Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (6)

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
Zwycięzca może być tylko jeden – tak jest zazwyczaj i w głosowaniu do nagrody literackiej. Powieści i opowiadania nominowane zarówno do Lasswitza (niemiecka nagroda fachowców) jak i do DSFP (nagroda fandomu), nawet jeśli zajęły jedno z ostatnich miejsc na liście, obiecują ciekawą lekturę. Czy w roku 2020 istotnie tak było?

Andreas „Zoltar” Boegner

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (6)

Zwycięzca może być tylko jeden – tak jest zazwyczaj i w głosowaniu do nagrody literackiej. Powieści i opowiadania nominowane zarówno do Lasswitza (niemiecka nagroda fachowców) jak i do DSFP (nagroda fandomu), nawet jeśli zajęły jedno z ostatnich miejsc na liście, obiecują ciekawą lekturę. Czy w roku 2020 istotnie tak było?
Sameena Jehanzeb
‹Was Preema nicht weiß›
Autorka (ur. 1981 w Bonn) pochodzi z pakistańsko-niemieckiej rodziny. Od 2005 pracuje jako samodzielna designerka, ilustratorka i twórczyni wycinanek z papieru. Po pracy spełnia się jako autorka powieści fantasy i science fiction, które wydaje i rozprowadza nakładem własnym. Wydana w roku 2020 „Was Preema nicht weiß” (Czego Preema nie wie) przyniosła jej nagrodę dla takich właśnie książek. Poza tym powieść zajęła dziesiąte miejsce wśród nominacji do Nagrody im. K. Lasswitza oraz dziewiąte wśród nominacji do Niemieckiej Nagrody SF (DSFP).1)
Początek „Czego Preema nie wie” intryguje: tytułowa protagonistka budzi się w bezkresnej, absolutnie pustej, jaskrawo białej przestrzeni, w której brak odczuwalnej grawitacji. Preema jest naga i wie tylko, jak się nazywa. W tej „białej przestrzeni” napotyka ją po pewnym czasie David, mieszkaniec idyllicznej „Polany”. Tam kobieta powoli odzyskuje pamięć – powracają wspomnienia z poszczególnych epizodów jej życia, poczynając od szczęśliwego dzieciństwa i przyjaźni z rówieśniczką Nicole. Czytelnik dowiaduje się, że Preema Anand jest córką hinduskich emigrantów w Niemczech. O wiele bardziej niepokojące jest jej przekonanie, że dostała się do białej przestrzeni w roku 2036, po globalnym kataklizmie spowodowanym przez zderzenie się jądra komety HALKRON z Ziemią. Żyjąc pośród ludzi pochodzących z różnych lat przed katastrofą, Preema szuka odpowiedzi na pytania: Czym są biała przestrzeń i Polana? Dlaczego tutaj się znalazłam? Mieszkańcy Polany mają kilka różnych teorii na te tematy. Niektórzy wierzą, że znajdują się w Czyśćcu, inni są święcie przekonani, że zostali porwani przez „szaraków”, którzy badają ludzkość. Mówi się również o stworzeniu elektronicznych odpowiedników świadomości istniejących gdzieś poza białą przestrzenią osób lub o sklonowaniu mieszkańców Polany z materiału genetycznego, który przetrwał uderzenie HALKRONA.
Odpowiedzi na te pytania udzielić mi nie wolno, bo zniszczyłbym potencjalnym czytelnikom wszelką uciechę z lektury. Skupię się natomiast na sposobie prowadzenia akcji przez autorkę i emocjonalnym oddziaływaniu książki.
Uwzględniając pochodzenie Sameeny Jehanzeb nie ulega chyba większej wątpliwości, że protagonistka tej powieści to przynajmniej w pewnym stopniu alter ego autorki. Tym samym „Czego Preema nie wie” jest najlepszym przykładem na dobre zastosowanie metody „pisz o tym, co znasz z własnego życia”. Jak wielu potomków migrantów, Preema żyje w dwóch bezustannie ścierających się światach: „tam i wtedy” rodziców wpływa na nią równie silnie jak „tu i teraz” życia w Niemczech. Mając hinduską urodę i odpowiednie imię, trudno uniknąć wyśmiewania w szkole. Ale równie trudne są rozmowy z matką, która oczekuje po córce rychłego zamążpójścia. Biseksualna orientacja dziewczyny (opisana delikatnie, ale zdecydowanie i bardzo przekonywająco) to kolejna cecha tworząca z Preemy postać nieszablonową.
Foto: © Andreas Boegner. Przykład ciekawej autoreklamy: Wydana nakładem własnym książka Sameeny Jehanzeb dociera do klienta z kilkoma dobrze dobranymi dodatkami.
Foto: © Andreas Boegner. Przykład ciekawej autoreklamy: Wydana nakładem własnym książka Sameeny Jehanzeb dociera do klienta z kilkoma dobrze dobranymi dodatkami.
Konstrukcja książki jest dynamiczna. Zwłaszcza dzięki regularnym nawrotom strzępków pamięci Preemy, przerzucającym akcję z niepokojącej sytuacji na (pozornie) rajskiej Polanie ku przeszłości, autorce udaje się regularnie burzyć wszelakie teorie, jakie czytelnik mógłby sobie wyrobić po przyswojeniu kolejnego epizodu z życia bohaterki tej powieści. Jak zauważyła tłumaczka i lektorka Maike Claußnitzer, „[Jehanzeb] umiejętnie gra z oczekiwaniami czytelników. Stale cytuje ograne tematy, aby je już wkrótce z rozkoszą porzucić. Prawdziwa przyczyna tego, co przytrafiło się Preemie, okazuje się tragiczniejsza, niż wskazują na to wszelkie dotychczasowe przypuszczenia.”2)
Ciągłe poszukiwania i gromadzenie oraz składanie fragmentarycznych wspomnień w jedną całość świetnie przedstawia przemyślany ciąg ilustracji autorstwa samej Jehanzeb. Poprę tutaj autora fantasy i blogera Andreasa Hagemanna, który określił te grafiki jako „szczególną atrakcję opowieści”.3)
Na zupełnie inny, ale dla książki decydujący aspekt, zwróciła uwagę queerowa blogerka Hannah: Według niej w Niemczech nadal trudno jest publikować w dużych wydawnictwach, jeśli akcja powieści bazuje na przeżyciach osób nie będących (białymi) mężczyznami. Ponoć wywiera się naciski na autorów, aby „przepisywali” takie postaci dla lepszej sprzedawalności. Hannah spekuluje, że być może taki stan rzeczy miał wpływ na decyzję Sameeny Jehanzeb, aby wydać tę książkę nakładem własnym.4)
Zanim przejdę dalej, muszę poświęcić nieco miejsca na przedstawienie sposobu Jehanzeb na kolportację własnych książek. Mogą one zostać na życzenie opatrzone zindywidualizowaną dedykacją, posiadają pasującą zakładkę oraz kartkę pocztową w stylu okładki książki z imieniem zamawiającego (patrz zdjęcie). Aby „osłodzić” lekturę autorka dołącza również kilka cukierków i saszetkę herbaty. Może i małe to rzeczy – a jednak cieszą. Znajdzie się nawet element polski: Jehanzeb zleca produkcję olsztyńskiej drukarni. Książka jest dlatego nieco tańsza a klient ma przyjemną świadomość, że jego pieniądze wspierają pisarkę, a nie pośrednika.
Dodając własne przemyślenia, zwracam uwagę na inny aspekt powieści: Preema staje się w toku akcji (dzięki wydatnej pomocy studentki Gwenn) fanką science fiction. Kobieta zaczyna postrzegać i opisywać świat jako nerdka, obeznana z każdą ważniejszą serią sci-fi tej planety. I nie gra to roli, czy rozmawiamy o kryzysie klimatycznym, czy dyskutujemy nad odpowiednim sposobem gotowania spaghetti – prawdziwy fan zawsze znajdzie odpowiedni cytat ze „Star Treka”. Spoglądanie na świat przez fandomowe okulary kieruje uwagę Preemy na tory, które umożliwiają autorce równocześnie pyszną zabawę z czytelnikiem. Swobodny i przekorny styl tych popkulturowych nawiązań łączy się z niepokojącym katastroficznym klimatem powieści oraz z nienachalnie poprowadzonym wątkiem miłosnym w logiczną i jednolitą, dodającą otuchy całość, która całkowicie zasłużenie otrzymała nominacje do obydwu najważniejszych niemieckich nagród science fiction.
Christoph Dittert
‹Fallender Stern›
Christoph Dittert (ur. 1974) to autor znany w Niemczech przede wszystkim fanom noweli zeszytowych (tak zwanych Heftromane). Pisze zarówno dla „Perry Rhodana”, gdzie tworzy pod pseudonimem Christian Montillon i jest aktualnie razem z Wimem Vandemaanem redaktorem naczelnym serii, jak i dla „Jerry Cottona”, „Profesora Zamorry”, „Maddraxa” lub „Macabrosa”. Dittert ma w swoim dorobku również ponad tuzin książek dla młodzieży z niemieckiej wersji „Przygód trzech detektywów”.5) Jego dotychczas jedyną niezależną powieścią jest wydana w roku 2020 „Fallender Stern” (Spadająca gwiazda), która osiągnęła czwarte miejsce wśród tytułów nominowanych do Niemieckiej Nagrody SF oraz dziewiąte wśród finalistów Nagrody im. K. Lasswitza. Jak na pierwszy raz, to całkiem niezły wynik.
Autor przeznaczył sporo miejsca na wprowadzenie czytelnika w świat niedalekiej przyszłości. Rok 2033 okazuje się przełomowym w historii ludzkości: na peryferii Układu Słonecznego astronomowie odkrywają nową asteroidę. Wszystko wskazuje na to, że przybywa ona z zewnątrz, z nieznanych regionów kosmosu. Wydarzenie to byłoby warte tylko krótkiej notatki w internecie, gdyby nie fakt, że na tym ekstrasolarnym kawałku skały nadaje silne źródło fal radiowych. Sensacja jest absolutna i cała ludzkość przygotowuje się na powitanie obcych braci (lub sióstr, tego nie wiadomo, bo sygnału nie udaje się rozszyfrować) w rozumie. Asteroida ma za 30 lat przelecieć z dużą prędkością w okolicach Ziemi – astronauci mieliby zaledwie kilka godzin na eksplorację.
Świadkami tych wydarzeń są bliźniaki Amy i Eric Allamore – dzieci pracowników NASA w Cape Canaveral, w roku 2033 zaledwie dziesięciolatki. Podczas gdy Amy pragnie pójść w ślady rodziców (bądź co bądź matka Isabella jest odkrywcą rzeczonej asteroidy) i planuje przyszłość pod kątem udziału w odpowiedniej misji kosmicznej, to Eric nie chce mieć nic wspólnego z całym tym wariactwem. Chłopaka bardziej interesuje jego dziewczyna (później żona) Chayne oraz studia z filozofii.
Trzydzieści lat później plany życiowe prawie całej rodziny wzięły w łeb: matka-astronautka Isabella leży od lat w śpiączce po wypadku samochodowym, ojciec Ethan rozwiódł się i bezskutecznie usiłował założyć nową rodzinę. Amy, która planowała nawet ciążę w taki sposób, aby córka była odchowana do roku 2063, nie dostała się do programu kosmicznego i pracuje w NASA jako koordynator kontaktów międzynarodowych. Jedynie Eric und Chayne mogą być zadowoleni – ich małżeństwo i wybory zawodowe zdają się udane. I tak, 17-go sierpnia 2063 cała rodzina Allamore zasiada przed telewizorem, aby chociaż pośrednio być świadkiem lądowania Ziemian na rzeczonej asteroidzie.
Mimo śmiertelnego wypadku dowódcy misja okazuje się olśniewającym sukcesem – w ciągu zaledwie dwóch godzin astronautom udaje się dotrzeć do źródła sygnału radiowego, którym okazuje się inteligentna forma życia. Obcy zdaje się być w letargu i pozwala się przetransportować na pokład ISS a potem na Ziemię. Krótko po lądowaniu dochodzi do jatki: Obcy budzi się, ćwiartuje astronautów i… zmyka z kapsuły do morza. Polowanie na tą egzotyczną „zwierzynę” kończy się kilka tygodni później u wybrzeży Kanady, gdzie obcy zostaje otoczony przez wojsko i zastrzelony. Ale ludzkość nie unika katastrofy, na co wskazuje już niedwuznacznie prolog powieści.
Więcej nie zdradzę. „Spadająca gwiazda” to kolejny kamyczek do mozaiki o tytule „Pierwszy Kontakt”. Tym razem jako wydarzenie postrzegane przez członków rodziny. Zanim dojdziemy do końca książki Allamorowie przeżyją sporo dramatycznych wydarzeń – niektóre z nich wystawią więzy między rodzeństwem na ciężką próbę.
Już podczas lektury odczułem, że konstrukcja powieści nieco kuleje. Pierwsze sto stron to praktycznie studium obyczajowe, tylko sporadycznie nawiązujące do właściwego tematu książki. Trafne spostrzeżenie ma również bloger Josefson, któremu nie spodobały się filozoficzne obserwacje, umieszczone przez Ditterta w osobnych mini-rozdziałach. Drażni tutaj zmiana perspektywy od rodziny Allamore do nieznanego dotychczas protagonisty.6) Markus Regler odczuwa podobnie: pierwsza część powieści nie porywa, choć recenzenta (jako fana „Perry Rhodana”) cieszy parę rozsianych w tekście eastereggs.7)
Po lądowaniu obcego akcja wyraźnie przyśpiesza, tak że w ostatnich rozdziałach ma się wrażenie czytania o prawdziwym Armageddonie. Jest dramatycznie, jest groźnie. Mimo to finał nie przekonuje, bo zawiera rozwiązanie typu deus ex machina. A ja za takowymi nie przepadam.
W wywiadzie udzielonym portalowi „Zauberspiegel”8) Dittert podkreśla, że sama idea Pierwszego Kontaktu nie była najważniejszym pytaniem, jakie zadał on sobie przy pisaniu książki. Autorowi chodziło bardziej o tak filozoficzne zagadnienia, jak „Czym jest człowiek? Czym jest Nieznane?”. Przy tym zdaje on sobie oczywiście sprawę, że jego przemyślenia mogą służyć jedynie jako impulsy dla czytelnika. Choć należy oczywiście uszanować szczytny zamiar autora, to wynik końcowy przekonuje jedynie połowicznie. Z ukontentowaniem przeczytałem jednak, że poprzez pracę nad „Spadającą gwiazdą” udało mu się pokonać poważną blokadę pisarską.
koniec
31 października 2022
4) Recenzja na blogu Hannah
5) Hasło „Christian Montillon” (www.wikipedia.de)
6) Recenzja w „Der Standard
7) Recenzja ze strony Radio Freies Ertrus
8) Wywiad z Christophem Dittertem na stronie Zauberspiegel Online

Komentarze

31 X 2022   12:45:03

>Według niej w Niemczech nadal trudno jest publikować w dużych wydawnictwach, jeśli akcja powieści bazuje na przeżyciach osób nie będących (białymi) mężczyznami<

Po co w ogóle rozpowszechniać te idiotyzmy feministek? To typowe pierdolamento mentalnej ofiary. Nawet w Polsce (gdzie fantastykę czyta znacznie więcej mężczyzn, niż kobiet) roi się od bohaterek w SF/fantasy.

31 X 2022   19:26:17

"queerowa blogerka": "Według niej...", "PONOĆ wywiera się naciski...", "Hannah SPEKULUJE, że BYĆ MOŻE..."
Również nie bardzo rozumiem po co te spekulacje blogerki w treści artykułu, co mnie obchodzi, że coś się komuś wydaje? Chyba, że to jakaś ważna persona na niemieckiej scenie fantastycznej, jeśli tak warto by doprecyzować...Tym bardziej, że cały cykl Fantastyczne Zaodrze jest bardzo ciekawy, przyznaję, że niemiecka fantastyka to dla mnie terra icognita...

31 X 2022   20:03:44

Gwoli uściślenia zatem: Recenzja Hanny została zlinkowana przez twórców strony internetowej Nagrody im. K. Lasswitza jako jeden z trzech wybranych przez kapitułę tekstów o książce. Uznałem, że jako taki powinien zostać przeze mnie uwzględniony. Tym bardziej, że Sameena Jehanzeb (jako autorka queerowa) kilkakrotnie już wypowiadała się na temat twórczości literackiej osób nie-hetero w Niemczech, opisując przy tym własną drogę do publikacji. W artykule użyłem bardzo ostrożnych sformułowań przede wszystkim dlatego, że, nie będąc obznajomiony z zagadnieniem, nie jestem w stanie zweryfikować wypowiedzi Hanny.

31 X 2022   23:04:26

Dzięki za odpowiedź. No tak, to sporo wyjaśnia, choć dla mnie to całe obecne rozpatrywanie literatury głównie poprzez pryzmat płci/orientacji bohaterów/bohaterek (a, co gorsze, także autorów/autorek) idzie już stanowczo za daleko, czego dobrym przykładem jest całkowita degrengolada takich nagród jak Hugo czy Nebula, która parę lat temu doprowadziła do jakichś groteskowych konfliktów w łonie amerykańskiego fandomu. Ale to tak na marginesie, jako rzekłem - jestem laikiem w temacie niemieckiej fantastyki i całej jej otoczki.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Stare wspaniałe światy: Cyborg, czyli mózg w maszynie
Andreas „Zoltar” Boegner

6 XI 2022

Wprawdzie literatura fantastyczno-naukowa była wytworem końca XIX wieku, ale jej prawdziwy rozkwit miał miejsce dopiero po pierwszej wojnie światowej. Do popularyzacji tego gatunku przyczyniły się w niemałym stopniu amerykańskie czasopisma groszowe – z „Amazing Stories” Hugo Gernsbacka na czele. Do autorów tego magazynu sf należał również Neil R. Jones.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Stare wspaniałe światy: Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Głos z krańca wszystkich marzeń
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część piąta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Niemieckie Nagrody Science Fiction za rok 2021 przyznane
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część czwarta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część trzecia
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.