niezrozumieniem związku?
(Tu uwaga: niezależnie od tego, czy wierzyć w tabula rasa, warto pamiętać, że dosłownie oznacza to wyrażenie tablicę nie tyle czystą, ile odczyszczoną: zeskrobaną albo ogoloną. Tym łatwiej więc o myśl, jakkolwiek wciąż niekonieczną, że wypełniano ją wcześniej — bądź że się wypełniała — w jakiś określony sposób3). Po wosku pisze się wszak rylcem, po kartce — długopisem, ołówkiem lub piórem, po folii markerem. Jakimi narzędziami kreślić da się po naszych tablicach?)
Być może jednak, że najważniejszym pytaniem, które w „Głosie Pana” się pojawia, jest kwestia: jak można taką linię neutrin wykorzystać? Badania prowadzą ludzie. Ludzi opłaca rząd. Rząd z natury, nawet jeśli nie każdy jest jej wierny, próbuje być gotowy na wojnę. Czy przyjęte informacje pozwolą zrozumieć coś poza nimi samymi? Czy zostaną odczytane prawdziwie? Czy okażą się wiadomością od sił wyższych, Bóg byłby to, czy — z prymitywnego, ludzkiego punktu widzenia — wspanialsze od nas bóstwa? Owszem, wieści z nieba pozostać mogą nie do pojęcia. Bądź to stąd, że przekraczają człowiecze możliwości — albo na naszym aktualnym poziomie, albo po wsze czasy, niechbyśmy nie wyginęli — bądź to dlatego, iż wiązka jest przypadkowa. Może, jak u Borgesa, miriady małp wystukały ją palcami razem z eposami przypisywanymi Homerowi, muzyką sfer i każdym dwumianem Newtona4). Wciąż jednak niewykluczone jest jej, tej wiązki, użycie. Na przykład, co w powieści istotne, w wynalezieniu potężnej broni, przy której wypróbowane już bomby atomowe byłyby niczym: w praktyce bodaj, mimo znanej koncepcji Wegecjusza5), prędzej prowadziłaby do spustoszenia niżeli do pokoju, biorącego się z obaw przed zniszczeniem. Przynajmniej po jakimś czasie: „nawet konklawe — napisał Lem, najpewniej sam ukrywając się tutaj pod słowami Hogartha — można doprowadzić do ludożerstwa, byle tylko postępować cierpliwie i powoli”.
• • •
A jednak — wbrew temu wszystkiemu: wbrew nieprzychylnym podejrzeniom o naturę człowieczeństwa, wbrew obawom o skutki odkryć i przeświadczeniu o ich, tych odkryć, złudności, wbrew wreszcie, z dużą dozą prawdopodobieństwa, samemu Lemowi — czytam „Głos Pana” jako rozważania niezwykle optymistyczne. W końcu dobra literatura ma obok innych zalet tę jedną, że wolno ją interpretować na różne sposoby; w jakimś stopniu: po swojemu. Nie tyle zatem lekce sobie ważąc autora, nie tyle przekształcając to, co bezpośrednio przedstawił, ile poszukując jakiejś nici, która — oby jak najrzetelniejsza wobec źródła — łączyłaby cudze słowa z własną refleksją. Emil Cioran podkreślał, że lektura służy nie tyle zrozumieniu twórcy, ile zrozumieniu siebie6); trochę, jak zwykle, przesadzał, ale zdaje się, że wybrał właściwy kierunek. Zwłaszcza jeśli chodzi o filozofię, podczas gdy powieść Lema z pewnością jest książką filozoficzną, to zaś przynajmniej o tyle, o ile książka filozoficzna w ogóle jest możliwa.
Myślę, że nie zdradzę za bardzo fabuły — tylekroć była o niej mowa, od kiedy „Głos Pana” pojawił się na rynku, a przy tym trudno, żeby zdziwiła ona u tego akurat pisarza — skoro zauważę, że śledztwo w sprawie zarejestrowanego ciągu skończyło się fiaskiem; że cały ten zebrany na odludziu kongres specjalistów prędzej czy później trafiał w próżnię, nawet bez pewności na ile, i czy całkiem, ich pomysły to bajki. Słowem: porażka. Co jednak, jeśliby badania się powiodły — co jeśliby w ogóle powieść się mogły? Czy mielibyśmy dość siły, by treść owego listu udźwignąć? A wreszcie — czy to źle, jeśliby takie osiągnięcie przekraczało nasze wymuszone przez przyrodę, niepodatne na poprawę zdolności? Przypomina mi się — jak często w tego rodzaju okolicznościach — jeden z najwspanialszych myślicieli minionego stulecia. Podobno rozłożył niegdyś na stole garść mniej lub bardziej pokruszonych sucharków i powiedział: „Wszystkie te sucharki — to gwiazdy. A ten okruch sucharka — to Ziemia. Taka właśnie malutka! A wszechświat jest taki ogromny, że nie ma końca. I jest cały czarny jak węgiel. A w górze włóczą się w ciemnościach niebieskie potwory: Skorpion, Niedźwiedzica i Baran…” Może więc — jak mówił dalej — rzeczywiście „nie ma większego znaczenia, czy Ziemia ulegnie zagładzie, czy nie”?7) Tu sedno, że jesteśmy niezauważalnymi drobinami tego okruszka. Małymi — skoro nawiązać do zakończenia powieści, w którym Lem przywołał Algernona Swinburne’a — ślimakami, pełzającymi po osobnych skrawkach gwiezdnej głuszy8). I co prawda powinniśmy przy pomocy naszych niedużych rozumków starać się nie ulec zagładzie, bo cóż innego nam pozostaje, ale to nie powód, by drażnić potwory. Doprawdy byłoby wspaniale, gdybyśmy — tego uczy mnie „Głos Pana” — nigdy nie zdobyli umożliwiających to umiejętności, a rzeczywistość wciąż otaczała nas broniącymi przed pychą tajemnicami.
koniec
25 listopada 2021
1) Ludwig Wittgenstein, „Tractatus logico-philosophicus”, 7, 5.6.
2) Walter J. Ong, „Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii”.
3) Sieć pozwala to sprawdzić choćby w nieocenionym Perseuszu.
4) Jorge Luis Borges, „The Total Library”.
5) Wegecjusz, „De re militari”, księga III: „Igitur qui desiderat pacem, praeparet bellum” — „Dlatego ten, kto pragnie pokoju, niech przygotuje się do wojny”. Bardziej znane w odsłonie uproszczonej: „Si vis pacem, para bellum”. (Zgodnie zresztą z sugestią Whiteheada, że cała filozofia jest przypisem do Platona, ten pisał o tym wcześniej — w dialogu „Prawa”. „A ten, kto państwo zespolić usiłuje? Czy wojnę grożącą mu z zewnątrz będzie miał głównie na oku?”).
6) Emil Cioran, „Wyznania i anatemy”.
7) Piżmowiec, „Kometa nad Doliną Muminków”.
8) Algernon Swinburne, „Ogród Prozerpiny” (tu: polskie tłumaczenia).

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wyimki z filozofii: Jerzy Żuławski na srebrnym grobie
Mieszko B. Wandowicz

5 XII 2021

Myślałem, że kolejną notatkę poświęcę Platońskiemu „Timajosowi”, twierdząc w niej półżartem, iż właściwie to nie Jüngerowskie „Marmurowe Skały”, o których niedawno pisałem, ale ten dialog, muzyczny i doniosły niby antyczny „Silmarillion”, jest najbliższą mi powieścią fantastyczną. Na to trzeba jednak więcej pracy. Dlatego najpierw pojawi się tutaj „Hegesias Peisithanatos” Jerzego Żuławskiego.

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

W podziemnym kręgu: Horror rzeczywistości
Marcin Knyszyński

28 XI 2021

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych (...)

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Social-fiction
— Daniel Markiewicz

Dialogi
— Janusz A. Urbanowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.