Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 lutego 2023
w Esensji w Esensjopedii

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (8)

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
Gdyby nie Andreas Eschbach, którego książki zdobyły w latach 2019-2021 trzy razy pod rząd Nagrodę im. K. Lasswitza, Tom Hillenbrand byłby w ostatnim czasie najbardziej docenionym autorem fantastyki naukowej w Niemczech. Przyjrzyjmy się twórczości tego „pechowca”.

Andreas „Zoltar” Boegner

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (8)

Gdyby nie Andreas Eschbach, którego książki zdobyły w latach 2019-2021 trzy razy pod rząd Nagrodę im. K. Lasswitza, Tom Hillenbrand byłby w ostatnim czasie najbardziej docenionym autorem fantastyki naukowej w Niemczech. Przyjrzyjmy się twórczości tego „pechowca”.
Thomas Hillenbrand (ur. 1972 w Hamburgu) znany jest polskiemu czytelnikowi przede wszystkim z cyklu kryminałów kulinarnych o luksemburskim detektywie-amatorze i smakoszu Xavierze Kiefferze. Pierwsza z nich ukazała się w 2011 a cykl kontynuowany jest do dzisiaj. Jednak taki obraz twórczości tego autora jest mocno wypaczony, ponieważ znaczące sukcesy na rynku Hillenbrand odniósł również za sprawą futurystycznych thrillerów politycznych. Wymienić trzeba tutaj przede wszystkim „Drohnenland” (Krainę dronów). Powieść tą nagrodzono w 2015 Glauserem (nagroda dla niemieckojęzycznego kryminału) oraz Lasswitzem (nagroda fachowa dla fantastyki naukowej). Hillenbrand opowiada w niej o świecie niedalekiej przyszłości, w którym monitoring jest wszechobecny. W podobne tony uderzyły „Hologrammatica” (2018) oraz jej bezpośrednia kontynuacja „Qube” (2020).1)
Początek przygód bengalskiego prywatnego detektywa Galahada Singha – narratora i bohatera „Hologramatyki” – jest do bólu klasyczny: z jego londyńskim biurem kontaktuje się prawniczka firmy, która pragnie odnaleźć Juliette Perotte, zaginioną od kilku dni programistkę. Co jednak zaczyna się jak kolejna iteracja pomysłów Raymonda Chandlera, szybko przeradza się w fascynujący obraz świata roku 2088. Tam nie króluje już internet, lecz wszechobecny holonet. Technologia hologramowa została opanowana do perfekcji: w Londynie właściwie nie ma już powierzchni bez odpowiedniej augmentacji, więc fasady domów lśnią świeżymi farbami i gładkimi tynkami. Ale tylko pozornie, bo pod stworzoną przez laserowe światło iluzją mury metropolii nadal toczy grzyb. Zniszczoną przez terrorystów wieżę Eiffla zastąpił odpowiedni hologram a wewnętrzne powierzchnie kabiny samolotowej pokrywają hologramowe monitory, umożliwiając pasażerom niczym nieograniczony widok na świat – złudzenie poruszania się w powietrzu niczym ptak jest tak doskonałe, że musi być doświadczane przy zapiętych pasach, aby uniknąć ataku paniki u podróżującego.
Nie tylko budowle, lecz przede wszystkim ludzkie ciała okrywają hologramowe awatary. W świecie przyszłości możemy posiadać dowolnie wybrane nazwisko (np. Prétextat Feuerbacher, Chiba Sexgod lub 77C Faucheux) oraz dowolny wygląd. Gładkolicy obywatele federacji EURUS i CANFED pokonali w międzyczasie najgorsze skutki kryzysu klimatycznego (spisując na straty Wenecję, Miami oraz spory kawał wybrzeży). Holonet zadał równocześnie śmiertelny cios producentom mody i… żelazek (bo i po co ubierać się w drogi, wymagający prasowania ciuch, gdy można okryć łachy olśniewającą kreacją hologramową?). Ponieważ duże połacie południowej Europy to prażone słońcem półpustynie, mieszkańcy kontynentu emigrują na północ, zaludniając (znowu) zieloną Grenlandię, północną Skandynawię i Syberię.
Zatrzymanie wzrostu globalnej temperatury nie obyło się bez turbulencji (ciao, ciao, Malediwy!), a wszystkiemu winna była… sztuczna inteligencja. Gdy w latach 30-tych naszego wieku stało się jasnym, że bez wielkich wysiłków nie uda się ograniczyć zniszczenia planety, naukowcy skonstruowali Eter, pierwszy samoświadomy komputer kwantowy. Miał on opracować metody zwalczania kryzysu klimatycznego. Eter odrobił zadania domowe, ale jego plany okazały się równie skuteczne jak zabójcze dla kariery każdego polityka, który usiłowałby je urzeczywistnić. Zagrożona wyciągnięciem wtyczki SI usiłowała uciec w holonet, wywołując w 2048 tak zwany incydent Turinga. Od tego czasu nad dotrzymaniem zakazu konstruowania sztucznych inteligencji czuwa UNANPAI, uzbrojona na wszelki wypadek w analogową technologię rodem z lat 50-tych ubiegłego wieku agencja ONZ (super, znowu można obgryzać ołówek przy wbijaniu raportu na maszynie do pisania!). Na „szczęście” wybuch pandemii sterylizującego kobiety wirusa Schröder-Pizarro doprowadził do rozwiązania kryzysu klimatycznego w naturalny sposób. A jak gdyby tego nie było dosyć, w okolicach ruin minojskiego pałacu w Knossos pojawiła się „Anomalia” – niedostępna, składająca się z holograficznych kolumn światła struktura niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia.
Świat, w którym żyje Galahad Singh, jest prawdziwym wyzwaniem dla prywatnego detektywa. Każda twarz i postać, każda budowla i przedmiot mogą ukrywać się pod hologramowym płaszczykiem. Takie powłoki można oczywiście filtrować przy pomocy specjalnych okularów (film Johna Carpentera „Oni żyją” pozdrawia). Niemniej tylko wojsko i agencje rządowe mogą w legalny sposób usunąć wszystkie poziomy augmentacji.
A to jeszcze nie koniec. Od kilku lat na rynku pojawiła się zupełnie nowa, na razie bardzo droga technologia: udało się zobrazować ludzki mózg i odtworzyć strukturę osobowości w komputerze kwantowym. Ten tak zwany cogit (od kartezjańskiego „cogito, ergo sum”) to kilka petabajtów, które zawierają całą informację, jaka jest potrzebna, aby zachować jaźń danego człowieka w zdigitalizowanej postaci. Ludzie zamożni już korzystają z tej technologii, umieszczając komputery z cogitami (tak zwane qubes, czyli „kostki”) w pozbawionych mózgu czaszkach specjalnie hodowanych klonów. Pokonanie śmierci wydaje się oddalone już tylko o mały krok, gdyby nie… problem jednego ciała. Tym terminem określa się fakt, że życie w nowym ciele jako cogit jest możliwe przez co najwyżej 21 dni. Potem, jeśli informacja nie wróci do ciała „wyjściowego”, następuje „braincrash”, czyli rozpad kwantowej osobowości. Dotychczas nie rozwiązano tego problemu, ale świat jest mimo to pełen ludzi z kostkami w głowie, określanych przez biednych pogardliwie „pustogłowcami”.
A jak to wszystko wiąże się z nowym zadaniem dla Galahada Singha? Ten sympatyczny prywatny detektyw szybko odkrywa, że zaginiona programistka Perotte napisała nową, genialną wersję software’u dla kostek i pracowała nad rozwiązaniem problemu jednego ciała. Pozornie Tom Hillenbrand prezentuje czytelnikom zatem typową historię kryminalną ze świata przyszłości. W toku inwestygacji życie Singha zawiśnie na włosku, jak to oczywiście w fascynującym thrillerze być powinno. Razem z autorem odwiedzimy nie tylko stację startową windy kosmicznej, lecz dalekie i niedostępne wyspy oraz ostatnie refugia z naked space, czyli miejsca bez dostępu do holonetu.
Ale Hillenbrandowi nie chodzi wyłącznie o czystą rozrywkę. Zaskakująco dużo miejsca autor poświęca pytaniom o nasz stosunek do danych osobistych, ich przechowywania i udostępniania. Równie ważny temat dotyczy wpływu ultranowoczesnych technik na postrzeganie bliźnich. Przykładowo, jeśli jakaś kobieta chce koniecznie poderwać geja, może skorzystać z męskiego ciała. I to bez wiedzy kochanka. A zatem wygląd danego człowieka straci sporo na znaczeniu. Na ile bylibyśmy więc skłonni zignorować związane z takimi zmianami niebezpieczeństwa? Recenzentka Sonja Hartl słusznie podkreśliła, że „Tom Hillenbrand zajmuje tutaj na szczęście jasne stanowisko bez tworzenia dogmatów i łączy możliwe odpowiedzi z wątkiem śledztwa”. Autor napisał według niej „dojrzałą i dobrze przemyślaną” powieść.2)
Kai Spanke z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” był w ocenie mniej entuzjastyczny i zarzucił autorowi stworzenie „nieco zbyt pedantycznych kulisów opowiedzianego świata i rozbudowanej, ale przeładowanej fabuły”. Jednak i on przyznaje, że „»Hologrammatyka« fascynuje jako wyrafinowany cyberpunkowy kalejdoskop pełen własnych i cudzych pomysłów. Powieść byłaby nie do pomyślenia bez Williama Gibsona i Philipa K. Dicka”.3) Moim zdaniem nie trzeba od razu przywoływać starych mistrzów. Wystarczy pamiętać, że na przykład o „przeszczepie” umysłu pisał już na początku wieku Richard K. Morgan (cykl o Takeshim Kovacsu).
Autora chwaliła również Sonja Stöhr z portalu „die zukunft” wydawnictwa Penguin Random House, pisząc: „»Hologramatyka« to nie tylko ekscytująca, inteligentna analiza współczesnej technologii i nieuniknionych zmian klimatycznych, ale także na wskroś żartobliwa powieść science fiction (…) Dzięki »Krainie dronów« oczekiwania co do drugiego thrillera SF Toma Hillenbranda były wysokie, tymczasem autor podniósł przy pomocy »Hologramatyki« jeszcze raz poprzeczkę. Jego powieść jest pełna fantastycznych pomysłów i przedstawia genialny obraz roku 2088. Wejście na fantastyczno-naukowy Olimp przy pomocy jednej z najlepszych historii SF tego jeszcze młodego roku powinno być dla niego proste”.4)
Tak było istotnie. Koniec końców „Hologramatyka” zajęła drugie miejsce (po powieści „NSA” Andreasa Eschbacha) w głosowaniu do Nagrody im. K. Lasswitza. Z jeszcze lepszym przyjęciem spotkała się wśród fanów, którzy przyznali jej pierwsze miejsce podczas głosowania do Niemieckiej Nagrody SF (DSFP). Tym razem to Eschbach musiał zadowolić się drugim miejscem…
Ralf Bodemann, przewodniczący kapituły DSFP, pisał z ukontentowaniem: „2018 okazał się wyśmienitym rokiem dla niemieckojęzycznej SF. Dotychczas rzadko pojawiło się w ciągu jednego roku tak wiele wysokojakościowych książek. A na tle tej silnej konkurencji szczególnie wyróżnia się »Hologramatyka«”.5)
Nie dziwi więc, że żądania kontynuacji rozległy się jak niemiecki fandom długi i szeroki. Hillenbranda nie musiano długo namawiać: Po dwóch latach pojawiła się druga część cyklu o tytule „Qube”, który, jak wiemy, oznacza komputer kwantowy z całościowym zapisem ludzkiej świadomości.
Tym razem śledzimy poczynania obrzydliwie bogatego i odpowiednio bezwzględnego właściciela koncernu, który goni za możliwością osiągnięcia nieśmiertelności poprzez ostateczne rozwiązanie problemu jednego ciała. Jego antagonistą jest Frank/Francesca/Francesco Bittner (zależy od ciała, w którym znajduje się w danym momencie), były kochanek Galahada Singha i agent UNANPAI. Akcja książki rozpoczyna się w roku 2091, trzy lata po wydarzeniach z „Hologramatyki”.
Nie będę zdradzał treści „Qube”, bo prowadzi to do oczywistych spojlerów dla części pierwszej tej historii. Wystarczy powiedzieć, że jej zakończenie wyraźnie wskazuje na planowaną kontynuację cyklu.
Jak odebrano drugi tom? Koledzy po fachu, czyli uprawnieni do głosowania do Nagrody im. K. Lasswitza, przyznali „Qube” bardzo dobre drugie miejsce po „Eines Menschen Flügel” Andreasa Eschbacha. Zabrakło zaledwie 10 punktów do wygranej, która, moim skromnym zdaniem, byłaby jak najbardziej zasłużona. Hillenbrand miał po raz drugi pecha, ponieważ jego powieść ukazała się w tym samym roku co książka Eschbacha.
Zastanawia jednak fakt, że „Qube” została zupełnie zignorowana przez kapitułę DSFP. To doprawdy bardzo silny sygnał – w końcu pierwszy tom cyklu został dwa lata wcześniej tą właśnie nagrodą wyróżniony! Oczywiście mogło być tak, że twórczość konkurencji – książki o nowych tematach, nie będące kontynuacją znanych już opowieści – miała silniejsze oddziaływanie na jury. Uważam, że „Qube” jest słabsza od „Hologramatyki”, i mogę wymienić parę punktów, które taki stan rzeczy wyjaśniają.
Po pierwsze: Galahad Singh był świetnym protagonistą. Dotkliwie odczułem jego brak w drugim tomie. Po drugie: dzięki wprowadzeniu postaci Persii Peach – gamerki biorącej udział w profesjonalnych rozgrywkach ligowych – objętościowo znacząca ilość tekstu przeradza się w relację z przeróżnych sesji strzelanek pierwszosobowych, których wynik końcowy jest właściwie z góry przesądzony. Biorąc do ręki „Qube” oczekiwałem raczej „twardej” fantastyki naukowej a nie walk z trollami i złymi magami. Po trzecie: antagonista w postaci wyjętego żywcem ze świata pulp fiction bezwzględnego multimiliardera Clifforda Torusa jest wyraźnie przerysowanym i zaskakująco mało oryginalnym przeciwnikiem dla Franki/a Bittner/a.
A co na to krytyka? Poważany w Niemczech dział literacki „Süddeutsche Zeitung” docenił zarówno „Krainę dronów” jak i „Hologramatykę”, zaświadczając Hillenbrandowi, że stworzył tymi książkami swoje własne uniwersum. Bernd Graf nazwał jego wizję przyszłości „naszą teraźniejszością na amfetaminach”, a nawet „Stanisławem Lemem na speedzie”. Autor, dobrze obeznany z zagadnieniami globalnej gospodarki, opowiada o świecie wielkich (kosmicznych) koncernów i o sztucznych inteligencjach, które takimi firmami władają. Człowiek jest tu czasami zredukowany do funkcjonowania jako (raczej niedoskonały i uciążliwy) interfejs, umożliwiający bytom digitalnym doświadczanie analogowego otoczenia. Graf narzeka jednak, że czasami próby objaśnienia czytelnikowi tego świata spalają na panewce: „Jeśli duch może wybrać swoje ciało i, z drugiej strony, martwa materia jest dowolnie ożywiana, czytelnik traci w tak animistycznym wszechświecie nie tylko orientację, ale także empatię. (…) Gdy Hillenbrand tak miksuje [kartezjańskie] res cogitans i res extensa, ludzką i sztuczną bytowość, że nic nie jest pewne poza niepewnością, nie powstaje z tego automatycznie wielki egzystencjalizm z »Blade Runnera«. Zamiast tego dramaturgia powieści miejscami po prostu imploduje. Wszystko jest możliwe, życie jest równie martwe, jak martwe jest żywe – so what?”6)
Kolja Mensing z portalu „Deutschlandkultur” nie widzi takiego problemu i chwali autora za udany „literacki eksperyment genderowy”, który „przekłada polityczne, filozoficzne i duchowe otchłanie tematu »SI« na format akcji i sitcomów”.7)
Czytelnikowi pozostaje zatem rozstrzygnąć, czy preferuje podejście do zagadnienia w stylu „chleba i igrzysk”, czy może raczej bardziej fascynuje konfrontacja człowieka i maszyny z „Odysei kosmicznej”. Wybór jest, jak zawsze, wasz.
koniec
12 grudnia 2022
3) Kai Spanke: „Gefangen im Gefäß” w: „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 03.04.2018
4) Sonja Stöhr: „Das Ein-Körper-Problem
5)Laudatio 2019 do Niemieckiej Nagrody SF w kategorii najlepsza powieść
6) Bernd Graf: „Das bösartige Schweigen der Dinge” w: „Süddeutsche Zeitung” z 15.04.2020.
7) Kolja Mensing: „Die Algorithmen sind unter uns

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Styczeń 2023
Esensja

31 I 2023

Oto pierwszy tegoroczny przegląd recenzji.

więcej »

Kull: Król Kull
Miłosz Cybowski

22 I 2023

Praktycznie wszystkie opowiadania o Kullu rozgrywają się w czasach, kiedy ten zasiadał na tronie Valusii i musiał zmagać się ze sprawami, które nigdy wcześniej nie zaprzątały jego umysłu. Władza banity z Atlantydy nie jest jednak absolutna.

więcej »

Kull: Z dzikiego plemienia na Atlantydzie
Miłosz Cybowski

1 I 2023

Można traktować Kulla jako protoplastę ciemnowłosego Cymmeryjczyka, ale – jak uważna lektura szeregu publikowanych i niepublikowanych tekstów pokazuje – zasługuje on na zdecydowanie więcej uwagi. Na początek: kilka słów o pochodzeniu Kulla, banity z Atlantydy.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Stare wspaniałe światy: Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Głos z krańca wszystkich marzeń
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część piąta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Niemieckie Nagrody Science Fiction za rok 2021 przyznane
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część czwarta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część trzecia
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.