Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2018
w Esensji w Esensjopedii

Kir Bułyczow

ImięKir
NazwiskoBułyczow
WWW

Bułyczow nieznany

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Laudański
1 2 »
Krótka prezentacja nieznanych w większości polskiemu czytelnikowi tekstów niekwestionowanego mistrza rosyjskiej fantastyki.

Paweł Laudański

Bułyczow nieznany

Krótka prezentacja nieznanych w większości polskiemu czytelnikowi tekstów niekwestionowanego mistrza rosyjskiej fantastyki.

Kir Bułyczow

ImięKir
NazwiskoBułyczow
WWW
1
Skłamałbym, gdybym powiedział, że po 1991 roku, kiedy to z naszego rynku praktycznie znikły tłumaczenia rosyjskiej fantastyki, najbardziej brakowało mi tekstów Kira Bułyczowa. Leonid Panasienko, Andriej Łazarczuk, Swiatosław Łoginow, Witalij Babienko, Borys Sztern… O, tych żałowałem; Bułyczowa – nie za bardzo. Owszem, była świetna nowela „Przełęcz”, ale jej rozwinięcie w powieść („Osada”) było już dużo słabsze. Były znakomite utwory z cyklu guslarskiego, ale znane mi opowiadania powstałe w drugiej połowie lat osiemdziesiątych nie wzbudzały już we mnie takiego zachwytu jak te pochodzące chociażby z tomu „Ludzie jak bogowie”; można było odnieść wrażenie, że konwencja guslarska Bułyczowowi się wyczerpała. Było jeszcze dłuższe opowiadanie „Żuraw w garści” – pamiętam, że swojego czasu wywarło na mnie duże wrażenie, była jeszcze sympatyczna powieść „Miasto na Górze” – solidna sf, ale bez rewelacji. Jeśli się zważy, że Bułyczow był najczęściej tłumaczonym autorem sf zza naszej wschodniej granicy (w sumie doliczyłem się przeszło sześćdziesięciu opowiadań i pięciu powieści), to nie było to zbyt wielkim osiągnięciem. Gdy więc we wspomnianym 1991 roku nakładem Wydawnictwa Prawniczego (też mi edytor fantastyki!) ukazała się mikropowieść „Podziemie wiedźm”, uznałem po jej lekturze, że można z czystym sumieniem, a co najważniejsze – bez większego żalu rzucić się na zaczynające zalewać nasz rynek księgarski stosy fantastyki anglosaskiej.
Dziś wiem, że jednak było czego żałować.
Po raz pierwszy miałem okazję przekonać się o tym już w roku 1994, kiedy to na warszawskich targach książki dokonałem zakupu zbioru opowiadań Bułyczowa, noszącego tytuł „Wstriecza tiranow” oraz powieści „Zapowiednik dlia akademikow” (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to tylko fragment zakrojonego na wielką skalę projektu Rieka Chronos). „Możno poprosit’ Ninu?”, „Smiert’ etażom niżie”, „Spasitie Galiu”, „Starien’kij Iwanow” czy wreszcie sam „Zapowiednik…” – to był kawał naprawdę wspaniałego pisarstwa. Byłem zaskoczony także i z innego powodu – to był Bułyczow, jakiego dotąd nie znałem. Potrzebowałem jednak jeszcze kilka kolejnych lat, by móc ostatecznie utwierdzić się w mych podejrzeniach i zakrzyknąć bez cienia wątpliwości: Bułyczow jest wielki!
Nadszedł czas, gdy na półki naszych księgarń księgarń trafiły: „Pupilek”, „Pole bitwy z lotu ptaka”, trzy powieści otwierające cykl InterGPol („Wyspa dzieci”, „Przepaść bez dna” i „Zamach na Tezeusza”) oraz zbiór najnowszych opowiadań guslarskich („Pierestrojka w Wielkim Guslarze”). W zapowiedziach znaleźć można kontynuację przygód Kory Orwat, kolejne opowiadania guslarskie oraz dalsze tomy cyklu „Świat bez czasu”. Z czasem ktoś sięgnie zapewne i po serię Rieka Chronos, jest jeszcze do odkrycia cykl wierewkinowski (ukazało się u nas jak dotąd tylko jedno opowiadanie z tego cyklu, zatytułowane „Kocioł”), jest garść interesujących opowiadań nie należących do żadnego z wymienionych cykli…
Coś jeszcze?
Ano, jest jeszcze trochę starszych utworów, z których pewnie tylko niektóre mają szansę trafić do rąk polskiego czytelnika, a i to wcale nie jest takie znowu pewne. Mam tu na myśli przede wszystkim dylogię indochińską, w skład której wchodzą powieści „Na dniach ziemlietriasienije w Ligonie” oraz „Gołyje ljudi”, powieść „Tajna Urułgana” oraz mikropowieść „Smiert’ etażom niżie”. Z wszystkimi wymienionymi pozycjami miałem okazję zapoznać się przy okazji zaliczania liczącej – jak na razie – przeszło dwadzieścia pięć tomów serii „Miry Kira Bułyczowa”, zbierającej w jednolitej szacie graficznej wszystkie „dorosłe” fantastyczne opowieści Bułyczowa.
Ziemlietrasjenije w Ligonie
Ziemlietrasjenije w Ligonie
2
W latach sześćdziesiątych wiatry historii rzuciły Bułyczowa na Półwysep Indochiński, do Birmy. Kraj ten wywrzeć musiał nań wielkie wrażenie; świadczyć może o tym chociażby to, że, zapytany jakiś czas temu, co jeszcze chciałby napisać, jednym tchem obok kilku fantastycznych projektów wymienił monografię „Birma w XX wieku”. Fascynacja ta znalazła między innymi wyraz w dwóch utworach, których akcja toczy się w zrodzonym w bułyczowskiej wyobraźni Ligonie, państewku wzorowanym jednak jako żywo na wspomnianej Birmie.
W historiach tych nie uda się znaleźć zbyt wiele fantastyki; na pierwszy rzut oka to powieści niemalże realistyczne, zwłaszcza pierwsza z nich, tj. „Na dniach ziemlietriasienije w Ligonie”, gdzie jedynym tak naprawdę elementem nie z tej ziemi wydaje się być – poza nieistniejącym w naszej rzeczywistości państewkiem – urządzenie pozwalające przewidzieć ze stuprocentową pewnością miejsce i siłę nadchodzących trzęsień ziemi. Z takim urządzeniem właśnie, ze znajdującym się na etapie badań prototypem, zjawiają się w Ligonie rosyjscy naukowcy. Owi przybysze z odległego kraju wciągnięci zostają w sam środek politycznych intryg, celem których jest nie tylko zdobycie władzy w kraju, ale także ochrona prywatnych, z reguły niezgodnych z literą prawa, interesów. Bez udziału swej woli nieświadomi niczego (przynajmniej na początku) naukowcy stają się elementem rozgrywki, zasad której nie są w stanie w pełni pojąć, rozgrywki, w której stawką jest między innymi tysiące ludzkich istnień, tak jak elementami takimi stają się również opracowane przez nich urządzenie, jak i samo trzęsienie ziemi.
W „Gołych ljudiach”, luźnej kontynuacji „Na dniach…”, fantastyki jest już więcej; oto w samym środku ligońskiej dżungli rozbija się statek Obcych, którzy muszą stawić czoła nie tylko nieznanym im niebezpieczeństwom czającym się w dzikim lesie, ale i pragnącym wykorzystać ich do swych nie do końca uczciwych zamierzeń ludzi. Nie jest to łatwe, albowiem owi Obcy są dziecinnie wręcz naiwni i rozbrajająco poczciwi, przez myśl im nie przejdzie, że doświadczającym ich przeciwnościom losu mogliby przeciwstawić się przy użyciu siły. To właśnie tytułowi goli ludzie; zmuszeni przez wyjątkowo niekorzystny splot okoliczności do zrzucenia swego odzienia (co prowadzi do wielu nieporozumień, m.in. do uznania ich grupy za niewielkie plemię nie znających cywilizacji ludzi pierwotnych), stają się – niejako symbolicznie – jeszcze łatwiejszym celem dla niecnych ludzi, pragnących wykorzystać ich obecność dla swej wyłącznej korzyści.
Tajna Urułgana
Tajna Urułgana
3
Motyw wykorzystania obecności Obcego na Ziemi dla własnych, czasem niecnych celów stanowi oś akcji pochodzącej z 1990 roku powieści „Tajna Urułgana”. Tu Obcy, w przeciwieństwie do słabych i wyraźnie zagubionych rozbitków z ligońskiej dżungli, wydaje się dysponować potężną mocą, choć, tak jak i oni, zmuszony był do awaryjnego lądowania na Ziemi, i tak, jak oni, sprawia wrażenie uderzająco poczciwego, choć już nie naiwnego. Teraz przybysz z odległych kosmicznych przestrzeni siedzi gdzieś w odludnej części syberyjskiej tajgi i czeka, aż automaty poskładają do kupy zarówno jego samego, jak i pojazd, którym się poruszał. Rzecz dzieje się na początku dwudziestego stulecia, a więc mniej więcej w czasie zderzenia naszej planety z meteorem tunguskim; sceneria zresztą i sam pomysł jako żywo przypominają tamtą historię. Do statku dociera kilkuosobowa ekspedycja, której członkowie, zorientowawszy się, jakaż to nadarzyła im się okazja, próbują za wszelką cenę zbić na Obcym własny kapitał, nie bacząc na to, że realizacja każdego z zamierzeń, zdawać by się mogło, nawet tych najskromniejszych, skończy się dla Obcego tragicznie. Co zwycięży – czy ludzki egoizm, czy też jednak wdzięczność do istoty, która w miarę swych skromnych (a jednak!) możliwości niosła pomoc członkom syberyjskiej ekspedycji?
4
„Smiert’ etażom niżie” to historia tragicznej w skutkach awarii w pewnych zakładach chemicznych, położonych w jednym z prowincjonalnych miast, zajmujących się produkcją jakichś tajemniczych substancji, bardzo prawdopodobne, że bojowych. Wiele oznak zapowiada ową katastrofę, lecz kierownictwo zakładów, z różnych zresztą względów, lekceważy docierające doń sygnały i ostrzeżenia, przez swój godny lepszej sprawy upór doprowadzając do katastrofy, skutkiem której jest zagłada większości populacji miasta. Szansę ocalenia maj tylko ci z jego mieszkańców, którym udało się odpowiednio wcześnie znaleźć ratunek na wyższych piętrach tamtejszej zabudowy, a jednocześnie ci, którym nie przyszło do głowy przedwczesne opuszczenie owego stosunkowo bezpiecznego schronienia. Bułyczow rozgrywa znany z tego rodzaju literatury schemat: światłe, acz nieliczne jednostki widzą zbliżające się zagrożenie, próbują alarmować, ostrzegać, lecz tępi, uparci decydenci lekceważą ich głosy, dla różnych partykularnych celów gotowi są poświęcić życie tysięcy ludzi. Schemat może i znany, ale jakże wspaniale, wręcz po mistrzowsku, zrealizowany.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Październik 2018
Esensja

2 X 2018

Nie było łatwo wybrać nam polecanki wydawnicze na październik – tym razem ze względu na obfitość oferty. Ale już niedługo nadejdzie grudzień i trochę odpoczniemy.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2018
Esensja

30 IX 2018

Oto pierwsze jesienne i zarazem ostatnie letnie tegoroczne zestawienie esensyjnych recenzji.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
Marcin Knyszyński

16 IX 2018

Phillip K. Dick napisał „Świat Jonesa” w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Nie pozostaje to bez znaczenia dla fabuły – bardzo wyraźnie czuć tutaj nie tylko zimnowojenne strachy, ale i ból nie zagojonej jeszcze ogólnoświatowej rany z poprzedniej dekady. Faszyzm, komunizm i jakakolwiek inna forma absolutnych rządów „w imię idei” jawi się u Dicka jako zagrożenie nie tylko dla wolności i indywidualności, ale i dla społeczeństwa jako całości.

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (62)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (60)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.