Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Olaf Stapledon
‹Ostatni i Pierwsi Ludzie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatni i Pierwsi Ludzie
Tytuł oryginalnyLast and First Men
Data wydania18 listopada 2020
Autor
PrzekładTomasz Walenciak
Wydawca Stalker Books
SeriaNarodziny Science Fiction
ISBN9788366280496
Format450s.
Cena39,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Stare wspaniałe światy: Pierwsza historia przyszłości

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
Jeśli wykształcony w Oksfordzie filozof postanawia wykorzystać metody literatury fantastyczno-naukowej w celu przedstawienia własnych zapatrywań na przyszłość ludzkości jako gatunku, to wynik końcowy takiego zabiegu może intrygować. Nie inaczej było w przypadku „Ostatnich i Pierwszych Ludzi” – powieściowego debiutu Olafa Stapledona, zwanego filozofem czasu i przestrzeni.

Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Pierwsza historia przyszłości

Jeśli wykształcony w Oksfordzie filozof postanawia wykorzystać metody literatury fantastyczno-naukowej w celu przedstawienia własnych zapatrywań na przyszłość ludzkości jako gatunku, to wynik końcowy takiego zabiegu może intrygować. Nie inaczej było w przypadku „Ostatnich i Pierwszych Ludzi” – powieściowego debiutu Olafa Stapledona, zwanego filozofem czasu i przestrzeni.

Olaf Stapledon
‹Ostatni i Pierwsi Ludzie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatni i Pierwsi Ludzie
Tytuł oryginalnyLast and First Men
Data wydania18 listopada 2020
Autor
PrzekładTomasz Walenciak
Wydawca Stalker Books
SeriaNarodziny Science Fiction
ISBN9788366280496
Format450s.
Cena39,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Z końcem lat dwudziestych ubiegłego wieku rozpoczął się nowy etap rozwoju literatury fantastyczno-naukowej – podwaliny, jakie stworzyli swego czasu Herbert George Wells i Jules Verne, okrzepły. Dzięki powieściom groszowym tak poczytnych autorów jak Edgar Rice Burroughs czy Abraham Merritt, których dzieło było kontynuowane i rozbudowywane nieco później przez E. E. Smitha, Stantona A. Coblentza, Harla Vincenta czy Edmonta Hamiltona, typowe dla tego gatunku tematy dotarły „pod strzechy”. Miniaturowe zrazu getto amatorów lotów kosmicznych oraz podróży w czasie, robotów i androidów lub inwazji pozaziemskich inteligencji rozrosło się na tyle, aby stać się prawdziwym fenomenem kulturowym. Mniej więcej przez następne trzydzieści lat literatura fantastyczno-naukowa będzie się znajdować w okresie, który nazywamy dzisiaj „Złotym Wiekiem science fiction”.
Tak dumnie brzmiące określenie implikuje, że przynajmniej niektóre z książek, które napisano w tym czasie, można określić mianem bardzo wpływowych, wręcz klasyków gatunku. Niektóre zasługują nawet na określenie „kultowe”. Jeśli ktoś interesuje się choć trochę fantastyką, to nie będzie miał raczej problemu z przyporządkowaniem sloganu „Wielki Brat patrzy” słynnej dystopii George’a Orwella lub skojarzy szybko melodię „Nad pięknym modrym Dunajem” z „2001: Odyseją kosmiczną” Kubricka. Takiemu czytelnikowi zapewne obiły się o uszy tytuły jak „Nowy wspaniały świat” Huxleya, „Kroniki marsjańskie” Bradbury’ego, „Fundacja” Asimova czy „Handlarze kosmosem” Kornblutha i Pohla. Niektórzy będą wiedzieć, w jakiej temperaturze zaczyna palić się papier. Lecz ilu przeczytało „Pianolę” Vonneguta lub „Kallokainę” Karin Boye? Kto może powiedzieć coś o twórczości Johna Russella Fearna, Rossa Rocklynne’a lub Neila R. Jonesa? O tak „egzotycznych” pisarzach jak Paul Gurk lub Felix Aderca nie wspominając…
Nie ukrywam, że i ja jestem dopiero na początku drogi ku lepszemu zrozumieniu historii science fiction. Postanowiłem zaznajomić się z książkami lat 1930-1965, które regularnie pojawiają się w listach lektur (na przykład w kanonie SF z „Drogi do science fiction” autorstwa Jamesa Gunna, w książce Briana W. Aldissa pt. „Trillion Year Spree: The History of Science Fiction” oraz, aby dopuścić do głosu kogoś spoza angloamerykańskiego kręgu kulturowego, w niemieckim „Lexikon der Science Fiction Literatur”). Spojrzę na nie z perspektywy fana, ale postaram się również uwzględnić głosy krytyków literackich. Zapraszam do podróży w Złoty Wiek sf – następna stacja: rok 1930!
Typowy dzisiejszy fan science fiction będzie miał zapewne problemy z odbiorem „Ostatnich i Pierwszych Ludzi” Olafa Stapledona. „Naturalnym” sposobem na zrozumienie zamiarów autora jest próba przyjęcia tego tekstu jako „future history” (historii przyszłości), czyli opartego o jakieś naukowe zasady wytyczenia rozwoju dzisiejszego społeczeństwa ku cywilizacji dalekiej przyszłości. Takie futurologiczne podejście musi skończyć się dużym rozczarowaniem – przynajmniej tak było w moim przypadku. Zwłaszcza pierwsze rozdziały powieści, w których opisane są czasy będące dla autora daleką przyszłością końca XX-go wieku (dla nas jednak już sprawdzoną i zamkniętą przeszłością), są pełne historycznych nieścisłości, omyłek i błędnych założeń.
Jakże mylący może być tytuł książki! „Ostatni i Pierwsi Ludzie” to pod żadnym pozorem nie jest próba futurologicznego prześledzenia możliwego rozwoju cywilizacji. Wprawdzie sam autor zarzeka się na początku przedmowy, że usiłował stworzyć „możliwy, a przynajmniej nie niemożliwy opis przyszłości ludzkości (…) przy uwzględnieniu aktualnie zmieniających się perspektyw rozwoju człowieka1), dodaje jednak nieco dalej: „musimy wybierać celowo (…) Nie możemy otrzymać książki historycznej czy całkowicie zmyślonej, ale mit.2)
Wolfgang Jeschke, wydawca niemieckiego tłumaczenia książki, zrezygnował świadomie ze skracania dzieła Stapledona o pierwsze dwa-trzy rozdziały, co nagminnie stosowali przede wszystkim wydawcy z USA, starając się ukryć antyamerykańskie tony powieści. Jeschke był zdania, że „Science fiction to (prawie niczym) nieograniczony plac zabaw ludzkiej fantazji, jej przeróżnych wyobrażalnych możliwości, a nie teren testowania prawdopodobieństw.3)
Dopiero moje drugie podejście do Stapledona okazało się sukcesem. Po „przedarciu” się przez owe nieszczęsne pierwsze rozdziały, dotarłem do punktu, w którym kronikarski styl autora oraz w zasadzie zupełny brak dialogów przestały mieć znaczenie. Coraz bardziej zaczęły natomiast interesować rozmach wizji i wspomniana przez Jeschke’go zdolność do niczym nieograniczonej imaginacji.
W powieściowym debiucie filozof Stapledon roztacza panoramę rozwoju ludzkości, która sięga zarówno pod względem ujętego przedziału czasowego (miliardy lat!) jak i rozpiętości miejsca akcji (praktycznie cały Układ Słoneczny) ku granicy z rzadka zaledwie przekraczanej przez autorów fantastyki. Owszem, znajdą się zapożyczenia od H. G. Wellsa (zwłaszcza z „Wehikułu czasu” i „Wojny światów”), którego Stapledon bardzo cenił.4) Jednak to, co autor przejął od poprzednika, zostało przez niego wielokrotnie pomnożone.
I tak widzimy moment powstania pierwszego rządu światowego, towarzyszymy rozwojowi i upadkowi kolejnych cywilizacji, śledzimy również zmiany w wyglądzie i usposobieniu naszych dalekich potomków. Szybkość, z jaką autor przesuwa się wzdłuż osi czasu, oszałamia. Kolejne okresy rozkwitu kończą się upadkiem w ciemne wieki, pełne anarchii i przemocy. Obiecujący rozwój przyszłych pokoleń zostaje nawet w pewnym momencie zatrzymany przez inwazję Marsjan, którzy lądują na Ziemi w postaci chmur miniaturowych, sterowanych instynktem elementów. Te przejawiają intelekt dopiero po nawiązaniu telepatycznej więzi z „pobratymcami” i utworzeniu w ten sposób rozumnego roju (Czy Stanisław Lem znał tę książkę przed napisaniem „Niezwyciężonego”?). Lata walk kończą się pokonaniem najeźdźców a telepatyczne właściwości Marsjan zostają wykorzystane dla dalszego rozwoju ciał Ziemian. Po eonach prób i błędów powstają olbrzymie wieże, których wnętrze wypełnia ludzka masa mózgowa. Przedstawiciele tej Czwartej Ludzkości rządzą niepodzielnie globem, wykorzystując swych własnych twórców jako niewolniczo oddanych opiekunów. Ale i te biologiczne golemy muszą w końcu ustąpić jeszcze lepiej przystosowanym do środowiska inteligencjom, ponieważ, jako stworzenia niezdolne do ruchu, muszą zginąć na Ziemi zagrożonej zniszczeniem przez nieubłaganie zbliżający się do niej Księżyc.
Okładka pierwszego wydania<br>Źródło: Wikipedia
Okładka pierwszego wydania
Źródło: Wikipedia
Miejscem przetrwania gatunku zostaje… Wenus. Pamiętając o stanie ówczesnej wiedzy o tym globie, łatwo Stapledonowi wybaczyć. Tym bardziej, że konfrontuje on czytelnika z poważnym etycznym problemem – Piąta Ludzkość musi zniszczyć rodzimych inteligentnych mieszkańców planety, aby móc przetrwać w trudnych wenusjańskich warunkach. Terraforming obcych światów nie obędzie się zatem bez ofiar.
Oddaliliśmy się w tym momencie około pół miliarda lat od naszych czasów. Autor wybiegł tak daleko w przyszłość, aby… powrócić przy pomocy podróży w czasie do początku opowieści. W międzyczasie rozkwita na Wenus ósma z kolei ludzkość, której naukowcy studiują regularnie przeszłość, aby zebrać jak najwięcej informacji o własnych korzeniach. Jednak dni ludzi na Wenus są policzone: Badania astronomów wykazują, że Słońce dostanie się wkrótce we wnętrze mgławicy, która spowoduje masywne powiększenie i rozgrzanie się gwiazdy.
Kolejnym etapem rozwoju człowieka jest podbój Neptuna, który znajduje się wystarczająco daleko od Słońca, aby zagwarantować jako-tako znośne warunki do życia. Stapledon ponownie przyśpiesza, odliczając upływ czasu już nie w wiekach a dziesiątkach tysiącleci. Będąc konsekwentnym narratorem nie oszczędza on swojej, ostatniej już, kreacji: Osiemnasta Ludzkość, której świat duchowy jest dla nas równie nieogarniony, jak jej intelektualne i fizyczne możliwości, odkrywa, że idylliczne życie na Neptunie również nie będzie trwało wiecznie. Tym razem, prawie dwa miliardy lat w przyszłości, Słońce zamieni się w Nową, która zniszczy cały System Słoneczny. Ucieczka jest niemożliwa, więc naszym dalekim krewnym w rozumie pozostaje już tylko próba rozsiania w kosmosie „zarodników” zawierających ich materiał genetyczny. Szanse na powodzenie tego przedsięwzięcia są znikome. Jeden z ostatnich przedstawicieli tej dumnej rasy sięga poprzez czas i przestrzeń i kontaktuje się z… autorem, relacjonując mu historię naszej przyszłości. W ten sposób kończy się opowieść, kończy ludzkość i czas dany jej w tym uniwersum.
Trudno przecenić wpływ „Ostatnich i Pierwszych Ludzi”. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez takich pisarzy, jak J. B. Priestley i Arnold Bennet (ten pierwszy nazwał ją wręcz arcydziełem5)), którzy utwierdzili autora w postanowieniu, aby poświęcić się karierze pisarskiej.6) Hugh Walpole pisał, że „jest równie oryginalna jak cały Układ Słoneczny7). C. S. Lewis zwierzał się w liście do swego ucznia, Rogera Lancelyna Greena, o genezie jego własnej powieści pt. „Ta ohydna siła": „Do natychmiastowego pisania zmusiły mnie »Ostatni i Pierwsi Ludzie« Olafa Stapledona i esej w »Possible Worlds« autorstwa J. H. B. Haldane’a (…) Podoba mi się cała ta interplanetarna idea jako mitologia”.8) Debiut Stapledona doceniali tak wpływowi pisarze jak Arthur C. Clarke oraz H. P. Lovecraft. Clarke twierdził nawet, że „Nie było książki, która miałaby większy wpływ na moje życie”, podczas gdy Lovecraft zalecał koledze po fachu, Fritzowi Leiberowi, aby koniecznie przeczytał „The Last and First Men” („leć prosto do biblioteki lub stoiska z książkami!”).9)
Brian W. Aldiss przyznał się wprawdzie do dużego wpływu książki na własną twórczość10), ale zarzuca Stapledonowi, że „Czytanie jego dzieł jest jak przebywanie na wysokim górskim szczycie. Można zobaczyć spory kawał świata i nietrwałe dzieła ludzkich rąk – jednak niewiele prawdziwie ludzkich rzeczy. Z tej ptasiej perspektywy traci się wyczucie dla umysłu pojedynczego indywiduum.” Jednak i on nie zaprzecza rozmachowi pesymistycznej wizji. Ludzkość Stapledona to rzucana falami przypadku łupinka intelektu, dla której, koniec końców, nie ma ratunku.11)
Warto dodać, że fatalistyczne spojrzenie brytyjskiego filozofa na losy Homo sapiens wpłynęło nie tylko na literaturę, lecz również na muzykę i film. Świadczy o tym ostatnie dzieło przedwcześnie zmarłego islandzkiego muzyka i filmowca Jóhanna Jóhannssona. W jego wersji głos Tildy Swinton, wcielającej się w postać narratorki, towarzyszy obrazom jugosłowiańskich pomników z ery Josipa Broz Tito. Całość podmalowana została melancholijno-niepokojącymi tonami muzyki autorstwa samego reżysera. Jest to chyba jedno z najciekawszych zastosowań socjalistycznych „makabrył” we współczesnej sztuce filmowej.
Z dzisiejszej perspektywy, stojąc na rozdrożu pomiędzy wywołanym przez zmiany klimatu i krótkowzroczną chęć zysku upadkiem a być może już wkrótce możliwą ewolucją gatunku ku genetycznie zmodyfikowanej trans-ludzkości, stapledonowy mit nie utracił swojej aktualności a nabiera wręcz szczególnego znaczenia. Tak czy owak – dni Pierwszej Ludzkości są policzone. Odejdzie w cień, jak odeszła Jugosławia.
koniec
25 września 2022
1) Przedmowa Stapledona do „Ostatni i Pierwsi Ludzie”.
2) James Gunn: „Droga do science fiction. Od Wellsa do Heinleina” (1986)
3) Przedmowa Wolfganga Jeschke’go do niemieckiego wydania książki.
4) Michael Nagula w posłowiu do niemieckiego wydania książki.
5) James Gunn: „Droga do science fiction. Od Wellsa do Heinleina” (1986)
6) Michael Nagula w posłowiu do niemieckiego wydania książki.
7) James Gunn: „Droga do science fiction. Od Wellsa do Heinleina” (1986)
8) Brian W. Aldiss: „Trillion Year Spree: The History of Science Fiction” (1986)
9) Oba cytaty za Wikipedią.
10) Tamże.
11) Brian W. Aldiss: „Trillion Year Spree: The History of Science Fiction” (1986)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2022
Esensja

30 XI 2022

To ostatnie jesienne podsumowanie w tym, roku. Następne – w Sylwestra!

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.