Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Skąd to szaleństwo?

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Arcydzieło literatury młodzieżowej czy produkt marketingowy? O fenomenie Harry’ego Pottera rozmawia prawie pół redakcji „Esensji” – Ewa Drab, Karina Murawko-Wiśniewska, Agnieszka Szady, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski i Michał R. Wiśniewski.

Esensja

Skąd to szaleństwo?

Arcydzieło literatury młodzieżowej czy produkt marketingowy? O fenomenie Harry’ego Pottera rozmawia prawie pół redakcji „Esensji” – Ewa Drab, Karina Murawko-Wiśniewska, Agnieszka Szady, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski i Michał R. Wiśniewski.

Naszą recenzję „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci” znajdziesz TUTAJ.

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Karina Murawko-Wiśniewska: Książki, filmy, gadżety, fanfiki. Miliony potteromaniaków na całym świecie. Skąd to szaleństwo?
Ewa Drab: Z tęsknoty za czymś innym? Z tego, że Rowling przeniosła problemy naszej rzeczywistości na płaszczyznę magicznego, równoległego świata i to po prostu spodobało się czytelnikom?
Eryk Remiezowicz: Według mnie to kwestia pewnego szalenie udanego połączenia. Otóż Rowling stosuje pradawne literackie archetypy, ale modyfikuje je, dopasowując się do dzisiejszego świata. I udało jej się trafić – zostawiła co trzeba z dawnych opowieści, dodała co trzeba ze świata otaczającego dzisiejsze dziecko. Znalazła dwudziestopierwszowieczne opakowanie dla treści sprzed lat.
Konrad Wągrowski: Nie należę do znawców ani fanów, czytałem jedną książkę i oglądałem cztery filmy, ale pomyślałem sobie, że jakiś, nawet niedokształcony, sceptyk się przyda w tej dyskusji. Odpowiem więc – doskonały marketing.
Agnieszka Szady: Jaki tam marketing. Przecież od dawna wiadomo, że to zakulisowe działanie Wiadomych Sił, dążących do tego, żeby okultyzmem i wiarą w gusła zatruć umysły naszych dzieci!
A tak poważnie, to zgadzam się z Ewą – głównym powodem sukcesu jest konstrukcja książki: małoletnim czytelnikom (bo jednak takich jest większość, mimo obecności w potterowskim fandomie osób całkowicie dorosłych) w sposób naturalny przychodzi utożsamianie się z bohaterem, który wie, co to telewizja i gry komputerowe, a jednocześnie poznaje nowy, tajemniczy i – przynajmniej na pierwszy rzut oka – wspaniały świat, skrywający się gdzieś równolegle.
Michał R. Wiśniewski: No właśnie, jaki marketing – to nie „Gwiezdne wojny”, gdzie wszystko buczy i świeci i jest połączone z linią fabryczną produkującą zabawki. Wszystko zaczęło się przecież od zwykłej książki. Widać była dobra, to się spodobała. Ale sam bohater nie wystarczy – przecież JKR nie dokonała tu żadnego odkrycia. Wydaje mi się, że po prostu wiedziała, gdzie nacisnąć, żeby ruszyć wielki głaz.
ER: Popieram przedmówców. Pieniądze wykłada się obecnie na niejeden cykl, starając się zepchnąć Harry’ego ze szczytu podium; nie działa. Pamiętacie „Eragona”? Jak to promowano? Jaki to był szał? I co – i nic, „Najstarszy” już się tak nie przebił, a potteromania z tomu na tom zatacza szersze księgi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Marcin Mroziuk: A mnie się wydaje, że „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” nie będąc „ambitną literaturą dziecięcą (młodzieżową)” po prostu wypełnił istniejącą niszę rynkową. Joanne K. Rowling zaoferowała swoim czytelnikom coś trafiającego dokładnie w ich jeszcze nie całkiem ukształtowane literackie gusta. Jednak gdyby nie prężnie działająca machina marketingowa, to cykl o Potterze mógłby podzielić los innych – czasem może nawet bardziej wartościowych – książek, które po trafieniu na półki księgarń nie wywołują jednak ogólnoświatowej manii.
ASz: Aż się chce w tym miejscu zapytać, co w takim razie uważasz za ambitną literaturę dziecięcą…
KMW: Twierdzenie, że dzieciom cykl się podoba, bo nie mają (ukształtowanego) gustu to obrażanie młodych czytelników. Wiele książek dla dzieci przewija się przez półki księgarń bez echa, a te o Harrym się spodobały. Wiele z tych książek też ma młodocianych bohaterów czy elementy magiczne (lub oba, np. przysłowiową sierotę z magicznym durszlakiem ratującą świat) i nic.
Wojciech Gołąbowski: I zapewne wiele z nich jest przynajmniej równie dobrą lekturą jak cykl o Potterze. I oczywiście po wiele z nich żaden młody czytelnik nie sięgnie. Dlaczego? Marketing! A raczej jego brak. Pottera się czyta także dlatego, że „mają go koledzy”, że „koleżanka już przeczytała”. O innych pozycjach z tego gatunku pies z kulawą nogą nie wspomni. A przecież zasobów finansowych przeznaczonych na zakup książek dla dzieci nikt nie ma za wiele… zwłaszcza biblioteki.
ER: Po sukcesie Pottera słupy ogłoszeniowe uginają się od reklam książek dla dzieci i młodzieży. Nie jest więc tak, że Rowling jedna dorobiła się marketingu.
WG: Jedna Rowling załatwiła za to marketing całej masie wydawnictw „or compatible” (nie mówię: naśladowcom, bo część z tego powstała o wiele wcześniej).
ER: No tak, ale to akurat jest argument za nikłym wpływem marketingu na powodzenie serii o Potterze. Nikt nie powtórzył sukcesu Rowling, mimo że mamy teraz na taką twórczość modę.
ASz: Wypada zaznaczyć, że Joanne K. Rowling była debiutantką, odesłaną z kwitkiem przez kilka wydawnictw, więc machina marketingowa nie działała bynajmniej od samego początku. Swoją drogą, często się ostatnio spotyka ten zarzut. „To bezwartościowe książki, tylko silnie wypromowane” – nawet w tej dyskusji. Jasne, że są promowane – szczególnie po tym, jak zaczęto na ich podstawie kręcić filmy – ale z tą bezwartościowością to nie przesadzajmy. Dzieciaki mogą się paru rzeczy dowiedzieć: drobiazgów, w stylu co to jest bezoar, i ważniejszych rzeczy – o rasizmie, o tym, że przymykanie oczu na zło może doprowadzić z czasem do poważniejszych kłopotów… Zauważmy też, jak konsekwentnie autorka propaguje korzyści płynące z czytania książek: w przypadku kłopotów Hermiona natychmiast pędzi po pomoc do biblioteki – i zazwyczaj ją tam znajduje.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
MM: Jestem jak najdalszy od twierdzenia, że cykl o Potterze jest bezwartościowy, ale przecież w poszczególnych książkach można znaleźć różne słabsze strony – choćby w przypadku „Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic” zbytnie podobieństwo w konstruowaniu fabuły z tomem pierwszym. Nie zmienia to faktu, że widząc jakieś niedoskonałości w pisarstwie Joanne K. Rowling, z przyjemnością można sięgać po kolejne tomy. W zupełności zgadzam się też, że dzięki potteromanii wzrasta liczba młodych ludzi czytających książki. Dzieje się tak jednak nie ze względu na zachowanie Hermiony, lecz dlatego, że jak ktoś pochłonie wszystkie siedem tomów, to potem ma ochotę na przeczytanie czegoś podobnego – a stąd już prosta droga do czytelniczego nałogu.
ASz: Pytanie tylko, czy fakt, że czytelnik będzie miał ochotę na przeczytanie „czegoś podobnego” aby na pewno wpłynie na to, że sięgnie on po inne książki – bo może się zdarzyć, że takiego np. Tolkiena odrzuci, „bo to takie nudne i w dodatku prawie w ogóle nie ma czarów”. Pamiętam sprzed kilku lat zacytowaną gdzieś w prasie wypowiedź małoletniego twórcy pierwszej polskiej strony internetowej o Potterze [to był syn jakiegoś znanego muzyka czy piosenkarza], że nie interesują go inne książki, bo nie są o Harrym…
KW: Młody Hołdys.
ED: Tak, ta wypowiedź pokazuje, że przy wszystkich zaletach potterowej serii jej sukces nie oznacza, że w rzeszach dzieci i młodzieży nagle zakiełkuje przemożna chęć czytania. Znam mnóstwo osób, które Tolkiena nie są w stanie przełknąć, bo „za skomplikowane i nudne”(!), a i inne znane powieści tym bardziej nie mają szans powodzenia, skoro zwyczaj czytania jako takiego nie jest zakorzeniony od początków. Sądzę, że „Harry Potter” to przede wszystkim zjawisko popkulturowe nie związane stricte z wiekiem, a z oczekiwaniami czytelników.
KMW: Cały czas sprzeczacie się na temat marketingu, pomijając to, że to są dobrze napisane książki. Wartka akcja, ciekawa zagadka, żywe postaci – to też podstawa sukcesu. Choć ja upatruję powodzenia książek o Harrym w tym, że Rowling zdecydowanie wiedziała, gdzie nacisnąć –– zaoferowała czytelnikom grę w wyobraźnię. Budując złożony świat zostawiła ogromne pole do zabawy, rozwijania opowieści.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
KW: No dobra, ale na razie rzucacie same ogólniki „wiedziała, gdzie nacisnąć”, „wypełniła niszę rynkową”, „złożony świat”. A mnie interesuje pytanie z tytułu naszej dyskusji – skąd to szaleństwo? Bo książek, które odniosły sukces, bo autor „wiedział, gdzie nacisnąć” nie jest wcale mało. Ale innych przykładów książek, po które ustawiają się kolejki w dniu premiery, a media aż kipią od spekulacji, kto zginie, a kto przeżyje, więcej nie znam. Takie szaleństwo było przed premierą „Mrocznego Widma” – i wiele innych przykładów nie przychodzi mi do głowy.
A może właśnie „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” był po prostu zwykłą książką, która się spodobała i zdobyła popularność (jak – przepraszam za porównanie – książki Paulo Coelho), a o szaleństwie zadecydował ów doskonały marketing?
Choć przyznam, że z moim dwuletnim stażem marketingowca bardzo bym chciał się dowiedzieć, jak to właściwie się robi…
MRW: Ależ, Konradzie, gdybyśmy potrafili udzielić dokładnej odpowiedzi, nie mielibyśmy czasu na tę dyskusję, zbyt zajęci liczeniem kupy funciaków.
KW: Ale możemy posnuć hipotezy, nie? Mówiliśmy o tym na samym początku – prosi się o interpretacje jungowskie i analizę wpływu tego gościa od archetypów – Josepha Campbella. No bo mamy tu i mentoring (Dumbledore), i sieroctwo (to chyba też do archetypów się zalicza), i jakiś Quest, i zmagania Dobra ze Złem. I pewnie w jakimś stopniu można tym wyjaśniać – ale zapewne gdyby było to takie proste, to każdy twórca brałby na tapetę listę archetypów i według nich kroił dzieło.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2018
Esensja

30 XI 2018

Listopad był miesiącem relacji – i recenzji – z festiwali filmowych, ale nie tylko.

więcej »

Na rubieżach rzeczywistości: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
Marcin Knyszyński

18 XI 2018

„Kosmiczne marionetki” to krótka powieść Philipa K. Dicka, w której odszedł on nieco od gatunku science fiction – jest za to groza, taka w stylu „Strefy Mroku” oraz magiczna fantastyka osadzona we współczesności. Historia pewnego ontologicznego śledztwa, prowadzonego w „typowym, małym, amerykańskim miasteczku” jest metafizycznym kryminałem bez zbrodniarza – jego miejsce zajmuje cała rzeczywistość oraz nasza pamięć, która okazuje się całkowicie niewiarygodnym źródłem informacji.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2018
Esensja

9 XI 2018

Listopad to dla wydawców okres gorączki przedświatecznej, każdy więc powinien w bogatej ofercie znaleźć coś dla siebie – albo do położenia pod choinką.

więcej »

Polecamy

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12

Na rubieżach rzeczywistości:

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Harry Potter i przeklęta chała
— Anna Nieznaj

Fantastycznie po raz drugi
— Dominika Cirocka

Z biblioteki Hogwartu
— Dominika Cirocka

Co za dużo, to niezdrowo
— Dominika Cirocka

Nowa twarz Harry’ego Pottera
— Magdalena Kubasiewicz

Thriller o tematyce społecznej
— Joanna Kapica-Curzytek

Powrót do dzieciństwa
— Aleksandra Otręba

Cudzego nie znacie: Koniec
— Karina Murawko-Wiśniewska, Michał R. Wiśniewski

Cudzego nie znacie: Burza przed burzą
— Michał R. Wiśniewski

Cudzego nie znacie: Feniks w popiołach?
— Agnieszka Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.